Qaqwqwrqw

Jacek Żakowski: Światowy rok patologicznej rodziny

Nic się wielkiego nie stało. To jest najważniejszy problem mijającego roku. W świetle łuny pożarów widać sylwetki strażaków, którzy zamiast gasić, walą się toporkami po głowach i próbują nawzajem wyciągać sobie portfele z kieszeni.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
15 grudnia 2018 roku. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Polska pod rządami PiS staje się "bijącym sercem Europy".
15 grudnia 2018 roku. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Polska pod rządami PiS staje się "bijącym sercem Europy". (PAP, Fot: Bartłomiej Zborowski)
Qaqwqwrqw

Schrzaniliśmy ten rok koncertowo. Jako tak zwana wspólnota międzynarodowa. Jako tak zwany Zachód. Jako Unia Europejska. Jako Polska. Jako obóz rządzący i jako demokratyczna opozycja w Polsce.

Schrzaniliśmy rok 2018 głupio, jak mało który. Bo mieliśmy, jak rzadko, dużo dobrych kart, a nie użyliśmy ich. Wszystkich nas te zmarnowane szanse będą w przyszłości bolały. I to mocno, choć trudno wskazać konkretne zdarzenia, za które będziemy płacili.

To nie był rok pamiętny - jak 2008, kiedy po krachu bankowym wybuchł kryzys turbo kapitalizmu; jak 2001, kiedy po ataku na WTC upadło marzenie o globalnej demokracji; jak 1989, kiedy po obaleniu Muru Berlińskiego komunizm przegrał z kapitalizmem, a autorytaryzm z demokracją; jak 1968, kiedy po protestach studenckich załamała się stara, hierarchiczna kultura Zachodu; ani jak 1945, kiedy z końcem II Wojny zaczęło się amerykańskie stulecie.

Qaqwqwrqw

Na pozór był to rok bezbarwny i banalny. Mimo wielu ostrych słów, które z wielu stron padały - żadne straszne rzeczy się nie wydarzyły i żadne wielkie wydarzenia szczególnie się nie zapisały w pamięci. W normalnej sytuacji nie był by to więc zły rok. Sęk w tym, że sytuacja jest całkiem nienormalna. Niemal wszyscy są bardzo słusznie zgodni, iż - inaczej niż zwykle - by przetrwać potrzebujemy istotnych przełomów w wielu poważnych sprawach. A ich nie potrafimy dokonać.

Polska

W Polsce ten rok wygrał Władimir Putin. Jest to jeden z jego coraz mniej licznych sukcesów. Ale bardzo ważny. Bo zapowiadający, że jeden z kluczowych sąsiadów znów się stanie łatwym kąskiem.

Nawet z daleka widać, że się pogubiliśmy, co ogłaszają zagraniczne media, organizacje, a także zaprzyjaźnione rządy. Bo w ciągu tego roku jednocześnie załamała się moralna legitymizacja rewolucyjnej władzy i broniącej konstytucyjnego ładu opozycji, a nikt nie zdołał wypełnić powstającej politycznej pustki, choć niby są chętni pretendenci.

Qaqwqwrqw

Jeśli dodamy moralną katastrofę Kościoła, regres ruchów broniących demokracji, renesans (zwykle zasadnych, ale egoistycznych) protestów ekonomicznych i trwałość rozkładu politycznych sił, trudno nie zauważyć, że Polska znów wchodzi w fazę smuty mogącej doprowadzić do stopniowego rozkładu.

Władza „dobrej zmiany” od początku miała mocno pod górę, ale w tym roku jej słabości zawyły. Zaczęło się od spowodowanej rewolucyjnym zapałem i dyletanckim podejściem do stosunków międzynarodowych afery z nowelizacją ustawy o IPN, która wywołała konflikt z USA, Izraelem i światowymi mediami. W czerwcu pod naciskiem z zewnątrz Sejm musiał uchwalić pisane w Izraelu poprawki do poprawek.

Podobne upokorzenie czekało nas w końcu roku, gdy - również pod naciskiem zewnętrznym - Sejm musiał nowelizować nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym.

Renesans godności i suwerenności obiecywany przez PiS zamienił się w upokarzający spektakl podległości. Podobnie stało się z hasłem uczciwej władzy. Od afery z gigantycznymi premiami dla rządu, mnożące się kolizje rządowych limuzyn, sprawę Stachowiaka i reakcję na "urodziny Hitlera", przez niezliczone awanse i przywileje "samych swoich", po sprawę KNF, SKOK-ów i zarabiających po kilkadziesiąt tysięcy "aniołków" Glapińskiego, "dobra zmiana" okazała się wyjątkowo dobra głównie w rozpasaniu, mataczeniu, pazerności, nepotyzmie.

Qaqwqwrqw

Coraz gorzej radziła zaś sobie z gaszeniem wywoływanych przez siebie kryzysów. "Się należało" (Szydło o premiach rządu), "plan Zdzisława" (Chrzanowskiego w rozmowie z Czarneckim), "najwyższe standardy (…) patriotyzmu" (Glapiński o Chrzanowskim), "Nie zawsze jest tak, że bandyta bije tego dobrego" (Bierecki o pobiciu Kwaśniaka), "wyimaginowana wspólnota" (Duda o UE), stały się symbolami odklejania się władzy i jej arogancji.

Kontredanse z cenami prądu, z protestem niepełnosprawnych, z Marszem Niepodległości, z podwyżkami dla policji, pracowników prokuratury i sądów, z węglem w obliczu szczytu klimatycznego, z nieustannym poprawianiem przez sejm poprawek do poprawek, pokazały chaotyczność rządów Zjednoczonej Prawicy całkowicie skoncentrowanych na utrzymaniu władzy, a w niewielkim stopniu na jej dobrym sprawowaniu. Po roku okazało się, że zamiana Szydło na Morawieckiego nic dobrego nie wniosła. W ten sposób padł mit "dobrej zmiany".

Opozycja, której głównym celem jest odsunięcie PiS, też przegrała ten rok. Platformie udało się połknąć wyborców Nowoczesnej i dużą część jej samej; zatrzymać i odeprzeć natarcie liderów antyPISowskiego protestu na scenę polityczną; podzielić lewicę przytulając grupkę Barbary Nowackiej; obronić większe miasta w wyborach samorządowych; odnieść istotne sukcesy na arenie międzynarodowej. Udało się jej wreszcie stać niekwestionowanym liderem obozu demokratycznego w Polsce.

Wszystko to nie dało jednak sondażowego wzmocnienia anty-PiS-u.

Qaqwqwrqw

Sukces Grzegorza Schetyny został okupiony zgaszeniem zrodzonej pod rządami PiS nowej politycznej energii. PO tak skupiła się na wewnątrzpartyjnej i wewnątrz opozycyjnej rozgrywce, że poza obroną sądów w żadnym sporze społeczeństwa z władzą nie zaproponowała jasnej alternatywy.

Od ruchu obrony oświaty przed deformą i Puszczy Białowieskiej przed wycinką, przez sprzeciw wobec demoralizacji Kościoła i walkę ze smogiem, po protesty płacowe policjantów, lekarzy, nauczycieli, pracowników LOT i problem koniecznej podwyżki cen prądu, Platforma była praktycznie niewidoczna albo nieistotna.

Podobnie zresztą, jak wciąż niezdolne do zjednoczenia ugrupowania lewicy. Sondaże stoją w miejscu, bo słabość opozycji utrwala pozycję władzy, której słabości utrwalają pozycję opozycji. Koniec roku zamroził tę sytuację, gdy w Radzie Warszawy podczas telewizyjnej transmisji Koalicja Obywatelska pod wodzą radnej Grupińskiej zamknęła dyskusję o bonifikatach, zanim się ona zaczęła, czyli zachowała się tak, jak w komisji sejmowej zachowuje się Zjednoczona Prawica pod wodzą posła Piotrowicza. W ten sposób runął mit demokratycznej PO walczącej z antydemokratycznym PiS.

Kościół też miał fatalny rok. "Kler" Wojciecha Smarzowskiego idealnie wpisał się w narastające nastroje antyklerykalne wywołane ostentacyjną służalczością władzy wobec księży i ich postępującą demoralizacją. Kościół nie umiał ani odpowiedzieć w sposób przekonujący na falę skandali seksualnych, ani odlepić się od polityków prawicy.

Qaqwqwrqw

Symbolem tej patologii stały się obrazy rządu pląsającego w Toruniu przy dźwiękach "Abba, Ojcze!", niemowlęce buciki przed kościelnymi nieruchomościami, słowa abp Michalika o dzieciach, która "same lgną" do duchownych i bezradność wobec skandalu wokół księdza Jankowskiego.

Europa

W Europie ten rok należał do wrogów Unii, chociaż pod koniec tendencja się jakby zachwiała. Zdecydowanie osłabł francusko-niemiecki silnik, bo osłabła pozycja kanclerz Merkel i prezydenta Macrona.

To osłabiło Unię, ale - paradoksalnie - skłoniło Komisję Europejską do bardziej zdecydowanych zachowań, które przyniosły niewielkie lecz symbolicznie znaczące sukcesy. Włochy ustąpiły Komisji dostosowując budżet do jej oczekiwań i ograniczając deficyt.

Polska podporządkowała się wydanemu na wniosek Komisji postanowieniu Trybunału Sprawiedliwości UE i podwyższyła wiek emerytalny sędziów.

Brytyjski rząd zrozumiał, że Wielka Brytania sama musi ponieść koszty Brexitu i zaakceptował pozostawienie otwartej granicy między Irlandią (należącą do Unii) a Irlandią Północną (należącą do Wielkiej Brytanii). Donald Trump zrozumiał, że nie opłaci mu się handlowa wojna z Europą i odpuścił sankcje.

Dzięki temu stało się wreszcie jasne, że Unia, która zawsze z uporem szuka zgody, ma jednak polityczne granice, poza które się przed nikim nie cofnie. To wzmacnia jej autorytet, co jest ważne w obliczu nadchodzących wyborów europejskich, ale nie zmienia faktu, że plany dalszej integracji zawisły na kołku, a w następnym Parlamencie Europejskim eurosceptyków będzie dużo więcej, niż w obecnym.

Wciąż nie ma realistycznej i sensownej odpowiedzi na rzucające się w oczy wyzwanie, jakim jest zatarcie się projektu europejskiego. Nie ma jej z mniej więcej tego samego powodu, który stoi za porażkami PiS i jego niezatapialnością, sondażową bezowocnością sukcesów PO, bezradnością Kościoła wobec kryzysu moralnego i bezradnością świata wobec kryzysów globalnych.

Światowy wspólny mianownik

Kiedy popatrzy się szerzej, widać, że wszyscy mamy podobne problemy, a w gruncie rzeczy jeden zasadniczy problem.

Przez dobre kilkaset lat ludzie ze zmiennym szczęściem pracowali na to, by nasze relacje można było oprzeć na przewidywalności i uzgodnionych w miarę powszechnie regułach, których fundamentem była zasada zaufania. Dzięki temu działały traktaty pokojowe, umowy handlowe, systemy konstytucyjne, demokracje przedstawicielskie itd. A teraz zaufanie znikło. Ponieważ zasadniczo nikt już nikomu nie ufa lub ufa tylko swoim w najściślejszym sensie, racjonalność zbiorowej korzyści została zastąpiona przez racjonalność korzyści osobistej.

Jak w klasycznej patologicznej rodzinie, każdy myśli teraz wyłącznie o sobie i ciągnie ku sobie, ile może. Dlatego kontrola zbrojeń przestała być możliwa. Dlatego dalsza eurointegracja przestała być możliwa.

Dlatego w Katowicach nie udał się krok do przodu w sprawie ochrony klimatu. Dlatego PiS mianuje swoich dyletantów zamiast niezależnych fachowców, w których niezależność i kompetencje (częściowo słusznie) nie wierzy.

Dlatego trwają absurdalne wojenki. Dlatego minister chce kontrolować sądy i wyroki. Dlatego zrywa się związek między coraz ostrzejszymi słowami, dlatego opozycja nie może się integrować, a może się tylko pożerać. Dlatego biskupi bronią do upadłego księży przed oskarżeniami świeckich. Dlatego opozycja przejmuje antydemokratyczne obyczaje władzy. Dlatego wojny handlowe zastępują porozumienia handlowe itd.

Ten rok, w którym nic szczególnego się pozornie nie stało, miał w Polsce, w Europie i niestety na świecie, jeden wspólny mianownik, który od bardzo dawna nie istniał z taką intensywnością. Nasza najszerzej rozumiana rodzina stała się rodziną patologiczną, w której każdy śmieci, brudzi, niszczy, zużywa, wyjada, oszukuje innych uważając, że nie warto narzucać sobie samoograniczeń, skoro inni też tego nie zrobią. A prawie nikt już nie wierzy, że inni to zrobią. Zdecydowana większość sądzi, że inni źle postępują lub by postępowali, więc też tak postępuje.

Dlatego, ogólnie mówiąc, wszystko się rozwala, a nic nowego nie może trwale powstać, by zastąpić dotychczasowy porządek czymś lepszym. Jeśli jakimś sposobem nie odbudujemy minimum zaufania, będziemy zastępowali dotychczasowy porządek czymś gorszym. Coraz gorszym. I jeszcze bardziej gorszym. Jak patologiczna rodzina, która sama sobie dewastuje życie i może się pozabijać jeśli na porę nie przyjedzie policja. A niestety policja dla świata chwilowo nie istnieje. Ten rok to pokazał.

Polub WP Opinie
Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

Qaqwqwrqw