Trwa ładowanie...

Jerzy Cynk dla WP.PL: Anglicy nie kryli zdziwienia skutecznością polskich pilotów w Bitwie o Anglię

- Anglicy nie kryli zdziwienia skutecznością naszych pilotów. Liczba zgłaszanych przez nich zestrzeleń była tak duża, że pułkownik Stanley Vincent, dowódca bazy Northolt, z której startowali Polacy, nie krył swojego sceptycyzmu i polecił oficerowi kwalifikującemu meldowane strącenia poddawać zgłoszenia szczegółowej analizie - mówi o udziale polskich pilotów w Bitwie o Anglię historyk lotnictwa Jerzy Cynk w rozmowie z Piotrem Gulbickim, korespondentem WP.PL z Londynu.

Share
Jerzy Cynk dla WP.PL: Anglicy nie kryli zdziwienia skutecznością polskich pilotów w Bitwie o Anglię
Źródło: Wikimedia Commons
d9o4pm6

WP: Piotr Gulbicki, Wirtualna Polska: 22 czerwca 1940 roku kapituluje Francja, jednak opromieniony spektakularnym sukcesem swoich wojsk Adolf Hitler nie prze do podboju Wysp Brytyjskich.

Jerzy Cynk: Liczy na to, że Anglicy zgodzą się na zawarcie pokoju, co da mu wolną rękę w Europie. Jednak zdecydowane "nie" Winstona Churchilla sprawiło, że musiał zmodyfikować plany. 2 lipca została wydana pierwsza, jeszcze dość mglista instrukcja, w sprawie przygotowań do inwazji morskiej na Wyspy, pod kryptonimem Lew Morski. Nie było konkretnej daty, miała się ona rozpocząć po zniszczeniu RAF-u i zdobyciu przez Luftwaffe panowania w powietrzu. Dopiero potem, a także po oczyszczeniu kanału La Manche z patrolujących go jednostek brytyjskich, do akcji planowano rzucić piechotę oraz dywizje spadochronowe.

WP: Tymczasem niemieckie lotnictwo nie traciło czasu.

d9o4pm6

- Bitwa o Anglię, która trwała od 10 lipca do 31 października 1940 roku, przybierała różne fazy, przy czym kulminacja działań nastąpiła między połową sierpnia i połową września. Niemcy bombardowali cele lotnicze i morskie, a 7 września Luftwaffe przeprowadziła potężny nalot na Londyn, w którym uczestniczyło 348 bombowców z eskortą 620 myśliwców. To była największa operacja niemieckich sił powietrznych w całej II wojnie światowej. Koncentryczne ataki na brytyjską stolicę kontynuowano do końca września, natomiast w ostatniej fazie bitwy zmasowane naloty zostały zastąpione rozproszonymi, szybkimi rajdami.

WP: Niemcy nie spodziewali się takiego oporu.

- Zdecydowanie, liczyli na szybką wygraną. Dowodzący Luftwaffe marszałek Hermann Göring był tak pewny sukcesu, że przechwalał się, iż jego piloci są w stanie zająć Wielką Brytanię nawet bez wsparcia innych rodzajów wojsk.

WP: Co zawiodło?

d9o4pm6

- Przecenienie swoich możliwości i błędy w dowodzeniu. Ale też Brytyjczycy postawili wysoko poprzeczkę - walczyli z ogromną determinacją, wspierani przez całe społeczeństwo, a także przez pilotów z innych krajów, którzy w dużym stopniu przyczynili się do zwycięstwa. Zauważmy, że co szósty z biorących udział w Bitwie o Anglię to cudzoziemiec. Oprócz Polaków najwięcej było Nowozelandczyków, Kanadyjczyków, Czechów, Australijczyków i Belgów. Spośród wszystkich 66 alianckich dywizjonów walczących w bitwie najwięcej strąceń zaliczył polski Dywizjon 303, zestrzeliwując 126 samolotów niemieckich.

WP: Jednak początkowo Anglicy z rezerwą odnosili się do polskich sojuszników.

Jerzy Cynk
Jerzy Cynk

Jerzy Cynk fot. Piotr Gulbicki/Wirtualna Polska

d9o4pm6

- Miało na to wpływ kilka czynników. Ważną rolę odgrywały różnice kulturowe, narodowościowe, a także kłopoty z porozumiewaniem się, spowodowane nieznajomością języka angielskiego przez Polaków.

Poza tym Brytyjczycy nie bardzo wierzyli w umiejętności naszych pilotów. Pewnym cieniem rzucała się tu przegrana kampania wrześniowa, a potem klęska Francji. Na domiar złego polskim pilotom trudno było się od razu przestawić na zupełnie nowe dla nich maszyny. W 1939 roku latali na PZL-ach ze stałym podwoziem, podczas gdy w Hurricanach trzeba je było otwierać przy lądowaniu. A że często zapominali o tym podczas treningów, w efekcie prowadziło to do uszkodzeń samolotów.

WP: Dlatego Polacy tygodniami siedzieli w bazie?

- Szkolili się, uczyli angielskich słówek, czekali na swój czas. I doczekali się, do czego przyczyniły się ogromne straty poniesione przez Anglików. Ostatecznie sformowano cztery polskie dywizjony - dwa bombowe (300 i 301) oraz dwa myśliwskie (302 i 303).

Samolot Hurricane dywizjonu 303, z oznaczoną liczbą niemieckich samolotów zestrzelonych przez oddział
Samolot Hurricane dywizjonu 303, z oznaczoną liczbą niemieckich samolotów zestrzelonych przez oddział

Samolot Hurricane dywizjonu 303, z oznaczoną liczbą niemieckich samolotów zestrzelonych przez oddział fot. Wikimedia Commons

d9o4pm6

Decyzję o przystąpieniu Polaków do walki przyspieszyła spontaniczna akcja Ludwika Paszkiewicza, który podczas lotu treningowego, widząc starcie powietrzne, samowolnie oddalił się od swojego klucza i zestrzelił niemiecki samolot, notując pierwsze strącenie. Angielski dowódca dywizjonu uznał wówczas, że Polacy są gotowi do działania i następnego dnia, 1 września, Dywizjon 303 został postawiony w stan gotowości bojowej.

WP: Efekty przerosły oczekiwania.

- Anglicy nie kryli zdziwienia skutecznością naszych pilotów. Liczba zgłaszanych przez nich zestrzeleń była tak duża, że pułkownik Stanley Vincent, dowódca bazy Northolt z której startowali Polacy, nie krył swojego sceptycyzmu i polecił oficerowi kwalifikującemu meldowane strącenia poddawać je szczegółowej analizie.

Ale nie poprzestał na tym. 5 września osobiście poleciał za poderwanym do akcji Dywizjonem 303, by naocznie przekonać się jak walczą polscy sojusznicy. Po powrocie nie krył zdumienia, wypowiadając znamienne słowa: "Na Boga, oni to robią rzeczywiście, to nie żadna imaginacja. Nie zapomnę tego do śmierci".

d9o4pm6

WP: O takiej skuteczności decydowało wyszkolenie?

- Składał się na to cały splot czynników. Ogromna determinacja, odwaga, nabyte wcześniej doświadczenie. Duże znaczenie miała również polska taktyka myśliwska, pozwalająca pilotom na pewną swobodę indywidualnego działania przy zachowaniu zespołowej dyscypliny.

Trzeba również docenić pracę polskich mechaników naprawiających przez 24 godziny na dobę uszkodzone maszyny, co zapewniało naszym dywizjonom najwyższy stopień sprawności sprzętowej wśród wszystkich jednostek RAF-u.

No i kapitalny wzrok, dzięki któremu Polacy pierwsi dostrzegali na niebie samoloty wroga. Nie przypadkiem Anglicy i Amerykanie nazywali go polskim orlim wzrokiem.

d9o4pm6

WP: To efekt uwarunkowań genetycznych?

- Raczej specjalistycznych ćwiczeń. Jednym z bardziej oryginalnych było dokładne śledzenie lotu much i innych owadów. Efekty były widoczne nie tylko podczas walk. Polacy błysnęli na przykład wielkim kunsztem zajmując pierwsze trzy miejsca i wprawiając w zakłopotanie sojuszników podczas konkursu strzeleckiego 11. Grupy Myśliwskiej, jaki odbył się 11 kwietnia 1942 roku. Na 22 dywizjony biorące udział w zawodach zwyciężył Dywizjon 303, który uzyskał 808 trafień, przed Dywizjonem 316 (432 trafienia) i Dywizjonem 315 (183 trafienia). Najlepszy dywizjon RAF-u miał na koncie 150 trafień.

Natomiast największym myśliwskim asem Bitwy o Anglię był Czech Josef Frantisek, który latał razem z Polakami i zestrzelił 17 niemieckich samolotów. Ale nasi piloci należeli do ścisłej czołówki - Witold Urbanowicz miał na koncie tylko o dwa strącenia mniej, a takie nazwiska jak Stanisław Skalski, Mieczysław Popek, Zdzisław Krasnodębski, Jan Zumbach czy Wacław Król na zawsze zapisały się w annałach.

W sumie na angielskim niebie walczyło 144 polskich pilotów, w tym 81 w dywizjonach brytyjskich. Zginęło 29 z nich (spośród 544 wszystkich poległych lotników RAF-u). Polacy zestrzelili około 170 samolotów niemieckich i uszkodzili 36, co stanowiło 12 procent strat poniesionych przez Luftwaffe.

WP: Brytyjczycy jednak nie do końca to doceniali.

Bombardowanie Londynu w czasie Bitwy o Anglię
Bombardowanie Londynu w czasie Bitwy o Anglię

Bombardowanie Londynu w czasie Bitwy o Anglię fot. Wikimedia Commons

- W czasie wojny jak najbardziej, wiele mówiono i pisano o bohaterstwie Polaków. Jedynymi polskimi żołnierzami zaproszonymi na wielką defiladę zwycięstwa z okazji zakończenia wojny, która odbyła się w Londynie 8 czerwca 1946 roku, byli piloci z Dywizjonu 303. Niestety, o pozostałych zapomniano - polityka wzięła górę, gdyż Churchill nie chciał drażnić Stalina. Nic dziwnego, że piloci nie skorzystali z zaproszenia i w geście solidarności ze swoimi kolegami z innych formacji zrezygnowali z udziału w przemarszu.

WP: W 2010 roku powstał brytyjski film "Bloody foreigners: Polish Battle of Britain", ukazujący wkład Polaków w zwycięstwo w Bitwie o Anglię. Tak późno ze względu na polityczną poprawność?

- W jakimś sensie na pewno tak. Wypowiadałem się w nim jako ekspert i cieszę, że ten ważny dokument, co prawda mocno spóźniony, ale jednak w końcu został zrealizowany. Natomiast symptomatyczne jest, że do tej pory filmowcy w Polsce nie zajęli się tą jedną z najpiękniejszych kart w historii polskiego oręża.

WP: Bitwa o Anglię czy Bitwa o Wielką Brytanię? Obie wersje mają swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników.

- Sami piloci podczas wojny używali tej pierwszej nazwy, historycy też w większości ją powielali. Skłaniam się więc ku niej, chociaż oba sformułowania są poprawne.

Rozmawiał Piotr Gulbicki, Wirtualna Polska

Jerzy Cynk - historyk lotnictwa, autor wielu prac naukowych w języku polskim i angielskim. Pochodzi z Warszawy, od 1947 roku mieszka w Londynie. Współpracował z Radiem Wolna Europa i Polską Sekcją BBC, jego opracowania ukazywały się na łamach czasopism brytyjskich, amerykańskich, francuskich, holenderskich i polskich. Jest autorem dwutomowej monografii "Polskie Siły Powietrzne w wojnie (1939-1943)" oraz "Polskie Siły Powietrzne w wojnie (1943-1945)". Po angielsku wydał m.in. "Polish Aircraft 1893-1939" oraz "History of the Polish Air Force 1918-1968". Ma 89 lat.

d9o4pm6

Podziel się opinią

Share
d9o4pm6
d9o4pm6