Kataryna: Dobra, zmiana! PiS upokorzył Szydło

Nie wiem, jak PiS zaplanował formalne usunięcie Beaty Szydło z urzędu - bo nie ma co udawać, że pani premier jest w tej rekonstrukcji podmiotem - ale to się już chyba nie może skończyć ładnie. Beata Szydło poda się zapewne do dymisji, ale w okolicznościach, w których nikt nie będzie miał wątpliwości, że nie jest to w najmniejszym stopniu jej decyzja - pisze w felietonie dla WP Opinie Kataryna.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Podle potraktowana na odchodnym Szydło odnajdzie się kiedyś jako surowy krytyk PiS
Podle potraktowana na odchodnym Szydło odnajdzie się kiedyś jako surowy krytyk PiS (East News, Fot: STANISLAW KOWALCZUK)

Beata Szydło: Chcę raz na zawsze uciąć spekulacje. To nie media i nie PO będzie decydować o tym, kto będzie tworzył mój rząd. Najbardziej prawdopodobnym kandydatem na szefa MON w moim rządzie jest Jarosław Gowin.

Jarosław Gowin: To nie pan prezes Jarosław Kaczyński jest kandydatem obozu Zjednoczonej Prawicy na premiera, tym kandydatem jest prezes Beata Szydło. Jeżeli wygramy wybory, to prezes Szydło będzie kierowała rządem najjaśniejszej Rzeczypospolitej i to jej wypowiedzi należy traktować jako miarodajne.

Trawestując słynne powiedzenie Leszka Millera - "premiera poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy". Beata Szydło swoje premierowanie kończy dokładnie tak jak zaczynała - spokojnie czekając na decyzje zapadające poza nią i robiąc dobrą minę do złej gry. Dwa lata temu konstruując rząd Jarosława Kaczyńskiego, w którym została p.o. premiera, nie miała żadnego wpływu na obsadę kluczowych ministerstw i nie wywalczyła sobie tego wpływu przez kolejne dwa lata. Dzisiaj, rekonstruując formalnie ciągle jeszcze swój rząd, nie ma nic do powiedzenia, nawet w kwestii tego kiedy i w jaki sposób sama z niego odejdzie.

Zobacz też: "W obozie władzy rzeczywiście toczy się jakaś walka". Komentarze po doniesieniach o nowym premierze

"Bawią mnie niektóre materiały dziennikarskie, publicystyczne, stwierdzające, że na 100 procent premierem będzie pan Morawiecki, a na 100 procent nie będzie pani Szydło. Dziś tylko jedna osoba w Polsce wie, jak ma wyglądać rekonstrukcja" - mówi prorządowy (raczej się za to nie obrazi) dziennikarz Wojciech Biedroń i wcale nie ma na myśli nominalnej szefowej tego rządu. Tylko że nawet jeśli z jakiegoś powodu łaska prezesa pozwoli Beacie Szydło potrwać jeszcze na stanowisku, to po tygodniach upokarzającego wałkowania jej dymisji przez polityków i komentatorów nie byłaby w stanie skutecznie kontynuować misji szefa rządu.

Przeciągająca się dyskusja o rekonstrukcji, na którą formalny premier nie ma najmniejszego wpływu i nie jest nawet informowany, pozbawiła Beatę Szydło tej i tak już niewielkiej władzy, jaką w swoim rządzie miała. Nie ma najmniejszego sensu przedłużać tego przykrego widowiska, zwłaszcza że jest ono bardzo upokarzające dla pani premier, a ona sobie niczym nie zasłużyła na takie potraktowanie na odchodnym.

Pani premier jest właśnie odstawiana na boczny tor

Tak, wiem, chcącemu nie dzieje się krzywda, a Beata Szydło przyjmując tekę premiera w 2015 roku była świadoma, że faktyczny ośrodek władzy pozostanie gdzie indziej i się na taki układ zgodziła. Ale kto wie, czy gdyby nie ona, PiS miałby dzisiaj swojego prezydenta, większość w Sejmie, za sobą całkiem udane (wizerunkowo) dwa lata rządzenia i nie do końca zasłużenie wysokie sondaże. PiS zawdzięcza Beacie Szydło zbyt wiele, żeby ją żegnać w sposób, w jaki chyba żadna partia nie żegnała swojego premiera. Nawet naprawdę niechętni rządowi i samej pani premier komentatorzy łapią się na ludzkim współczuciu dla kobiety, która po dwóch latach ciężkiej i niewdzięcznej pracy jest właśnie odstawiana na boczny tor, a urządzającym polityczną scenę mężczyznom nie przyszło nawet do głowy, żeby zdobyć się na odrobinę elegancji. Nie mieliby dzisiaj takiej władzy, w takim rozmiarze, gdyby nie ona.

Nie wiem, jak PiS zaplanował formalne usunięcie Beaty Szydło z urzędu - bo nie ma co udawać, że pani premier jest w tej rekonstrukcji podmiotem - ale to się już chyba nie może skończyć ładnie. Beata Szydło poda się zapewne do dymisji, ale w okolicznościach, w których nikt nie będzie miał wątpliwości, że nie jest to w najmniejszym stopniu jej decyzja. Nie dano jej najmniejszej szansy wyjścia z tej rekonstrukcji z twarzą, na jej własnych warunkach, z powodów "zdrowotnych" lub "osobistych". Zostawiając odrobinę godności, której pozbawia się człowieka traktując go jak niepotrzebną rzecz - bo to z nią właśnie robią, dyskutując i decydując o jej przyszłości bez jej udziału i bez najmniejszej refleksji jak bardzo ją to - nie jako premiera czy polityka, ale po prostu człowieka - upokarza.

Polska polityka zna liczne przypadki, kiedy polityk upokorzony bez powodu przez własną partią na różne sposoby się potem za to upokorzenie odgrywał. Szczególnie PiS powinien wyciągnąć lekcje z licznych przypadków swoich kolejnych odtrąconych, którzy szybko znaleźli sposób na odzyskanie utraconej upokorzeniem godności w medialnych spowiedziach i zwierzeniach. "Powiedz im, co wiesz, co na sumieniu masz, a odkupisz grzechy i odzyskasz twarz". Nie wykluczałabym, że podle potraktowana na odchodnym Szydło, odnajdzie się kiedyś jako surowy krytyk PiS. Nawet jeśli to dzisiaj nie do pomyślenia. A miałaby o czym opowiadać.

Kataryna dla WP Opinii

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.