Trwa ładowanie...

Sprawdzian i przedbiegi przed wielkim prezydenckim wyścigiem [OPINIA]

Czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego rozstrzygać będą o dalszym kursie Unii Europejskiej, o tym, czy w polityce Brukseli pojawią się jakieś istotne korekty, czy nie. Niezależnie jednak od tego, nad Wisłą będzie to kolejna kampania polskich spraw. Zmaganie o przyczółki do przyszłorocznej elekcji prezydenckiej, ale także ważna batalia przesuwająca punkt ciężkości polskiej polityki w prawo.

Przedstawiamy różne punkty widzenia
Na zdjęciu od lewej: Kaczyński, Tusk, Hołownia i MentzenNa zdjęciu od lewej: Kaczyński, Tusk, Hołownia i MentzenŹródło: East News, fot: Jacek Dominski, Michał Żebrowski, Tomasz Jastrzębowski
d2mzsil
d2mzsil

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Sprawdzian i przedbiegi przed wielkim prezydenckim wyścigiem

Zasadniczą stawką wyborów, które odbędą się na początku czerwca - jednocześnie we wszystkich państwach członkowskich UE - będzie rzecz jasna przyszłość Unii. Decydować w nich będziemy, po pierwsze, czy europejskie stery pozostaną nadal w rękach dwu największych europejskich międzynarodówek: chadeków i socjaldemokratów, i po drugie, czy w obecnej "zielonej" agendzie Unii nastąpią jakieś istotne korekty.

Niezależnie jednak od tego, w wymiarze krajowym, europejska kampania będzie także ważnym sprawdzianem i budowaniem politycznych przyczółków przed, kluczowymi dla przyszłości polskiej sceny politycznej, wyborami prezydenckimi roku 2025. Mówiąc to warto przypomnieć, że zmobilizowanie przez PiS elektoratu konserwatywnego w wyborach europejskich w maju roku 2019, przedłużyło polityczną passę tej partii także na wybory parlamentarne z jesieni ówczesnego roku oraz na wybory prezydenckie w roku 2020.

Dla premiera Tuska i jego partii europejska batalia będzie zatem, ostatnią przed prezydencką kampanią, ważną szansą na wyprzedzenie PiS, wyraźne przełamanie bariery 30 proc. poparcia, i co najważniejsze mocne zademonstrowanie sprawczości, co nie bardzo udało się PO, ani przy okazji podsumowania 100 dni jej rządów, ani w wyborach samorządowych. I od stopnia realizacji tych celów zależy jak się wydaje to, czy w wyborach prezydenckich Platformę poprowadzi być może sam Donald Tusk, czy też pozostanie mu rola kibica Rafała Trzaskowskiego.

d2mzsil

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Dosadne komentarze ws. ruchu Dudy. "Mam wiadomość dla prezydenta"

Wzmocniony po wyborach samorządowych PiS będzie w czerwcu walczył – głównie z Konfederacją - o zachowanie prymatu w elektoracie wiejskim i konserwatywnym. Ważniejsze jednak jest to, czy w kampanii europejskiej PiS zdecyduje się na kontynuowanie tonu relatywnie – jak na tę partię – umiarkowanego, który przyczynił się do jej sukcesu w wyborach samorządowych, czy też – ograniczając tlen Konfederatom - wróci do ostrej retoryki antyunijnej. Od tego bowiem wyboru i jego skutków dużej mierze zależy to, czy PiS do wyborów prezydenckich poprowadzi Mateusz Morawiecki, promujący w ostatnim czasie umiarkowaną linię tego obozu, czy też ktoś ze skrzydła bardziej konserwatywnego.

Dla Trzeciej Drogi europejska elekcja, to nie tylko okazja trzeciego już potwierdzenia, silnego trzeciego miejsca tej formacji na naszej scenie politycznej, ale także możliwość zbudowania w centrum tej sceny prezydenckiej trampoliny dla Szymona Hołowni. Dodajmy, zadania to dość skomplikowane zważywszy na to, że PSL będzie musiało szukać w tej kampanii jakiegoś rymu z antyunijnymi nastrojami części polskich rolników, podczas gdy środowisko Szymona Hołowni pozostaje na polskiej scenie politycznej jednym z najbardziej euroentuzjastycznych.

d2mzsil

Kształt i wynik kampanii Konfederatów określi w jakimś sensie – jeszcze przed ewentualnymi prawyborami w tej partii – szanse Krzysztofa Bosaka lub Sławomira Mentzena na jej reprezentowanie w wyścigu prezydenckim przyszłego roku. I tylko Lewica walczyć będzie w maju i czerwcu o całą stawkę, o przetrwanie i zatrzymanie jej wyraźnego regresu.

Nie o taką Unię…, czyli (prawie) wszyscy skręcają w prawo

Pomimo tej mozaiki różnych politycznych celów różnych obozów, nad europejską kampanią, już teraz, zdaje się unosić jeden wspólny ton, i rysować jeden wspólny jej mianownik, to znaczy, przesuwanie się punktu ciężkości polskiej polityki, a w każdym razie polityki międzynarodowej, w prawo.

Niezależnie bowiem od wyraźnych różnic światopoglądowych na polskiej scenie politycznej, czy ostrego konfliktu na linii PO–PiS, wszystkie główne siły polityczne ruszające właśnie do europejskiej kampanii mówią tym samym właściwie – prawicowym – językiem politycznego realizmu, podkreślając pierwszeństwo bezpieczeństwa polskich granic i prymat narodowych interesów.

d2mzsil

Co więcej, wszyscy dziś właściwie, od premiera Tuska po Konfederację, w różny oczywiście sposób, w różnych sprawach i w różnym zakresie, prezentują dystans wobec polityki Unii i kierunku w jakim zdaje się ona zmierzać.

Wszyscy też właściwie – i to istotne novum – przyznają dziś mniej lub bardziej otwarcie, że Unia to nie tyle, lub nie tylko, wspólnota wartości, ale także pole – odmiennych często – narodowych interesów i twardej o nie gry. Aby się o tym przekonać, wystarczy choćby prześledzić europejską retorykę premiera Donalda Tuska ostatnich dni i tygodni.

Przyczyny tego przesunięcia są dość oczywiste, bo wymusza je coraz ostrzejszy geopolityczny klimat unoszący się – nie tylko – nad państwami naszego regionu. Ciekawe jednak mogą okazać się jego skutki. Być może na przykład, to właśnie pewna konserwatywna europejska korekta w retoryce premiera Tuska, a nie światopoglądowy zwrot Platformy w lewo, otworzą drogę partii władzy do zdystansowania PiS.

d2mzsil

Rozstrzygnie jak zwykle frekwencja

Niepodobna rzecz jasna już dziś rozstrzygać o wynikach europejskiego wyścigu. Jedno jednak wydaje się niemal pewne. O wszystkim jak zwykle przesądzi zapewne frekwencja i mobilizacje. Frekwencja relatywnie niższa, na przykład na poziomie 30-35 proc. promować będzie oczywiście partie mniejsze, Konfederację czy Lewicę.

Przywilej większej mobilizacji własnego elektoratu, która przekłada się też na frekwencję, przypada zaś jak wiadomo tym, którzy zbudują wokół wyborów większe napięcie i dramaturgię. A tu lepszą pozycję startową póki co mają chyba partie prawicy.

Prof. Sławomir Sowiński* dla Wirtualnej Polski

*Prof. Sławomir Sowiński jest politologiem z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW, specjalizuje się w badaniach nad polityką i religią oraz współczesnymi procesami politycznymi. Autor książki "Boskie, cesarskie, publiczne. Debata o legitymizacji Kościoła katolickiego w Polsce w sferze publicznej w latach 1989-2010".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2mzsil
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2mzsil