Trwa ładowanie...

Jakub Majmurek: Szyszko. Minister niszczenia środowiska

Szyszko ma w rządzie Szydło pozycję porównywalną z najsilniejszymi ministrami. Co oznacza, że politycznie jest silniejszy od swojej przełożonej i powstrzymać go może tylko "nadpremier" Kaczyński, który dostał wiele powodów, by domagać się jego politycznej głowy. Nie chodzi tu nawet o żałosną akcję z "córką leśnika" czy dziwne błędy i niejasności w oświadczeniu majątkowym ministra.

Share
Jakub Majmurek: Szyszko. Minister niszczenia środowiska
Źródło: East News
d1don6u

Jeśli dorastali państwo w latach 90., to pamiętacie zapewne nadawany w polskiej telewizji serial zatytułowany "Kapitan Planeta". Pięciu nastolatków z pięciu kontynentów, obdarzonych przez Gaję magicznymi pierścieniami kontrolującymi siłę żywiołów, walczyło tam o ocalenie planety przed knowaniami makabrycznych, groteskowych złoczyńców, czerpiących osobistą przyjemność z zatruwania Ziemi toksynami, wyziewami i odpadami. Gdy młodzi bohaterowie nie dawali rady, z ich połączonych mocy powstawał tytułowy kapitan Planeta, ekologiczny Superman o błękitnej skórze.

Gdy dziś oglądam obrazy z Puszczy Białowieskiej, mam wrażenie, jakby sceny wprost z tej kreskówki zostały zainscenizowane na żywo w Polsce PiS. Minister ochrony środowiska Jan Szyszko przypomina czarne charaktery, przeciw którym walczył ekologiczny superbohater – Doktor Zarazę czy Kapitana Toksynę. Bez problemu można go sobie wyobrazić jako złoczyńcę z kreskówki – posępnego nadleśniczego (zawsze w skórzanych spodniach i tyrolskim kapeluszu), prowadzącego hordy drwali i myśliwych przeciw najbardziej pierwotnym puszczańskim ostępom.

d1don6u

Czy krajobraz nie jest dziedzictwem narodowym?

Walczącym z wycinką aktywistom żaden Kapitan Planeta z pewnością nie pomoże. Minister Szyszko nie wydaje się też osobą zdolną zmienić zdanie pod wpływem protestów. Dalszy los puszczy zależy więc wyłącznie od tego, jak silnie nacisk opinii publicznej w sprawie Białowieży zadziała na polityczne centrum decyzyjne PiS. Czytaj: przede wszystkim na prezesa Kaczyńskiego.

Ten na razie milczy. Ministrowi Szyszce udało się bowiem przynajmniej chwilowo narzucić swoje bardzo specyficzne rozumienie ochrony przyrody całemu rządzącemu Polską obozowi politycznemu. A przecież dla konserwatywno-ludowej partii - jaką PiS próbuje być, gdy nie oddaje się smoleńskimi miesięcznicom i populistycznym ekscesom - odpowiednio zdefiniowany program ekologiczny mógłby stanowić ważny i potencjalnie atrakcyjny punkt programu.

Jeśli coś nadaje się bezdyskusyjnie do konserwowania w przeoranej przez wojny, zabory i PRL Polsce, to właśnie zasoby przyrodnicze. Krajobraz też jest częścią dziedzictwa narodowego, świadkiem ciągłości i podłożem toczącej się tu od wieków historii. Patriotyzm – który obóz dobrej zmiany kocha odmieniać przez wszystkie przypadki 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu – jest też "patriotyzmem krajobrazu", uczuciem emocjonalnego związku danej wspólnoty i tworzących ją osób z miejscem, z jego przyrodniczą specyfiką.

Narracja "patriotyzmu krajobrazu" pomogłaby zbudować obozowi władzy przyjazny, nowoczesny, patriotyczny przekaz, nieantagonizujący niezadeklarowanych prawicowo wyborców. Tym bardziej dziwi, że obóz Kaczyńskiego przyjął narrację Szyszki. W tej bowiem koncepcja przyrody jako dobra wspólnego zwyczajnie się nie mieści.

Zobacz też: Koniec Lex Szyszko. Oto zdjęcia internautów

Wyciąć, spalić, zaorać

#

W latach 90. prawica często nie bez racji krytykowała liberałów za imitacyjne rozumienie przez nich modernizacji. Dziś w kwestii polityki przyrodniczej sama bezmyślnie kopiuje anty-ekologiczne bzdury produkowane przez finansowane z hojnej kasy koncernów naftowych czy węglowych skrajnie wolnorynkowe amerykańskie think-tanki. W polityce ekologicznej powiela przy tym błędy, jakie rozwinięte gospodarki kapitalistyczne popełniły dekady temu, z ich skutkami mierząc się do tej pory. Tak jakby minister Szyszko i jego koledzy z rządu wierzyli, że droga do rozwoju jest tylko jedna i wiedzie przez masowe wycinki, zalanie wszystkiego betonem i spalenie każdego najgłębiej ukrytego pod ziemią kilograma węgla.

d1don6u

W koncepcji ministra Szyszki przyroda jest ale albo przeszkodą dla rozwoju albo zasobem do natychmiastowego wykorzystania. To pierwsze przekonanie stało za niesławną ustawą o wycince drzew. Z kolei założenie, że przyroda jest przede wszystkim zasobem, kierować się wydaje działalnością kierowanych przez kolegów ministra lasów państwowych i inwazją drwali na Białowieżę.

Esencję myślenia Szyszki o przyrodzie pokazuje jego decyzja zaskarżająca w prokuraturze decyzję o wpisaniu puszczy na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO. Zdaniem ministra, puszcza nie jest częścią dziedzictwa wyłącznie przyrodniczego, gdyż jej obecny kształt jest także efektem ingerencji człowieka. Większość przyrodników zdanie to uznaje co najmniej za ekscentryczne. Nie o rację w sporach akademickich Szyszce jednak chodzi, a o to, by puszczę dało się eksplorować jako gospodarczy zasób – w czym status dziedzictwa przyrodniczego UNESCO bynajmniej nie pomaga. Minister ochrony środowiska, który w imię wąsko pojętych, krótkoterminowych gospodarczych interesów dąży do zmniejszenia ochrony najcenniejszego obiektu przyrodniczego na terenie swojego kraju, jest ewenementem na skalę światową.

Nikt rozsądny nie będzie się przy tym spierał, że przyroda faktycznie jest zbiorem zasobów potrzebnym człowiekowi do istnienia i rozwoju. Problem jednak w tym – i to jest zadanie sensownej polityki przyrodniczej państwa – jak gospodarować tymi zasobami w ten sposób, by zagwarantować ich przetrwanie nie tylko dla naszego, ale i dla przyszłych pokoleń. Warto też zadać sobie czasem pytanie, jakie elementy dziedzictwa przyrodniczego są na tyle wyjątkowe z różnych powodów, że logice zasobu do wykorzystania w ogóle nie powinny podlegać.

Środowisko skupione wokół Szyszki wszelkie pytania na ten temat uważa albo za objaw oszalałej lewackiej histerii albo za element spisku wymierzony w zamożność i pomyślność polskich rodzin. Na konferencjach organizowanych pod auspicjami Ministerstwa Środowiska wspólnie ze szkołą ojca Rydzyka, filozof z KUL – ks. prof. Tadeusz Guz – wygłasza wykłady, gdzie współczesną "ekologię" nazywa "zielonym faszyzmem". Ekolodzy są nawet - wedle ks. Guza – gorsi od nazistów, gdyż ci chcieli "tylko" zagłady wszystkich ras poza germańską, a ekolodzy dążą do zagłady całej ludzkości – a przynajmniej do "animalizacji człowieka i humanizacji zwierząt i roślin".

d1don6u

Poglądy, które jeszcze 10, a już z pewnością 15 lat temu uchodziły za dość szalone wszędzie poza zamkniętymi forami najbardziej radykalnych fanów Janusza Kowin-Mikkego, dziś stają się ministerialnym mainstreamem. Rządząc dziś prawica najpierw dała sobie wmówić, że wszelka ekologia to "lewacki wymysł", a następnie idąc za "anty-lewackim" odruchem doszła do ściany i wraz z ks. Guzem zaryła w nią głęboko głową. Żeby było bardziej zabawnie, cała propagowana przez resort środowiska myśl ekologiczna, choć ciągle podpina się pod Kościół katolicki, opiera się na zupełnie odmiennych przesłankach, niż "ekologiczna encyklika" papieża Franciszka - "Luadato Si". Ta wyraźnie przecież przestrzega przed wąskim, instrumentalnym traktowaniem natury jako zasobu.

Czy pan to jeszcze kontroluje, prezesie?

#

Część co rozsądniejszych zwolenników PiS zaczyna się pomału buntować przeciw filozofii natury Szyszki. Na bliskich "dobrej zmianie" portalach coraz częściej można trafić na głosy – także wkurzonych czytelników – dopytujące się "po diabła właściwie wycinamy unikalną w światowej skali puszczę?".

Nic jednak nie wskazuje na to, by PiS miał się w tej sprawie zreflektować. Szyszko ma w rządzie Beaty Szydło pozycję porównywalną z najsilniejszymi politycznie ministrami: Antonim Macierewiczem, Zbigniewem Ziobro, Mariuszem Kamińskim. Co oznacza, że politycznie silniejszy jest od swojej przełożonej i powstrzymać go może tylko "nadpremier" Kaczyński.

d1don6u

Ten w ciągu prawie dwóch lat urzędowania Szyszki dostał wiele powodów, by domagać się jego politycznej głowy. Nie chodzi tu nawet o żałosną akcję z "córką leśnika" czy dziwne błędy i niejasności w oświadczeniu majątkowym ministra. Choć niejeden politycznie słabszy od niego minister mógłby i za to polecieć. Prawdziwym gwoździem do trumny Szyszki bezwzględnie powinna stać się przede wszystkim niesławna ustawa o wycince drzew.

Napisana byle jak, pełna dziur, ogołociła w ciągu kilku tygodni polskie miasta, grożąc ekologiczną katastrofą. Media donosiły, że wściekły był sam prezes Kaczyński, zirytowany tym, że jego partia dała się wkręcić w uchwalenie prawa tak wyraźnie napisanego pod interesy lobby deweloperskiego. Choć diagnoza prezesa była słuszna, wobec Szyszki nie wyciągnął żadnych konsekwencji – PiS ustawę po cichu poprawił, a ministrowi włos z głowy nie spadł.

Skąd tak mocna pozycja Szyszki w rządzie?

#

Zawdzięcza ją bliskim związkom z imperium ojca Rydzyka. To Szyszko, obok ministra , najczęściej gości w mediach należących do przedsiębiorczego toruńskiego redemptorysty. Odwołanie Szyszki bez konsultacji z Rydzykiem byłoby jak zastrzelenie kapitana zaprzyjaźnionej rodziny mafijnej bez konsultacji z jej kierownictwem. Jeśli Kaczyński ma odsunąć Szyszkę, coś za to Rydzykowi będzie musiał dać – na razie jak widać rachunek jest na tyle spory, że Szyszkę opłaca się w rządzie trzymać.

d1don6u

Kłopot w tym, że godząc się na Szyszkę, prezes Kaczyński podważa sensowne, strategiczne cele PiS. Partia ta słusznie podnosiła problem tego, że państwo nie posiada sprawnego ośrodka decyzyjnego, że trapi je choroba resortowości, przez co każdy minister jest panem na swoim folwarku. Szyszko w swoim ministerstwie jest symptomem tej choroby i przyczynia się do jej pogłębienia. W dodatku w jego ministerstwie jak lisy w kurniku grasować wydają się różne specjalne grupy interesów: od deweloperów po leśników. Tolerując Szyszkę w rządzie Kaczyński prowokuje konkurentów w partii i przeciwników poza nią do pytania: "czy pan jeszcze w ogóle ogarnia swoją formację, prezesie?".

Im bardziej ekstrawagancje Szyszki będą prowokowały takie pytania, tym większa szansa, że prezes zacznie negocjować jego odejście z ojcem dyrektorem. Warto je więc głośno zadawać.

Jakub Majmurek dla WP Opinie

d1don6u

Podziel się opinią

Share
d1don6u
d1don6u