Andrzej Stankiewicz o wojnie między opozycją: Kaczyński może zacierać ręce

Szefostwo Platformy to dla Grzegorza Schetyny narzędzie do zdobycia fotela premiera. Problem w tym, że na drodze do realizacji jego życiowego marzenia stanął długo lekceważony przez PO Ryszard Petru. Jarosław Kaczyński może zacierać ręce - zanosi się na potężną wojnę między opozycją – pisze Andrzej Stankiewicz dla Wirtualnej Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Andrzej Stankiewicz o wojnie między opozycją: Kaczyński może zacierać ręce
(PAP, Fot: Leszek Szymański)

Szefostwo Platformy to dla Grzegorza Schetyny narzędzie do zdobycia fotela premiera. Problem w tym, że na drodze do realizacji jego życiowego marzenia stanął długo lekceważony przez PO Ryszard Petru. Jarosław Kaczyński może zacierać ręce - zanosi się na potężną wojnę między opozycyjnymi partiami – pisze Andrzej Stankiewicz dla Wirtualnej Polski.

Powiedzmy sobie wprost: najbliżsi współpracownicy Grzegorza Schetyny pogardzają Ryszardem Petru. Uważają go za pusty produkt marketingowy, nieopierzonego politycznego młokosa, mistrza picu i gładkich słówek. Najbardziej interesuje ich to, ile Petru zarobił pracując w biznesie, czemu tuż po wyborach dokonał podziału majątku z żoną oraz ile kasy trafiło do pani Małgorzaty.

Schetyna zbyt długo czekał na swą polityczną szansę, by dziś bez walki oddać pozycję lidera opozycji „chłystkowi, który nosił teczkę za Balcerowiczem” — jak z lubością określa się w jego otoczeniu początki politycznej drogi Petru, który był współpracownikiem Leszka Balcerowicza.

Schetyna wie, że prędzej czy później opozycja wobec PiS może mieć tylko jedną twarz. I chce być tą twarzą. „Grzegorz będzie dążył do konfrontacji z Petru” - twierdzi jego współpracownik. W planie Schetyny to w tej chwili najważniejszy punkt. Partia Ryszarda Petru w wyborach odebrała Platformie kilka ważnych punktów, a dziś rozpycha się po stronie opozycji, pęczniejąc w sondażach. Dopiero kiedy sondaże się zmienią i Platforma umocni się jako największa partia opozycji, Schetyna na poważnie weźmie się za rywalizację z PiS. Tyle, że aby to osiągnąć, trzeba „pozamiatać” Nowoczesną. „Partia Petru to dziś największe zagrożenie dla Platformy” - przyznaje jeden z najbliższych współpracowników Schetyny.

Był w wyborach wewnętrznych w Platformie kandydat, który miał dobre zdanie o Petru. Był nim Tomasz Siemoniak, były wicepremier i szef MON. Siemoniak sądził, że z Petru należy się dogadać i stworzyć duży blok opozycji przeciw PiS oparty na Platformie, Nowoczesnej oraz PSL i może lewicy. Tyle, że Siemoniak z wyborów się wycofał, bo zrozumiał, że nie ma szans wygrać ze Schetyną. Zwyciężył kurs na starcie. Dlatego właśnie wojna Schetyny z Petru, czy wręcz Platformy z Nowoczesną, jest nieuchronna.

Nowoczesna to niechciane dziecko Platformy. Partia wykiełkowała tylko dlatego, że Donald Tusk i Ewa Kopacz rządzili w taki sposób, że część dawnych wyborców PO poczuła się oszukana i potrzebowała alternatywy. Tusk zrobił dla Petru najwięcej. Gdy w 2014 r. zdecydował się drastycznie zredukować Otwarte Fundusze Emerytalne - symbol oszczędzania przez Polaków na własne emerytury - ponad 2,5 mln Polaków zaprotestowało, podejmując decyzję, że mimo to zostają w OFE. Do tego doszły niezrealizowane zapowiedzi, nieudolne reformy i ośmiorniczki ministrów Tuska u „Sowy”, które nawet dla części wyborców Platformy były ciężkostrawne. To wtedy Petru podjął decyzję, że buduje „partię za OFE i przeciw owocom morza” - dla ludzi, którzy pokazali Tuskowi czerwoną kartkę.

Ewa Kopacz jako następczyni Tuska tylko ułatwiła mu zadanie - Nowoczesna weszła do Sejmu dzięki jej lewicowo-socjalistycznej polityce. Pani premier miała jeden pomysł na kampanię - rozdawanie pieniędzy. Uznała, że kluczem do zwycięstwa są wyborcy słabo uposażeni, których należy odebrać Kaczyńskiemu. Prawie zapomniała o elektoracie liberalnym, dzięki któremu 15 lat temu wyrosła Platforma.

Petru zaczynał kampanię jako outsider, lekceważony przez liderów PO. Dopiero gdy Bronisław Komorowski przegrał wybory, próbował zmusić Kopacz, by zawarła z Petru koalicję wyborczą „wszyscy przeciw PiS”. Skończyło się fiaskiem - doszło co prawda do rozmów, ale i Kopacz i Petru uznali, że nie mają w tym interesu. Właśnie dlatego, że nie dał się skusić na koalicję z PO, Petru może dziś budować swą pozycję na krytyce rządów Platformy - nie rządził, nie chodził nagrywać się do „Sowy”, nie zabrał pieniędzy z OFE i nie próbował dokonać skoku na Trybunał Konstytucyjny. Z tego też powodu spontanicznemu ruchowi KOD, krytykującemu rząd PiS, bliżej jest do Nowoczesnej, niż do Platformy.

Schetyna, liberał z krwi i kości, którego bolało serce, gdy trzeba było podwyższać podatki i zabierać kasę z OFE, doskonale rozumie błędy swych poprzedników. Podczas spotkania z działaczami stołecznej Platformy - opisanego przez „Newsweek” - mówił, że PO przez Tuska i Kopacz utraciła elektorat na rzecz Nowoczesnej. I drwił z Petru, dowodząc, że swój sukces zawdzięcza wyłącznie mediom. „On jest niesiony mediami centralnymi. Wszyscy są zachwyceni: „świeżość, wspaniały polityk, nowa jakość, prawdziwy lider się urodził” – ironizował Schetyna.

Podświadomie odnosił się w ten sposób do swych własnych braków. Bo Schetynę, który w polityce tkwi od dwóch dekad, trudno uznać za nowalijkę, w dodatku nie ma charyzmy partyjnego lidera. To są jego pięty achillesowe w starciu z Petru.

Ale ma też niekwestionowane przewagi. Jest znacznie bardziej doświadczonym graczem politycznym, który niejedno przeżył i z niejednego pieca chleb jadł. I to za nim stoją dziś potężniejsze zastępy — Platforma ma 138 posłów, największy opozycyjny klub w Senacie, ponad 15 mln zł rocznego budżetu i wciąż rządzi w niemal wszystkich regionach. Nowoczesna ma ledwie 29 posłów, żadnego senatora, 6 mln rocznie i nie rządzi nigdzie.

Ale Petru tanio skóry nie odda. Korzystając z wewnętrznego zamętu w Platformie, Nowoczesna złożyła w Sejmie kilka fundamentalnych projektów ustaw - dotyczą one cięcia dotacji państwa na partie polityczne, zniesienia ciszy wyborczej oraz ograniczenia przywilejów działaczy związkowych. Do tego Nowoczesna ma swoje propozycje zmian w podatkach PIT i CIT. Oczywiście, żadnego z tych projektów rządzący PIS nie wprowadzi w życie. Jednak projekty Petru nie są pisane po to, by zostały uchwalone. Stworzono je po to, by nagłośnić postulaty nowej partii i umocnić ją na pozycji lidera liberalnej opozycji. Tak się bowiem składa, że wszystkie złożone przez Petru projekty dotyczą obszarów, w których monopol na liberalizm miała dotąd Platforma.

Walka Schetyny z Petru to nie tylko arytmetyczna walka o głosy i sondaże, to nie tylko starcie o pozycję pierwszego krytyka IV RP. Ponad wszystko to wojna o władzę. Gdy Schetyna był szefem MSWiA w pierwszym rządzie Tuska w latach 2007-2009, wymarzył sobie, że kiedyś będzie premierem. Choć oryginalny plan zdobycia tego fotela wyglądał zupełnie inaczej — polegał na wypchnięciu Tuska do Pałacu Prezydenckiego — ten zasadniczy cel od niemal dekady się nie zmienił. Schetyna chce po kolejnych wyborach zostać premierem, a szefostwo Platformy to pierwszy do tego krok. Z nikim, kto stanie na jego drodze, nie będzie się patyczkował.

Andrzej Stankiewicz dla Wirtualnej Polski

Andrzej Stankiewicz - dziennikarz „Rzeczpospolitej”, a wcześniej „Wprost” i „Newsweeka”. Laureat wielu nagród dziennikarskich, w tym głównej nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polski (2003). W konkursie MediaTORy 2011 zdobył nagrodę NawigaTOR dla najlepszego publicysty. Wraz z Piotrem Śmiłowiczem napisał dwie książki: „Donald Tusk. Droga do władzy” oraz „Zbigniew Ziobro. Historia prawdziwa”.

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.