Ian Buruma: Kaczyński i Orban wrogami Zachodu

Zachód rzeczywiście staje dziś w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, ale nie ze strony imigrantów, islamu czy organizacji sponsorowanych przez Sorosa. Najbardziej niebezpiecznymi wrogami Zachodu są ludzie, którzy często mienią się jego obrońcami, jak Orban, Marine Le Pen, Geert Wilders, Kaczyński czy Trump.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ian Buruma: Kaczyński i Orban wrogami Zachodu
(East News)

W 1938 roku Aurel Kolnai, węgierski filozof żydowskiego pochodzenia żyjący na uchodźstwie, opublikował swoją najsłynniejszą książkę, "Wojna przeciwko Zachodowi", studium idei leżących u podstaw narodowego socjalizmu. Wydaje się, że Kolnai przeczytał wszystkie opasłe eseje - większość autorstwa trzeciorzędnych pisarzy - wychwalające wszystkie cnoty Ziemi Bohaterów, oparte na poświęceniu, wojowniczości i wartości ziemi i krwi, potępiając jednocześnie materialistyczne, liberalno-demokratyczne, burżuazyjne społeczeństwa Ziemi Kupców (tj. Zachodu).

Ziemią Bohaterów były oczywiście nazistowskie Niemcy, zaś Zachód, skorumpowany przez żydowskie pieniądze i toksyczny kosmopolityzm, był reprezentowany przez USA i Wielką Brytanię. Aby należeć do heroicznego niemieckiego ludu, trzeba było mieć tę samą krew, podczas gdy obywatelstwo w świecie anglosaskim było otwarte dla imigrantów, którzy godzili się przestrzegać prawa. Idea tych dwóch osobnych modeli obywatelstwa wywodzi się co najmniej z dziewiętnastego wieku, kiedy niemiecki cesarz Wilhelm II patrzył na Wielką Brytanię, Amerykę i Francję z pogardą za ich "skundlone" lub - według jego własnych słów - "zażydzone" społeczeństwa.

Zachód wygrał wojnę, przynajmniej w zachodniej części Europy; Związek Sowiecki wygrał na wschodzie. Zamiast kary, byli wrogowie zostali poddani edukacji - poprzez hojnie subsydiowane przez USA kulturalne i polityczne programy - aby stali się bardziej tacy, jak Amerykanie.

Jednocześnie, Stany Zjednoczone z pomocą Wielkiej Brytanii ustanowiły po 1945 roku nowy porządek światowy, oparty na wolnym handlu, instytucjach ponadnarodowych i - przynajmniej w teorii - promocji liberalnej demokracji.

Wojna idei nigdy jednak tak naprawdę się nie zakończyła. Liberalne idee, internacjonalizm, otwartość na imigrantów dziś znów są atakowane. I choć tylko marginalne grupy promują dziś narodowy socjalizm (stają się jednak coraz bardziej widoczne), to oficjalna wrogość wobec kulturowych i religijnych mniejszości powróciła, podobnie jak pogarda wobec kosmopolitycznych elit.

Istnieje przynajmniej jeden dobry test na to, po której stronie opowiadają się ludzie: to ich opinia na temat międzynarodowego inwestora i filantropa George'a Sorosa. Podobnie jak Kolnai, Soros jest urodzonym na Węgrzech Żydem, i spędził swoje dorosłe życie w Wielkiej Brytanii i USA. Po upadku imperium sowieckiego w latach 80., Soros robił mniej więcej to, co agencje rządu USA po II wojnie światowej. Dużą część swojego majątku przeznaczył na promocję liberalno-demokratycznych wartości w krajach postkomunistycznych. Jednym z wielu beneficjentów jego hojności był obecny premier Węgier Viktor Orban, który dzięki stypendium Sorosa studiował na Oxfordzie.

Orban teraz gryzie rękę, która go karmiła, nazywając "transgraniczne imperium" Sorosa śmiertelnym zagrożeniem dla węgierskiej tożsamości narodowej. Jego zdaniem Soros jest "drapieżnikiem" za którym stoją "tony pieniędzy. Orban jest zagorzałym promotorem "demokracji nieliberalnej", podobnie jak inni demokratycznie wybrani autokraci w byłych krajach satelickich Związku Sowieckiego. "Każdy kraj będzie chciał się pozbyć Sorosa" - zadeklarował Orban w grudniu.

I ma rację, przynajmniej w przypadku kilku krajów. Przywódca polskiej partii rządzącej, Jarosław Kaczyński, uważa, że grupy wspierane przez Sorosa chcą "społeczeństw bez tożsamości". Liviu Dragnea, który szefuje partii rządzącej w Rumunii, idzie jeszcze dalej, mówiąc że Soros "finansuje zło". To, co Soros finansuje w Rumunii w rzeczywistości, to programy edukacyjne, międzynarodowe stypendia i organizacje pozarządowe pomagające oczyścić środowisko.

W rzeczy samej, Soros mógłby być personifikacją Zachodu takiego, jakim zdefiniował go Kolnai. Jest wszystkim tym, czego nienawidzą nacjonaliści i antysemici: bogaczem, kosmopolitą, Żydem i liberałem poświęconym temu, co Karl Popper - inne żydowskie dziecko imperium austro-węgierskiego - nazwał "społeczeństwem otwartym".

Kiedy wrogowie społeczeństwa otwartego zagrażali Europie w latach 30., istniał przynajmniej wówczas potężny kontrmodel w postaci Wielkiej Brytanii i szczególnie USA wzmocnionych "Nowym Ładem" Franklina D. Roosevelta. Ofiary europejskiego totalitaryzmu na kontynencie wciąż mogły znaleźć schronienie w tym Zachodzie, a ci, którzy nie mogli, wiedzieli przynajmniej, że faszyści i naziści mieli poważnych wrogów w Londynie i Waszyngtonie.

Dziś żyjemy w zupełnie innym świecie. Wielka Brytania odwróciła się od Europy, odrzucając internacjonalizm Unii Europejskiej i kosztując trucizny polityków, którzy uważają imigrację za egzystencjalne zagrożenie dla tożsamości narodowej. Do tego dochodzi wyborcze zwycięstwo Donalda Trumpa w USA, które Orban nazwał nową szansą - "prezentem" - dla Węgier. W rzeczy samej, Soros pojawił się jako zdradziecki kosmopolityczny spiskowiec także w propagandzie kampanii Trumpa.

Poglądy Trumpa na imigrantów - tych nadchodzących "gwałcicieli", "terrorystów" itd. - dały wielkie moralne wsparcie wrogom Zachodu. Jego podejście zawarte w haśle "America First", jego islamofobia, poparcie dla tortur, ataki na media głównego nurtu są używane przez antyliberałów i autokratów na całym świecie jako usprawiedliwienie dla zamykania granic i zwalczania "wrogów narodu" - jeśli to konieczne, także z użyciem przemocy.

W tym klimacie politycznym, kontrmodel dla społeczeństwa zamkniętego jest coraz wątlejszy. Zachód, taki jakim widział go Kolnai, rzeczywiście staje dziś w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, ale nie ze strony imigrantów, islamu czy organizacji sponsorowanych przez Sorosa. Najbardziej niebezpiecznymi wrogami Zachodu są ludzie, którzy często mienią się jego obrońcami, jak Orban, Marine Le Pen, Geert Wilders, Kaczyński czy Trump.

Jest jednak jeszcze jedna nadzieja w Europie, która zadziwiłaby Kolnaia, który opublikował swoją książkę w roku, kiedy żołnierze Hitlera zajęli Austrię i Czechosłowację. Kanclerz Niemiec Angela Merkel być może popełniła poważne błędy - szczególnie w tym jak w UE potraktowana została Grecja - ale była ona i nadal jest najtwardszym czempionem liberalno-demokratycznych idei. Możemy tylko żywić nadzieję, że Niemcy, poprzednia Ziemia Bohaterów, nie ulegnie w tej najnowszej odsłonie wojny przeciwko Zachodowi.

Ian Buruma

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.