wp

Wprowadzanie chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Jak powstała Polska?

Domniemani przodkowie Mieszka i on sam musieli siłą - na drodze niezwykle krwawych walk trwających od początku X wieku - jednoczyć pod swą władzą ziemie między Karpatami a Bałtykiem. Pojęcia "Polanie" (i wyrosłe z niego "Polacy") oraz łacińskie "Polonia" i odpowiadające mu słowiańskie "Polska" są prawdopodobnie tworami sztucznymi, które powstały w ramach prowadzonej przez pierwszych Piastów dalekowzrocznej i przemyślanej polityki konsolidacyjnej swego władztwa. Wymyślenie tych terminów było zapewne jednym z działań propagandowych, mających na celu nadanie jednolitych nazw nowemu państwu oraz zamieszkującej je ludności. Kto więc w latach 60. X wieku przyjął chrzest, skoro nie cała "Polska"? - pisze Artur Szrejter w artykule dla WP.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Obraz Jana Matejki "Zaprowadzenie chrześcijaństwa"
Obraz Jana Matejki "Zaprowadzenie chrześcijaństwa" (Wikimedia Commons)

Wprowadzenie chrześcijaństwa na ziemiach dzisiejszej Polski jest zagadnieniem niezwykle obszernym oraz trudnym do interpretacji. Z tego powodu podręcznikowe i używane potocznie stwierdzenie "chrzest Polski nastąpił w roku 966" należy uznawać za uogólnienie, czyli komunikat, który ma za zadanie przekazywanie trudnych treści w sposób hasłowy: krótki i prosty. Wszystkie zaś uogólnienia charakteryzują się tym, że zawarte w nich informacji są tylko częściowo prawdziwe.

Nowe spojrzenie

wp

Ustalenia naukowców "okresu milenijnego" (jak się nazywa prowadzone w latach 50., 60. i 70. XX wieku badania historyczne i archeologiczne związane z tysięczną rocznicą powstania państwa polskiego) przedstawiły wizję początków Polski jako procesu w miarę pokojowego, w ramach którego szybko i niemal bezkonfliktowym wprowadzono chrześcijaństwo. Wizja ta na długie lata stała się obowiązująca i do dziś kształtuje wiedzę o epoce pierwszych Piastów. Tymczasem teorie historyczne i liczne odkrycia archeologiczne ostatniego ćwierćwiecza w znaczny sposób zmieniły "milenijny" obraz budowy i chrystianizacji państwa pierwszych Piastów. Jak to jednak często bywa z nowymi osiągnięciami nauk humanistycznych, są słabo znane - albo w ogóle nieznane - szerokiemu kręgu odbiorców.

W artykule zajmę się tylko kilkoma wybranymi zagadnieniami historycznymi dotyczącymi tego tematu, zaś bardzo ciekawe kwestie archeologiczne pozostawię na inną okazję. W obrębie danych historycznych skupię się na ukazaniu podstawowych aspektów "prawdziwości i nieprawdziwości" uogólnienia "chrzest Polski nastąpił w 966 roku".

Siła skojarzeń

Prawdziwość tego stwierdzenia tkwi w jego wymowie ogólnej, że za czasów Mieszka I kraj, którym władał, został włączony do grona państw chrześcijańskich, dzięki czemu w oczach zagranicznych obserwatorów przeszedł z "barbarzyństwa" do "cywilizacji". Była to bardzo ważna zmiana postrzegania władztwa pierwszych Piastów, gdyż dzięki temu zaczęło być traktowane jako mniej lub bardziej równorzędny partner w stosunkach międzypaństwowych w obrębie wspólnoty chrześcijańskiej. Zatem podręcznikowe stwierdzenie przekazuje treść prawdziwą w tym sensie, że ukazuje, iż w latach 60. X wieku kraj Mieszka uzyskał zupełnie inny status - tak w perspektywie politycznej, jak religijnej. Z tego punktu widzenia uogólnienie o "chrzcie Polski w roku 966" jest niezwykle przydatnym wytrychem językowym, który wywołuje systematyzujące i lokujące w czasie skojarzenia: chrzest = nasi przodkowie stają się chrześcijanami; rok 966 = początki państwa polskiego. W efekcie spełnia swoje założenia hasła informującego o ważnych kwestiach związanych
z epoką pierwszego historycznego władcy z dynastii nazwanej później piastowską. Cała reszta informacji zawartych w tym stwierdzeniu należy już, niestety, do obszaru "pozornej prawdziwości" lub nawet "nieprawdziwości".

wp

Kwestia "Polski"

Pierwsza wątpliwa kwestia wynika z faktu, że w latach 60. X wieku nie istniało pojęcie "Polska". Zapewne jedynym funkcjonującym - zarówno wewnętrznie, jak i w stosunkach międzypaństwowych - określeniem było "kraj Mieszka". Także często stosowany dzisiaj przez naukowców i popularyzatorów nauki termin "państwo gnieźnieńskie" został wymyślony przez badaczy, aby wyrazić przekonanie, iż centrum owego państwa znajdowało się w Gnieźnie lub ogólnie w ziemi gnieźnieńskiej. Pomijam już fakt, że termin ten zastosowano na skutek niewłaściwego zrozumienia wyrażenia łacińskiego "civitas Schinesghe" z dokumentu "Dagome iudex", gdzie nie oznaczał "państwo gnieźnieńskie", a "gród/miasto Gniezno [lub... Szczecin]".

Natomiast pojęcia "Polanie" (i wyrosłe z niego "Polacy") oraz łacińskie "Polonia" i odpowiadające mu słowiańskie "Polska" są prawdopodobnie tworami sztucznymi, które powstały w ramach prowadzonej przez pierwszych Piastów dalekowzrocznej i przemyślanej polityki konsolidacyjnej swego władztwa. Wymyślenie tych terminów było zapewne jednym z działań propagandowych, mających na celu nadanie jednolitych nazw nowemu państwu oraz zamieszkującej je ludności, która składała się przecież z wielu dopiero co połączonych pod jednym berłem plemion. Analogiczny zabieg propagandowy obserwujemy w ówczesnej Skandynawii, gdzie przypuszczalnie za rządów Olafa Tryggwasona (panował 995-1000) na określenie jednoczonych przez tego króla ziem norweskich zaadaptowano istniejący już wcześniej termin geograficzno-handlowy "Nordvegr" - "Północny Szlak [Morski]", aby scementować ideowo obszar wcześniej rozbity na wiele lokalnych państewek.

Nie wiadomo, czy nazwy "Polanie", "Polonia", "Polska" wymyślono już za rządów Mieszka I, czy dopiero za czasów Bolesława Chrobrego (na przykład w dobie zjazdu gnieźnieńskiego roku 1000) - różni badacze mają na ten temat odmienne poglądy. Niezależnie jednak, kiedy ów zabieg propagandowy został przeprowadzony, był niezwykle potrzebny zarówno dla wewnętrznej konsolidacji państwa, jak i dla zewnętrznego umacniania jego wizerunku. Musimy sobie bowiem uświadomić, że w latach 60. X wieku, czyli w czasie, gdy Mieszko postanowił przyjąć chrześcijaństwo, nie istniało pojęcie wspólnoty plemion zamieszkujących ziemie dzisiejszej Polski. Co więcej, książę władał w tamtym czasie jedynie Wielkopolską, Kujawami, zachodnim Mazowszem, a być może również Pomorzem Wschodnim i północną Małopolską. Reszta terenów dzisiejszej Polski należała do Czech (Śląsk i południowa Małopolska) albo zajęta była przez niezależne plemiona słowiańskie (Pomorze Zachodnie i Środkowe, wschodnie Mazowsze), albo też przez ludy bałtyjskich Prusów
(Mazury i Warmia). Z tego przeglądu wynika, że w latach 60. X wieku nie istniał jeszcze twór państwowy, który można by - nawet w przenośni - nazywać "Polską". Nie istniało również jakiekolwiek "poczucie wspólnoty" między zamieszkującymi te obszary plemionami słowiańskimi. Domniemani przodkowie Mieszka i on sam musieli siłą - na drodze niezwykle krwawych walk trwających od początku X wieku, których wyraźne ślady odkryto podczas badań archeologicznych ostatniego ćwierćwiecza - jednoczyć pod swą władzą ziemie między Karpatami a Bałtykiem. Jednym z ostatnich aktów owego procesu konsolidacyjnego było wymyślenie nazw "Polanie" i "Polska". A zaczęto je stosować (i to tylko w ograniczonym zakresie: dworskim i dyplomatycznym) dopiero jakiś czas po wejściu krainy Mieszka do grona państw chrześcijańskich.

wp

Czyli nie ma możliwości, aby używać terminu "Polska" wobec władztwa Mieszka w czasie wkraczania na nasze ziemie chrześcijaństwa, a jednocześnie pozostawać w zgodzie z prawdą historyczną.

Kwestia "chrztu"

Kto więc ów chrzest przyjął, skoro nie cała "Polska"? Oczywiście tylko ci, którzy na forum ogólnoeuropejskim byli uznawani za najważniejszych przedstawicieli tak zwanego państwa gnieźnieńskiego: Mieszko, jego rodzina oraz zapewne garstka najbliższych współpracowników (kilku możnych czy paru drużynników). Nikt więcej nie miał szans wziąć udziału w pierwszej fazie chrystianizacji, bowiem był to akt czysto polityczny o wydźwięku międzypaństwowym. Z tego samego względu wydarzenie to niczego nie zmieniało w życiu zwykłych mieszkańców okolic Poznania, Giecza czy Gdańska. Zatem o wydarzeniach roku 966 powinno się mówić jako o "chrzcie Mieszka", gdyż tylko takie stwierdzenie oddaje prawidłowy sens tamtej sytuacji.

Dopiero następne dziesięciolecia, a nawet stulecia (!) zdecydowały, że Polska stała się chrześcijańska. Proces ten przebiegał niezmiernie powoli. Zaczął się od wzniesienia kilku kościołów (często stanowiących część palatium - "pałacu" książęcego) w największych grodach, przede wszystkim wielkopolskich (Gniezno, Poznań, Ostrów Lednicki, Giecz) i środkowopolskich (np. Kalisz). Potem przyszła pora na budowę świątyń w ważniejszych grodach ziem bardziej oddalonych od centrum wielkopolskiego - w Małopolsce, na Mazowszu, Pomorzu Wschodnim (odrębną sprawą są kościoły Krakowa czy domniemane pierwsze świątynie śląskie, gdyż najstarsze z nich mogły zostać wzniesione w czasach panowania czeskiego). Uważa się, że za czasów Bolesława Chrobrego i Mieszka II (czyli do lat 30. XI wieku) siecią kościelną zostały objęte wszystkie duże i średnie grody państwa Piastów - od Przemyśla po Międzyrzecz i od Wrocławia po Kałdus (ważne osiedle wczesnomiejskie założone przez pierwszych Piastów w okolicy dzisiejszego Chełmna nad dolną
Wisłą). Z tego widać, że akcja budowy pierwszych świątyń - niektóre były duże, reprezentacyjne, kamienne - w najważniejszych ośrodkach trwała wiele dziesięcioleci i wymagała wielkich nakładów finansowych ze strony państwa. Mówimy jednak tylko o wczesnych miastach, bowiem aż do XII wieku żadna poważniejsza akcja chrystianizacyjna na ziemiach polskich nie wyszła poza teren grodów i podgrodzi. A co się z tym wiąże - nie mogło dojść do znaczącego ani trwałego procesu nawracania mieszkańców wsi, zaś właśnie oni stanowili większość mieszkańców państwa. Dopiero w II połowie XII i w I połowie XIII wieku doszło do systematycznego tworzenia parafii wiejskich. I dopiero wtedy Polska stała się krajem chrześcijańskim, gdyż Kościół mógł oddziaływać poprzez prowincjonalną sieć parafialną także na mieszkańców wsi. Nawet jednak wówczas wykorzenianie wierzeń w stare bóstwa i demony słowiańskie nie było łatwe. Zwyczaje i przesądy pogańskie trwały przez całe stulecia. W XIII wieku przed ruszającą na wojnę armią księcia
wielkopolskiego Władysława Laskonogiego szła wiedźma, która za pomocą sita wróżyła i "zaczarowywała" powodzenie wojsk chrześcijańskiego księcia. Z kolei w połowie XV wieku na jednym z synodów biskupów polskich uchwalono pouczenie dla szeregowych duchownych, aby zwalczali obrzędy pogańskie takie jak palenie i topienie Marzanny na początku wiosny.

wp

Mimo to trzeba stwierdzić, że na tle okolicznych krajów Polska wcale nie była zapóźniona pod względem wprowadzania nowej religii. Także na Węgrzech czy w Szwecji dopiero w XII i XIII wieku powstała prowincjonalna sieć parafialna, pozwalająca na skuteczną chrystianizację mieszkańców wsi.

Jak więc widzimy, nie ma mowy o "chrzcie Polski" za Mieszka I. Chrzest objął tylko księcia i jego bliskich, a do końca panowania tego władcy akcja ewangelizacyjna objęła zaledwie kilka największych grodów. Czyli został wówczas uczyniony tylko pierwszy krok ku chrystianizacji ziem polskich. Był to jednakże krok niezwykle ważny, gdyż miał olbrzymie znaczenie dla polityki międzypaństwowej i umocnienia pozycji kraju Mieszka w gronie chrześcijańskiej ekumeny.

Kwestia "roku 966"

Zupełnie inną sprawą jest wątpliwość czy chrzest Mieszka odbył się rzeczywiście w roku 966. Data ta, silnie zakorzeniona w naszej świadomości narodowej, nie została utrwalona w żadnym źródle współczesnym temu wydarzeniu. Dopiero znacznie późniejsze, bo trzynastowieczne roczniki kościelne wymieniają rok 966. Przyjmuje się, że przekazy te ("Rocznik krakowski" dawny czy "Rocznik kapitulny krakowski") powstały jako kompilacje wcześniejszych zapisków kościelnych, problem jednak w tym, że owe domniemane pierwowzory się nie zachowały, zatem ich istnienie jest jedynie przypuszczeniem badawczym. W tych samych i w innych późnych źródłach (np. w "Spominkach gnieźnieńskich" czy w "Roczniku poznańskim") podane są też inne daty okoliczne: rok 965 - przyjazd na dwór Mieszka jego przyszłej żony Dobrawy (córki księcia Czech Bolesława); rok 968 - przybycie Jordana, który został misyjnym "biskupem Polski" (ewentualnie "poznańskim", w zależności od przekazu). Także wobec tych zapisków nie ma żadnej pewności, że pochodzą z
istniejących wcześniej kronik czy roczników kościelnych. Z kolei współcześni czasom pierwszych Piastów historycy tacy jak Thietmar, choć piszą o Mieszku lub o Dobrawie, nie podają dat dotyczących chrztu ani ślubu władcy Gniezna.

wp

W efekcie lokowanie konwersji Mieszka na rok 966 należy uznawać za domysł kompilatorów późnych kronik kościelnych, którym logiczne wydawało się, że chrzest księcia musiał nastąpić między przybyciem Dobrawy a przyjazdem do Poznania biskupa misyjnego Jordana. Czyli mamy do czynienia nie z faktem historycznym, a jedynie z domysłami rocznikarzy żyjących całe stulecia później.

Istnieje tylko jedno źródło z epoki, które można uznać za zachowujące autentyczną tradycję dworu gnieźnieńskiego, a jednocześnie podające konkretne daty. Roczniki praskie, mimo że spisane w Pradze, są częściowo oparte na informacjach ze zrabowanego przez Czechów w 1038 roku (podczas najazdu na Polskę) jedynego egzemplarza Roczników gnieźnieńskich, który później zaginął. Gnieźnieńskie roczniki były źródłem współczesnym pierwszym Piastom (zostały spisane na początku XI wieku), powinny więc zawierać informacje z pierwszej ręki o chrzcie Mieszka. Niestety w ich czeskiej "kopii" została podana tylko jedna data dotycząca czasów Mieszka: "rok 968 - Polonia zaczęła mieć biskupa". Ani słowa o chrzcie ani o ślubie z Dobrawą. Zatem źródło czeskie, które jako jedyne miało dostęp do najstarszych kościelnych zapisków gnieźnieńskich, nie przekazuje daty przejścia Mieszka na nową wiarę. Czyli nie istnieje ani jeden wiarygodny przekaz, który by w sposób pewny informował, kiedy nastąpił chrzest księcia.

Właśnie tym tropem idą niektórzy naukowcy, którzy w ostatnich latach proponują przesunięcie tego wydarzenia o rok albo dwa (czyli na rok 967 lub 968), a dysponują ku temu poważnymi argumentami wynikającymi z analizy ówczesnej politycznej działalności księcia Gniezna. Nie będę tutaj rozwijał ani komentował tych poglądów, gdyż jesteśmy tuż przed 1050. rocznicą "chrztu Polski", zaś właśnie na tę okazję szykowane są przez niektórych historyków i archeologów książki poświęcone Mieszkowi. Opracowanie na temat nowej datacji chrztu księcia przygotowuje profesor Leszek Słupecki; profesor Przemysław Urbańczyk pisze poświęconą Chrobremu pracę, będącą kontynuacją tez zawartych w jego niedawno wydanej biografii Mieszka I; doktor Wojciech Wróblewski planuje autorską (i zaskakującą) wizję gospodarczych źródeł wojskowej potęgi Mieszka. Wymienieni badacze na pewno nie są jedynymi, którzy szykują książki na okrągłą rocznicę. Proponuję więc, abyśmy poczekali na te publikacje i wtedy zobaczyli, jakie nowe teorie zaproponują
naukowcy zajmujący się pierwszymi Piastami.

Co ma znaczenie?

Jakie wnioski nasuwają się po tej skrótowej analizie ukazującej, że przedstawione na początku artykułu hasło o "chrzcie Polski w roku 966" może nie kryć ani jednego prawdziwego stwierdzenia? Wnioski są dwojakie. Z jednej strony, biorąc pod uwagę kwestie naukowe, dalsze badania nad kształtowaniem się nazw "Polska" i "Polacy", nad datą chrztu Mieszka, nad rozwojem państwowości polskiej, nad chrystianizacją naszych ziem - mogą w końcu przynieść ciekawe efekty i dać jasne odpowiedzi na wszelkie niejasności (choć na to bym nie liczył).

Z drugiej strony patrząc, obojętnie jak zakończą się dyskusje naukowców, nie będą miały większego wpływu na funkcjonowanie w ogólnospołecznej świadomości hasła: "chrzest Polski nastąpił w 966 roku". Dlaczego? Gdyż dla mało kogo poza badaczami ważne jest rozróżnienie, czy chrzest przyjął sam władca czy cały kraj. Albo czy w owym czasie już istniała czy jeszcze nie istniała nazwa "Polska". Dla ogółu społeczeństwa ważne jest sama wymowa uogólnienia o "chrzcie Polski w 966 roku", czyli znaczenie ma jedynie hasłowy przekaz, że w latach 60. X wieku, za panowania Mieszka I, nasz kraj wszedł do grona państw chrześcijańskich, co można uznawać za symboliczny początek naszego państwa.

Co więcej, sami naukowcy i popularyzatorzy nauki chętnie posługują wytrychami słownymi typu "Polanie" już wobec mieszkańców państwa Mieszka czy "Piastowie" wobec domniemanych przodków pierwszego historycznego władcy Polski. Używają tych wytrychów, gdyż... tak jest łatwiej. A ci czytelnicy, którzy są świadomi stanu rzeczy, i tak wiedzą, że chodzi o uogólnienia, które ze swej natury są komunikatami tylko częściowo prawdziwymi, za to w sposób kapitalny uproszczającymi wszelkie wywody.

Artur Szrejter dla Wirtualnej Polski

Polub WP Opinie
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.