wp

Natalia Osten-Sacken, Jan Wójcik: Niemcy - naród przestraszonych

Niemieckie kobiety czują, że w kwestiach bezpieczeństwa i praw kobiet politycy ze strachu ustępują przed islamem - wynika z dyskusji feministek zorganizowanej w Berlinie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Uchodźczynie nie chcą równouprawnienia
Uchodźczynie nie chcą równouprawnienia (East News, Fot: Tony Sapiano/Rex Features)

Kraj, w którym mieszkają, to nie kraj zadowolonych obywateli, jak chciałby rzecznik prasowy rządu kanclerz Merkel, Steffen Seibert. Wszystkie uczestniczki panelu zgodnie stwierdziły, że obraz malowany przez rządzącą partię odbiega od ich doświadczeń. A trudno zarzucić im przynależność do skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec.

Zana Ramadani pochodzi z rodziny muzułmanów, Albańczyków, którzy do Niemiec wyjechali z Macedonii. Wyemancypowała się z konserwatywnej kultury i zaangażowała się w działania radykalnie feministycznego Femenu, obecnie jest członkiem partii CDU. Rebecca Schoenenbach to z kolei specjalistka od finansowania terroryzmu i założycielka kobiecej organizacji Frauen für Freiheit. Antje Sievers jest socjologiem, publicystką w ramach kolektywu autorskiego na bardzo popularnym, liberalnym blogu politycznym "Die Achse des Guten" (Oś Dobra).

wp
Zana Ramadani Wikipedia
Podziel się

Na zdjęciu: Zana Ramadani

Zana daremnie szuka "tych Niemiec pokazywanych w prasie, gdzie wszystko rewelacyjnie funkcjonuje, kobiety nie są zagrożone ani molestowane i nie ma seksizmu". Jej Niemcy to państwo, które nie chroni jej przed codziennie otrzymywanymi groźbami śmierci.

Kobiety "są, żeby je ‘używać"

wp

Kiedy kobiety jak Sievers i Ramadani mówią o prześladowaniach kobiet dotyczących bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej, gwałtów, molestowaniu, partie głównego nurtu zajmują się seksizmem w reklamie. - Osobiście, chyba bym nawet go nie zauważyła, musiałby być bardzo napastliwy - komentuje seksizm, z którym walczą politycy, Sievers. Za to "uczucie niepewności, gdy sama wraca do domu, którego nie odczuwała w Niemczech już od 20 lat" jest dla niej niepokojące.

Sytuacje takie, jak z nocy sylwestrowej w Kolonii 2015 nie są nowością i nie był to jednorazowy incydent. Tymczasem, jak zauważa Schoenbach, "nie ma żadnej komisji, która badałaby grupowe ataki na kobiety w przestrzeni publicznej". Nie wiadomo, ile było takich ataków, ile wyjaśniono, jaki jest ich mechanizm. - A przecież pewne mechanizmy się powtarzają, tak jak w przypadku zamachów terrorystycznych - uważa szefowa Frauen fur Freiheit. - Dlaczego nie jest analizowany na przykład motyw współdziałania braci jako gwałcicieli, tak jak miało to miejsce w Rimini? - pyta.

Zobacz też: Gwałt Polki w Rimini. Włosi wstrząśnięci: Mamy nadzieję, że to się nie powtórzy

wp

Sievers wini lewicowy sposób myślenia, według którego ofiarami zawsze są imigranci. Przywołuje der Spiegel, który nawet opublikował artykuł, że większymi ofiarami sylwestrowej nocy w Kolonii byli napastnicy niż molestowane kobiety. Ten bezkrytyczny sposób myślenia jej nie zaskakuje, ale dziwi, że oficjalnie wyraża się zaskoczenie takim zachowaniem bliskowschodnich mężczyzn. - 25 lat pracowałam z mężczyznami z Bliskiego Wschodu i przypuszczałam, że lekko ubrane kobiety, będą dla nich okazją do polowania, z którego skorzystają - twierdzi. Choć nie sądziła, że nastąpi to tak szybko. A podobno w Sylwestra 2014 też miały miejsce takie ekscesy.

- Fakt, że ci mężczyźni nie mają szacunku do europejskich kobiet jest dla mnie oczywisty, oni nie znają nic innego - wtóruje jej Ramadani. Skąd ten brak szacunku? - Kobieta, która o tej godzinie jest sama na ulicy, skąpo ubrana i może pod wpływem alkoholu - nie jest godna szacunku - wyjaśnia pochodząca z Macedonii feministka. - Wynika to z wschodniego podejścia, że mężczyzna ma prawo zaspokajać swoje żądze, a takie kobiety "są, żeby je ‘używać", zabawić się.

I stanowczo podkreśla, że mężczyźni, którzy chcą tak się zachowywać, powinni być cofnięci do swoich krajów. Jednak sprawy zamiatane są pod dywan. - Nie chcemy być złymi prawakami, złymi nazistami - twierdzi Ramadani.

Problemem w emancypacji kobiet nie są tylko mężczyźni. Uchodźczynie, według badań przeprowadzonych przez Instytut Bertelsmanna, nie chcą równouprawnienia. "Nie uważają go za dobre, bo spadłoby na nie dużo kolejnych, codziennych obowiązków np. wynoszenie śmieci czy zakupy, a do tego ich córki mogłyby zdjąć chusty pod wpływem zachodniej kultury"- cytuje informacje z raportu Zana Ramadani. Widzi więc konieczność kursów integracji prowadzonych specjalnie dla kobiet. - A tymczasem mamy teraz takie feministki, które głoszą, że chusta to wolność - wtrąca Rebecca Schoenefeld.

wp

To istotna zmiana, jaka nastąpiła w niemieckim społeczeństwie i jego stosunku do muzułmanów. - Gdy na początku lat 80-tych prowadziłam pierwsze badania na temat tureckich kobiet i pytałam, czy istnieją rodziny tureckie, gdzie jeszcze dziewczynki noszą chusty lub nie mogą chodzić na pływalnie, twierdzono, że takie zarzuty wobec Turków to rasizm - wspomina socjolożka Sievers. - Obecnie takie rodziny przychodzą do gimnazjum i żądają pomieszczenia do modlitw dla swoich dzieci.

Fotolia
Podziel się

Ukradzione dzieciństwo

Podobną reislamizację społeczeństwa zauważyła w kraju pochodzenia Ramadani, gdzie dzieciom "ukradziono dzieciństwo". - Dziewczynki nie jeżdżą już na rowerach z przyjaciółmi, nie wspinają się na drzewa - przywołuje wrażenia z wizyty w rodzinnych stronach, gdzie "widać mnóstwo małych dziewczynek z zakrytymi głowami".

wp

A czy w Niemczech muzułmanki mogą chodzić bez chust? - Otrzymuję wiele listów od muzułmańskich kobiet, które zdjęły chustę i skarżą się: "jesteśmy atakowane na ulicy, grozi się nam" - odpowiada przewodnicząca Frauen fur Freiheit. Łatwo je rozpoznać na ulicy, mają charakterystyczny wygląd i nieco ciemniejszą cerę, więc "jeżeli nie mają chusty są atakowane i obrzucane wyzwiskami po arabsku". I tu, podobnie jak gwałtami i molestowaniem, nikt nie interesuje się seksizmem panującym w tym środowisku.

Wprost przeciwnie. - W Niemczech walczy się o to, żeby kobiety mogły nosić chusty, czy pływać w burkini - podsumowuje działania neofeministek, jak je nazywa Sievers. Dla neofeministek nie ma różnicy pomiędzy kąpaniem się "topless czy w burkini". Dla feministek jest istotna, ponieważ muzułmanki w chustach są pod totalnym nadzorem. Kontroluje je nie tylko mąż, ale "cała rodzina, sąsiedztwo, otoczenie socjalne". - Często jest tak - mówi socjolożka - że gdy tylko dziewczyna wysiada z metra, już na nią czeka brat czy kuzyn i sprawdza czy ma chustę.

Miała także uczennicę, która z powodu zdjęcia chusty musiała ukrywać się przed rodziną, "zmienić tożsamość i żyć jak świadek koronny w procesie mafii".

Tą presję społeczną dobrze pamięta Ramadani. Chusty nie wymagała matka, chusty nie wymagał ojciec, ale jego bracia wydzwaniali z pytaniami: "Chyba nie chcesz, żeby Zana stała się jak Niemki”? Co oznaczało zdaniem Zany "jak te dziwki". Kobietom, które od dzieciństwa są warunkowane, gdzie ideał "dobrej kobiety noszącej chustę i tłumiącej swoją seksualność" jest przeciwstawiany "obrazowi kobiety zachodniej", trudno jest się wyrwać. Tymczasem organizacje muzułmańskie wspierają noszenie chusty. Nawet tak "popularna i ceniona przez polityków Ahmadijja", a do tego jeszcze dochodzą niemieckie neofeministki.

Dlaczego partie polityczne nie zajmą się tym tematem?

Gdy Schoenenbach próbowała zainteresować je zakazem noszenia chust przez dzieci, nie wyrażały zainteresowania, bo "zajęcie jasnej pozycji, grozi utratą głosów". A nic nie można zyskać, bo zdaniem Sievers "młode kobiety w Niemczech sprawiają wrażenie jakby były z innej planety i nie są zainteresowane polityką ani tak naprawdę niczym". Jeszcze gorzej jest z nową falą feministek, które potrafią "popierać zarówno prostytucję i chustę". - Można i tak - twierdzi socjolożka - ale niech nie robi się tego pod płaszczykiem feminizmu, bo w ten sposób walczy się o prawa mężczyzn, nie kobiet.

Jakiś strach przenika chyba społeczeństwo na wskroś, a w Berlinie Zana Ramadani zauważa "coraz większą agresję ze strony chłopaków z tłem imigranckim". Rebecca Schoenenbach została niedawno otoczona w stolicy Niemiec przez dziesięciu małych chłopców, "mniejszych niż mój łokieć", którzy śpiewali piosenkę rapera pochodzenia tureckiego powtarzając "zabiję twojego brata". Gdy o podobnych doświadczeniach w ramach projektu jej organizacji mówiły lekarki, nauczycielki, wychowawczynie, tylko dwie nie bały się tego publikować pod prawdziwym nazwiskiem, mnóstwo świadectw pozostało anonimowych.

- Byliśmy znani jako naród posłusznych, czy teraz jesteśmy narodem przestraszonych? - pyta Schoenenbach. Wszystkie się zgadzają.

Natalia Osten-Sacken i Jan Wójcik, Euroislam.pl

Polub WP Opinie
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.