Trwa ładowanie...
d1b4bso

Paweł Lisicki: rząd nadziei czy spełnienie najgorszych koszmarów?

PiS chce pokazać, że nie zamierza poddawać się naciskom liberalnych mediów na czele z "Gazetą Wyborczą" - trójka Macierewicz, Ziobro, Kamiński to prawdziwe potwory w opowieściach liberalnego salonu. Dla niego ich wybór to swoista deklaracja wojny. Dziś wszyscy trzej i pozostali mają wreszcie szansę zrealizować swój projekt polityczny. Jak to zrobią, pokaże najbliższa przyszłość - pisze Paweł Lisicki w felietonie dla Wirtualnej Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Paweł Lisicki: rząd nadziei czy spełnienie najgorszych koszmarów?
(PAP, Newspix, Forum)
d1b4bso

Czytaj także: Wiesław Dębski o nowym rządzie - Urodził się mały potworek. To kompromitacja naszego kraju

Dla jednych będzie to rząd nadziei, dla drugich to spełnienie najgorszych, sennych koszmarów. Nie mam jednak wątpliwości, że rząd, jaki pospołu przedstawili Jarosław Kaczyński i Beata Szydło, stanowić będzie swoiste novum. Żaden inny wcześniej nie miał tak silnego poparcia politycznego - mając większość w Sejmie oraz życzliwego prezydenta, nowy gabinet ma mandat do przeprowadzenia poważnych zmian. Znaleźli się w nim politycy - Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro czy Mariusz Kamiński, którzy byli symbolami idei IV Rzeczpospolitej. Wreszcie, na jego czele nie stanął lider zwycięskiej partii, co może wskazywać na dążenie do przeprowadzenia w przyszłości zmian konstytucyjnych. Na razie gabinetem kieruje sprawna menadżerka i organizatorka. Co jest siłą, a co słabością nowej rady ministrów?

Tą pierwszą na pewno będą Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju, a także Paweł Szałamacha, minister finansów czy Dawid Jackiewicz, minister skarbu. To wyraźny sygnał skierowany do biznesu, rynków i przedsiębiorców, że gospodarką i finansami zajmą się fachowcy. Rzeczywiście, wystarczy porównać choćby osiągnięcia zawodowe i pozycję wicepremiera Morawieckiego z jego odpowiednikami za czasów rządów PO.

d1b4bso

Przewaga tego pierwszego nie ulega wątpliwości. Morawiecki od lat kieruje jednym z największych banków w Polsce, najpierw mając nad sobą właścicieli irlandzkich, później hiszpańską grupę Santander. To rzadki przypadek, żeby nowi właściciele zachowali przez tyle lat poprzedniego prezesa zarządu. Można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób - docenili kompetencje i wyniki. Wygląda na to, że w nowym rządzie, to właśnie Morawiecki będzie osobą odpowiedzialną za całość polityki gospodarczej. Minister finansów będzie w większym stopniu pełnił rolę księgowego a nie kreatora. Tak czy inaczej Paweł Szałamacha, były wiceminister skarbu w czasach pierwszego rządu PiS, długi czas szef Instytutu Sobieskiego, może być silnym punktem nowej ekipy.

W rządzie znalazł się pierwszy raz profesor Piotr Gliński i to w randze wicepremiera, który ma być odpowiedzialny za kulturę narodową. Tak wysokie umocowanie formalne oraz wybór profesora Glińskiego - od kilku lat bliskiego współpracownika prezesa Kaczyńskiego - wskazuje na wagę, jaką PiS będzie poświęcał kwestii kultury, tożsamości i pamięci narodowej.

Oczywiście, to nie gospodarka i kultura budzi najwięcej emocji przy ocenie gabinetu Beaty Szydło. Kontrowersje, mówiąc eufemistycznie, powoduje decyzja o powołaniu do rządu Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobry i Mariusza Kamińskiego. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że to dowód na lekceważenie opinii publicznej. Nic bardziej podobnego. Wszyscy trzej zdobyli ogromne poparcie w swoich okręgach wyborczych. Macierewicz jest zapewne drugim, po samym Kaczyńskim, najbardziej popularnym politykiem wśród twardego elektoratu PiS.

Wszyscy trzej byli twarzami poprzedniego rządu PiS. Ich ponowne pojawienie się u władzy jest jasnym stwierdzeniem, że Prawo i Sprawiedliwość zamierza dokończyć budowę IV Rzeczpospolitej, tylko tym razem mając znacznie silniejszy mandat do rządzenia. Wreszcie można będzie sprawdzić w praktyce zdolności organizacyjne i prawdziwość diagnozy stanu państwa, jaką przedstawiła partia Kaczyńskiego.

d1b4bso

Antoni Macierewicz pierwszy raz stracił stanowisko ministra spraw wewnętrznych, gdy wykonał lustracyjną uchwałę sejmową. Drugi raz na jego pozycję wpłynął konflikt z Radosławem Sikorskim. Teraz bierze na siebie odpowiedzialność za obronność. Za nim przemawia zdecydowanie i stanowczość, z jaką doprowadził do likwidacji WSI. Przeciw niemu łatwość ferowania wyroków i zapalczywość. Czy będzie potrafił pamiętać, że urzędnikowi państwowemu mniej wolno niż publicyście? I czy będąc w roli ministra odpowiedzialnego za obronność Polski, będzie umiał postępować nie tylko odważnie, ale też ostrożnie?

Nie da się ukryć, że wiele sądów, jakie wypowiadał kierując komisją zajmującą się wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej, bliższe było spekulacjom niż twardym ustaleniom faktów. Jedno jest pewne: jeśli faktycznie dramat smoleński był czymś więcej niż tragicznym wypadkiem, jeśli faktycznie miał być ona efektem świadomego i zaplanowanego działania, jak zdaje się wierzyć minister Macierewicz, PiS ma w ręku wszelkie narzędzia, żeby to udowodnić.

Objęcie funkcji ministra obrony przez Macierewicza ma jeszcze jeden wymiar - pokazuje relatywną słabość Beaty Szydło. Jednak to ona kilka tygodni temu przedstawiła opinii publicznej Jarosława Gowina w roli przyszłego szefa MON. Owszem, zrobiła to zastrzegając się, że mówi o kandydaturze najbardziej prawdopodobnej, ale wielu wyborców może, i słusznie, uznać obecną nominację za złamanie poprzedniej obietnicy. Tym bardziej, że wprawdzie Jarosław Gowin znalazł się w rządzie i to nawet mając funkcję wicepremiera, jednak zajął relatywnie mniej istotne ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego. Twierdzenie, że tak wybrał jest mało przekonywujące - przecież to sam Jarosław Gowin pojawił się obok Beaty Szydło przed wyborami do Sejmu w roli kandydata na szefa MON. Czyżby nagle zmienił zdanie?

Niewiele więcej utargował Zbigniew Ziobro, szef drugiej nominalnie koalicyjnej partii stowarzyszonej z PiS. Wprawdzie stanowisko ministra sprawiedliwości brzmi poważnie, jednak, na razie przynajmniej, znaczy znacznie mniej niż w latach 2005-2007. Wtedy Ziobro, będąc jednocześnie prokuratorem generalnym, stał się twarzą walki z korupcją. Jak silną miał pozycję wskazywało to, że doprowadził nawet do dymisji ówczesnego wicepremiera Ludwika Dorna. Dziś jego nominacja ma raczej charakter symboliczny. Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński chce powiedzieć: z niczego, co mówiłem dziesięć lat temu, się nie wycofuję. Ówczesna diagnoza stanu państwa pozostaje w mocy. Rozpoczęta wówczas rewolucja, umownie nazwana budową IV Rzeczpospolitej, zostanie dokończona.

d1b4bso

Takie samo zdaje się być przesłanie, jakie wynika z mianowania Mariusza Kamińskiego na ministra koordynatora służb specjalnych. Biorąc pod uwagę ich obecną degrengoladę i rozpad, co pokazała afera taśmowa, Kamiński będzie miał za zadanie zbudować je od nowa. PiS chce też pokazać, że nie zamierza poddawać się naciskom liberalnych mediów na czele z "Gazetą Wyborczą" - trójka Macierewicz, Ziobro, Kamiński to prawdziwe potwory w opowieściach liberalnego salonu. Dla niego ich wybór to swoista deklaracja wojny. Dziś wszyscy trzej i pozostali mają wreszcie szansę zrealizować swój projekt polityczny. Jak to zrobią, pokaże najbliższa przyszłość. Od tej pory będą rozliczani nie z tego, co zapowiadali, ale z tego co zrobili.

Paweł Lisicki dla Wirtualnej Polski

Paweł Lisicki - redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy".

d1b4bso

Podziel się opinią

Share
d1b4bso
d1b4bso