Trwa ładowanie...
d38mjqw

Kto nam zwróci patriotyzm?

Fajerwerki, barbecue i parady, na których tańczą cheerleaderki i grają szkolne orkiestry, a dzieci przebierają się za hot dogi czy Statuę Wolności - tak święto niepodległości obchodzi się za oceanem. Ale to głupie i prymitywne. My potrafimy świętować lepiej: krwią na twarzy fotoreportera i płonącym mieszkaniem naukowca zafascynowanego Witkacym - pisze w felietonie dla WP Opinie Sebastian Łupak.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Race, których prawdopodobnie użyto do podpalenia mieszkania w trakcie marszu, to od lat nieoficjalny symbol obchodów Narodowego Święta Niepodległości
Race, których prawdopodobnie użyto do podpalenia mieszkania w trakcie marszu, to od lat nieoficjalny symbol obchodów Narodowego Święta Niepodległości (PAP)
d38mjqw

Jak najlepiej opisać piękne polskie święto niepodległości 11 listopada? Może imionami i nazwiskami poszkodowanych?

Zacznę najbliżej. Nasz reporter Klaudiusz Michalec dostał w czasie pracy tuż nad okiem racą rzuconą przez narodowców. Ma guza. Operator kamery WP, Aleksander Biernacki, dostał z kolei pięścią w twarz od polskiego patrioty, gdy relacjonował dla Was na żywo Marsz Niepodległości.

Obaj byli w pracy, obaj wrócili pobici z marszu prawdziwych polskich patriotów.

d38mjqw

Wieloletni fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry został postrzelony z policyjnej broni.

Spłonęło też częściowo mieszkanie Stefana Okołowicza, wybitnego znawcy twórczości pisarza i malarza Stanisława Ignacego Witkiewicza. A w mieszkaniu - dzięki szybkiej interwencji straży pożarnej - zniszczenia uniknęły reprodukcje i banery związane z wystawami jego prac. Lokum zostało podpalone przez narodowców, którzy wrzucili przez okno racę.

Zamieszki podczas Marszu Niepodległości w Warszawie. Zobacz, co się działo:

Renata Kim, dziennikarka "Newsweeka", ma poparzoną rękę, bo ocierała twarz Azjacie, przechodniowi, który został polany jakąś dziwną cieczą.

d38mjqw

Moglibyśmy dodać tu jeszcze imiona rannych w zajściach policjantów. Ich imion nikt jednak nie podaje, bo to w końcu część ich pracy, prawda?

A może święto niepodległości opiszemy marszowymi rekwizytami i gadżetami? A proszę: pałki, race, gaz łzawiący, kamienie, butelki.

A może opiszmy święto niepodległości słowami? "Bóg, Honor, Ojczyzna" obok "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę...", no i "zawsze i wszędzie policja je..ana będzie".

Polskie, patriotyczne rymowanki...

d38mjqw

Przypomnę, że w historii Marszów Niepodległości mieliśmy już pobicie, opluwanie, lżenie i kopanie grupy 14 kobiet; spalenie wozu transmisyjnego TVN24; atak na squat; podpalenie budki na terenie Ambasady Rosji. Do tego coroczne zadymy i starcia z policją. Polscy patrioci zapraszali ostatnio na marsz neofaszystów z Włoch, wznosili antysemickie i ksenofobiczne hasła, krzyczeli o białej sile, palili flagi UE oraz tęczowe, ruchu LGBT.

Być może jest tak, że sposób w jaki świętujemy niepodległość świadczy o nas jako o zbiorowości? Może Amerykanie i Australijczycy są prymitywni, bo swoje Independence Day (czy Australia Day na antypodach) świętują płytko: fajerwerkami, barbecue i paradami, na których tańczą cheerleaderki i grają szkolne orkiestry, a dzieci przebierają się za hot dogi czy Statuę Wolności.

To jest głupie, płytkie i prymitywne, prawda? My potrafimy świętować lepiej: krwią na twarzy fotoreportera i płonącym mieszkaniem naukowca zafascynowanego Witkacym.

Jak zwykle pojawiły się głosy, że to tylko wybryki, odosobnione przypadki, a narodowców tradycyjnie prowokowali lewacy. Obawiam się jednak, że żadnych lewaków tym razem w zapalnych miejscach nie było. Nic nam tak dobrze nie wychodzi, jak wymówki i zwalanie winy za nasze przewinienia na innych.

d38mjqw

Jestem gotów uwierzyć tym matkom patriotkom, które idą w tych marszach z dziećmi, gdzieś z tyłu, śpiewając "Rotę" i machając biało-czerwoną flagą. Zapewne wierzą w rodzinę, kościół i tradycyjne wartości. Specjalnie jadą na ten marsz do Warszawy. Mają prawo do demonstrowania swoich przekonań w sposób pokojowy. Niepodległość to także wolność słowa i zgromadzeń.

Ale coraz ciężej mi uwierzyć, że marsz to tak naprawdę łagodne kobiety z dziećmi w wózkach, gdy kolejne osoby zalewają się krwią, a w ruch idą pięści i ciężkie buty chuliganów. Gdy widzę, jak mój redakcyjny kolega wraca z tego rzekomego pięknego, patriotycznego, wzniosłego święta z rozbitym nosem, zaczynam się poważnie zastanawiać, czy marsz w takiej formie ma rację bytu.

Patriotyzm w wersji soft, czyli orzeł z białej czekolady, słynny pomysł Bronisława Komorowskiego, dawno przegrał. Wygrała wersja patriotyzmu w wersji hard: zaciśnięta pięść z różańcem. Tylko co zrobić z tymi wszystkimi, którzy jednak nie chcą się bić? Jak my mamy świętować? Kto nam zwróci patriotyzm?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d38mjqw

Podziel się opinią

Share
d38mjqw
d38mjqw