Trwa ładowanie...
dmv2ck4

Maciej Zakrocki: "Słaba płeć? Ursula von der Leyen ma skromne poparcie w PE" (Opinia)

Pierwsza w historii reprezentantka "słabej płci" staje na czele Komisji Europejskiej. I choć nie brzmi to poprawnie politycznie, to Ursula von der Leyen może być rzeczywiście "słaba", ale nie dlatego, że jest kobietą, ale dlatego, że otrzymała bardzo skromne poparcie w Parlamencie Europejskim.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ursula von der Leyen i Karol Karski z PiS po głosowaniu nad kandydaturą szefowej Komisji Europejskiej.
Ursula von der Leyen i Karol Karski z PiS po głosowaniu nad kandydaturą szefowej Komisji Europejskiej. (Parlament Europejski, Fot: Parlament Europejski)
dmv2ck4

By zdobyć stanowisko potrzebowała 374 głosy, a otrzymała 383. To nie tylko wyraźnie mniej niż dostał od posłów Jean-Claude Juncker 5 lat temu (422), ale przede wszystkim mniej niż 400 głosów, co określa się jako magiczny próg, zejście poniżej którego jest polityczną porażką. To może być wykorzystywane przez te państwa, które z Komisją wejdą w jakiś konflikt: niech się nie mądrzy, bo ledwo przeszła.

Jest jeszcze jedna wątpliwość po tym głosowaniu: otóż Parlament Europejski po wysłuchaniu i zaopiniowaniu kandydatów na poszczególne stanowiska w samej Komisji będzie ponownie głosował, tym razem nad całym jej składem. Skoro sama przewodnicząca z trudem zdobyła większość, to czy zdobędzie cały jej team, jeśli przynajmniej niektórzy komisarze będą budzili wątpliwości posłów?

Timmermans niezgody

Weźmy chociażby posłów PiS-u, którzy zaraz po głosowaniu ogłosili, że Ursula von der Leyen została przewodniczącą dzięki ich głosom. Rzeczywiście 383 odjąć 26 oznacza przegraną kandydatki. Ale jak pamiętamy słowa premiera Mateusza Morawieckiego, poparcie dla Niemki podczas Rady Europejskiej wynikało z chęci zablokowania Fransa Timmermansa. I to się udało, z tym, że holenderski polityk ma obiecane zachowanie stanowiska Pierwszego Zastępcy Przewodniczącego Komisji, co było warunkiem poparcia grupy socjalistów w Parlamencie Europejskim. Czy posłowie PiS-u, głosując za składem całej Komisji z Timmermansem w roli strażnika praworządności, będą gotowi głosować na "tak"?

dmv2ck4

Zobacz także: Kolejna bolesna porażka Szydło w PE. Neumann nie zostawia na niej suchej nitki

Ryszard Czarnecki podkreślając, że to dzięki ich głosom kandydatka "przeszła" dodał, że ma nadzieję, iż potraktuje to jako swoiste zobowiązanie wobec polskiego rządu i nie dopuści do dalszych działań skierowanych "przeciwko naszemu państwu”. Na to bym nie liczył, bo Frans Timmermans ze zdwojoną siłą zajmie się państwami, które tak walczyły, by zablokować jego kandydaturę. To w końcu nie tylko polityk, ale też człowiek, któremu uczucie jeśli nie zemsty, to przynajmniej "odgryzienia się", nie jest obce.

PiS rzeczywiście był w trudnej sytuacji. Głosowanie przeciwko Ursuli von der Leyen byłoby swoistym wotum nieufności wobec premiera Mateusza Morawieckiego, który ją poparł. Z drugiej strony posłowie w Parlamencie Europejskim mieli argument, że sytuacja od Rady Europejskiej uległa zmianie po tym, jak była premier Beata Szydło dwukrotnie została odrzucona jako kandydatka na przewodniczącą komisji zatrudnienia w Parlamencie Europejskim.

dmv2ck4

Z "trzeciej strony" o głosowaniu "przeciw" mogły zdecydować liczne tezy nie w smak PiS-owi zawarte we wtorkowym przemówieniu kandydatki. Weźmy choćby praworządność. Podobno na spotkaniu z grupą Europejskich Konserwatystów i Reformatorów jeszcze w Brukseli kandydatka miała zapewniać, że nie będzie to dla niej sprawa nr 1, a reguły rządów prawa muszą dotyczyć wszystkich. Ale już w owym przemówieniu nie pozostawiła wątpliwości mówiąc: "nie będzie żadnych kompromisów jeśli chodzi o poszanowanie rządów prawa. Nigdy nie będzie. Zapewniam, że użyjemy naszych wszystkich narzędzi na unijnym poziomie”.

Co ma z tego PiS?

No to czemu PiS jednak zagłosował "za"? Jeden z posłów PiS-u na tak postawione przeze mnie pytanie powiedział: za tekę komisarza ds. praworządności! Ale szybko dodał, że powiedział to anonimowo i oczywiście żartował. Zatem za co?

dmv2ck4

Może rzeczywiście za obietnicę przyznania kandydatowi polskiego rządu jakiejś ważnej teki? Może za lepszy podział pieniędzy w ramach nowych Wieloletnich Ram Finansowych, a może za duży udział Polski w specjalnym funduszu, który zapowiedziała kandydatka, nazywając go Just Transition Fund, czyli fundusz wspierający te państwa, które poniosą duże koszty odchodząc od węglowej energetyki.

To dopiero byłby pasztet...

Tu zresztą pojawia się jeszcze jeden kłopotliwy wątek: premier Mateusz Morawiecki po posiedzeniu Rady Europejskiej, na której proponowano zapisanie w konkluzjach roku 2050 jako daty uzyskania przez Europę neutralności klimatycznej, z dumą ogłosił, że udało się ten zapis zablokować. Tymczasem Ursula von der Leyen w Parlamencie Europejskim we wtorek powiedziała wprost: "Chcę, by Europa stała się pierwszym neutralnym klimatycznie kontynentem świata do roku 2050". I dodała, że chce, by zredukować emisję CO2 do roku 2030 o 50, a może nawet 55 procent!

Jak to wszystko PiS sprzeda w kraju, informując o poparciu dla Niemki, to będzie bardzo ciekawa operacja. Dobrze, że w swojej programowej mowie Ursula von der Leyen nie wróciła do wypowiedzianej swego czasu tezy o jej chęci budowania Stanów Zjednoczonych Europy, bo dopiero wtedy byłby pasztet....

dmv2ck4

Mądrość etapu

Posłowie z naszej opozycji też powinni bardzo wyraźnie wyjaśnić, dlaczego głosowali tak jak.... PiS, czyli "za". I to nie tylko PO i PSL, do czego mógł ich obligować fakt przynależności Ursuli von der Leyen do ich rodziny politycznej czyli Europejskiej Partii Ludowej. Głosy "za" oddali także posłowie SLD i Wiosny podkreślając bardzo "lewicowy" program kandydatki przedstawiony w Parlamencie.

Politycy nieco wcześniej urodzeni, jak Leszek Miller, Marek Belka czy Włodzimierz Cimoszewicz (wszyscy swego czasu szefowie rządu), zwracali uwagę na potrzebę "normalizacji sytuacji", "politycznej odpowiedzialności", bo przecież wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby kandydatka przepadła! Tu rzeczywiście słychać nuty typowe dla osób prowadzących swego czasu politykę na poziomie rządu, gdy trzeba było choćby w procesie akcesji do Unii Europejskiej szukać kompromisów, porozumienia z politykami z biegunowo innych formacji politycznych.

Postawiono na osoby słabe

Tylko czy nie jest to podejście odbiegające od realiów dzisiejszej polityki? Ludzie oczekują jasnych deklaracji, twardej obrony swoich racji, a nie kompromisów, które często opatrzone są przymiotnikiem "zgniłe" i kojarzone z negocjacjami za zamkniętymi drzwiami, co wielu wyborców wkurza i zniechęca do polityki, w tym do europejskiego projektu.

dmv2ck4

I to dobry moment, by odnieść się do całego pomysłu rządów państw na obsadę czołowych stanowisk w Unii Europejskiej. Niestety można odnieść wrażenie, że postawiono na osoby słabe. Ursula von der Leyen nie dość, że z trudem zyskała poparcie w Parlamencie Europejskim, to jest dalej postrzegana przez wielu komentatorów jako osoba przypadkowa. Przypomina się jej własne słowa, gdy przyznała, że o wybraniu jej na kandydatkę Rady Europejskiej na przewodniczącą Komisji dowiedziała się dzień przed ogłoszeniem tej decyzji! Czyli jest skutkiem zakulisowej gry, a nie jakiegoś naturalnego, demokratycznego procesu.

Tylko czy o to chodzi?

Nawet jeśli zasada Spitzenkandidaten nie jest najlepsza, to jednak daje ona Europejczykom, przynajmniej tym, których Europa obchodzi, szansę na poznanie kandydatów, usłyszenia co mają do powiedzenia o Unii, jej problemach, wyzwaniach, nadziejach. A tak pozostaje opinia, że Ursula von der Leyen, z poważnymi zarzutami w Niemczech o niegospodarność z czasu jej pracy w roli ministra obrony, to polityk łatwo "sterowalny" z Berlina.

dmv2ck4

Co to wszystko oznacza? Unia Europejska to ciągle wspólnota państw. W ostatnich latach idee pogłębionej integracji wyparł pomysł silniejszego wpływu państw na jej kształt. Praktycznym przejawem tej tendencji jest słabość polityków desygnowanych na najważniejsze stanowiska. Tylko czy to idzie w parze z nastrojami Europejczyków? Czy rekordowa frekwencja w europejskich wyborach i coraz wyższy poziom zaufania do Unii rejestrowany w badaniach nie rozmijają się z decyzjami podejmowanymi w Radzie Europejskiej? Bo jeśli tak jest, to premierzy, prezydenci powinni swoje decyzje poważnie przemyśleć. Albo powiedzieć ludziom wprost: może wy chcecie innej Unii, ale nam odpowiada ta kontrolowana i sterowana z poszczególnych stolic. Tylko co na to ludzie?

Maciej Zakrocki dla WP Opinie

dmv2ck4

Podziel się opinią

Share
dmv2ck4
dmv2ck4