Łowczynie przodków
(Archiwum prywatne, Fot: Jagoda Lasota)
genealogia
29-03-2018 (10:28)

Łowczynie przodków

Miałyśmy klientkę, która dowiedziawszy się o żydowskim pochodzeniu własnej prababki, zaprzestała dalszych poszukiwań. Nic nie wiedziała o swoich semickich korzeniach, bo jej prababcia skrzętnie to ukryła. Przeszła na katolicyzm i stała się niezwykle bogobojna. Cała rodzina była przekonana, że są katolikami z dziada pradziada, więc było to dla nich sporym zaskoczeniem - opowiadają o poszukiwaniu przodków na zlecenie Karolina Szlęzak i Kinga Borowiec.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Nina Harbuz: Czy kiedy ktoś wam się przedstawia i słyszycie nazwisko, to zaczynacie zastanawiać się, skąd ten człowiek może pochodzić, jakie ma korzenie?

Karolina Szlęzak: Zdarza się, bo rzeczywiście niektóre nazwiska są ściśle związane z danym regionem np. z Podhalem. Często też te zakończone na "ski" związane są z Mazowszem albo Podlasiem i mogą wskazywać na szlacheckie pochodzenie. Zabawne jest kiedy siedzimy z Kingą w kinie i czytamy napisy końcowe amerykańskich produkcji. Gdy wyświetlane są polskie lub polsko brzmiące nazwiska, żartujemy, że to nasi potencjalni klienci.

Kinga Borowiec: Współpracujemy z producentami amerykańskiego programu "Finding Your Roots with Henry Louis Gates Jr", emitowanego w telewizji PBS. Producenci wysyłają do nas zapytania dotyczące bohaterów z polskimi korzeniami, nad których genealogią pracują, a my im pomagamy odnaleźć materiały potrzebne do realizacji programu. Szukałyśmy polskich przodków amerykańskiej feministki i dziennikarki Glorii Steinem, aktorki Julianny Margulies, senatora Berniego Sandersa i aktora Dustina Hoffmana.

Źródło: Jagoda Lasota

I czego się dowiedziałyście?

Kinga: Przodkowie Julianny Margulies mają bardzo ciekawą historię. Okazało się, że byli przemysłowcami w okolicach Sanoka. Żydowskie korzenie Berniego Sandersa sięgają nowosądecczyzny. W dużej mierze udało się odtworzyć genealogie jego rodziny, a nawet odnaleźć świadectwa szkolne brata jego dziadka. Gdy je zobaczył, niezwykle się wzruszył.

Karolina: W przypadku Dustina Hoffmana nie było już tak łatwo, bo jego przodkowie to żydowska rodzina z Warszawy. Trzeba pamiętać, że w czasie II Wojny Światowej dokumentacja w stolicy została zniszczona niemal w 90 proc. Odnalezienie śladów po Żydach mieszkających w Warszawie, odtworzenie genealogii tych rodzin, jest bardzo trudne. Zachowane informacje są wybiórcze. I tak właśnie było w przypadku Dustina Hoffmana. Przetrwały pojedyncze akty, reszta uległa zniszczeniu.

Ile lat i pokoleń wstecz można się cofnąć, żeby odkryć rodzinne historie?

Karolina: Wszystko zależy od ilości informacji, które możemy znaleźć. Jeśli w trakcie poszukiwań okaże się, że spłonęła parafia a wraz z nią dokumenty, nie będziemy w stanie cofnąć się daleko w czasie. „Dobrym” przykładem jest Szydłów. Piękne miasto, które niestety w czasie II Wojny Światowej zostało dotkliwie zniszczone, a w parafii spłonęły właściwie wszystkie księgi metrykalne. Jeśli rodzina pochodziła z Szydłowa i żyła tam przez kilka pokoleń, to tak naprawdę jesteśmy w stanie cofnąć się najdalej do lat 80. XIX wieku i ani kroku dalej.

Kinga: Wiele zależy też od pochodzenia, z jakiej grupy społecznej wywodzili się nasi przodkowie. Jeśli ze stanu chłopskiego, wówczas jesteśmy w stanie dotrzeć do dokumentów z mniej więcej XVIII wieku, choć zdarzają się parafie z zachowanymi dokumentami i księgami metrykalnymi z początku XVII wieku. W przypadku korzeni szlacheckich możemy mówić o dokumentacji z XVI, a nawet z XV wieku. Dużo zależy od tego jak często dokonywali transakcji kupna i sprzedaży, zwłaszcza ziemi. Im więcej transakcji, tym więcej dokumentów, a tym samym tropów, które mogą rozwiązać zagadkę naszej rodziny.

Źródło: Jagoda Lasota

Zdarza wam się przyjmować klientów przekonanych o posiadaniu szlacheckich korzeni, a w toku poszukiwań okazuje się, że nic z tą warstwą społeczną nie mieli wspólnego?

Karolina: Niejednokrotnie. Raz przyszedł do nas starszy pan chcący potwierdzić swoje szlachectwo przez Związek Szlachty Polskiej. Aby móc tego dokonać musiał przedstawić stosowne dokumenty. Kompletując je natrafiłyśmy na przypadek mezaliansu w jego rodzinie. Pradziadek tego pana, szlachcic, prawdopodobnie zakochał się w dziewczynie pracującej w dworze. Nie dostał pozwolenia na ślub od swoich rodziców. Mimo to, żyli razem z ukochaną w związku nieformalnym i mieli czworo dzieci. Nosiły nazwisko matki, bo zarejestrowane je jako nieślubne. Gdy zmarli rodzice szlacheckiego pradziadka naszego klienta, doszło do oficjalnego ślubu i uznania wszystkich urodzonych dzieci, które tym samym przejęły po nim szlachectwo.

Do jakich detali, szczegółów w historii własnej rodzinie jest szansa dotrzeć?

Kinga: Szkielet rodzinnej historii zawsze budowany jest na oficjalnych dokumentach. Metrykach urodzeń, aktach zawarcia małżeństwa i aktach zgonu. Gdy już do nich dotrzemy, staramy się rozbudować historię docierając do pobocznych źródeł informacji. Na przykład do dokumentacji szkolnej. Dzięki niej dowiadujemy się, jak nasi przodkowie byli zaangażowani w naukę i jakie mieli wyniki. Choć nie jest to obiektywne źródło, bo wielokrotnie musieli porzucać edukację na rzecz pracy. Nie każdą rodzinę było stać na posłanie dziecka do szkoły.

Karolina: Kolejnym źródłem są spisy ludności, na podstawie których można dowiedzieć się gdzie nasi przodkowie mieszkali, dokąd się przenosili i gdzie pracowali. Warto zajrzeć też do dokumentacji spadkowej, gdzie wymienione są konkretne przedmioty, włącznie z koszulami przekazywanymi kolejnym pokoleniom. Fantastycznymi źródłami są też spisy podatkowe. Podkreślamy zawsze, że im więcej nasz przodek nabroił, im gorętszy miał temperament, tym lepiej dla nas, bo wówczas znajdziemy dokumentację sądową, a w niej szczegóły z rozpraw.

Jak reagują wasi klienci, gdy dowiadują się o kryminalnej przeszłości rodziny?

Kinga: Na ogół się cieszą, bo takie informacje, czasem drobiazgi, smaczki ubarwiają historię rodziny. Niedawno dotarłyśmy do dokumentacji sądowej dotyczącej przodka naszego klienta. Niejaki Józef został umieszczony na liście skarg dotyczących nielegalnej wycinki drzewa i nielegalnego wypasu owiec. Gęsto się tłumaczył i powoływał na pozwolenia, które wcześniej otrzymał. Znalazłam też testament, w którym bardzo szczegółowo opisywał komu przekazuje krowy, sprzęt z gospodarstwa, w tym orki i młotki, a ponadto, złote monety.

Źródło: Jagoda Lasota

Czy można dowiedzieć się jak wyglądali nasi przodkowie, jeśli nie mamy zdjęć?

Karolina: W najlepszej sytuacji są ci, których przodkowie mieli na bakier z prawem. Kiedy nie było zdjęć, robiono bardzo szczegółowy rysopis. A z chwilą pojawienia się fotografii, wszystko stało się prostsze. Tym bardziej, że ludzie chętnie korzystali z nowinki technicznej. Początkowo nie wszystkich było stać na zdjęcie, ale z czasem zdjęcie do dokumentów stało się obowiązkowe.

Zdarzają się wam chwile wzruszenia, gdy odkrywacie kolejne historie?

Karolina: Prowadzimy stowarzyszenie "Twoje Korzenie w Polsce", do którego należy pani Basia. Pokazała nam zachowane w jej domowym archiwum listy młodego człowieka należącego do jej rodziny, który w czasie II Wojny Światowej został skazany przez Niemców na karę śmierci za szpiegostwo. Był przesłuchiwany, torturowany, ale nie ugiął się i nic nie powiedział. W dniu, w którym miał być stracony napisał rano 2 listy. Jeden do matki i ojca, a drugi do narzeczonej, z którymi czule się żegnał. To było niezwykle wzruszające i przejmujące czytać tekst napisany przez 24-letniego człowieka, robiącego podsumowanie życia, przepraszającego jeśli komuś z bliskich coś złego zrobił lub czymkolwiek ich uraził. Trudno było powstrzymać łzy. Takie osobiste informacje czy rzeczy, czasem ostatnie dowody życia, które możemy przekazać, pokazują rodzinie prawdziwego człowieka. To już nie są tylko suche fakty zapisane w urzędowych dokumentach.

A zdarzało się, że ludzie wypierali informacje o własnych przodkach, nie chcieli w nie uwierzyć, ani o nich słyszeć?

Kinga: Kiedy ludzie decydują się na poszukiwania swoich korzeni raczej zabierają się do tego z otwartą głową i dystansem. Często spotykamy się w pierwszej chwili z zaskoczeniem, a potem z ciekawością. Nurtują ich pewne pytania, na które chcą znać odpowiedź.

Karolina: Zdarzają się osoby o skrajnych poglądach, ale zdecydowana większość pozytywnie odbiera informacje, które przekazujemy. Miałyśmy dosłownie jedną sprawę, w której klientka dowiedziawszy się o żydowskim pochodzeniu własnej prababki, zaprzestała dalszych poszukiwań. Ta kobieta nic nie wiedziała o swoich semickich korzeniach, bo jej prababcia skrzętnie to ukryła. Przeszła na katolicyzm i stała się niezwykle bogobojna. Cała rodzina była przekonana, że są katolikami z dziada pradziada, więc było to dla nich sporym zaskoczeniem.

Źródło: Jagoda Lasota

Zainteresowanie semickimi korzeniami albo stosunkiem przodków do żydowskich sąsiadów wzmogło się ostatnimi czasy?

Kinga: Zainteresowanie żydowskimi korzeniami jest takie samo jak było, bez względu na sytuację polityczną. Nie dostajemy zapytań, czy mój przodek zachowywał się w taki czy inny sposób wobec ludności żydowskiej w czasie II wojny światowej. Czasami ludzie sami dzielą się historiami o tym, że ich przodkowie pomagali Żydom czy innym mniejszościom narodowym. Natomiast bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, w których klienci dzielą się historiami o tym, że ich krewni donosili na Żydów.

Karolina: Ludzie po prostu takimi historiami się nie chwalą. I nawet jeśli czyjś dziadek czy babcia coś takiego zrobili, to mało kto o tym wiedział. Ale też gdy dowiadujemy się o takim kawałku przeszłości, to będąc historykami, nie oceniamy.

Rodzinne historie mają wpływ na obecne życie waszych klientów?

Karolina: Zdarzają się sytuacje gdy docieramy do żyjących przodków i okazuje się, że rodzina od kilkunastu lat jest skłócona. Nie rozmawiają ze sobą, nie widują się. A gdy dowiadują się o dalekim krewnym, który ich szukał, nagle są w stanie spotkać się w jednym miejscu. A potem, małymi kroczkami, zaczynają rozwiązywać swoje problemy. To jest wielki sukces i właśnie w ten sposób zdarza nam się wpływać na życie ludzi.

Kinga: Jedna z bardziej poruszających historii dotyczy mężczyzny żyjącego w Londynie. Po 70 latach zjednoczył swoją rodzinę w Polsce. Gdy wrócił do Wielkiej Brytanii zabrał się za poszukiwanie swoich angielskich korzeni i okazało się, że ma kuzynki, córki siostry jego matki, o których nikt nigdy nie słyszał. Udało nam się ustalić, że jako dziewczynki zostały oddane do domu dziecka ze względu na bardzo trudną sytuację ekonomiczną rodziny. To był temat tabu i dlatego nikt nie wiedział o ich istnieniu. Udało się odnaleźć te kobiety i doprowadzić do spotkania jednej z nich z matką, która oddała ją do sierocińca. To było niezwykle wzruszające i zdecydowanie wywróciło życie członków tej rodziny do góry nogami, pozytywnie.

Karolina: W innej rodzinie okazało się, że przodkowie z pokolenia na pokolenie byli organistami w kościele. Córka naszej klientki miała zdolności muzyczne i pod wpływem tych informacji wybrała lekcje pianina. Wiemy, że uczy się z sukcesami. Gdyby nie ta wiedza, może wybrałaby inny instrument?

Źródło: Archiwum prywatne

Dlaczego ludzie chcą odnaleźć swoje korzenie, po co im ta wiedza?

Kinga: Czasem jest to podróż sentymentalna. Ludzie chcą wiedzieć jak żyli ich przodkowie. Czasem motywacją są sprawy praktyczne. Potrzeba uregulowania spraw spadkowych, albo uzyskania polskiego paszportu, żeby móc się przeprowadzić ze Stanów do Polski i tutaj, albo w Europie, uczyć się za darmo. Bywa, że chcą wyjaśnić rodzinne tajemnice. Zgłosił się do nas mężczyzna, którego teściowa szukała informacji o swoim zaginionym w czasie II Wojny Światowej ojcu. Nigdy z niej nie wrócił, a rodzina nie wiedziała, co dokładnie się wydarzyło, w jakich okolicznościach zginął. Kobieta chciała chociaż wiedzieć, gdzie został pochowany. Przez 70 lat szukała jego grobu. Nam zajęło to 15 minut, ale tylko dlatego, że wiemy gdzie i jak szukać.

Karolina: Ludzie chcą poznać prawdę na temat swoich przodków, zwłaszcza gdy w rodzinie jest jakaś tajemnica, tabu, przechodzące z pokolenia na pokolenie. Często staje się to przyczynkiem do tego, żeby wreszcie rozpocząć poszukiwania i odpowiedzieć na nurtujące pytania. A jeśli nawet teraz nie czuje się takiej potrzeby, to zazwyczaj, prędzej czy później, pojawia się taki moment w życiu, że człowiek chce wiedzieć, skąd pochodzi. Warto zabrać się za to kiedy jeszcze najstarsze osoby w naszej rodzinie żyją, bo o wielu rzeczach mogą nam opowiedzieć osobiście.

Kinga: A jeśli ktoś obawia się, że nie ma szans na odnalezienie przodków, to zawsze uspokajamy przytaczając historię klienta, który trafił do nas znając jedynie imię przodków. Nazwiska nie był pewien. I mimo to, znalazłyśmy poszukiwaną osobę.

Polub WP Opinie
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące