WP

"W PiS zabrakło lidera. Duda popełnił błąd, Morawiecki wrócił za późno, Kaczyński się rozpłynął" [Opinia]

Politycy PiS nie rozumieli tego, że po tragedii w Gdańsku, przez tydzień, szef rządu nie zabierał głosu. Że milczał, choć ich zdaniem nie powinien. Niektórzy przestali widzieć w nim lidera.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
CEO Google z polskim premierem na spacerze w Łazienkach Królewskich
CEO Google z polskim premierem na spacerze w Łazienkach Królewskich (KPRM/Flickr, Fot: KPRM)
WP

- W PiS, w tym trudnym okresie żałoby po zabójstwie Pawła Adamowicza, były duże pretensje do premiera. Za milczenie - twierdzi nasz rozmówca z partii rządzącej.

Jak słyszymy z okolic rządu, "nikt po naszej stronie [obozu władzy - przyp. red.] nie był w stanie udźwignąć sytuacji".

- Nawet dlatego to było szkodliwe, że nasi wyborcy nie wiedzieli, co mają o tym wszystkim myśleć. To było tchórzostwo, brak wyczucia, brak instynktu prawdziwego lidera ze strony Mateusza - skarży się jeden z rozmówców WP, dodając, że także sam Jarosław Kaczyński "przegrał tę sytuację".

WP

A osoba kojarzona z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą - który, delikatnie mówiąc, nie ma najlepszych relacji z premierem - przekonuje: - Zbyszek nie chował głowy w piasek, chodził po mediach i tłumaczył, co działo się w sprawie Stefana W. [mordercy prezydenta Adamowicza - red.]. Brał to na klatę. A Mateusz zniknął, rozpłynął się w powietrzu.

ZOBACZ WIĘCEJ: Zabójca Stefan W. Resort sprawiedliwości w sporze z sędziami, Ziobro chce zaostrzyć prawo

Prezes dopełnił obrazu

- Najgorzej zachował się prezes, bo stchórzył. To będzie się za nim indywidualnie ciągnęło do końca politycznej kariery, to, że nie przyszedł na uczczenie minutą ciszy Pawła Adamowicza w Sejmie i że nie stanął ponad politycznymi uprzedzeniami. To miało wymiar symboliczny. Ale dziwi mnie też milczenie premiera tuż po tragedii. Mógł zabrać głos choćby w Sejmie, zamiast prezesa - przyznaje polityk PiS. Zauważa, że jedynymi wydanymi przez najważniejsze osoby w państwie komunikatami były te, które pojawiły się na Twitterze niedługo po ataku w Gdańsku.

WP

- Premier zdezerterował, a przecież zawsze jest go pełno - mówił nam jeden z polityków PiS jeszcze przed weekendem.

Niektórzy z okolic obozu "dobrej zmiany" twierdzą, że liderzy PiS nie udźwignęli ciężaru tragedii z Gdańska. Żaden z nich po śmierci Pawła Adamowicza nie miał wystąpienia, w którym potępiłby nienawiść, a jednocześnie - pokazał spokój właściwy przywódcom poważnego państwa. Nikt nie zdobył się na wygłoszenie "orędzia" do narodu, a przecież Polacy byli zdezorientowani, zszokowani tragedią.

Całości niekorzystnego obrazu dopełnił zupełny brak Jarosława Kaczyńskiego, który nie zechciał nawet przyjść na salę plenarną Sejmu (więcej tutaj) i chociaż biernie uczestniczyć w upamiętnieniu zmarłego prezydenta Gdańska. Nie mówiąc już o tym, że także powinien zabrać głos, wznieść się - jak przyznał jeden z polityków PiS - ponad swoje uprzedzenia. Choć obecność podczas minuty ciszy winna być minimum, dobrym symbolem. Nic z tego.

Duża część polityków opozycji i komentatorów jest przekonana, że to była polityczna demonstracja ze strony prezesa. Trudno jednak wytłumaczyć jej motywy. Może Kaczyński bał się, że zostanie skrytykowany z mównicy sejmowej przez Grzegorza Schetynę? - zastanawiali się zarówno politycy PiS, jak i PO.

WP

- Spodziewaliśmy się, że prezes być może wyjdzie na mównicę, coś powie. Nic takiego się nie stało. Nie wiedzieliśmy, że nie przyjdzie wcale na salę plenarną, że nie będzie rzecznik PiS, szefa klubu. Nie zastąpił ich też premier, który mógłby przecież zabrać głos. A potem byliśmy pewni, że to faktycznie było jedynie spóźnienie... Ale dziś nie mam już wątpliwości - mówił nam niedługo po tych wydarzeniach jeden z polityków PiS.

"Jak trzeba" - parafrazując rzeczniczkę PiS Beatę Mazurek - zachował się za to lider PO Grzegorz Schetyna, który oddał hołd jako jedyny z mównicy sejmowej zmarłemu prezydentowi Gdańska. Nikogo - wbrew obawom Kaczyńskiego - nie zaatakował, nie podgrzewał nastrojów także w kolejnych dniach. Klasę zachował także wstrzemięźliwy w ocenach Władysław Kosiniak-Kamysz. Polityczną niedojrzałością wykazał się znów Ryszarda Petru, który co rusz obarczał rządzących odpowiedzialnością za śmierć Adamowicza.

Kierownictwo PiS za nieobecność podczas minuty ciszy nie przeprosiło. Nie wytłumaczyło też powodów "spóźnienia".

WP

Pastorał i buława prezydenta

Również prezydent w pierwszych godzinach i dniach po tragedii nie chciał zmierzyć się publicznie z wagą wydarzenia.

Socjolog prof. Jadwiga Staniszkis stwierdziła w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że prezydent Andrzej Duda "nie zdaje egzaminu, bo sytuacja w Polsce i jeśli chodzi o nastroje społeczne jest zbyt poważna, a on nie harmonizuje systemu i nie łagodzi sporów politycznych".

WP

- Ten prezydent nie ma kompetencji, żeby zainicjować próbę obniżenia temperatury konfliktów społecznych. Jego wypowiedź w kostiumie narciarskim na temat Adamowicza wzbudziła negatywne emocje. Andrzej Duda powinien przemyśleć sposób sprawowania funkcji. Nie sprawdza się w sytuacji kryzysu państwa i tylko go pogłębia - powiedziała Staniszkis.

Niektórzy politycy - z kilku partii - z którymi rozmawialiśmy, powiedzieli nam po tej narciarskiej wpadce głowy państwa, że rezygnowali i rezygnują z urlopów, żeby w okresie żałoby - w pewnym sensie przecież jeszcze trwającej - "nie dać się przyłapać na zabawie". - A już przemawianie w kasku o politycznym zabójstwie, będąc głową państwa, jest kompromitujące - mówił nam polityk Platformy.

Kilka dni później prezydent udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce. Mówił o konieczności pojednania.

Zobacz także: Andrzej Duda specjalnie dla Wirtualnej Polski po tragedii w Gdańsku

"Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje władzę państwową. A mówi, jakby miał władzę duchową. Nie mam już cierpliwości do tego pustosłowia, wodolejstwa, paplania, gadulstwa, uprawianego ze sztucznie smutną miną" - komentował później wywiad Dudy dla WP publicysta Jacek Żakowski (tekst można przeczytać tutaj).

Stracony czas

Zastępczyni śp. Pawła Adamowicza w ratuszu i najprawdopodobniej przyszła prezydentka Gdańska Aleksandra Dulkiewicz w Radiu Zet stwierdziła, że współpraca z Kancelarią Prezydenta po tragedii na WOŚP przebiegała "mniej wzorowo", za to z Kancelarią Premiera - doskonale.

I to trzeba urzędnikom KPRM oddać - że dopełnili wszelkich obowiązków i robili wszystko, by przede wszystkim pomóc rodzinie zmarłego prezydenta (po którą wysłano nawet do Wielkiej Brytaniii rządowy samolot).

Mimo to brakowało - co zauważają koledzy szefa rządu z partii - obecności premiera w pierwszych dniach po tragedii.

Zobacz także: Duda nie zgadza się z tezą o mordzie politycznym. „Wątpię w to”

Mateusz Morawiecki do działania wrócił dopiero po 20 stycznia. I dawno nie był tak aktywny (tournee po mediach, "tweetup" w jego kancelarii, na którym swoją drogą o tragedii nie mówiono w ogóle, spotkania z szefami światowych koncernów etc., zapowiedzi kolejnych odsłon programowych, zaproszenie szefów klubów parlamentarnych na piątek). Straconego czasu po tragedii premier jednak nie nadrobi, a apele o pojednanie i uspokojenie w tydzień po zabójstwie prezydenta Gdańska - zwłaszcza biorąc pod uwagę bierność wobec kierownictwa tzw. telewizji publicznej - mają dużo słabszy wydźwięk.

Pozostaje wierzyć szefowi rządu, że - jak sam przyznał we wtorek - "sprawa zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza ma dla niego najwyższy priorytet". - Chcę, żeby służby wyjaśniły tę sprawę w możliwe najkrótszym czasie. Będę osobiście odpytywał służby, na jakim etapie są prace - zapewnił Morawiecki.

Oby więcej było takiego zdecydowania. W każdej sytucji, a zwłaszcza w tych najtrudniejszych i najmniej spodziewanych. Tego wymaga się od liderów.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP