WP

Majmurek: "Nie było żadnych afer i co nam pan zrobi? To nam mówi Kaczyński" (Opinia)

Przez pierwsze dwa tygodnie po ujawnieniu "taśm Kaczyńskiego" ich bohater, najważniejszy dziś polityk w Polsce, milczał. Nie zorganizował konferencji prasowej, nie odniósł się do zarzutów i wątpliwości. Zamiast tego straszył pozwami i wezwaniami przedsądowymi krytykujących go polityków i media.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Wywiad z prezesem PiS, który w poniedziałek ukazał się w tygodniku "Sieci” jest nie odpowiedzią na wątpliwości związane z 'Taśmami Kaczyńskiego', a odmową tłumaczenia się i jakiegokolwiek dialogu z potencjalnymi wyborcami".
"Wywiad z prezesem PiS, który w poniedziałek ukazał się w tygodniku "Sieci” jest nie odpowiedzią na wątpliwości związane z 'Taśmami Kaczyńskiego', a odmową tłumaczenia się i jakiegokolwiek dialogu z potencjalnymi wyborcami". (PAP, Fot: Adam Warżawa)
WP

W poniedziałek Jarosław Kaczyński w końcu przerwał milczenie w sprawie taśm, Srebrnej i niedoszłych "K-Towers". Trudno jednak powiedzieć, by prezes PiS w jakikolwiek sposób odpowiedział na uzasadnione pytania opinii publicznej. Wręcz przeciwnie, obszerny wywiad, jaki w poniedziałek ukazał się w tygodniku "Sieci" jest nie odpowiedzią, a odmową tłumaczenia się i jakiegokolwiek dialogu z potencjalnymi wyborcami.

Może pamiętają państwo jeszcze spory o Trybunał Konstytucyjny z początku obecnej kadencji? W pewnym momencie Jarosław Kaczyński stwierdził, że orzeczenia – wówczas jeszcze nieprzejętego przez partię Trybunału – będą traktowane jako "non est, czyli nieistniejące. Dziś Kaczyński ogłasza, że non est jest nie tylko sprawa "wież Kaczyńskiego", ale także wszystkie inne stawiane partii w sferze publicznej zarzuty.

Afera? Jaka afera?

WP

Tego, że prezes przyjmie taki ton można było spodziewać się już po wyborze medium. Tygodnik "Sieci" jest czytany głównie przez najbardziej zagorzałych zwolenników partii rządzącej partii oraz piszących o niej dziennikarzy. Decydując się na wywiad właśnie w tym tytule Kaczyński zdecydował, że o aferze nie chce rozmawiać z nikim innym poza swoim twardym elektoratem, że nie interesuje go inna komunikacja, niż kanałem wewnętrznym.

Choć tygodnik "Sieci" drukuje publicystów czasem zdolnych do trzeźwych, krytycznych analiz posunięć rządów PiS, to wobec samego Kaczyńskiego pismo zachowywało się zawsze czołobitnie. Zwłaszcza w wywiadach prowadzonych przez braci Karnowskich. Także w poniedziałkowym wywiadzie Karnowscy zachowują się nie jak dziennikarze, stawiający politykowi pytania w imieniu opinii publicznej, ale jak reprezentujący Kaczyńskiego specjaliści PR, jak adwokaci zadający swojemu klientowi przed sądem tylko te pytania, które mają dowieść jego niewinności.

W efekcie wywiad powtarza linię obrony PiS i Kaczyńskiego, jaką słyszeliśmy w ostatnich dwóch tygodniach w mediach. Sprowadza się ona do kilku głównych punktów:

1) Nie złamano prawa, bo szef partii ma prawo być w radzie nadzorczej fundacji.

WP

2) Członek rady nadzorczej fundacji ma prawo interesować się działaniami podległej fundacji spółki.

3) PiS i Srebrna to osobne byty.

4) Ani PiS, ani Kaczyński osobiście nie wzbogaciliby się na inwestycji.

Gerald Birgfellner nigdy nie przedstawił rachunków, realnie szacujących koszty wykonanej przez niego pracy – zgodnie z prawem nie można więc mu było wypłacić pieniędzy. Nawet jeśli przyjmiemy te argumenty – co wcale nie jest oczywiste - to Karnowscy powinni zadać prezesowi PiS kilka pytań, odpowiadających na wątpliwości, jakie nasuwają się w związku z publikacjami "Gazety":

WP

1) Czy jeśli nawet nie doszło do złamania prawa, to zachowano wszelkie standardy?

2) Czy zarząd Srebrnej nie jest "słupem", a spółką faktycznie steruje Kaczyński?

3) Czy sytuacja, gdy szeregowy poseł rządzi z tylnego siedzenia państwem i spółką aktywną na warszawskim rynku nieruchomości jest zdrowa i normalna?

4) Czy normalny jest udział w spotkaniach w sprawie Srebrnej prezesa państwowego banku, nominowanego przez rządzącą partię?

WP

5) Wreszcie, czy nawet bez transferu pieniędzy na konto PiS, zyski z "K-Towers" nie finansowałyby bliskiej partii działalności, wzmacniającej jej długoterminową pozycję polityczną?

Na to ostatnie, niepostawione w wywiadzie pytanie, Kaczyński zresztą nie wprost, ale odpowiada, potwierdzając raczej, niż rozbijając wysuwane przeciw niemu zarzuty. Mówi, że dzięki inwestycjom Instytut Lecha Kaczyńskiego miałby radykalnie wzmocnić się finansowo, stając się polskim odpowiednikiem Fundacji Adenauera, realną przeciwwagą dla kojarzonej ze środowiskami liberalnymi Fundacji Batorego.

Ani Karnowscy, ani Kaczyński nie widzą nic problematycznego w takim finansowaniu instytucji stanowiącej bezpośrednie ekspercko-ideowe zaplecze ideowe PiS w o wiele większym stopniu, niż kiedykolwiek wobec jakiejkolwiek partii stanowiła je Fundacja Batorego.

To my jesteśmy ofiarą!

WP

Prezes PiS mówi w pewnym momencie, że wsparcie Instytutu Lecha Kaczyńskiego z pieniędzy z deweloperki doprowadziłoby do "przynajmniej częściowego zrównania szans na rynku idei w Polsce". Z całego wywiadu – i numeru tygodnika – wyłania się bowiem narracja, w której to PiS – partia kontrolująca dziś całkowicie wszystkie gałęzie władzy – jest stroną słabszą, zaszczutą, niesprawiedliwie traktowaną i walcząca o przywrócenie elementarnej równowagi w polskiej sferze publicznej.

Nie przypadkiem zaraz za wywiadem z prezesem PiS znajdziemy w "Sieciach" artykuł, przekonujący, że na początku lat 90. to nie środowisko Porozumienia Centrum uwłaszczyło się na publicznym majątku, ale krytykujące go za to środowisko Adama Michnika i "Gazety Wyborczej".

PiS – argumentują Kaczyński z Karnowskimi – jest niesłusznie atakowany przez media ujawniające kolejne korupcyjne skandale. Tymczasem, przekonuje lider PiS "są to albo afery wymyślone albo sprawy, które trudno nazwać aferami". Jeśli nawet w PiS trafią się osoby nieuczciwe, to władza ich nie kryje, tylko natychmiast reaguje – w przeciwieństwie, jak twierdzi Kaczyński, wobec czasów PO.

Także w sprawie "mowy nienawiści" to obóz władzy - nie zamordowany na oczach całej Polski prezydent Adamowicz – jest według Kaczyńskiego ofiarą. I to już od 1990 roku, gdy powstało PC. Kaczyński maluje wizję kraju, gdzie nie może oddać hołdu bratu na Wawelu, czy Krakowskim Przedmieściu bez przedzierania się przez kordony Obywateli RP, gdzie zdziczałe bojówki atakują prawicowe dziennikarki, a w imię walki z mową nienawiści niemalże "zakazuje się cytowania Pisma Świętego".

Zmierzch pancernego mamuta?

Rządy PiS często porównywane były do obcesowego szatniarza z "Misia", który mówi do Stanisława Ochódzkiego: "Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi".

W poniedziałkowych "Sieciach" prezes Kaczyński wygłasza podobny komunikat, dodając, że to jemu tak naprawdę od czasów PC liberałowie regularnie kradli płaszcz. Na ile opinia publiczna, poza łykającym takie narracje bez refleksji twardym elektoratem, da się przekonać? Do tej pory polityczny geniusz Kaczyńskiego polegał na tym, że był w stanie połączyć obsesje i urazy własnego środowiska z autentycznymi społecznymi emocjami.

W poniedziałkowym wywiadzie najważniejszy dziś polityk w Polsce nie sprawia wrażenia kogoś o dobrym słuchu społecznym. Widać to przede wszystkim w tym, jak gładko, w jednym akapicie od autentycznej tragedii w Gdańsku, prezes PiS przechodzi do wyliczania rzekomych własnych krzywd. Ale także w tym co mówi o Robercie Biedroniu ("postulaty socjalne podane w sosie tak wściekłego antyklerykalizmu, że będą nie do przyjęcia"), czy rzekomo atakowanym przez film "Kler" Kościele katolickim, dla którego jedyną alternatywą ma być w Polsce nihilizm. "Kler" obejrzało prawie 5 milionów widzów – niewiele mniej, niż głosowało na PiS w 2015. Polska się sekularyzuje, obrażanie ludzi krytycznych do Kościoła, jako nihilistów, pokazuje jak Kaczyński nie czuje nowej rzeczywistości.

Odnosząc się do słynnego lapsusu Ewy Kopacz, Kaczyński żartował, że "PiS to pancernik z grubą skórą. Można powiedzieć mamutopancernik".

Mamuty, podobnie jak gliptodonty – wielkie pancerniki z miocenu i plejstocenu – w końcu wyginęły. Wielkie rozmiary i gruba skóra nie zawsze zapewniają ewolucyjną przewagę.

Podobnie może być z dzisiejszą potęgą PiS. Na początku roku większość komentatorów była zgodna, że odzyskanie władzy przez opozycję jesienią jest możliwe, ale mało prawdopodobne.

Teraz – wobec kolejnych afer i siły Wiosny Biedronia – coraz mniej prawdopodobna wydaje się druga kadencja PiS. W wywiadzie udzielonym na możliwie najbardziej przyjaznym gruncie z pewnością nie widać, by lider środowiska miał pomysł, jak odwrócić negatywny trend.

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP