Kazimierz Turaliński: Masa bzdur

Czy podatnicy wydali miliony zł na ochronę i ukrycie najsłynniejszego świadka koronnego – Masy – aby ten mógł wykorzystać otaczającą go aurę tajemnicy wyłącznie do celów marketingowych? Na to wygląda, gdyż nikt naprawdę obawiający się o życie swoje i swoich bliskich nie prowadzi tak publicznego życia jak on i nie ujawnia nowej, "tajnej" tożsamości w rejestrach handlowych spółek zajmujących się faktycznie… promocją jego wizerunku i tym samym reklamą jego książek.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kazimierz Turaliński: Masa bzdur
(newspix.pl)

Trudno nie zauważyć, że tzw. mafia pruszkowska z organizacji przestępczej, czyli z założenia brutalnej, wzbudzającej strach i tajemniczej, przemieniła się ostatnimi czasy w POP-mafię, twór medialny żyjący pełnią życia na Facebooku i YouTube. Jarosław "Masa" Sokołowski, niczym rasowy celebryta, prowadzi własny fanpage, przy czym słynie z wyjątkowego wyczulenia na swoim punkcie. Wyszukuje w internecie krytyczne komentarze na swój temat i bezlitośnie kontruje internautów niepochwalających jego przeszłości i twórczości literackiej. Nikogo nie dyskryminuje – na równi traktuje gimnazjalistów i byłych kolegów z Pruszkowa. Prócz hurtowego spisywania wspomnień z młodości prowadzi również spółkę, odpowiadającą za przygotowywanie materiałów filmowych na tematy mafijne i przeprowadzanie wywiadów z… Masą.

Inny członek Pruszkowa – Zbynek – odkrył w sobie żyłkę youtubera. Uwielbia publikować sentymentalne filmy z imprez mafijnych lat 90. Była żona innego lidera Pruszkowa – Słowika – opisała swój ciężki los w książce, którą (tak samo jak wcześniejszą publikację jej męża) można zakwalifikować w kategorii sądowej "linii obrony". Własne książki zapowiada anonimowy i, jak sam twierdzi dzisiaj, nawrócony na uczciwą drogę członek pruszkowskiej ferajny, prowadzący fanpage na Facebooku pod nazwą "Odwrócony". Ostatnio strona ta pełni rolę pośrednika pomiędzy piszącym – a jakże by inaczej! – książkę byłym gangsterem Jarosławem Maringe ps. Chińczyk a skłóconym z nim Masą, który w ramach protestu zablokował swojego dawnego kolegę na Facebooku, lecz nadal chętnie pisuje na jego temat. Chińczyk oskarża świadka koronnego o fałszywe zeznania, pomówienia a także zatajenie szeregu popełnionych przestępstw i niespłacanie długów zaciągniętych już na nowe nazwisko. Masa nie pozostaje mu dłużny zarzucając m.in. narkomanię i niemoralne prowadzenie.

Wisienką na torcie stają się deklaracje Jarosława Sokołowskiego, że najchętniej zająłby się osobiście ochroną Jarosława Kaczyńskiego i oddałby za niego życie, zasłaniając w chwili zamachu własną piersią… Trudno uwierzyć, że to nie opis skomplikowanych relacji i koniunkturalnej autopromocji rodziny Kardashianów, a emerytura rządzących przed laty polskim podziemiem warszawskich gangsterów. Groteska zastąpiła makabrę.

Facebook.com
Podziel się

Ile masy w Masie?

Kim był Jarosław Sokołowski? Po transformacji ustrojowej pełnił funkcję ochroniarza Wojciecha Kiełbińskiego ps. Kiełbacha, jednego z budowniczych dopiero tworzącej się polskiej przestępczości zorganizowanej. Wraz z innymi przestępcami uczestniczył w uprowadzeniach tirów z papierosami i alkoholem, handlował kradzionymi samochodami (miał ich sprzedać kilkaset) i ściągał haracze od m.in. agencji towarzyskich, dyskotek i restauracji. Był oskarżany o gwałt, lecz sprawa nie trafiła do sądu z powodu wycofania skargi przez pokrzywdzoną. Swoją legendę bezwzględnego gangstera kreował przyznając się w półświatku do zabójstwa swojego przyjaciela – Kiełbachy, który został w spektakularny sposób rozstrzelany przez nieznanych sprawców.

W drugiej połowie lat 90. Masa dowodził już własnym zbrojnym gangiem, jednym z większych współtworzących tzw. mafię pruszkowską. Był to czas prosperity przestępców legalizujących ogromne zyski z narkobiznesu, wymuszeń, "wykupek" samochodów, przemytu i oszustw. Masa wraz z Andrzejem Kolikowskim ps. Pershing i senatorem Aleksandrem Gawronikiem planowali wtedy zmonopolizowanie przygranicznego handlu papierosami poprzez strefę wolnocłową w Słubicach, co miało im zapewnić przychody rzędu miliardów nowych zł. Miliony zł zysku przynosić miało ściąganie haraczy od firm hazardowych, a brudne pieniądze masowo prano w należących do gangsterów klubach nocnych, pubach, wytwórniach fonograficznych i innych przedsiębiorstwach.

Materiały prasowe
Podziel się

Masa oskarża i sypie

Wbrew powszechnej opinii, struktura pruszkowska nie była monolitem, lecz składała się z mniejszych grup przestępczych, z których pod koniec dekady wyodrębniła się najsilniejsza z nich – ożarowska, dowodzona właśnie przez Pershinga. Do niego też przyłączył się przyszły świadek koronny. Kiedy jednak lider Ożarowa został zastrzelony w Zakopanem na zlecenie zarządu mafii pruszkowskiej, Sokołowski zdecydował się na współpracę z prokuraturą. Obawiał się wówczas, że również zostanie zamordowany. Swoimi zeznaniami ujawnić miał sprawców zabójstw m.in. Nikodema Skotarczaka (słynnego gdańszczanina Nikosia), Wojciecha Kiełbińskiego, Cebera, trzech mężczyzn rozstrzelanych w gołębniku w Rembertowie czy pięciu członków grupy wołomińskiej w restauracji GAMA na Woli (w tym liderów – Mańka i Lutka) oraz wielu innych pomniejszych rangą gangsterów.

Oskarżał także o korupcję pracowników biura prezydenta Lecha Wałęsy i sędzię Barbarę Piwnik, pełniącą w rządzie Leszka Millera funkcję ministra sprawiedliwości, czy działaczy SLD o zaangażowanie w ochronę firmę hazardowych z branży tzw. jednorękich bandytów. Znaczna część tych sensacyjnych doniesień nie przełożyła się na wyroki skazujące, większość zbrodni do dzisiaj nie zostało wyjaśniona, a najważniejszym liderom Pruszkowa, najpotężniejszej grupy przestępczej w Polsce, zdołano na ich podstawie udowodnić tylko mniej istotne występki. Po kilku latach wszyscy wyszli na wolność. Z większych spraw Masa przyczynił się do rozwiązania sprawy zabójstwa Pershinga, lecz dzisiaj wiele osób – w tym nawet życzliwych mu emerytowanych gangsterów – powątpiewa w winę skazanego za tę zbrodnię Ryszarda Boguckiego.

Życie jak w Madrycie

Mimo tych potknięć, dzisiejsze życie najsłynniejszego świadka koronnego to sielanka. Nie utracił uprzywilejowanego statusu, nie poniósł kary za żadne ze swoich przestępstw. Zarabia majątek na sprzedaży książek i innych inwestycjach. Zgromadzony w latach 90. majątek powiększył, a mimo tego wszyscy podatnicy wydali ogromne sumy na jego ochronę i utrzymanie. Sam Masa stał się chyba pierwszą w historii "utajnioną" osobą publiczną, a wieloletnia aktywność przestępcza uczyniła go idolem ludzi spragnionych mafijnego świata – tak odmiennego od ich szarej codzienności.

Facebook.com
Podziel się

Trudno w tej sytuacji nie zadać dwóch pytań. Czy naprawdę podatnicy muszą sponsorować marketingową legendę byłego kryminalisty? Wszyscy wiedzą, że gdyby cokolwiek mu groziło, to nigdy nie prowadziłby jawnie interesów pod nowym nazwiskiem (ujawniając przy okazji numer PESEL i dane teleadresowe), nie spotykałby się z czytelnikami, ani nie spacerował ze swoją nową miłością po podwarszawskich miasteczkach. Sam Masa chwali się, że jest w świetnej kondycji i zdołałby pokonać na pięści wszystkich swoich dawnych kolegów, którzy dzisiaj już nie sięgają po broń. Są albo emerytami, albo bankrutami nieudolnie wikłającymi się głównie w oszustwa podatkowe. Mimo to konsekwentnie go chronimy przed nieistniejącym zagrożeniem…

Drugie pytanie brzmi: na ile poważnie można traktować nie tyle obawę o życie świadka koronnego, co wartość jego zeznań? Masa, jak sam twierdził, miał obciążyć najgroźniejszych przestępców odpowiedzialnych za dziesiątki zabójstw, import ton kokainy z Kolumbii, egzekucję haraczy, uprowadzenia i handel bronią. Taki kontrakt z prokuraturą warunkował jego status świadka koronnego i prawną nietykalność za popełnione przestępstwa. W szeregach zdradzonych znaleźć się mieli zarówno brutalni psychopaci, jak i wyrafinowani profesjonaliści powiązani z międzynarodową przestępczością zorganizowaną, z których większość jest już na wolności. Jak to więc możliwe, że dziś Jarosław Sokołowski nie obawia się nikogo, obraża i kpi z tych, których obciążał zeznaniami oraz popełnia wszystkie możliwe błędy ujawniając wszelkie informacje na temat miejsca swojego pobytu i pracy, a mimo tego nadal żyje?

Bujdy na resorach?

Czy znaczy to, że podkolorował swoje historie, prezentując siebie jako wytrawnego gracza i pogromcę mafii, która tak naprawdę nigdy żadną prawdziwą mafią nie była? W USA i we Włoszech świadkowie koronni muszą się ukrywać do końca swych dni, ale tam ich zeznania rzeczywiście, a nie tylko teoretycznie, skutkują wyjaśnieniem dziesiątek bulwersujących zbrodni. U nas największe kryminalne zagadki lat 90. pozostają nadal nierozwiązane, za kraty trafiły głównie płotki i to na krótko, a sensacyjne zeznania okazały się niewiarygodnymi plotkami. Tymczasem największy świadek koronny za swój życiowy problem numer 1 uważa wirtualne kłótnie z innymi (rzekomymi) mafiosami i kręcenie filmików z sobą w roli głównej.

Kazimierz Turaliński dla WP Opinie
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Kazimierz Turaliński - ekspert ds. bezpieczeństwa i przestępczości, wykładowca, autor książek prawno-ekonomicznych oraz śledczych.

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.