Sugihara Chiune - japoński Oskar Schindler

• Sugihara Chiune w 1939 r. był japońskim dyplomatą w Kownie na Litwie
• Na własną rękę masowo wydawał Żydom wizy, co kilku tysiącom z nich uratowało życie
• Istnieje podejrzenie, że działał w porozumieniu z polskim wywiadem
• Za swoją działalność został uhonorowany medalem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sugihara Chiune na Wzgórzach Golan w Izraelu, 1970 r.
Sugihara Chiune na Wzgórzach Golan w Izraelu, 1970 r. (Wikimedia Commons)
WP

Na skrupulatnie prowadzonej przez Instytut Yad Vashem liście Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata w Jerozolimie, wśród 16 119 nazwisk (stan na 1 stycznia 2016 r.), znajduje się zaledwie jeden obywatel Japonii: Sugihara Chiune (Sempo). Był zawodowym dyplomatą. Dobrze znał, co w Japonii rzadkie, język rosyjski. To dlatego pod koniec sierpnia 1939 r. trafił do Kowna, gdzie w listopadzie otworzył konsulat (wcześniej pracował w Mandżurii i w Helsinkach). Znalazł się na niepodległej jeszcze Litwie, która jednakże miała już za sobą krótki epizod sowieckiej okupacji (od 19 września do 10 października), po której jednak Sowieci wycofali się na mocy ustaleń paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie było tam Japończyków, ale konsulat - z racji dynamicznej sytuacji w regionie - był potrzebny.

Żydzi idą na Litwę

Szybko się znalazło zajęcie typowo konsularne. Właśnie wtedy trafiło na Litwę - głównie do Wilna i Kowna - około 14 tys. Żydów z Polski. Wśród nich był m.in. późniejszy premier Izraela, Menachem Begin, a także ponad 500 rabinów i około 2 tys. studentów jeszybotów i członków Młodzieżowego Ruchu Syjonistycznego. Było tu blisko i w miarę bezpiecznie, ale ''okno życia'' otworzyło się na krótko, ponieważ Sowieci ponownie zajęli Wilno i Litwę 3 sierpnia 1940 r., tym razem dokonując aneksji i okupacji już na dłużej. Żydzi zrozumieli, że trzeba uciekać. Według renomowanej "Encyklopedii Holocaustu", jeden z przedstawicieli tej społeczności, dr Zerah Warhaftig, udał się do wicekonsula Sugihary i przekonał go, iż ten powinien ułatwić przerzut jego ziomków przez Związek Sowiecki i Japonię do holenderskiej kolonii Curacao na Karaibach. Warhaftig sam z tej możliwości skorzystał, a potem był posłem do Knesetu i znanym w Izraelu politykiem, długoletnim ministrem ds. religii.

WP

Japonia, sojusznik Niemiec, nadal wydawała wizy Żydom, mimo pogromu Kristallnacht - Nocy Kryształowej z 9 na 10 listopada 1938 roku. Znany izraelski historyk, Izrael Gutman, po wnikliwych badaniach doszedł do wniosku, że z tej możliwości wyjazdu na dalekie wyspy do końca 1941 r. skorzystało ok. 18 tys. Żydów. Sporą społeczność na czas wojny utworzyli w Szanghaju. Nie wszyscy od razu jechali na Karaiby, do Australii czy USA, gdzie ostatecznie trafili po wojnie, a ścieżka do Palestyny, też pogrążonej w wojennej zawierusze, również nie była wówczas pewna. Znaczna część z nich przyjechała tam dopiero po proklamowaniu niepodległości Izraela, a więc po 1949 roku.

Ucieczka przed Holocaustem

Wicekonsul - bo takim legitymował się tytułem - Sugihara nie otrzymał zgody władz na przerzut Żydów w istniejących skomplikowanych wojennych okolicznościach. Mimo to, zdecydował się masowo wydawać wizy, co czynił od późnego lata 1940 roku (według wspomnień żony, dziennie wyrabiali miesięczną stawkę). Władze japońskie oszacowały, że między październikiem 1940 a sierpniem 1941 r. przybyło na wyspy łącznie 3 489 Żydów (głównie z Polski i Litwy). Co ciekawe i ważne, o ile legitymowali się polskimi paszportami, natychmiast trafiali tam pod kuratelę drugiej niezmiernie dla nich ważnej osoby. Był nią ówczesny ambasadora RP w Tokio, Tadeusz Romer, który, co znamienne, po ostatecznym zamknięciu placówki (po japońskim ataku na Pearl Harbor), udał się do Szanghaju, do "swoich Żydów".

Podziel się
WP

Tablica upamiętniająca ratowanie Żydów przez Sugiharę Chiune, która znajduje się na budynku dawnego konsulatu japońskiego w Kownie fot. Wikimedia Commons

Nie wiadomo, jak wielu skorzystało z wiz naprędce wypisywanych przez konsula Sugiharę i jego małżonkę. Szacunki mówią o liczbie od 2200 do nawet 8 tys. osób. Ta druga kwota jest raczej zawyżona, bowiem są dowody, iż paszporty i wizy wydawał również polski wywiad. Ponadto, nie wszyscy trafiali do Japonii - niektórzy udawali sie prosto do Chin. To jednak były jednostki uratowane z Holocaustu.

Co kierowało konsulem, który zdecydował się na - rzecz niesłychana w służbie dyplomatycznej, a w szczególności tak surowej, jak japońska - akt nieposłuszeństwa wobec władz, a heroizmu w wymiarze ludzkim? Tylko siła perswazji dr. Warhaftiga? A może głębokie współczucie dla nieszczęśników oblegających mury konsulatu? Świadomość losów, które mogą ich czekać, jak później wielokrotnie wspominała i argumentowała małżonka i wdowa po konsulu (Sugihara zmarł w 1986 r.)?

WP
Podziel się

Jedna z wiz wystawionych przez Chiune fot. Wikimedia Commons

Pewnie to wszystko po trosze, jak to zwykle w życiu. Jest jednak jeszcze jeden ciekawy trop, który może pomóc wyjaśnić niekonwencjonalne postępowania japońskiego konsula. Trafili nań Andrzej Miłosz i Piotr Weychert w filmie dokumentalnym o Sugiharze z 1996 r., w którym pojawiła się sugestia, iż konsul działał też pod wpływem perswazji polskich agentów, którzy działali wewnątrz konsulatu w Kownie, jak poza nim.

WP

Współpraca wywiadów

Ten wątek zbadali później wnikliwie japonistka Ewa Pałasz-Rutkowska oraz urodzony na Litwie, ale wykształcony w USA, Andrzej T. Romer. Dotarli oni do napisanego w 1969 r. - co ciekawe, po rosyjsku! - opracowanego naukowo i wydanego dopiero w 1997 r. obszernego sprawozdania Sugihary z pobytu w Kownie. On sam potwierdza, że spotykał się z polskimi wojskowymi, kpt. Alfonsem Jakubiańcem i por. Leszkiem Daszkiewiczem (występującym przed nim jako Jan Stanisław Perz). Nie neguje też spotkań, potwierdzanych przez inne źródła, z przebywającym wówczas w Kownie Tadeuszem Kogonowskim, należącym do siatki wywiadowczej polskiego Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) na Litwie. Co więcej, Sugihara spotkał się nawet z Ludwikiem Hryncewiczem, szefem głównej polskiej siatki wywiadowczej na tym obszarze, działającej pod kryptonimem "Wierzba".

Te fakty nie muszą aż tak bardzo dziwić. Albowiem współpraca polskiego i japońskiego wywiadu w okresie II RP jest dobrze udowodniona i szeroko udokumentowana. Tymczasem polscy wywiadowcy mogli Sugiharze dostarczać informacje o ruchach wojsk, niemieckich czy sowieckich, co z kolei - jak sam przyznaje we wspomnianej relacji - najbardziej interesowało japoński Sztab Generalny, jak również MSZ, zdominowany wówczas przez wojskowych, co niedawno udowodnił u nas w książce na ten temat Jakub Polit.

L. Hryncewicz w pozostawionych wspomnieniach jednoznacznie twierdzi, iż Sugihara stale współpracował z Jakubiańcem i Daszkiewiczem, oficerami polskiego wywiadu. Co więcej, gdy po zajęciu Litwy przez Sowietów konsulat zlikwidowano, a dyplomatę skierowano na następną placówkę, ten zabrał ich ze sobą. Jakubianiec dostał nawet japoński paszport wystawiony na nazwisko Jerzy Kuncewicz.

WP

Sugihara tych faktów nie neguje, chociaż, co raczej oczywiste, współpracy z oficerami polskiego wywiadu w zostawionej relacji raczej nie eksponuje. Może dlatego, że jego dalsze losy, lekko ujmując, nie były najszczęśliwsze. Z Kowna trafił nie do Berlina, jak pierwotnie planowano, lecz do Pragi. Potem służył jeszcze w Królewcu, a na koniec wojny przeniesiono go do Bukaresztu, gdzie go aresztowali Sowieci. Po 18 miesiącach wyszedł z niewoli i powrócił do Japonii, ale tam... MSZ wypowiedziało mu umowę o pracę, za "niesubordynację", co wyjątkowo ciężko zniósł.

Gorzkie losy bohatera

Podziel się

Prawosławna ikona przedstawiająca Chiune jako świętegofot. Wikimedia Commons

Faktycznych przyczyn pewnie nigdy nie poznamy. Nie wiemy jak wiele z nich znał sam zainteresowany - wywiady raczej niechętnie ujawniają swoje tajemnice. Ciężko doświadczony przez życie konsul Sugihara - w wyniku wojennej traumy zmarł mu jeszcze małoletni syn - Sugihara poszedł do biznesu. W latach 50., mając na utrzymaniu liczną rodzinę oraz korzystając z dobrej znajomości rosyjskiego, trafił do firmy handlowej w ZSRR, która jednak w ówczesnych realiach "realnego socjalizmu" nie przynosiła mu zbyt wielkich profitów. Kilkanaście lat spędził w skromnych warunkach, jeśli nie w biedzie, o czym zaświadczyły osoby wówczas go znające.

Nie obnosił się z tym, co robił podczas wojny. Dopiero w 1968 r. odnalazł go ówczesny radca handlowy ambasady Izraela w Tokio, działający na podstawie zeznań i próśb osób, które Sugihara ocalił. Tak rozpoczęła się ścieżka, która w 1984 r., zaledwie dwa lata przed śmiercią, zaprowadziła go na Aleję Zasłużonych w Yad Vashem. Splendory i odznaczenia - polskie, litewskie i izraelskie - przyszły późno, ale szczęśliwie jeszcze za jego życia. Na nazwy ulic w Kownie i Wilnie w ponownie niepodległej Litwie już się nie doczekał. Podobnie jak na status bohatera, jakim dzisiaj cieszy się w Ojczyźnie.

W ubiegłym roku na podstawie jego biografii nakręcono w Polsce, ale według japońskiego scenariusza, film historyczny pt. "Persona nona grata" (Sugiharę gra Toshiaki Karasawa). To szansa, by szerzej i lepiej poznać u nas i na scenie międzynarodowej tę niezwykłą postać oraz jej równie niezwykłe losy.

W Japonii dzisiaj z dumą mówi się i pisze o tym, że Sugihara Chiune, zwany też Sempo, to "japoński Schindler". Może w tym kontekście warto zacytować słowa Lydii Milord, jednej z tych osób, które odważny japoński konsul ocalił: "Pomagając Żydom ryzykował swoim życiem i karierą. Schindler wzbogacił się na pracy żydowskich robotników. Dopóki istnieją tacy ludzie, jak Chiune Sugihara, jest ciągle jakaś nadzieja dla świata".

Prof. Bogdan Góralczyk dla Wirtualnej Polski

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP