Roman Orlik – polski as pancerny II wojny światowej

Roman Orlik był pierwszym asem pancernym II wojny światowej. W przeciągu kilku dni zniszczył 13 niemieckich czołgów, stając się najbardziej skutecznym polskim dowódcą wozu bojowego. Jednak mało kto zna jego nazwisko, a niemal wszyscy zachwycają się przygodami czterech pancernych i ich psa – pisze dr Tymoteusz Pawłowski w artykule dla Wirtualnej Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Roman Orlik z kierowcą przy tankietce
Roman Orlik z kierowcą przy tankietce (Wikimedia Commons)
WP

W czasach PRL nikt nie mógł mieć żadnych podejrzeń, że wojnę z Niemcami w 1939 r. przegraliśmy z powodu sowieckiego najazdu z 17 września. Z tego powodu komuniści, przez wiele lat rządzący w Polsce, za wszelką cenę starali się przedstawić II Rzeczpospolitą jako zacofane państwo, a Wojsko Polskie walczące w 1939 r. - jako przestarzałą armię.

Czołg mniejszy niż mały Fiat

Tymczasem przedwojenne Wojsko Polskie było jedną z najnowocześniejszych armii świata. Miało bardzo nowoczesne wyposażenie i uzbrojenie, w tym sprawny system obrony przeciwlotniczej, najskuteczniejszą obronę przeciwpancerną w Europie i potężne siły pancerne, liczące blisko 1000 wozów bojowych. Ponad połowę z nich stanowiły czołgi rozpoznawcze, przez propagandę nazywane lekceważąco ''tankietkami''.

WP

Czołgi rozpoznawcze powstały w Wielkiej Brytanii. Miały być niewielkimi ruchomymi stanowiskami ciężkich karabinów maszynowych. W latach 30. XX wieku stały się bardzo popularne na całym świecie, wiele państw zakupiło licencje na ich produkcję bądź fabrykowało je samodzielnie. Wśród nich była także Polska. W Rzeczpospolitej zorientowano się jednak, że najważniejsza zaleta tych pojazdów - niewielkie, utrudniające wykrycie, rozmiary - jest jednocześnie ich największą wadą. Bardzo krótki pojazd nie mógł bowiem przejeżdżać nad rowami i okopami, nie nadawał się więc do pokonywania umocnień nieprzyjaciela. Dlatego w Wojsku Polskim wozy te nazwano czołgami rozpoznawczymi i skierowano je do takich właśnie zadań.

Do służby przyjęto je w 1931 r., oficjalnie nazywając ''lekkim czołgiem rozpoznawczym wzór 1931'', chociaż dużo popularniejszą nazwą był kryptonim ''TK''. Ponad 550 egzemplarzy wyprodukowano w Ursusie, ówcześnie pod Warszawą, w kilku wersjach. Najpopularniejszym modelem był podstawowy TK-3 oraz ulepszony TKS. Czołgi ważyły niespełna 3 tony, były bardzo małe - mniejsze niż mały Fiat 126p - a dwóch załogantów, przedzielonych 46-konnym silnikiem, siedziało obok siebie. Uzbrojeniem był ciężki karabin maszynowy, często uzupełniany ręcznym karabinem maszynowym, który był przeznaczony do obrony przeciwlotniczej. W 1939 r. postanowiono przezbroić 250 ''tekaesów'' w broń przeciwpancerną. Przed wybuchem wojny udało się dokonać tego jedynie w 23-24 wozach. Każdy z nich dostał 20 mm działko - ówcześnie zwane ''najcięższym karabinem maszynowym wz. 38'' - zdolnym do przebicia pancerza każdego czołgu niemieckiego i sowieckiego.

Podziel się
WP

Tankietka TKS z działkiem 20 mm fot. Wikimedia Commons

Chrzest bojowy
Roman Orlik - urzędowo Edmund Roman Orlik - był typowym przedstawicielem młodzieży wychowanej w czasach II Rzeczypospolitej. Urodził się w ostatnim roku pierwszej wojny światowej w wielkopolskim Rogoźnie. Tuż po maturze zgłosił się na ochotnika do wojska, odbył przeszkolenie w Centrum Przeszkolenia Broni Pancernych w Modlinie, a następnie rozpoczął studia architektoniczne na Politechnice Warszawskiej. Zmobilizowano go latem 1939 r. i - jako plutonowy podchorąży rezerwy - został dowódcą czołgu TKS w 71. dywizjonie pancernym Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Dywizjon dysponował kilkoma samochodami pancernymi i 13 czołgami rozpoznawczymi, w tym 4 uzbrojonymi w działka 20 mm.

Roman Orlik wraz ze swoim czołgiem walczył w szeregach Armii ''Poznań''. Wziął między innymi udział w bitwie nad Bzurą. 14 września - podczas debiutu bojowego pod Brochowem - zniszczył swoje pierwsze trzy niemieckie czołgi. 17 września Armia ''Poznań'' przerwała walki nad Bzurą i rozpoczęła odwrót w kierunku Warszawy. Właśnie wtedy niesamowitą skutecznością popisał się podchorąży Roman Orlik, wraz ze swoim kierowcą - kapralem Bronisławem Zakrzewskim. Walki toczyły się wówczas w Puszczy Kampinoskiej, terenie niezbyt nadającym się do użycia czołgów, ale za to doskonałym do przeprowadzania zasadzek.

Podziel się
WP

Wrak czołgu księcia raciborskiego Viktora Albrechta Johannesa Josefa Michaela Marii von Hohenlohe-Schillingsfürst, który zniszczył Roman Orlik, wrzesień 1939 r. fot. Wikimedia Commons

Wieczorem 18 września Niemcy podjęli próbę zamknięcia drogi do Warszawy, która jednak została udaremniona przez polskich żołnierzy. Generał Roman Abraham - dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii - pozostawił opis tej walki: ''Na skrzyżowaniu dróg leśnych, około 2 km na północ od miejscowości Pociecha, straż przednia natknęła się na niemiecki zmotoryzowany pododdział rozpoznawczy w sile kilku czołgów, motocykli i samochodów. Zdecydowanie dowodzone pododdziały 15. pułku ułanów szybko łamią opór nieprzyjaciela. Na szczególną pochwałę zasługuje odwaga i zimna krew starszego ułana Adama Furmana, który z najbliższej odległości celnym strzałem zapalił i zniszczył nadjeżdżający wprost na niego czołg. Dalsze dwa czołgi zniszczył pluton TKS i nasze niezawodne rusznice przeciwpancerne'' [pisownia oryginalna – red.].

As pancerny

Ułani, którzy - wbrew czarnej legendzie rozpowszechnianej przez nazistów i komunistów - byli nowoczesnym wojskiem – i to bogato wyposażonym w uzbrojenie przeciwpancerne - powstrzymali natarcie Niemców. Wówczas na ich skrzydło wyjechały czołgi Romana Orlika – w tym jego własny TKS z działkiem 20 mm, osłaniany przez dwa TK-3 z karabinami maszynowymi. Polacy zaskoczyli niemieckich czołgistów, otworzyli ogień z boku i po kolei wyeliminowali czołgi wroga. Na konto podchorążego Orlika zaliczono trzy czołgi, w tym wóz niemieckiego dowódcy plutonu. Był nim nie byle kto, bo sam książę raciborski Viktor Albrecht Johannes Josef Michael Maria von Hohenlohe-Schillingsfürst. Poległ w spalonym czołgu.

WP

19 września walki przeniosły się kilka kilometrów w stronę Warszawy i toczyły się o wieś Sieraków. Niemiecka piechota zaatakowała wraz ze wsparciem kilkudziesięciu czołgów z 11. pułku pancernego. Polscy ułani i strzelcy konni bronili się wykorzystując artylerię, działka przeciwpancerne i karabiny przeciwpancerne. Atak powstrzymano. W walce brał również udział czołg podchorążego Orlika. Wyjeżdżał na przedpole, oddawał serię strzałów do niemieckich czołgów, a następnie wycofywał się na bezpieczne stanowisko. Walczył umiejętnie, wykorzystując warunki terenowe. 7 spośród blisko 20 zniszczonych w tym boju czołgów niemieckich padło łupem Romana Orlika.

Wielkopolskiej Brygadzie Kawalerii udało się przebić do Warszawy. Wraz z nią do stolicy trafił także 71. dywizjon pancerny. Po ciężkich walkach i przemarszach pozostały w nim jedynie dwa wozy TKS z działkami. Jednym z nich był wóz dowodzony przez podchorążego Orlika. ''Tekaesy'' wzięły później udział w obronie stolicy, nie odnosząc już żadnych efektownych sukcesów. W czasie kapitulacji miasta zostały zdewastowane przez własne załogi tak, żeby nie mogli z nich skorzystać Niemcy. Podchorąży Orlik zdołał uniknąć niewoli...

Spory o Orlika

Roman Orlik w czasie wojny ukrywał się przed Niemcami, a po niej - przed Rosjanami. W pierwszych latach istnienia PRL wspominanie o zaszczytnej służbie w ''sanacyjnym'' Wojsku Polskim mogło zaprowadzić do więzienia, a i w późniejszych latach nie było dobrze widziane przez władze. Komuniści na wszelkie możliwe sposoby starali się zdyskredytować II Rzeczpospolitą, Wojsko Polskie i zasługi żołnierzy. Roman Orlik prowadził więc ciche i spokojne życie - założył rodzinę, pracował jako architekt. Dopiero pod koniec życia - zmarł w 1982 r. - złożył relację o walkach, w których brał udział.

Podziel się
WP

Tankietka TKS z ciężkim karabinem maszynowym fot. Wikimedia Commons

Niemal natychmiast rozpoczęło się podważanie dokonań Romana Orlika. Wskazywano, że niemieckie czołgi nie zostały zniszczone, bowiem wiele z nich zdołano odremontować (Niemcy słyną z pomniejszania własnych strat metodą ''kreatywnej księgowości''.) Pojawiły się również opinie, że do czołgów zniszczonych przez Romana Orlika strzelał nie tylko on. Do najbardziej ''medialnego'' sukcesu - zniszczenia czołgu księcia raciborskiego pod Pociechą - przyznają się zarówno ułani (wspomniany już kapral Adam Furman), jak i dowódca innego czołgu z 71. dywizjonu pancernego: kapral Tritt. Wcześniejsze zniszczenie trzech czołgów pod Brochowem przypisuje sobie również imiennik Orlika, podchorąży Nawrocki. Sprawy nie ułatwia to, że od wydarzeń 1939 r. do zebrania o nich relacji minęło kilkadziesiąt lat.

Władze Rzeczypospolitej uznały jednak, że laury należą się Romanowi Orlikowi. W 1979 r., decyzją prezydenta RP na wychodźstwie Juliusza Sokolnickiego, został awansowany na stopień podporucznika. Odznaczono go również orderem Virtuti Militari. Jest największym polskim asem broni pancernej, a 13 zniszczonych we wrześniu 1939 roku czołgów niemieckich sprawia, że jest również pierwszym asem pancernym II wojny światowej.

Dr Tymoteusz Pawłowski dla Wirtualnej Polski

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP