Polscy studenci na Syberii

Sowieckie represje objęły 2 mln Polaków. Liczba ofiar śmiertelnych wciąż nie jest znana. Byli wśród nich polscy studenci, którzy zamiast do Katynia, trafili na Syberię. - Gdyby ci młodzi ludzie we wrześniu 1939 roku mieli już ukończone studia, byliby również oficerami rezerwy Wojska Polskiego i jako tacy, zostaliby zamordowani przez katów z NKWD. Byli jednak zbyt młodzi na kulę w tył głowy, więc w Moskwie wymyślono dla nich śmierć na raty - pisze dr Tymoteusz Pawłowski w artykule dla WP.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kołyma, więźniowie gułagu budują drogę
Kołyma, więźniowie gułagu budują drogę (Wikimedia Commons)
WP

W 1430 roku król Władysław Jagiełło nadał w Jedlni pod Radomiem przywileje dla szlachty. Jeden z nich znany jest w swoim łacińskim brzmieniu: "Neminem captivabimus nisi iure dictum", czyli "nikogo nie uwięzimy bez wyroku sądowego". Od tamtego czasu wysłanie szlachcica do więzienia nie zależało od królewskiego kaprysu, tylko od wyroku niezawisłego sądu. Dziś na świecie zasada ta jest bardziej znana jako "Habeas corpus" - tak nazywało się podobne prawo uchwalone w Anglii w roku 1679. Jednak to także Polacy podłożyli podwaliny pod podstawowe prawa obywatelskie, bo dziś trudno wyobrazić sobie cywilizowane państwo, które wsadza swoich obywateli do więzienia bez wyroku sądowego...

Niestety, zasada ta nie obowiązywała u sąsiadów Rzeczypospolitej. Zarówno władze niemieckie, jak i rosyjskie mogły pozbawiać ludzi wolności mocą decyzji administracyjnej: policjanta, urzędnika, władcy. I chętnie to czyniły. Niemcy w czasie istnienia III Rzeszy wysyłali ludzi do obozów koncentracyjnych. Rosjanie - od początków istnienia państwa aż do całkiem niedawnych czasów - zamykali ludzi w łagrach albo wysyłali na Syberię. Syberia miała zresztą przez większość czasu bardzo szerokie znaczenie - w jej skład wchodziła miedzy innymi znaczna cześć Kazachstanu.

Polacy z rosyjskimi łagrami - a właściwie: moskiewskimi, carskimi i sowieckimi -stykali się przez wiele lat. Pierwsi Polacy trafili na Syberię już w XVII wieku - byli to jeńcy wojenni. Następnie kolejne powstania narodowe oznaczały kolejną fazę zsyłek. Na krótko skończyły się one wraz z odzyskaniem niepodległości przez Polskę w 1918 roku, okazało się jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść.

WP

Rozkaz 00485 i decyzja P13/144

Ustalenia traktatu ryskiego kończącego w 1921 roku wojnę polsko-rosyjską nie zadowalały wszystkich w II RP. Wskazywali, że za wschodnią granicą pozostawiono znaczną liczbę Polaków. Obrońcy pokoju polsko-rosyjskiego twierdzili jednak, że Moskwie można zaufać, i że będący pod jej kuratelą Polacy będą bezpieczni. Srogo się mylili.

11 sierpnia 1937 roku ówczesny Ludowy Komisarz NKWD Nikołaj Jeżow wydał rozkaz numer 00845. Rozpoczynał on czystkę etniczną w przygranicznych rejonach Związku Sowieckiego. Ziemie te miały zostać oczyszczone z mieszkających tam Polaków. I zostały: wedle wewnętrznych danych NKWD "operacja polska" objęła 139 835 osób. Nie przeżyło jej 111 091 Polaków. 28 744 "szczęśliwców" przetrwało w łagrach i na Syberii. Dziś historycy nie mają wątpliwości - była to zbrodnia na tle narodowościowym, zmierzała do wymordowania Polaków.

Działania te kontynuowano w następnych latach - 17 września 1939 roku Stalin dołączył do Hitlera w ataku na Polskę. W ręce Moskwy wpadła połowa Polski i niemal natychmiast na Polaków spadły represje: morderstwa zaczęły się już 17 września. Początkowo oprawcy skupili się na polskich oficerach i urzędnikach. Największe znaczenie miała decyzja P13/144, podpisana 5 marca 1940 roku przez najważniejsze osoby w państwie sowieckim. Na jej mocy rozstrzelano - co najmniej - 21 768 Polaków, przede wszystkim oficerów, którzy trafili do sowieckiej niewoli. Z punktu widzenia współczesnej Polski najgorszym skutkiem zbrodni katyńskiej jest fakt, że rozstrzelani oficerowie byli w większości oficerami rezerwy, czyli zmobilizowanymi na czas wojny urzędnikami, prawnikami, nauczycielami, lekarzami, inżynierami. Stanowili mniej więcej piątą część polskiej inteligencji.

WP

Cywile

Zbrodnia katyńska - choć polscy i sowieccy komuniści próbowali ukrywać jej winowajców - jest dziś dobrze znana. Mniej znane są losy "zwykłych" Polaków ze wschodniej Polski. Tymczasem represje ogarnęły dużo większą liczbę ludzi, a koniec życia wielu cywilów był równie krwawy, co śmierć wojskowych w Katyniu, Ostaszkowie czy Miednoje.

Masowe wywózki Polaków na wschód rozpoczęły się 10 lutego 1940 roku. Akcję powtarzano cztery razy. Polscy historycy szacują, że objęła ona 800 tys. ludzi, z czego transportu na Syberię nie przeżył co dziesiąty. Rosjanie przyznają się do wywózki jedynie 320 tys. Polaków, a śmiertelność podczas transportów wynosiła - ich zdaniem - nie dziesiątki procentów, a promile.

Dopóki Stalin był sojusznikiem Hitlera, nie można było zbadać sowieckich zbrodni na Polakach. Ale latem 1941 roku rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka i na mocy porozumienia Sikorski-Majski rozpoczęto formowanie Armii Polskiej w ZSRS. Jej żołnierzami byli zesłańcy. Warto przytoczyć dialog publicysty Ksawerego Pruszyńskiego podczas wizyty u żołnierzy:

WP

"- To panowie tu albo z więzienia, albo z łagru?
- Tak, albo z więzienia, albo z łagru.
- Ale takich, co byli na wolności, nie ma? [...]
Oficer milczy. Szuka w pamięci. I powiada:
- W tej dywizji nie ma. W Kołtubiance też. Ale podobno w Tatiszczewie, w naszej piątej dywizji, jest takich trochę."

Od przybywających do wojska zesłańców zaczęto zbierać informacje o innych zaginionych. Bardzo szybko zbieranie informacji zostało sformalizowane, a zesłańcy odpowiadali na cały kwestionariusz pytań. I dzięki tym relacjom - nawet jeśli wciąż nie jest znana liczba Polaków, którzy ucierpieli z rąk Rosjan - wiemy, jakie losy stały się udziałem tych, którzy przetrwali.

"Rozebrali mnie do naga, zaczęli mi zarzucać rzeczy nie do pomyślenia, bijąc mnie kolbami karabinowymi, spowodowali, że straciłem przytomność. Gdy otworzyłem oczy, zmarznięty, bo przeleżałem goły na wilgotnym betonie, widziałem moich oprawców, którzy z perfidią dalej zabrali się do dzieła. Bicie po twarzy - to było na porządku dziennym, dla mnie było poniekąd wytchnieniem, gdyż stosowali skuteczniejsze środki" - opisywał Wacław Grocholski, student Politechniki Lwowskiej. "Mych współtowarzyszy spotkały jednak daleko cięższe kary - relacjonował Władysław Jaworski, z Uniwersytety Jana Kazimierza we Lwowie. - Dwóch z nich przyniesiono do celi ze śledztwa zbitych do czarności od stóp, przez uda, aż po kark".

Ci, którzy mieli szczęście, zostali wysyłani do łagrów. Około 35 tys. Polaków będących "w śledztwie" zostało wymordowanych przez enkawudzistów w pierwszych dniach wojny sowiecko-niemieckiej, podczas akcji "oczyszczania" więzień i aresztów. Czy w przypadku zesłanych można mówić o szczęściu? "Podróż trwała cały miesiąc - wspominała Stanisława Baczyńska, studentka ASP w Krakowie. - W naszym wagonie zachorował jeden człowiek na czerwonkę i leżał tak kilka dni nieprzytomny. Dusiliśmy się od smrodu i wstrętu. Lekarz nie miał ochoty się nim zająć. W innych wagonach szerzyło się robactwo, umierały dzieci i starcy. Było 10 wypadków śmierci." Stanisław Frenkiel opisał z kolei podróż w sposób następujący: "Warunki w pociągu: 80 osób w wagonie towarowym, zupełny brak wody, 700 g chleba na człowieka dziennie, poza tym nic przez 10 dni. Dziesiątego dnia mocny bulion powodujący boleści żołądka, kilka osób umiera na skręt kiszek z tego powodu."

WP

Jak było po dotarciu do łagru? Stanisław Jarmiński z Politechniki Lwowskiej relacjonował: "Na Kołymie w końcu grudnia, w styczniu i lutym mrozy sięgają średnio do 50 stopni. Więźniowie są zwalniani z roboty, gdy mróz osiągnie temperaturę 51 stopni. W rzeczywistości jednak pracowaliśmy bardzo często przy temperaturze niższej, gdyż sam pamiętam dwa wypadki, gdy byłem na robocie i sam widziałem termometr wskazujący raz 58 stopni, drugi raz 54."

Cytowane przeze mnie wspomnienia zaczerpnąłem - a wybierałem dość łagodne - z pracy, której podtytuł brzmi "Relacje studentów z zesłania na Wschód". Jej wydawcy - Michał Laszczkowski i Paweł Libera - nadali tytuł tej książce: "Za młodzi na Katyń". Tytuł trafiony, bo gdyby ci młodzi ludzie we wrześniu 1939 roku mieli już ukończone studia, byliby również oficerami rezerwy Wojska Polskiego i jako tacy, zostaliby zamordowani przez katów z NKWD. Byli jednak zbyt młodzi na kulę w tył głowy, więc w Moskwie wymyślono dla nich śmierć na raty. W aresztach, w transportach, w łagrach, ale także Polaków siłą wcielonych do Armii Czerwonej. Sowieckie represje wobec Polaków objęły 2 miliony ludzi. Liczba ofiar śmiertelnych wciąż nie jest znana, ale sięga setek tysięcy ludzi.

dr Tymoteusz Pawłowski dla Wirtualnej Polski

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP