Marcin Makowski: Mateusz Morawiecki premierem, czyli zwycięstwo wariantu "wszystko albo nic"

Stało się. Po trwającym prawie trzy miesiące dramacie obyczajowym pt. "rekonstrukcja", ze wszystkimi możliwymi zwrotami sytuacji, wariantami personalnymi i wykluczającymi się przeciekami ze stronnictw wewnątrz rządu - późnym czwartkowym wieczorem zapadła decyzja. Mateusz Morawiecki został kandydatem na premiera. W telegraficznym skrócie, to przeforsowany przez Jarosława Kaczyńskiego scenariusz "pomazańca", przejmującego przywództwo na prawicy, ale w dłuższej perspektywie opcja "wszystko albo nic". Z tak wysokiego konia można bowiem albo spaść i się nie pozbierać, albo wygrać derby.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Mateusz Morawiecki zastąpi na stołku premiera Beatę Szydło
Mateusz Morawiecki zastąpi na stołku premiera Beatę Szydło (Agencja Gazeta, Fot: Adam Stępień)

Mateusz Morawiecki, dotychczasowy wicepremier, już oficjalnie ogłoszony został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na następcę Beaty Szydło, która podała się do dymisji. Choć od dłuższego czasu analizowano dwa scenariusze - z wkroczeniem na scenę samego Jarosława Kaczyńskiego oraz spektakularnym wybronieniem się od zarzutów nieefektywności i zachowaniu stołka przez obecną szefową rządu - jak zwykle w polityce, prawdziwy okazał się trzeci.

Taki, który wkroczył na spekulacyjną giełdę szturmem i ku zaskoczeniu największych graczy. Jednym słowem, jeśli Jarosław Kaczyński miał ten plan przemyślany od początku, wyegzekwował go dobrze. Dał się wykrwawić w wewnątrzkoalicyjnych walkach tym, którzy grali na siebie, odsłonił niewydolność węzłów komunikacyjnych w strukturach władzy, i praktycznie do samego końca utrzymał w sekrecie ostatnie posunięcie. Tym samym, nie pozwolił wielu potencjalnym oponentom Mateusza Morawieckiego (nie jest tajemnicą, że należy do nich część "ziobrystów"), przygotować się do właściwej odpowiedzi.

Namaszczenie i błogosławieństwo prezesa

W tej chwili najważniejsze pytanie brzmi: co oznacza ta zmiana. Gdzie zaprowadzi Polskę w perspektywie polityki wewnętrznej i międzynarodowej? Najpierw pierwsza kwestia. Według moim informatorów, Jarosław Kaczyński, choć miał autentyczny apetyt na przejęcie sterów władzy, ostatecznie dał się przekonać, że przy jego stanie zdrowia i ogromie fizycznej pracy, która spada na głowę premiera, mógłby po ludzku nie udźwignąć trudów rządzenia. Dlatego wbrew naciskom części posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski, zamiast dać drugą szansę Beacie Szydło, wrócił do swojej koncepcji z początku kadencji. Mianowicie - Mateusz Morawiecki w nowym rozdaniu zostanie postawiony przed szansą życia, której jeśli nie zmarnuje, otrzyma prawdziwe namaszczenie prezesa i błogosławieństwo do przejęcia sterów polskiej prawicy.

Obejrzyj: Pomaska o Morawieckim: on w życiu nie wygrał żadnych wyborów

To myślenie długodystansowe, ponieważ mając świadomość stojących przed Polską wyznań, tylko ktoś wszechstronnie wykształcony, obyty w świecie, błyskotliwy i koncyliacyjny, będzie w stanie poradzić sobie na dwóch wspomnianych wcześniej polach - zapanować nad coraz ambitniejszymi ministrami w Polsce, oraz złagodzić napięcie między narodowe, które obecnie spycha Polskę do europejskiego narożnika.

Morawiecki superstar

Czy ten plan może się udać? Patrząc tylko pod względem personalnym - Zjednoczona Prawica nie ma w swoich szeregach osoby lepiej przygotowanej do tego zadania. Gdy premier Szydło przebywała na jednej ze swoich pierwszych podróży w Nowym Jorku, choć miała taką możliwość, odmówiła udziału w wywiadzie dla FOX News. Jej zespół argumentował wtedy wspomnianą decyzję zbyt krótkim czasem na przygotowanie i niemożliwymi do przewidzenia konsekwencjami takiego wywiadu, który nie był uzgodniony z Nowogrodzką. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu było to zachowanie zrozumiałe, ale jednak zbyt zachowawcze. Szczególnie mając na uwadze, że żaden polski polityk III RP, nie stanął wcześniej przed podobną szansą.

Co około rok później w podobnej sytuacji zrobił wicepremier Mateusz Morawiecki? Nie tylko wystąpił w FOX News, ale aktywnie zabiegał o taką wizytę. Wypadł bardzo dobrze, zdobył sympatię prowadzącej i generalnie, za każdym razem, gdy odwiedzał później Amerykę, sytuacja się powtarzała. W międzynarodowym środowisku czuje się jak ryba w wodzie, szczególnie podczas debat ekonomicznych w języku angielskim, gdy przed nieprzychylnym gronem dyskutantów trzeba było bronić punktu widzenia polskiego rządu.

A co na to Polacy?

Oczywiście premierostwo Morawieckiego ma też swoje minusy. W tej chwili trudno przewidzieć, jak ułoży swój wewnętrzny gabinet, chociaż gdy rozmawiałem z jednym z jego doradców - chwilę po ogłoszeniu decyzji - przekonywał mnie, że będą to zaufani ludzie z ministerstwa finansów, ponieważ Mateusz Morawiecki w polityce najbardziej ceni sobie lojalność. Tylko nawet jeśli uda się zbudować dobry zespół w KPRM, co z resztą politycznego i często wrogiego otoczenia? Co z posiadającym apetyt na wyższe stanowisko ministrze Zbigniewie Ziobro?

Wydaje się, że w wariancie, w którym Beata Szydło zostaje wicepremierem, nie będzie miejsca na tym stanowisku dla szefa Solidarnej Polski. A ten zazdrosny o pozycję Jarosława Gowina, póki co cierpliwie czeka. Póki co. Czy Morawiecki - partyjny naturszczyk - zamieni się nagle w wytrawnego gracza, sprawnie poruszającego się w gąszczu pałacowych intryg i krzyżujących się stref wpływów? Naprawdę trudno w tej chwili wyrokować. Ale jest niestety wysokie prawdopodobieństwo, że może mu się to nie udać.

Oczywiście na końcu zostaje szalenie istotna kwestia odbioru przez własny elektorat. Nie trzeba było być wytrawnym obserwatorem, aby zobaczyć autentyczne rozczarowanie i usłyszeć wyraźny jęk zawodu ze strony części wyborców PiS-u. W końcu archetypiczna matka-Polka Beata Szydło, przynajmniej wizerunkowo dobrze sprawdzająca się w roli premiera, została w mało elegancki sposób przyparta do muru i ”skłoniona” do dymisji. Czy tzw. betonowy elektorat zapomni tę zniewagę Jarosławowi Kaczyńskiemu i przekona się do milionera i ekonomicznego technokraty, który nawet gdy bierze gitarę do ręki, kończy się to serią memów w stylu: ”Lubiła tańczyć, pełna radości tak. Zawsze płaciła VAT”? Kolejny wielki znak zapytania.

Na koniec najważniejszy wniosek, który wypływa z ogłoszonej kandydatury Mateusza Morawieckiego na fotel premiera jest następujący. To wygrana prezesowskiego scenariusza scedowania władzy oraz postawienia wszystkiego na jedną kartę. Z tak wysokiego konia można bowiem tylko spaść i się nie pozbierać, albo wygrać derby. Tertium non datur. Gdybym miał stawiać orzechy przeciwko dolarom, wydaje mi się, że Mateusz Morawiecki udźwignie presję. Innego wyjścia nie ma.

Marcin Makowski dla WP Opinie

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.