ycipk-l1d72e

Feliks Dzierżyński - twórca czerwonego terroru

Feliks Dobre Serce - tak mówił o nim Lenin. Trudno byłoby chyba w historii znaleźć przydomek, który tak mylnie opisywałby kogoś, komu go nadano. Powiedzieć, że Feliks Dzierżyński zapisał w dziejach krwawą kartę, to mało. Strony jego bolszewickiej biografii wręcz ociekają posoką. To właśnie on jako pierwszy stanął na czele sowieckiej policji politycznej i rozpętał czerwony terror - pisze Robert Jurszo, Wirtualna Polska.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Feliks Dzierżyński (siedzi w środku) wśród liderów Czeka, 1919 r.
Feliks Dzierżyński (siedzi w środku) wśród liderów Czeka, 1919 r. (Wikimedia Commons)
ycipk-l1d72e

Lenin nie miał złudzeń. Wiedział, że nowy czerwony ład można zbudować tylko w jeden sposób: rozgniatając na miazgę porządek dawnej carskiej Rosji. Oznaczało to wypowiedzenie wojny wszystkiemu, co przedrewolucyjne. ''Nieprzyjaciel powienien być unieszkodliwiony, czyli - w czasie wojny - zniszczony'' - pisał w 1920 r. w broszurze ''Terroryzm i komunizm'' Lew Trocki, jeden z bolszewickich liderów. I dodał: ''Zastraszenie jest potężnym środkiem politycznym i trzeba być skończonym świętoszkiem, aby tego nie zrozumieć''. Trzy lata wcześniej, 7 grudnia w 1917 r., powołano do tego celu specjalną instytucję - Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem (w skrócie - WCzK; potocznie - Czeka, Czerezwyczajka). Na jej czele postawiono polskiego rewolucjonistę - Feliksa Dzierżyńskiego.

Miłośnik Chopina i Moniuszki

Jak na ironię ten, który miał zarządzać machiną, która wkrótce miała zmielić starą ''białą'' arystokrację, sam wywodził się z rodziny szlacheckiej. Urodził się 11 września 1877 r. w majątku w Oziembłowie. W domu odebrał wykształcenie, które niezbyt licowało z przepoconą kufajką rewolucjonisty i robotniczo-chłopskimi czerwonymi polikami. Zaraził się pasją do literatury (sam też pisał wiersze) i z zachwytem grywał na fortepianie utwory Chopina i Moniuszki. Pomimo niewątpliwego talentu do nauki, matury nie zrobił. Za to już w gimnazjum wciągnął się w działalność polityczną, początkowo sympatyzując z socjaldemokratami. Ta pochłonęła go całkowicie.

Potem jego życie zamieniło się w sensacyjno-polityczny film. W 1905 r. wziął czynny udział w rewolucji w Królestwie Polskim. Do 1917 r. sześć razy zamykano go więzieniu - m.in. w osławionym X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej - i dwukrotnie zsyłano na Syberię. Owocem więziennych doświadczeń z lat 1908-1909 stał się napisany za kratami ''Pamiętnik więźnia''. Donald Rayfield, biograf Dzierżyńskiego, określił te zapiski ''krzykiem protestu'' przeciwko okrucieństwom carskiej Rosji, w tym przeciwko ''zdobywaniu zeznań za pośrednictwem tortur''. I trafnie - oraz nie bez ironii - zauważył: ''Słuszność ocen w pierwszej chwili zaskakuje, później jednak zaczyna dziwić fakt, że człowiek, który napisał te słowa, wkrótce stanie się więziennym nadzorcą o wiele bardziej okrutnym niż ci, których demaskuje''.

ycipk-l1d72e

Gdy wybuchła rewolucja październikowa, Dzierżyński opowiedział się za bolszewikami. Pojechał do Piotrogrodu, gdzie szybko stał się jednym z najbardziej zaufanych ludzi Lenina.

Czerwony terror

Bolszewicy postawili przed Czeką trzy zadania. Po pierwsze, miała ścigać wszystkie ''akcje kontrrewolucyjne i sabotażowe''. Po wtóre, oddawać ''sabotażystów'' i ''kontrrewolucjonistów'' pod sąd Trybunału Rewolucyjnego. Wreszcie - przeprowadzać wstępne dochodzenia. Ale tak naprawdę plenipotencje WCzK były niemal nieograniczone. W praktyce była bowiem nie tylko policją polityczną, ale również sądem i egzekutorem. Tak mówił o organizacji sam Dzierżyński: ''Czeka to nie sąd, Czeka to obrońca rewolucji. Winna troszczyć się wyłącznie o jedno - o zwycięstwo. Nawet, jeśli jej miecz przy tym spadnie przypadkiem na głowy niewinnych''.

Z całą mocą czerwony terror Czeki wybuchł w 1918 r., po nieudanej próbie zamachu na Lenina. Objął bez wyjątku wszystkie grupy społeczne. W kazamatach Czerezwyczajki znaleźli się nie tylko arystokraci, ale też - używając komunistycznej nomenklatury - ''masy robotniczo-chłopskie''. ''Kontrrewolucjonistów'' szukano wszędzie z zajadłością psa myśliwskiego. O ile na początku WCzK liczyła zaledwie 23 osoby, to już w 1920 r. jej obsada kadrowa wynosiła 27 tys. ludzi. Rok później funkcjonariuszy było jeszcze więcej - blisko 500 tys. To była potęga, która wycinała krwawe znamię na rzeczywistości pierwszych lat sowieckiej Rosji.

Podczas dochodzeń Czeka jako pierwsza zastosowała konwejer: trwające bez przerwy, dzień i noc - a nawet kilka dni z rzędu - przesłuchanie, które doprowadzało więźniów na skraj szaleństwa. ''Myśli się mącą'' - wspominał jeden z tych, który przeszedł to piekło. - Zapomina się znaczenie wyrazów, zamiast imion osób plączą się na ustach nazwy geograficzne. Zdaje się, że na głowę nasadzono jakąś żelazną czapkę. […] Pragnienie snu jest tak niepomierne, że nie da się wypowiedzieć. Nie ma się więc co dziwić, że z taką żelazną czapką na głowie więźniowie, stanąwszy przed sądem, tracą poczucie odpowiedzialności za swoje słowa i mówią, i podpisują to, co im każą''.

ycipk-l1d72e

Gwoździe w beczce

Inne metody dręczenia, które wprowadziła Czeka, przerażają jeszcze bardziej. Brytyjski historyk Orlando Figes ułożył wybraną listę okropieństw, które serwowano więźniom. Otwiera ją ''numer z rękawiczką'' - ''parzono dłonie ofiar wrzątkiem, aż pokryta pęcherzami skóra dawała się zdjąć: ofiarom pozostawały obdarte do żywego mięsa, krwawiące dłonie''. Inną metodą było pakowanie aresztowanego nago do beczki, którą najeżono od wewnątrz gwoźdźmi i toczono. Wyciągano z niej podziurawione, ociekające krwią ciało. Kiedy indziej ''przymocowywano do tułowia ofiary klatkę ze szczurami i ją podgrzewano, tak że rozjuszone zwierzęta wgryzały się w jelita, szukając drogi ucieczki''.

Katalog innych wyrafinowanych tortur przytacza również w słynnym eseju ''Czerwony terror'' polski filozof (i jeden z pierwszych sowietologów) Marian Zdziechowski: ''kładziono skazańca do skrzyni z rozkładającym się trupem i straszono, że żywcem go pogrzebią''; ''kładziono oficerów na deskach, mocno ich do nich przywiązywano i powoli wsadzano do rozżarzonych pieców''. Obydwaj uczeni podają jeszcze inne przykłady przechodzącego wszelkie ludzkie pojęcie okrucieństwa, których jednak już Czytelnikom oszczędzę. Dodam może tylko jeszcze to, że Dzierżyński zapisał się również jako ''innowator'' w sposobie przeprowadzania kary śmierci: na mocy jego osobistego rozkazu, skazanych rozstrzeliwano masowo przy pomocy karabinów maszynowych. Wymyślił również, by skazanych na smierć w Piotrogrodzie wiązać parami, ładować na barki i zatapiać je na wodach Zatoki Fińskiej.

Czerwony terror dopalił się na przełomie 1921 i 1922 r. Pochłonął - według różnych rachunków - od 50 do nawet 450 tys. istnień. W jego ramach zaczęły również powstawać - od 1918 r. - pierwsze obozy pracy, które w okresie stalinowskim przeobrażą się ogromną sieć, która odbierze bądź zniszczy życie milionom ludzi. Przez te lata - również dzięki WCzK - bolszewicy umocnili swoją władzę.

Śmierć kata

Czerezwyczajkę rozwiązano pod koniec grudnia 1921 r. Zastąpił ją Państwowy Zarząd Polityczny (GPU), na czele którego również stanął Dzierżyński. Zmiana była w gruncie rzeczy kosmetyczna, ponieważ zakres uprawnień tej organizacji był taki sam, jak WCzK. W pewnym stopniu została też wymuszona przez powszechną nienawiść, jaką czuło sowieckie społeczeństwo względem Czeki. Potem - po powstaniu ZSRR (grudzień 1922 r.) - powstał Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny (OGPU), także pod wodzą ''Żelaznego Feliksa''.

ycipk-l1d72e

Dzierżyński zakończył życie 20 lipca 1926 r. w Moskwie. Tego dnia pozwolił sobie na krytyczną uwagę pod adresem Stalina podczas posiedzenia partii. Ten wydarł się na niego i obrzucił potokiem obelg. ''Dzierżyński zbladł, zachwiał się na swoim krześle, próbował się podnieść, lecz daremnie'' - pisał o tym wydarzeniu Zdziechowski. Szefa OGPU przewieziono do domu, gdzie skonał. Diagnoza lekarska brzmiała: atak serca.

Tak skończył jeden z największych katów w dziejach XX w. I - należałoby dodać - w historii całej ludzkości. Pozostawił po sobie tysiące ofiar i organizację, która stała się protoplastą NKWD i KGB. A także pytanie: jak jest możliwe, że ludzie, którzy chcieli zaprowadzić ludzkość do komunistycznego raju, byli przekonani głęboko o tym, że najpierw trzeba zgotować jej piekło?

Robert Jurszo, Wirtualna Polska

ycipk-l1d72e
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-l1d72e

ycipk-l1d72e
ycipk-l1d72e