ycipk-157oyk

Łukasz Warzecha: Zimna wojna z Niemcami to głupota

Rozjazd narracji dla elektoratu i praktyki poraża. Elektorat PiS dostaje opowieść o strasznych Niemcach. Praktyka jest taka, że Niemcy są dla nas najważniejszym partnerem handlowym, my dla nich – jednym z najważniejszych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kanclerz Angela Merkel i premier Mateusz Morawiecki. Warszawa, marzec 2018 roku.
Kanclerz Angela Merkel i premier Mateusz Morawiecki. Warszawa, marzec 2018 roku. (East News, Fot: JAKUB WOSIK/REPORTER)
ycipk-157oyk

Część wyborców PiS może poczuć rozczarowanie: Mateusz Morawiecki i większość polskiego rządu spotkają się dzisiaj z kanclerz Merkel i aż 14 ministrami rządu federalnego RFN. Spotkają się nie po to jednak, żeby naszym zaprzysięgłym wrogom napluć w twarz lub przynajmniej przedstawić twarde żądania, dotyczące choćby reparacji, ale po prostu po to, żeby omawiać konkretne sprawy w ramach regularnie odbywanych polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych.

Poziom antyniemieckich emocji urósł do granic absurdu

Przesadzam? Może, ale niewiele. Poziom antyniemieckich emocji, buzujących w elektoracie partii rządzącej, dawno już wymknął się racjonalnym ocenom. Niemcy wyrosły na naszego największego przeciwnika, wroga, który chce naszego zniewolenia i pognębienia. I nie jest to tylko kwestia typowych internetowych emocji, bo swoją rolę odgrywają też bardzo prominentni politycy PiS – by wspomnieć tylko powtarzające się co jakiś czas tłity o "niemieckich mediach polskojęzycznych".

ycipk-157oyk

Trudno właściwie powiedzieć, co musiałoby się stać, żeby zaspokoić rozbuchane apetyty kanapowych patriotów. Czy wystarczyłoby, żeby Niemcy natychmiast zakończyły budowę Nordstreamu 2 i z punktu wypłaciły nam reparacje według wyliczeń Arkadiusza Mularczyka, czy też musiałyby zrobić coś jeszcze? Najlepiej przestać być Niemcami.

Poprzednia władza idealizowała relacje polsko-niemieckie, udając, że nie ma w nich punktów spornych, co również było niemądre. Obecna poszła w drugą skrajność, czyniąc z opozycji z Niemcami jedną z głównych osi swojej wewnętrznej narracji. Na razie udaje się to jakoś oddzielać od realnej polityki, ale z coraz większym trudem.

Przekaz dla wyborców, a praktyka

Rozjazd narracji dla elektoratu i praktyki poraża. Elektorat dostaje opowieść o strasznych Niemcach, streszczoną na początku. Praktyka jest taka, że Niemcy są dla nas najważniejszym partnerem handlowym, my dla nich – jednym z najważniejszych. W 2017 r. nasz eksport do Niemiec wyniósł ponad 242 mld złotych, import – ponad 183 mld. W niemieckim rankingu eksportu Polska jest (dane na 2016 rok) ósma, a w rankingu importu – szósta. Nasz główny strategiczny sojusznik, Stany Zjednoczone, jest daleko za podium. W 2017 r. wartość polskiego eksportu do USA wyniosła 7,11 mld dolarów (ok. 26 mld zł po dzisiejszym kursie), a importu – 4,53 mld dolarów (ok. 17 mld złotych).

ycipk-157oyk

Niemcy w Polsce inwestują – w 2016 roku napłynęło z Niemiec inwestycji na ponad 3,1 mld euro (drugie miejsce po Holandii), zaś całkowita suma zobowiązań, wynikających z bez-pośrednich niemieckich inwestycji w Polsce wynosiła ponad 29 mld euro (ponownie zaraz za Holandią). Obie gospodarki są ze sobą mocno powiązane, przy czym polska jest oczywiście w większym stopniu uzależniona od niemieckiej niż odwrotnie i to się bardzo długo nie zmieni.

Współpraca toczy się gładko, gdy idzie o kwestie czysto resortowe. Premierzy obu państw spotkają się dziś po raz piąty w tym roku. Bardzo dobre wrażenie zrobił podczas wrześniowej wizyty w Berlinie wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk. Jego wystąpienie w berlińskim DGAP (Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik), jednym z najważniejszych niemieckich think tanków zajmujących się polityką zagraniczną, jest wspominane przez ekspertów jako otwarte, treściwe, jasno stawiające kwestię punktów spornych i będące dobrym punktem wyjścia do rozmów.

Wbrew pozorom, są też wspólne interesy o znaczeniu strategicznym. Karykaturalny obraz niemieckiej polityki pod wodzą kanclerz Merkel, którym karmią się twardzi wyborcy PiS, pokazuje szefową CDU jako bliską sojuszniczkę Władimira Putina. Nie ma to wiele wspólnego z prawdą. Niemcy Merkel i Rosja Putina współpracują tam, gdzie to jest konieczne z punktu widzenia niemieckiego interesu gospodarczego oraz, niestety, w przypadku nieszczęsnego Nordstreamu 2, w który zainwestowano już dużo finansowo i politycznie. Ale to nie jest relacja wzajemnego zaufania i sympatii.

Tych jest znacznie więcej pomiędzy idealizowanym przez polski obóz władzy Viktorem Orbánem a Putinem niż między Putinem a Merkel. To dzięki niemieckiej kanclerz po ataku na Ukrainę udało się nałożyć sankcje na Rosję i utrzymać je do tej pory. Merkel dopiero co potwierdziła takie stanowisko swojego rządu podczas czwartkowej wizyty na Ukrainie. Zwolennicy rezygnacji z sankcji znaleźliby się prędzej w szeregach AfD. Za ich zniesieniem opowiadały się również, jeszcze w maju, tworzące dziś włoski rząd Ruch Pięciu Gwiazd i Liga, podziwiane przez zwolenników PiS jako niekłaniające się Brukseli. Jak widać, układanka jest znacznie bardziej skomplikowana niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

ycipk-157oyk

Miejsce analizy zajmują harcownicy władzy

Polska debata momentami sięga dna i widać to bardzo wyraźnie właśnie w przypadku Niemiec. Miejsce analizy i rozpoznania problemów zajmują wulgarne pokrzykiwania, w których specjalizują się harcownicy władzy, tacy jak poseł Tarczyński, ale też coraz częściej ważniejsi funkcyjni, choćby Beata Mazurek, nawiązująca nieustannie do niemieckiej własności niektórych mediów. Z drugiej strony są równie twardzi zawodnicy, politycy czy publicyści, przyzwyczajeni do przyjmowania przed naszymi zachodnimi sąsiadami postawy klęczącej, lekceważący od zawsze realne różnice interesów pomiędzy nami.

W Niemczech istnieje grupa uczestników życia publicznego, nazywanych złośliwie Russlandversteher – "rozumiejący Rosję". Chodzi jednak nie o znawców rosyjskiej polityki, ale o osoby, kreujące się na ekspertów, a w rzeczywistości będące przekaźnikami rosyjskich zapotrzebowań politycznych.
Gdyby jednak zrozumieć ten termin dosłownie, bez zgryźliwości, trzeba by żałować, że w Niemczech brakuje Polenversteher, a w Polsce – Deutschlandversteher. Niemcy nie rozumieją naszej wrażliwości i sposobu myślenia.

Od lat przywykli do kontaktów z jedną stroną politycznej sceny, z którą nie musieli się o nic spierać – która po prostu słuchała, co mają do powiedzenia, i kiwała głowami. Tę jednostronność kontaktów widać w wielu tekstach o Polsce, publikowanych w takich gazetach jak berliński "Der Tagesspiegel".

ycipk-157oyk

Jednak od kilku lat niemieckie środowiska eksperckie, publicyści i urzędnicy, którym to zadanie powierzono, starają się dotrzeć do polskich środowisk konserwatywnych. I takie nieoficjalne kanały już funkcjonują, choćby w postaci kontaktów między Instytutem Wolności Igora Jankego i wspomniane DGAP. Niestety, gdy niemieccy dziennikarze, podchodzący do polskich tematów bez uprzedzeń, albo niemieccy eksperci próbują spotykać się z politykami partii rządzącej, bardzo często napotykają na mur. Czy to skutek obawy przed wyłamaniem się z oficjalnej partyjnej linii bez zgody prezesa, czy przed pokazaniem swojej niewiedzy i nieznajomości tematu – trudno powiedzieć. Dość, że szansa jest marnowana.

Antyniemiecka retoryka rodzi w wyborcach konkretne oczekiwania

W Polsce z kolei jak na lekarstwo jest ludzi, którzy rozumieliby niemiecką mentalność i niemiecki sposób myślenia o własnym państwie, Europie i świecie, a zarazem nie podporządkowywaliby swojego przekazu potrzebom partyjnej wojny.

Stąd na ogół do niemieckiego systemu przykłada się polskie miary. Powszechne jest na przykład mniemanie – całkowicie błędne – że niemieckie media publiczne są bezpośrednio uzależnione od rządu federalnego i podają uzgodniony z nim, jednolity przekaz. Kluczem do zrozumienia wielu posunięć Berlina jest przesadne nieraz umiłowanie dla kultury konsensusu, debaty, uzgadniania i porozumienia. Możemy uznawać, że ceną za taki system jest ograniczenie wolności wypowiedzi, ale żeby z naszymi partnerami coś ugrać, musimy rozumieć, jak myślą.

ycipk-157oyk

A może tak już musi być – prosty, by nie rzec: prostacki przekaz na kraj, ale pragmatyczne działanie na zewnątrz? Tyle że to tak nie działa.

Nasi partnerzy nie dostają wyraźnego sygnału, że to tego typu kombinacja i nie wiedzą, jak interpretować kolejne antyniemieckie szarże polityków PiS. Co gorsza, obsesyjnie antyniemiecka retoryka wytworzyła już tak potężne oczekiwania wyborców, że zaczyna działać sprzężenie zwrotne: politycy, którzy być może traktowali swoje pokrzykiwania tylko jako środek retoryczny do zagrzewania elektoratu, będą musieli zacząć spełniać oczekiwania, które sami wytworzyli.

A to może nas naprawdę wiele kosztować.

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-157oyk

ycipk-157oyk
ycipk-157oyk