Stanisław Obirek: Zaniepokojenie, wstręt, oczekiwanie

Muszę przyznać, że mam kłopot w rozumieniu, co myśli tak wielu moich rodaków, którzy wykrzykują w dniu Święta Narodowego obrzydliwe hasła przeciwko muzułmanom, uchodźcom i agresywnie głoszącym swoje przywiązanie do katolicyzmu i Boga, jak odbiera rzeczywistość i w co wierzy. Od kilku lat przekracza to moje zdolności pojmowania.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Mamy rok na przepracowanie tego, co się wydarzyło 11 listopada 2017 roku w Warszawie
Mamy rok na przepracowanie tego, co się wydarzyło 11 listopada 2017 roku w Warszawie (East News)

Czytaj także: Dariusz Bruncz: To hejtriotyzm, a nie patriotyzm. Polska mistrzem świata w nienawiści

Pewnie nie ja jeden byłem pytany przez dziennikarzy zagranicznych o to, co się w Polsce dzieje i jak to należy wytłumaczyć. Byłem bezradny i ze swej bezradności próbowałem jakoś wybrnąć, tłumacząc, że to margines, który doszedł na chwilę do głosu, że tak naprawdę to jednak większość polskiego społeczeństwa - w tym również znaczna część polskiego episkopatu - nie podziela tych nacjonalistycznych, ksenofobicznych, antysemickich i antyislamskich haseł. Wymieniałem znakomity list episkopatu z marca tego roku o "chrześcijańskim kształcie patriotyzmu", w którym zostało jasno powiedziane, że "Kościół w swoim nauczaniu zdecydowanie rozróżnia szlachetny i godny propagowania patriotyzm oraz będący formą egoizmu nacjonalizm".

No ale co z tego?

Zbigniew Szczypiński zaraz po tym jak zobaczył, co się w Warszawie 11 listopada 2017 roku wydarzyło, zadał na łamach Studia Opinii ważne pytanie: "Czy hierarchia polskiego kościoła rzymsko-katolickiego odniesie się jakoś do tego religijnego wydarzenia?".

Na razie pozostało bez odpowiedzi. Owszem: "Tygodnik Powszechny" piórem swoich dziennikarzy dystansuje się od nacjonalistycznego uniesienia polskich nacjonalistów i zadaje kłopotliwe pytania ministrowi Błaszczakowi, zachwyconemu biało-czerwonymi flagami powiewającymi nad tym, budzącym najgorsze skojarzenia historyczne i autentyczną grozę, przemarszem.

Zobacz także: Kontrowersyjne hasła na Marszu Niepodległości

Tak, wiemy, to nie ma nic wspólnego ani z patriotyzmem, ani z katolicyzmem. Ale to powinni jasno i wyraźnie powiedzieć przewodnicy tego narodu – politycy, tak chętnie szermujący hasłami patriotycznymi i tak chętnie chroniący się pod skrzydła Kościoła katolickiego i hierarchowie, przewodzący temu Kościołowi. Jeśli tego nie zrobią, za rok może być jeszcze gorzej i jeszcze groźniej.

Za rok już będzie trudniej tłumaczyć, że to na chwilę tylko margines wtargnął na główne trasy przemarszu stolicy kraju demokratycznego. Za rok, w okrągłą rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę, będziemy musieli tłumaczyć, dlaczego to faszyści zawłaszczyli ten dzień i dlaczego nie uchroniliśmy demokracji.

Mamy tylko rok

Mamy więc rok na przepracowanie tego, co się w Warszawie (na szczęście tylko w Warszawie) wydarzyło 11 listopada 2017 roku. Wszyscy, nie tylko politycy i hierarchowie, ale całe społeczeństwo. Wprawdzie garstka (nawet jeśli to było 60 tysięcy) głośno krzyczy, ale większość milczy. To może się zemścić na nas wszystkich.

Michael Tomasello przekonuje, że to co odróżnia gatunek ludzki od świata innych zwierząt to zdolność do czytania tego, co inni ludzie myślą, jak odbierają rzeczywistość i w co wierzą. Muszę przyznać, że mam kłopot w rozumieniu – co myśli tak wielu moich rodaków, którzy wykrzykują w dniu Święta Narodowego obrzydliwe hasła przeciwko muzułmanom, uchodźcom i agresywnie głoszącym swoje przywiązanie do katolicyzmu i Boga, jak odbiera rzeczywistość i w co wierzy.

Od kilku lat to przekracza moje zdolności pojmowania.

Stanisław Obirek, Studio Opinii

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.