Trwa ładowanie...

Makowski: "Przemysław Czarnek - Dolores Umbridge polskiej edukacji?" [OPINIA]

Wysłana przez Ministerstwo Magii do Hogwartu, aby zaprowadzić porządek i pilnować dobrego prowadzenia się uczniów, Dolores Umbridge była bezwzględna i nielubiana. Ale - przynajmniej do czasu wtrącenia jej do Azkabanu - skuteczna. Przemysław Czarnek w roli ministra edukacji i nauki w jednym się różni. Nic nie wskazuje na to, aby był skuteczny.

Share
Przemysław Czarnek w Sejmie
Przemysław Czarnek w SejmieŹródło: Agencja Gazeta, Fot: Sławomir Kamiński
d1u05vw

Zacznijmy od rzeczy podstawowych. Po co? Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nominowało na tak ważne stanowisko kogoś, kto najpierw podczas kampanii prezydenckiej został usunięty w cień za swoje niestosowne wypowiedzi o homoseksualistach, a teraz - zanim zaczął pracę - zdążył błysnąć wykładami o roli kobiet oraz bagatelizowaniem skali samobójstw dzieci w Polsce?

Odpowiedź, przynajmniej z perspektywy partii, wydaje się prosta. Bo można - oraz bo tak podpowiada mądrość etapu.

Minister ku pokrzepieniu serc

Prof. Przemysław Czarnek jako minister edukacji i nauki nie jest przecież ukłonem w kierunku "liberalnych elit", ale sygnałem wysłanym ku pokrzepieniu serc najbardziej konserwatywnych wyborców Zjednoczonej Prawicy. Jest to również (a może przede wszystkim) komunikat do wewnątrz koalicji: nie tylko Solidarna Polska - my również mamy swoich "radykałów". Jeśli trzeba, możemy ich wysłać na odcinek walki z gender oraz neomarksizmem na uczelniach.

d1u05vw

Czarnek to także oko puszczone do części środowiska akademickiego, która z niechęcią spoglądała na - jej zdaniem - zbyt technokratyczne i szkodliwe dla humanistyki reformy Jarosława Gowina. 

Zobacz też: "W sprawie LGBT jesteście po złej stronie historii". Radosław Sikorski komentuje wypowiedź Georgette Mosbacher dla WP

Nie jest przecież tajemnicą, że właśnie to zagadnienie - poczucie "przegrania" szkolnictwa wyższego przez PiS i oddania go bez walki w ręce wrogów prawicy, którzy cenzurują wykładowców argumentujących z perspektywy chrześcijańskiej - legło u podstaw projektu "odbijamy szkolnictwo i naukę". Nie udało się nowymi ustawami, grantami i zachętami - trzeba dokręcić śrubę.

Przemysław Czarnek ma w tym scenariuszu potykać się na dwóch frontach. Po pierwsze dawać odpór "starej lewicy" związanej ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego, który protestuje zawsze i na każdy temat, po drugie "młodej lewicy" spod znaku tęczy oraz poprawności politycznej. 

d1u05vw

Prawdą jest, że pod wieloma względami diagnozy stawiane przez PiS odnoszą się do realnych problemów polskich uczelni. W wielu miejscach przechył światopoglądowy na lewo, podobnie jak na Zachodzie, jest w nich wyraźny, a osoby o poglądach konserwatywnych albo prawicowych - o czym przekonało się w ostatnich latach przynajmniej kilku wykładowców - mogą być usuwane poza nawias życia akademickiego, niekiedy pozbawiane zatrudnienia.

Tylko czy receptą na zrównoważenie tej sytuacji jest mianowanie kogoś, kto na starcie spotkał się ze skalą oporu porównywalną jedynie z Romanem Giertychem w roli ministra edukacji? Czy Przemysław Czarnek będzie chciał i mógł, pamiętając o ogromnej autonomii uniwersytetów, dokonać w ich murach swoistej kontrrewolucji? 

Czarnek staje się problemem dla PiS-u?

Paradoksalnie, nie wiadomo nawet, jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie, bo o poglądach profesora KUL-u wiemy wiele, ale o jego wizji gruntownej reformy polskiej edukacji właściwie nic.

Oczywiście na to przyjdzie jeszcze czas, ale z pierwszych wywiadów udzielonych po nominacji ministerialnej wyłania się obraz bliższy permanentnemu konfliktowi, a nie próbie dialogu ze środowiskiem akademickim. Oczywiście do tanga trzeba dwojga i jeżeli ktoś zaczyna od słuchania "Czarnek do wora, wór do jeziora" wykrzyczanego przez grupkę studentów pod UW, może nie mieć specjalnej ochoty na subtelne wkupywanie się w łaski mainstreamu. 

Tak czy inaczej, prof. Czarnek, choć odwraca uwagę mediów od realnych problemów władzy, sam potencjalnie może się stać dla niej problemem.

d1u05vw

Już teraz "Rzeczpospolita" donosi o konsternacji wysoko postawionych polityków PiS, którzy dowiedzieli się w szczegółach, co przyszły minister myśli o karach cielesnych wobec dzieci, funkcjach rozrodczych kobiet czy ich roli w społeczeństwie - i złapali się za głowy. Według dziennika, od teraz ma on zmienić swój sposób komunikacji - być bardziej "resortowy" i "stonowany". Skoro tak, to po co było w ogóle powoływać byłego wojewodę, jeśli na jego miejsce można było znaleźć tuzin mniej wyrazistych polityków? 

Temu, co Czarnek mówi, dziwią się już nie tylko prawicowi politycy. "Model, w którym kobieta ma tylko rodzić dzieci i być w domu, nie jest w sensie ścisłym ani polski, ani chrześcijański. Chrześcijaństwo wprowadza równouprawnienie. A w naszym kraju od wieków pozycja kobiety była w społeczeństwie bardzo silna" - napisał na Twitterze Tomasz Terlikowski, odnosząc się do wykładu w Lublinie, w którym przyszły minister mówił o prokreacyjnej roli kobiet, które dzisiaj "robią karierę i się uczą", odkładając macierzyństwo na "po 30-tce".

Ostatecznie cała ta historia skończy się zapewne tak, jak wiele podobnych w historii rządów Zjednoczonej Prawicy. Wiele się będzie mówiło, żywiołowo gestykulowało, obiecywało nie wiadomo jakie reformy, a skończy się na zmianach personalnych i kilku aferach medialnych. Czy warto? Nauka i edukacja to zbyt ważny odcinek, żeby traktować go jako przedłużenie partyjnych przepychanek.

d1u05vw

Pod tym względem, co sugerowało ostatnio wielu internatutów, Przemysław Czarnek nie przypomina Wielkiej Inkwizytor Dolores Umbridge, która złapała w żelaznym uścisku rozbrykany Hogwart. Ona nie tylko mówiła, ale czy to się Harry’emu Potterowi podobało, czy nie - coś faktycznie w szkole czarodziejów robiła. Czas pokaże, co - i czy na lepsze zmieni - się w polskiej nauce.

Marcin Makowski dla WP Opinie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1u05vw

Podziel się opinią

Share
d1u05vw
d1u05vw