ycipk-4migy0

Marcin Antosiewicz: Niemcom trzeba pomóc pamiętać

Niemieckie media nie informują o 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Politycy z Berlina nie przypominają o winie swojego narodu za "zrównanie z ziemią" Warszawy, jak brzmiał rozkaz Adolfa Hitlera, gdy dowiedział się o powstańczym zrywie. Dlaczego Niemcy nie oddają czci Powstańcom?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Złożenie hołdu Powstańcom przez kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego w 2004 roku
Złożenie hołdu Powstańcom przez kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego w 2004 roku (East News, Fot: Rozbicki/REPORTER)
ycipk-4migy0

Odpowiedź jest mniej dramatyczna niż pytanie. W Niemczech obchodzi się tylko okrągłe rocznice, także te, które są szczególnie ważne dla nich samych, jak upadek muru berlińskiego czy ponowne zjednoczenie kraju.

We współczesnych Niemczech nie ma tradycji miesięcznic i rocznic, co nie znaczy, że ma w nich poczucia winy za wydarzenia sprzed 73 lat. Zresztą to nie narodowa odpowiedzialność za rzeź Warszawy jest największym problemem, a wiedza o tych wydarzeniach, która w Niemczech, mówiąc delikatnie, nie jest powszechna.

*Zobacz też: Niemieckie media milczą o rocznicy Powstania Warszawskiego. To oczywiste, czy zaskakujące? *

ycipk-4migy0

Współczesne niemieckie elity chętnie rozliczają się z przeszłością. Wierzą, że zbadanie, zrozumienie i ocena niemieckiego barbarzyństwa uchroni ich przed jego powtórką. Muszą tylko znaleźć albo dostać miejsce na ekspiację, na wyznanie win, ale także docenienie drogi, jaką przeszli jako naród: od zbrodniarzy do demokratów. Dlatego Francuzi, Włosi, czy Grecy zapraszają przywódców Niemiec, by brali udział w uroczystościach rocznicowych zbrodni swoich ojców i dziadów. Tak jak to rok temu zrobił prezydent Francois Hollande, zapraszając na 100. rocznicę bitwy pod Verdun kanclerz Angelę Merkel, by wspólnie z nią uczcić pamięć o francuskich żołnierzach, broniących ojczyzny i potępić najeźdźców z Niemiec. By razem znaleźć słowa o "piekle z Verdun" - śmierci 300 tysięcy żołnierzy, żeby już nigdy się nie powtórzyło.

Na polach Verdun tysiące uczniów z Niemiec i Francji, wraz z milionami Francuzów i Niemców przed telewizorami, słuchało przemówień swoich przywódców. Podobnie było trzy lata temu, kiedy niemiecki prezydent Joachim Gauck przemawiał w greckiej wiosce Lyngiades, gdzie 71 lat temu niemieccy żołnierze dokonali brutalnej masakry. - Ze wstydem i bólem w imieniu Niemiec proszę rodziny pomordowanych o przebaczenie - powiedział wtedy Gauck.

"Ofiary mają prawo do pamięci i czci"

ycipk-4migy0

Choć minęło siedem dekad od zakończenia II wojny światowej, to większość Niemców po raz pierwszy usłyszała o zbrodniach i bezwzględności żołnierzy Wehrmachtu w czasie okupacji Grecji. W 2013 roku Joachima Gaucka do małej wioski w górach - Sant’Anna di Stazzema w Toskanii - zaprosił Giorgio Napolitano, ówczesny prezydent Włoch. 12 sierpnia 1944 roku wojska SS zabiły tam minimum 560 osób, w tym ponad setkę dzieci. - Ofiary mają prawo do pamięci i czci - powiedział Gauck prosząc o pojednanie, które "nigdy nie może być mylone z zapomnieniem".

Gdy na obchody 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego polski rząd zaprosił do Warszawy Gerharda Schroedera, syna żołnierza Wehrmachtu, Polacy usłyszeli od niemieckiego kanclerza: - Tutaj w miejscu polskiej dumy i niemieckiej hańby mamy nadzieję na pojednanie i pokój. To, że dziś jako kanclerz federalny innych Niemiec - wolnych i demokratycznych mogę tu dać wyraz tej nadziei, zawdzięczam wszystkim tym, którzy - podobnie jak powstańcy warszawscy - stawili opór hitlerowskiemu barbarzyństwu.

East News
Podziel się

Na zdjęciu: Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder oddaje hołd poległym przed Murem Pamieci. Obok stoi prezydent Warszawy Lech Kaczyński.

ycipk-4migy0

Obecne polskie władze nie zapraszają na uroczystości rocznicowe przywódców Niemiec, więc trudno, żeby Niemcy sami w Berlinie zorganizowali 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Byłoby to co najmniej niezręczne. Chcąc tego uniknąć milczą, bo jak słyszałem nie raz w Berlinie, brak zaproszenia odbierają jako zachętę właśnie do nie zabierania głosu.

Po naszej stronie jest więc decyzja, czy jesteśmy gotowi na wspólnie opłakiwanie ofiar z potomkami ich katów. Gdy trzy lata temu dwa dni przed 70. rocznicą wybuchu powstania polski i niemiecki prezydent wspólnie otwierali wystawę o 63 dniach warszawskiej bitwy o wolność i godność w berlińskim muzeum Topografia Terroru, widziałem wielu szczęśliwych Powstańców, którzy bardzo chcieli opowiedzieć swoje losy i swojego kraju młodym Niemcom. Nie widziałem w nich nienawiści, złości i nacjonalizmu.

Zupełnie inaczej niż widać to w słowach młodego wiceministra obrony narodowej, 38-letniego Bartosza Kownackiego, który na koncercie z okazji upamiętnienia Powstania Warszawskiego powiedział: "Dziś dzieci i wnuki tych zwyrodnialców pouczają nas, co to jest demokracja. A powinni zamilknąć!". Zatem milczą o powstaniu, jego ofiarach i katach. Czy to jest cel polskiego rządu 73 lata po Powstaniu Warszawskim?

Marcin Antosiewicz dla WP Opinii

ycipk-4migy0
Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-4migy0

ycipk-4migy0
ycipk-4migy0