Trwa ładowanie...
d3euwrb

Kościół nie ma moralnego prawa do kasacji do Sądu Najwyższego w sprawie księdza pedofila

To rewolucja: płacić ma nie ksiądz, a Kościół. Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok: milion złotych odszkodowania dla ofiary pedofila w sutannie. Kościół jednak zapowiada kasację do Sądu Najwyższego. A powinien podkulić ogon i zapłacić.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Odszkodowanie za przestępstwa Romana B. wobec nieletniej może wywołać lawinę podobnych procesów
Odszkodowanie za przestępstwa Romana B. wobec nieletniej może wywołać lawinę podobnych procesów (iStock.com, Fot: katarzyna bialasiewicz)
d3euwrb

Któregoś dnia powiedział: "Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem".
"O czym, proszę księdza?" – zapytałam.
"Zaraz zobaczysz, moje słoneczko".

To z reportażu Justyny Kopińskiej, który czyta się z rosnącym, potwornym gniewem. Reportażu o bestii w ludzkiej skórze, która powinna być trzymana jak najdalej od społeczeństwa. A zwłaszcza od dzieci.

Przypomnijmy fakty.

d3euwrb

Ksiądz Roman B., przynależąc do kościelnej struktury, będąc zobowiązanym w ramach działalności w Towarzystwie Chrystusowym do wypełniania pewnych obowiązków, poznał w trakcie wykonywania tych obowiązków – katechezy – dziecko. Z tym dzieckiem – Kasią - następnie zawarł znajomość, a potem zdzierał z tego dziecka ubranie, nie reagował na krzyki i błagania by przestał, gwałcił tak mocno, że dziewczynce krew spływała po nogach, a na udach miała siniaki. Robił to wielokrotnie przez wiele miesięcy, praktycznie porwał dziecko od rodziców i zniewolił. Świadkami dziwnej relacji było wiele osób duchownych. Nikt nie zareagował.
W 2008 r. sprawa wyszła na jaw, wyrok więzienia dla księdza zapadł w lutym 2009 roku. Kilka lat później okazuje się, że ksiądz pedofil nie tylko nie został wykluczony ze stanu duchownego, ale dostał ciepłą posadkę w domu dla emerytowanych księży, skąd przez internet nie niepokojony przez nikogo zawierał znajomości online z kolejnymi dziećmi.

Sierpień 2018 r. Piotr Żytnicki, dziennikarz poznańskiej "Gazety Wyborczej", ujawnia wyrok ze stycznia tego roku. Wyrok, jakiego w Polsce nie było. Sąd przyznał ofierze księdza pedofila milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty. Płacić ma jednak nie sprawca, lecz jego zgromadzenie – Towarzystwo Chrystusowe.

Dwa miesiące wcześniej – czyli dziesięć lat po całej sprawie – Towarzystwo Chrystusowe wyrzuca Romana B. ze swoich szeregów. Przez 10 lat (po tym, jak nie udało się wyekspediować „problemu” na bezpieczną zagraniczną placówkę) daje skazanemu pedofilowi dach nad głową, wikt i opierunek. Zamiast pokajać się i zrobić wszystko, by pomóc nieszczęsnej ofierze, zapewnia spokojny byt przestępcy ze swoich szeregów po odbyciu przez niego kary - opisuje w swoim reportażu Kopińska.

A zresztą jakie to ma znaczenie. Nie interesuje mnie prawo kanoniczne. Nie interesuje mnie, jakie Roman B. poniósł konsekwencje kościelne, bo to nie ma znaczenia dla mnie - świeckiego. Interesuje mnie wyłącznie prawo świeckiego (jeszcze) państwa. Wyrzucenie Romana B. ze zgromadzenia teraz, a nie 9 lat temu, gdy go skazali, to umywanie rąk. A księża akurat powinni pamiętać, że umywanie rąk ma w katolicyzmie bardzo brzydkie konotacje.

d3euwrb

Ale to nie koniec bezczelności.

Rzecznik Episkopatu, ks. Paweł Rytel-Adrianik, nie chciał odpowiadać mediom na pytanie, czy po precedensowym wyroku Kościół boi się kolejnych pozwów. Odsyłał do adwokata Towarzystwa Chrystusowego. Prawnik ów, mec. Krzysztof Wyrwa, wielokrotnie bronił kościelnych osób prawnych w procesach nie tylko o pedofilię, ale także o oszustwa finansowe. W sprawie Kasi zapowiedział, że ostateczne rozstrzygnięcie nastąpi w Sądzie Najwyższym, do którego Towarzystwo Chrystusowego "z całą pewnością złoży skargę kasacyjną".

Skoro pełnomocnik tak zapowiedział, to znaczy, że chcą tego Chrystusowcy. Najwyraźniej nie czują wstydu i walczą do ostatka, by uniknąć zapłacenia Kasi miliona złotych i dożywotniej renty 800 złotych. By uniknąć przypisania odpowiedzialności za czyny księży całemu Kościołowi. Biorąc pod uwagę, pod jaką presją polityczną i kadrową jest Sąd Najwyższy - władza za wszelką cenę usiłuje wymienić sporą część jego składu – szykuje się bardzo trudna sprawa.

Ale odstawmy na bok prawo. Tu chodzi nie tylko o prawo, ale także i o sprawiedliwość. To, że ksiądz jest winny, sąd stwierdził ponad wszelką wątpliwość już dziewięć lat temu. Wina wymaga kary i zadośćuczynienia. Kara została wymierzona, ale zadośćuczynienia nie było. Nie było sprawiedliwości dla ofiary. Nie było tego, co podpowiada sumienie: że nieszczęsnej Kasi to odszkodowanie po prostu się należy, a jego brak – to brak sprawiedliwości. Prawo to sztuka stosowania tego, co dobre i słuszne. Dobre i słuszne jest w tym przypadku to, że Kasia powinna dostać milion od Kościoła. Tak – zgodnie z przepisami, drodzy księża, macie prawo walczyć o kasację w Sądzie Najwyższym. Ale w konfrontacji z krzywdą Kasi tak po ludzku nie macie do tego po prostu prawa moralnego.

d3euwrb

Podziel się opinią

Share
d3euwrb
d3euwrb