Trwa ładowanie...

Jakub Majmurek: Talia pełna jokerów

Jak słaba nie byłaby talia PiS-owskich kandydatów na prezydentów w Polsce wielkomiejskiej, to nie zdziwmy się, jeśli sporo namiesza w krajowej polityce.

Share
Jakub Majmurek: Talia pełna jokerów
Źródło: PAP, Fot: Paweł Supernak
d3mo4ua

PiS przedstawił w końcu swoich kandydatów na prezydentów miast wojewódzkich w jesiennych wyborach samorządowych. Poza Patrykiem Jakim nie widać wśród nich nazwisk z pierwszej politycznej ligi. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że PiS po prostu odpuszcza duże miasta albo ma na tyle krótką ławkę kadrową, że po obsadzeniu rządu, kancelarii prezydenta, spółek skarbu państwa i Sejmu zwyczajnie nie ma już kogo rzucić na front samorządowy.

Warto jednak pamiętać, że z początku w podobnym tonie komentowano kandydaturę Andrzeja Dudy – wówczas w ogóle nieznanego szerszej opinii publicznej europosła - na prezydenta Polski. Jak wiemy, wbrew prognozom, wygrał on z faworyzowanym przez sondaże i ekspertów prezydentem Komorowskim.

Czy podobny scenariusz może powtórzyć się teraz w dużych miastach? Z pewnością nie w większości z nich. Jednak przynajmniej kilka z pozornie słabych kart, jakie wyłożył PiS w miejskich rozgrywkach, ma szanse stać się wygrywającym partię jokerem. Zwłaszcza, że w wielu miejscach silnych, wyrazistych kandydatów nie przedstawiła jak dotąd także opozycja. Możemy się też spodziewać, że podległe PiS służby w najbliższych miesiącach będą pod mikroskopem badać wszystkie decyzje nie-pisowskich samorządowców, szukając czegoś, co pozwoliłoby na postawienie prokuratorskich zarzutów i osłabienie konkurencji w wyborczym wyścigu – co już dzieje się w Łodzi i Lublinie.

d3mo4ua

Bastiony anty PiS-u

PiS w dużych miastach może i musi zaryzykować, i zagrać niekonwencjonalnie. Walka na wielkomiejskiej arenie będzie bowiem dla rządzącej partii najtrudniejsza. To wielkie miasta są bastionami anty-PiSu, to tam obóz Zjednoczonej Prawicy cieszy się najniższym w całym kraju poparciem.

Nawet jeśli w dużych miastach rządzą samorządowcy o wyraźnie konserwatywnych poglądach, to zachowują oni do partii z Nowogrodzkiej mniejszy lub większy polityczny dystans. PiS nie ma dziś żadnego własnego, partyjnego prezydenta w jakimkolwiek mieście liczącym więcej niż 200 tysięcy mieszkańców. Jedynym prezydentem miasta wojewódzkiego, który wygrał z poparciem PiS w 2014 był startujący z list lokalnego komitetu samorządowego prezydent Kielc, Wojciech Lubawski.

W tych wyborach PiS znów udzieliło mu poparcia. Podobnie jak innemu niezależnemu, konserwatywnemu samorządowcowi – prezydentowi Katowic, Marcinowi Krupie. Krupa w 2015 roku był jednym z założycieli komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego, w 2014 roku w walce o katowicki ratusz pokonał kandydata PiS, Andrzej Sośnierza.

Manewry z Krupą i Lubawskim pozwolą PiS uniknąć politycznie kosztownej porażki w dwóch miastach wojewódzkich, zwolnią z konieczności podejmowania bitwy na trudnym dla partii terenie. Dlaczego podobnego rozwiązania PiS nie powtórzył w innych wielkich miastach? Abstrahując od specyfiki lokalnych układów w każdym z nich, warto pamiętać, że zwycięstwo popieranego przez PiS niezależnego samorządowca nie da partii takiej kontroli nad miastem, jak wygrana prezydenta bezpośrednio związanego z i zależnego od centrali na Nowogrodzkiej.

d3mo4ua

Być może dlatego niemal wszyscy kandydaci wystawieni przez PiS do boju w dużych miastach to działacze partyjni, a nie bliscy PiS programowo lokalni działacze, cieszący się autorytetem w swoich społecznościach. Tak jakby Nowogrodzka nie ufała kandydatom, którym kapitał zgromadzony w działalności społecznej różnego rodzaju daje nie tylko lokalną rozpoznawalność i szansę na zwycięstwo, ale także pewną niezależność od partii.

Wyjątkiem od tej reguły jest chyba wyłącznie Tadeusz Zysk – uznany wydawca, twórca i prezes wydawnictwa Zysk i spółka, zaangażowany w obóz PiS od czasu katastrofy smoleńskiej. Zysk ma z pewnością zdolność przyciągnięcia także elektoratu bezpośrednio niezwiązanego z PiS, w Poznaniu faworytem wydaje się być jednak obecny prezydent, popierany przez PO Jacek Jaśkowiak – mimo wyraźnie słabiej ocenianej drugiej połowy kadencji, ściągającej na poznański ratusz krytykę wcześniej popierających prezydenta wyborców.

Trzeci garnitur i siła młodości

Ściśle partyjni kandydaci Nowogrodzkiej w dużych miastach to przy tym zdecydowanie drugi, a nawet trzeci garnitur partii. Waldemar Buda (Łódź), Tomasz Latos (Bydgoszcz), Wojciech Buczak (Rzeszów), Sylwester Tułajew (Lublin), Sebastian Pieńkowski (Gorzów Wielkopolski) – to nie jest nawet druga liga. Kandydaci ci nie mają imponującego doświadczenia i politycznych osiągnięć, mają za to historię mniej lub bardziej udanych walk o mandat posła z odległych miejsc na listach PiS albo doświadczenie w roli miejskiego czy wojewódzkiego radnego.

Jeśli coś może być atutem podobnych kandydatów, to ich młodość. Wśród 18 kandydatów PiS na prezydentów dużych miast aż 6 to osoby przed 40 rokiem życia. Najmłodszy z kandydatów, Kacper Płażyński – syn zmarłego w Smoleńsku byłego marszałka Sejmu z ramienia AWS, Macieja – nie ma jeszcze trzydziestki.

d3mo4ua

Komentatorzy coraz częściej zwracają uwagę na fakt, że polska polityka pozostaje zamknięta dla trzydziestolatków z pokolenia wyżu demograficznego. Szczególnie wyraźnie widać to w samorządach, gdzie w wielu miastach faktycznie od kilku dekad rządzi ta sama grupa mężczyzn w wieku coraz bliższym emerytalnego.

Wystawiając młodych kandydatów PiS przy dobrej kampanii może przekuć ich brak doświadczenia w atut. Sięgnąć po anty systemowych wyborców Kukiza i innych mniejszych sił, po głosy osób, które przez układy panujące w ich samorządach w ogóle nie czują się reprezentowane. Nawet jeśli tacy kandydaci, jak Płażyński, Buda i Tułajew, czy Paweł Wypij (Olsztyn) przegrają, to niezły wynik po dobrej kampanii będzie dla nich i popierającego ich obozu świetną inwestycją w polityczną przyszłość.

Gdzie może się udać?

Gdzie PiS może się faktycznie coś ugrać w dużych miastach? Tam, gdzie wyjątkowo słaba jest także opozycyjna strona. Tę słabość widać na razie głównie w dwóch wielkich ośrodkach: Krakowie i Wrocławiu.

W tym pierwszym kształt wyścigu zależy od jednego czynnika: tego, czy obecny prezydent, Jacek Majchrowski wystartuje po raz kolejny. Jeśli tak się stanie, trudno będzie z nim wygrać. Majchrowski rządzi nieprzerwanie miastem od 2002 roku. W walce o krakowski ratusz pokonał już m. in. Zbigniewa Ziobrę, Jana Marię Rokitę i Ryszarda Terleckiego. Jeśli znów wystartuje, do tej listy będzie mógł dodać Małgorzatę Wasserman. Posłanka PiS, znana szerzej wyłącznie z prac komisji ds. Amber Gold, została oficjalną kandydatką tej partii pod Wawelem.
Coraz częściej słychać jednak plotki o emeryturze Majchrowskiego. Ostateczną decyzję obecnego krakowskiego włodarza mamy poznać po weekendzie majowym. Jeśli Jacek Majchrowski zakończy karierę, w krakowskiej polityce powstanie próżnia, której opozycji bardzo trudno będzie zapełnić. Zwłaszcza, że PO i Nowoczesna chyba nie mogą się dogadać co do kandydata – Nowoczesna zapowiedziała na razie wystawienie mało znanego Grzegorza Filipka.

d3mo4ua

Według niedawnego sondażu „Rzeczpospolitej”, przy braku Majchrowskiego w wyścigu o Kraków Wasserman wygrywa pierwszą turę. W drugiej może co prawda rozbić się o siłę anty-pisowskiej koalicji – wbrew pozorom niebagatelną także w uznawanym za konserwatywny Krakowie – ale jeśli nie spotka się tam z nią ktoś z charyzmą i wolą faktycznej walki o władzę, wynik może być bardzo różny.
Polityczna próżnia powstała we Wrocławiu po tym, gdy rządzący miastem od 2002 z poparciem PO roku Rafał Dutkiewicz, zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję. Największa partia opozycji – PO – dokonała we Wrocławiu przedziwnego wyboru, stawiając na europosła z PiS, Kazimierza Michała Ujazdowskiego.

Ujazdowski starł się z macierzystą partią w kwestii jej polityki wobec Trybunału Konstytucyjnego. Miał w tym sporze rację, nie zmienia to jednak faktu, że jego głęboko konserwatywne poglądy na temat choćby mniejszości seksualnych będą nie do zaakceptowania dla dużej części centrowego elektoratu, który w drugiej turze może nie mieć ochoty głosować na „mniejsze zło”. A kandydatka PiS, Mirosława Stachowiak-Różecka, już cztery lata temu zanotowała zaskakująco dobry wynik w starciu z Dutkiewiczem. Sytuację skomplikować może też start mocnego kandydata lewicy. Lub kandydatki – udział w wyborach rozważa liderka Strajku Kobiet, Marta Lempart. Rezultat wrocławskich wyborów może być więc bardzo różny.

Bitwa warszawska

Najwięcej uwagi przykuje oczywiście wyścig w stolicy. Tu siła anty PiS-owskiego elektoratu jest największa w kraju i większość komentatorów spekuluje, że nawet jeśli Patryk Jaki wygra w pierwszej turze, to w drugiej musi polec. Tak może być w istocie. Są miliony powodów, dla których warszawiacy mogą nigdy nie zaakceptować Jakiego. Od jego polityki w opolskim mateczniku, przez poglądy w sprawach obyczajowo-kulturowych, po spartaczenie sprawy ustawy reprywatyzacyjnej i nieszczęsną awanturę z ustawą o IPN. Pamiętajmy jednak, że Jaki naprawdę wydaje się gotowy do bardzo ostrej walki o stolicę, a kolejne odsłony afery reprywatyzacyjnej z pewnością mu pomogą.

Wybory w stolicy – ze względu na polityczną wagę Warszawy – mogą też najwięcej zmienić w polskiej polityce. Jeśli lewicy uda się dogadać i wystawić zdolnego do poważnej walki kandydata (np. Jana Śpiewaka) może to radykalnie zmienić jej szanse w następnych wyborach – do parlamentów europejskiego i krajowego. Dobry wynik Trzaskowskiego przyspieszy pewnie pokoleniową zmianę w PO. Zwycięstwo Jakiego może rozpocząć rozpadowe procesy w tej partii. Paradoksalnie, Jaki w warszawskim ratuszu to także szalenie ryzykowny scenariusz dla obozu Zjednoczonej Prawicy. Duet Ziobro-Jaki z tym drugim na czele stolicy będzie po prostu za silny, by mogła utrzymać się dotychczasowa równowaga w obozie władzy.

Jak słaba nie byłaby talia PiS-owskich kandydatów na prezydentów w Polsce wielkomiejskiej, to nie zdziwmy się, gdy sporo namiesza w krajowej polityce.

d3mo4ua

Podziel się opinią

Share
d3mo4ua
d3mo4ua