ycipk-2yjbwr

Rafał Woś: jacy prekariusze? Zwykli nieudacznicy!

- Polskie media od lat ekscytują się przykładami jak to „Polak potrafi”. Wiadomo, cała Europa gra w „Wiedźmina”, bo Comarch zrobił tramwaje dla paru niemieckich miast, a Apple używa elektronicznej kostki do gry Dice+ wymyślonej przez poznańską Game Technologies. Problem w tym, że te piękne przykłady „ku pokrzepieniu serc” są wyjątkami, a nie regułą. Przytłaczająca większość Polaków jest skazana na pracę w sektorach i branżach, w których pracodawca nie stawia na kreatywność i samodzielność, tylko na to, by było tanio, szybko i bez fanaberii, czego dowodzą statystyki czasu spędzanego w pracy, elastyczności zatrudnienia czy ilości sporów pracowniczych – pisze Rafał Woś w felietonie dla Wirtualnej Polski. Publicysta ostro polemizuje z Pauliną Wilk, która krytycznie opisała rodzimych prekariuszy, młodych Polaków zatrudnionych na umowach śmieciowych i pozbawionych nadziei na lepsze jutro.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rafał Woś: jacy prekariusze? Zwykli nieudacznicy!
(Eastnews, Fot: Wojtek Laski)
ycipk-2yjbwr

- Polskie media od lat ekscytują się przykładami jak to „Polak potrafi”. Wiadomo, cała Europa gra w „Wiedźmina”, bo Solaris zrobił tramwaje dla paru niemieckich miast, a Apple używa elektronicznej kostki do gry Dice+ wymyślonej przez poznańską Game Technologies. Problem w tym, że te piękne przykłady „ku pokrzepieniu serc” są wyjątkami, a nie regułą. Przytłaczająca większość Polaków jest skazana na pracę w sektorach i branżach, w których pracodawca nie stawia na kreatywność i samodzielność, tylko na to, by było tanio, szybko i bez fanaberii, czego dowodzą statystyki czasu spędzanego w pracy, elastyczności zatrudnienia czy ilości sporów pracowniczych – pisze Rafał Woś w felietonie dla Wirtualnej Polski. Publicysta ostro polemizuje z Pauliną Wilk (na zdj.), która krytycznie opisała rodzimych prekariuszy, młodych Polaków zatrudnionych na umowach śmieciowych i pozbawionych nadziei na lepsze jutro.

„Jacy prekariusze?? Nieudacznicy zwykli! Tylko by narzekali, że płace za niskie, a zatrudnienie niepewne. Do roboty się brać! Korporacje założyć! Jakiś start-up wymyślić! A nie tylko etacik i etacik”. Przesadzam? No, może troszeczkę. Ale, gdy czytam takie teksty jak „Pracowite podcinanie skrzydeł” Pauliny Wilk („Tygodnik Powszechny”) albo „Nie palcie korporacji, zakładajcie własne” Jarosława Kuisza („Gazeta Wyborcza), tak właśnie rozumiem ich przesłanie. I mimo najlepszych chęci nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mamy tu do czynienia nie tylko z pozornie odważnym i niepokornym głosem w dyskusji o sytuacji na polskim rynku pracy.

Tak naprawdę ich autorzy skręcają w kierunku najzwyklejszego oportunizmu, ustawiając się w roli klasowych prymusów. Pełną łychą leją miód na serce nauczyciela (w tym wypadku nauczycielem jest pokolenie „robiące” polską transformację), któremu mówią: „nie słuchajcie tych wszystkich narzekań, grymasów i dąsów na niskie prace, umowy śmieciowe czy dyktat pracodawcy. Na rynku pracy są przecież tacy jak MY – młodzi, prężni i z sukcesami. Jesteśmy elastyczni, nowocześni i kreatywni. Nie narzekamy przy tym ani trochę. I co? Można? Można!”.

ycipk-2yjbwr

Nie chodzi jednak wyłącznie o formę. Gdy czyta się tekst Pauliny Wilk, lampka ostrzegawcza zapala się co najmniej kilka razy. Pierwszy raz, gdy autorka bezwiednie i mimowolnie przyjmuje perspektywę zwycięzcy. Przypomina to rysunek (bodaj Henryka Sawki), na którym dyskutuje sobie dwóch - na oko nieźle sytuowanych - jegomościów. Rozmowa leci mniej więcej tak. „Słyszałeś? Polacy narzekają, że nie mają pieniędzy!” – mówi jeden. „Też coś. To czemu nie pójdą do bankomatu i sobie nie wyciągną?” – dziwi się drugi. Spojrzenie Wilk jest skażone tą samą wadą. Autorka przywołuje przykład młodego i zaradnego Polaka między trzydziestką i czterdziestką, któremu się udało: „Nie lamentujemy, bierzemy się za bary z przepisami, podatkami i konkurencją. To my tworzymy solidny kawałek polskiego PKB, więzi społeczne i rzeczywistość kulturalną”.

Nie jest to nowa perspektywa. Polskie media (zwłaszcza ekonomiczne) od lat ekscytują się przykładami jak to „Polak potrafi”. Wiadomo, cała Europa gra w „Wiedźmina”, bo Solaris zrobił tramwaje dla paru niemieckich miast, a Apple używa elektronicznej kostki do gry Dice+ wymyślonej przez poznańską Game Technologies. Problem w tym, że te piękne przykłady kolportowane w prasie „ku pokrzepieniu serc” są wyjątkami, a nie regułą. Maleńkim ułamkiem polskiej gospodarki i jeszcze mniejszym wycinkiem puli pracodawców. Podczas gdy przytłaczająca większość Polaków jest skazana na pracę w sektorach i branżach, w których pracodawca nie stawia wcale na kreatywność i samodzielność, tylko na to, by było tanio, szybko i bez fanaberii, czego dowodzą statystyki czasu spędzanego w pracy, elastyczności zatrudnienia czy ilości sporów pracowniczych.

Dzieje sią tak wcale nie z powodu – jak chciałaby Wilk – jakiejś dziwnej bezradności, którą lewaccy agitatorzy wmówili młodemu narybkowi polskiej siły roboczej, tylko odwrotnie. Dlatego, że od 25 lat struktura polskiej gospodarki jest nastawiona na konkurowanie tanią i dyspozycyjną pracą. To dlatego kapitał skoncentrował się u nas w branżach takich jak handel detaliczny, niezbyt wyrafinowane usługi finansowe oraz produkcja nisko przetworzonych produktów, a nie wysokie technologie czy centra badawczo-rozwojowe.

Argumentacja przedstawiona przez Wilk miałaby więc sens, gdyby autorka chciała wyrwać nią z gnuśności i zgubnej dekadencji młodych mieszkańców kalifornijskiej Doliny Krzemowej lub przynajmniej Berlina, który zaczyna odgrywać podobną rolę dla tej części Europy, a nie młodych rzeszowian, olsztynian czy nawet krakowian. Oczywiście można na nich pokrzykiwać i dziwić się, dlaczego wciąż nie założyli swojego Apple. Pytanie tylko… po co?

ycipk-2yjbwr

Załóżmy jednak na chwilę, że Polska jest wylęgarnią start-upów (którą nie jest) i że w gospodarce nie liczą się otoczenie instytucjonalne czy struktura popytu, bo wystarczą dobre pomysły (choć wiemy, że nie wystarczą). Nawet wtedy spojrzenie z perspektywy zwycięzcy lansowane przez Paulinę Wilk zawodzi po raz wtóry. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że autorka zanadto koncentruje się na sukcesie co jest w tym wypadku spojrzeniem najgorszym z możliwych. Bo w ostatecznym rozrachunku o sukcesie całego rynku pracy decyduje nie ilość tych, którym się udało, lecz położenie słabszych i mniej przedsiębiorczych pracowników. Bogate społeczeństwa już dawno to zrozumiały.

I właśnie dlatego Guya Standinga (i nie tylko jego) tak bardzo martwi prekariat. Bynajmniej nie z powodu jakiejś groteskowej tęsknoty za odklepywaniem pracy od 9 do 17 w tym samym zakładzie pracy, powtarzając te same czynności przez 40 lat. Akurat marksiści i wszelkiej maści lewicowcy (do których Standing się zalicza) zawsze zwracali uwagę na zagrożenia związane z upodobnieniem pracownika do maszyny. Cała heca z prakariatem polega nie na formie zatrudnienia, tylko na rozjeżdżaniu się pozycji materialnej społecznych dołów (utrzymujących się z pracy) i tych, którzy żyją z kapitału. To dlatego autorzy tacy jak Standing czy Thomas Piketty każą przyjrzeć się słabszym. I nie jest to wyraz jakiejś obłudnej troski o prostego człowieka, tylko przekonanie, że „łańcuch jest tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo”. Ale, by to zrozumieć, trzeba przestać patrzeć na świat z perspektywy zwycięzcy. I skupić się na drugiej stronie społecznego i dochodowego spektrum.

Po trzecie wreszcie, teksty takie jak Pauliny Wilk tylko pozornie nawołują młodych do większej aktywności i kreatywności. Tak naprawdę są one wielką, i nawet niespecjalnie zakamuflowaną, pochwałą status quo. Paulina Wilk mówi prekariuszom: „albo się dopasujecie, albo zginiecie”. Czytaj: albo akceptujecie śmieciowe warunki zatrudnienia i dyktat pracodawcy, albo gińcie. Bo taki już los nieudacznika. Kreatywność jest więc OK, jeżeli prowadzi do bardziej wydajnej gry w arcyrynkowe reguły. Ale już próba przeformatowania reguł (rozpętanie debaty o śmieciówkach) nie jest już dla niej przykładem kreatywności, tylko bierności lub demagogii.

Wilk tego jednak nie widzi. Zamiast tego tak bardzo rozpędza się w racjonalizowaniu status quo, że staje na pozycjach ekstremalnie naiwnych. Jak wtedy, gdy wychwala emigrację młodych i dobrze wykształconych Polaków za granicę. Zdaniem Wilk jest to bowiem sensowne „odwdzięczenie się” polskimi talentami za ogromne dotacje, które bierzemy z UE na rozwój kraju. To, że „drenaż mózgów” (a bardziej nawet publicznych nakładów edukacyjnych) jest najlepszym sposobem na utrzymywanie (lub powiększanie) cywilizacyjnej zapaści wobec reszty bogatego Zachodu jakoś autorki już nie martwi.

ycipk-2yjbwr

W sumie więc Paulina Wilk i inni autorzy, którzy utożsamiają prekariat z postawą bierności i braku przedsiębiorczości, popełniają gruby błąd. Myślą, że wreszcie „mówią, jak jest”, bez nadmiernego intelektualizowania, demagogii i dzielenia włosa na czworo. Nie pierwszy to dowód, że przeszczepianie stylu wprost z YouTubowego kanału pewnego celebryty do poważnej publicystyki, nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

Rafał Woś dla Wirtualnej Polski

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-2yjbwr

ycipk-2yjbwr
ycipk-2yjbwr