Marcin Makowski: Brawo biskupi! Kościół zabiera głos i bierze na celownik ordynację do Europarlamentu

Nowa ordynacja do Parlamentu Europejskiego autorstwa Prawa i Sprawiedliwości to jeden z najmniej przemyślanych pomysłów w polityce partyjnej ostatnich lat. Ustanawiając wysokie progi wyborcze, de facto eliminuje się ze sceny politycznej jakiekolwiek przejawy pluralizmu. Kościół to dostrzegł i wypowiedział się jasno. To potrzebny głos.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Komisja Episkopatu Polski zabrała głos w sprawie ordynacji wyborczej do Europarlamentu. Nie był on przychylny w stosunku do pomysłu Prawa i Sprawiedliwości
Komisja Episkopatu Polski zabrała głos w sprawie ordynacji wyborczej do Europarlamentu. Nie był on przychylny w stosunku do pomysłu Prawa i Sprawiedliwości (East News)
WP

”(…) dominujące partie nie mogą traktować swojej pozycji jako przywileju chronionego przed obywatelami” – czytamy w opublikowanym w czwartek 9 sierpnia liście, skierowanych do polityków i wiernych, podpisanym przez ks. Pawła Rytel-Andrianika, Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. - Prawo wyborcze ma charakter nie tylko techniczny, ale również etyczny; musi być sprawiedliwe i gwarantować możliwość dobrego wyboru reprezentacji opinii publicznej – dodał duchowny, przypominając równocześnie o Katechizmie Kościoła Katolickiego oraz wykładni Soboru Watykańskiego II, które w otwarty sposób promują ideę pluralizmu oraz aktywnej partycypacji obywateli w kształtowaniu spraw publicznych. Nowa ordynacja wyborcza do Europarlamentu autorstwa PiS-u, która w pesymistycznych prognozach ustanawia efektywny próg wyborczy na poziomie 15 proc., stoi w sprzeczności z takim rozumieniem polityki.

Czy Kościół może się mieszać w politykę?

Podobna argumentacja trafia jak widać również do prezydenta Andrzeja Dudy, który zupełnie wprost zasugerował, że poważnie zastanawia się nad wetem ustawy, krytykowanej od początku przez wiele środowisk konserwatywnych, m.in. Klub Jagielloński. Oczywiście list rzecznika KEP, choć w moim przekonaniu usprawiedliwiony i niewykraczający poza ramy społecznej aktywności Kościoła, został już obszernie skrytykowany. Przez jednych z pozycji wytknięcia hipokryzji duchownych i milczenia odnośnie zmian w Sądzie Najwyższym. Przez drugichz kolei zbyty machnięciem ręką, jako ”ustawka”, mająca polegać na dogadaniu się partią i prezydentem, którzy przygotowali projekt mający pełnić rolę straszaka dla hipotetycznej partii o. Tadeusza Rydzyka i Antoniego Macierewicza. Miałaby ona wystartować w bój o Brukselskie apanaże, ale przy tak wysokim progu, jej szanse byłyby jednak iluzoryczne. Jest jeszcze grupa trzecia, jak się okazuje w badaniu przeprowadzonym przez WP na panelu Ariadna – najliczniejsza. Otóż 54 proc. ankietowanych jest zdania, że Kościół nie powinien zabierać głosu w sprawach polityki. Jedynie 18 proc. dostrzega pole działania dla Kościoła w tym zakresie. Niezdecydowanych jest 28 proc.

WP

A co, jeśli list odnośnie ordynacji do PE nie jest ani spiskiem, ani hipokryzją, ani mieszaniem się w sprawy, o których biskupi powinni milczeć? Zbyt często rozumiemy niestety politykę tylko w kontekście gry o władzę (zgodnie z definicją Maxa Webera), zamiast dostrzegać w niej również wymiar etyczny oraz dobro wspólne. A to już przestrzeń, do aktywności w której powołany jest Kościół katolicki. Katechizm głosi bowiem, że do misji Kościoła należy stawianie ”(…) oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią i dobrem powszechnym według różnorodności czasu i warunków”. Podobnie Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym postuluje posiadanie przez Kościół ”niezmąconej wolności” w kwestii ”(…) wydawania oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz”. Choć dalej w dokumentach soborowych widnieje zapis o niezależności i autonomiczności obu wspólnot i porządków, a prawo kanoniczne jasno określa, że duchowni nie mogą przynależeć do partii, swoboda działania okołopolitycznego osób wierzących i Kościoła jako instytucji i tak jest stosunkowo obszerna.

Kościół nie zastąpi państwa. Bo nie musi

Benedykt XVI w encyklice ”Deus caritas est” zawarł jedną z lepszych definicji polityczności Kościoła, która uzasadnia m.in. takie listy, jak ten dotyczący ordynacji wyborczej i wartości pluralizmu w polityce. ”Kościół nie może i nie powinien podejmować walki politycznej (…). Nie może i nie powinien stawiać się na miejscu państwa. Nie może też jednak i nie powinien pozostawać na marginesie w walce o sprawiedliwość. W istocie rozdział Kościoła od państwa nie jest kapitulacją w kwestiach promowania etyki i sprawiedliwości społecznej w życiu doczesnym, ale oddzieleniem się od aktualnych walk stronnictw politycznych, prowadzonych innymi metodami” – pisze obecny papież-emeryt.

Wydaje mi się, że właśnie z tego punktu widzenia głos polskich biskupów jest potrzebny. Nie przekracza on bowiem granicy zaangażowania w spory partyjne, tylko ogólnie kreśli pryncypia etyczne demokracji. Nie miałbym żadnego problemu, aby w takim tonie Kościół odzywał się częściej.

WP

Marcin Makowski dla WP Opinie

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP