Jacek Żakowski: Pisokracja. Kaczyński najdalej za rok będzie dyktatorem

Z chwilą wejścia w życie trzech ustaw sądowych Jarosław Kaczyński stanie się w Polsce jednoosobową, przez nikogo niekontrolowaną, władzą. Czyli: stanie się dyktatorem. Najdalej za rok nowy system uzyska swoją pełną sprawność. Przed wyborami samorządowymi cały proces wyborczy - od wyznaczania okręgów, przez rejestrację list, po wynik - będzie w ręku jednego człowieka - pisze Jacek Żakowski w felietonie dla WP Opinie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jacek Żakowski: Pisokracja. Kaczyński najdalej za rok będzie dyktatorem
(East News)

Powiecie, że straszę albo panikuję. Ale muszę opisać, co będzie, kiedy stanie się to, co się właśnie dzieje. Chociaż roboty pracujące dla władzy będą pod tym tekstem wklejały jeszcze obficiej niż zwykle komentarze: "idź już na emeryturę", "odkleił się od rzeczywistości","gdzie pan był, kiedy Tusk likwidował stocznie", "komuch portkami trzęsie", "żakowski jak zwykle żenada", "idź się leczyć żaku", "Jacuś kompletnie odleciał". Mniejsza o to. Musimy być ze sobą szczerzy.

Faktyczna władza rządu nad wyborami

Nie chodzi tylko o to że - jak mówi rosyjska maksyma - "nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy", chociaż oczywiście nie jest bez znaczenia, że rząd (przez swoich nominatów) faktycznie będzie sam liczył głosy, które ewentualnie mogłyby kiedyś pozbawić go władzy. Ważniejsze jest to, że faktycznie to rząd będzie (przez swoich sędziów w sądzie okręgowym w Warszawie) rejestrował i wyrejestrowywał partie, a kontrolując pośrednio także Państwową Komisję Wyborczą, będzie sprawdzał (i ewentualnie odrzucał) sprawozdania finansowe partii, rejestrował (lub odmawiał rejestracji) wszystkie listy wyborcze, organizował wybory, podawał wyniki do wiadomości publicznej, a w sądach stwierdzał ich ważność, rozstrzygał ewentualne spory i skargi wyborcze.

Jeżeli ktoś z Państwa miał jeszcze wątpliwości, to już ich mieć nie może. Demokracja z wszystkimi jej słabościami i wspaniałościami odchodzi. Jej miejsce zajmuje pisokracja. Ta zmiana ostatecznie nastąpi, kiedy wejdą w życie trzy ustawy sądowe przygotowane przez Zbigniewa Ziobrę. Bo z mocy tych ustaw rząd przejmie bezpośrednią kontrolę nie tylko nad wszystkimi sądami, w tym nad ich obsadą, nad nominacjami i karierami sędziów, oraz nad orzecznictwem, ale też nad całym procesem wyborczym bezpośrednio kontrolowanym przez podporządkowanych ministrowi sędziów.

Szlachetne pobudki zwyciężą?

Ponieważ sędziowie tworzący też PKW i wojewódzkie komisje wyborcze znajdą się faktycznie w dość krótkim łańcuchu kierowania władzy politycznej prowadzącym od prezesa sądu, przez ministra sprawiedliwości do prezesa PiS, faktycznie to Jarosław Kaczyński będzie decydował o tym, kto może kandydować w wyborach i kto może je wygrać. Przynajmniej jeśli będzie chciał. Ale właściwie - dlaczego miałby nie chcieć? Oczywiście szlachetne pobudki w rodzaju przywiązania do zasad uczciwej rywalizacji i szacunku dla woli suwerena, mogą tu wchodzić w grę, ale mogą nie wchodzić. Los Trybunału Konstytucyjnego wskazuje, że raczej nie warto na nie liczyć. Jeśli zaś szlachetne pobudki nie zwyciężą, to Prezes będzie mógł jednoosobowo decydować o odmowie zarejestrowania listy, o nieważności wyborów albo o wykreśleniu jakiejś partii z rejestru. Nie musi tego robić. Nie mamy żadnego dowodu, że będzie to robił, ale będzie mógł.

Zobacz także: Łańcuch światła. Demonstracja pod Sądem Najwyższym

Faktycznie więc z chwilą wejścia w życie trzech ustaw sądowych Jarosław Kaczyński stanie się w Polsce jednoosobową, przez nikogo niekontrolowaną władzą. Czyli: stanie się dyktatorem. Trochę może potrwać, nim nowy system się skonsoliduje, usunie starych i powoła nowych etc., a nim to się stanie, może jeszcze być trochę rozmaitych wpadek (np. błędów kadrowych skutkujących brykaniem pojedynczych osób), ale najdalej za rok nowy system uzyska swoją pełną sprawność. Przed wyborami samorządowymi cały proces wyborczy - od wyznaczania okręgów, przez rejestrację list, po wynik - będzie w ręku jednego człowieka.

Taki system nazywa się dyktaturą

Będzie to dyktatura typu totalitarnego, którego pochwalanie zakazane jest w (formalnie wciąż obowiązującej) polskiej konstytucji, bo ten sam człowiek, czyli prezes PiS, Jarosław Kaczyński, poprzez równie krótkie łańcuchy zarządzania, kontroluje już system edukacyjny, finansowanie kultury i ogromną część mediów, czyli instytucje kształtujące świadomość, a przez system skarbowy i zamówienia publiczne także zdecydowaną większość gospodarki.

Pisokracja, która właśnie zastępuje w Polsce demokrację, nie musi być złą dyktaturą. Na krótką, a nawet średnią, metę nie wszystkie dyktatury muszą być bardzo złe. To bardziej zależy od ludzi niż od formalnych struktur. W PRL-u dyktatura była na przykład coraz przyjemniejsza. Na początku masowo mordowała, a pod koniec już tylko sporadycznie. I nawet dawała paszporty. Dyktatura Józefa Piłsudskiego trochę mordowała i zamykała w więzieniach, ale pozwalała jeździć za granicę, dorabiać się i bawić. Dyktatura Kimów w Korei Północnej popełnia masowe zbrodnie, ale dyktatura Putina stara się ich unikać - choć na przykład w Czeczenii jej się to nie udało.

Dyktatura prezesa Kaczyńskiego

O dyktaturze prezesa Kaczyńskiego niczego dziś nie potrafimy powiedzieć. Trudno nawet coś na jej temat wnioskować z doświadczeń ostatnich kilkunastu miesięcy. Bo dyktatury oczywiście inaczej wyglądają, gdy walczą o władzę, inaczej, gdy ją konsolidują, a inaczej, kiedy już ją całkiem mają. Tu nie ma żadnych jasnych zależności. Nie jest wykluczone, że w krótkim i średnim okresie większość społeczeństwa nawet nie zauważy, iż ustrój nam się zmienił. Bo najprawdopodobniej nikt tego wprost nie ogłosi. Jarosław Kaczyński raczej nie będzie koronowany ani obwołany "dożywotnim władcą i ojcem wszystkich Polaków". Pozostanie zapewne Prezesem. To mu w zupełności wystarczy.

Nie jest też jasne, w jaki sposób Jarosław Kaczyński będzie korzystał ze swoich dyktatorskich uprawnień. Nie wiem nawet, czy on sam już to wie. Z faktu, że będzie mógł prosto i łatwo fałszować wybory, nie wynika przecież, że będzie je fałszował. Z faktu, że będzie mógł łatwo każdego zamknąć w areszcie, a potem za cokolwiek skazać i uwięzić na lata - nie wynika, że będzie to robił.

Dyktatura nie polega na tym, że dyktator robi wszystko, co najgorsze, lecz na tym, że może to łatwo i bezkarnie (przynajmniej chwilowo) zrobić, a wszyscy o tym wiedzą. Obstawiam, że będzie to raczej dyktator w miarę możliwości stosunkowo łagodny - raczej Piłsudski lub Łukaszenka, niż Putin lub Erdogan. Sądzę tak dlatego, że Jarosław Kaczyński dotychczas dość konsekwentnie unikał rozlewu krwi, a ofiary jego dotychczasowych rządów (np. Barbara Blida) nie były zamierzone. Ale oczywiście ludzie się zmieniają - podobnie jak okoliczności.

Formalna demokracja przestanie istnieć?

Trudno jest też przewidzieć, w jakim stopniu pisokracja będzie akceptowała pluralizm, a zwłaszcza opozycję. Intuicja mi mówi, że pod tym względem będzie podobnie jak w Rosji lub na Węgrzech. Władza zajmie 80 proc. przestrzeni (politycznej, medialnej, artystycznej), ale zostawi nisze, w których inni będą mogli sobie egzystować, dopóki nie zaczną stanowić zagrożenia. Przy wszystkich swoich wadach Kaczyński jest wystarczająco mądry, by wiedzieć, że to się bardziej opłaca, niż kontrolować wszystko. Będzie kontrolował tyle, ile musi, by zachować władzę. I jeszcze trochę, na wszelki wypadek. Ale zostawi wentyle, dzięki którym wszyscy będą mogli ułożyć sobie życie. Taki przynajmniej wydaje się być pomysł na pisokrację.

Tego wszystko oczywiście nie da się na dłuższą metę pogodzić z przynależnością do Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie. Albo więc Polska opuści Unię, albo stanie się ona wydmuszką, a integracja Zachodu przeniesie się do strefy euro. Ważniejsze jest jednak pytanie, jak pisokracja wytrzyma kolejną, podobno jeszcze większą niż w 2008 roku, falę globalnego kryzysu, którą wielu ekspertów prognozuje na koniec tego roku lub na przyszły rok. Dramatyczny przyrost wartości zagranicznego długu, spadek eksportu, katastrofa kredytów frankowych, wzrost bezrobocia i wydatków socjalnych - to będą wyzwania, przed którymi cały system stanie zapewne na progu nowego serialu wyborczego. To musi odbić się na preferencjach wyborczych, co postawi Prezesa przed dramatycznym wyborem między masywnym, oczywistym, jawnym fałszerstwem wyborczym, a ryzykiem oddania władzy. Nie wiem, czy wtedy Prezes zdecyduje się na jawne zniesienie także formalnej demokracji.

Jacek Żakowski dla WP Opinie

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.