Gordon Brown: Robimy Wielką Brytanię od nowa

Premier David Cameron może zostać zapamiętany jako ten, który zaprzepaścił dwie unie - z Europą i ze Szkocją. Pomimo że konserwatyści chcą, żeby Szkocja pozostała częścią Wielkiej Brytanii poza Europą, to szkoccy nacjonaliści wolą Szkocję w Europie poza Wielką Brytanią. Jeżeli dodamy do tego republikanów z Północnej Irlandii prowadzonych przez partię Sinn Fein, którzy żądają głosowania nad ponownym zjednoczeniem z resztą Irlandii, to pod znakiem zapytania stoi samo istnienie Zjednoczonego Królestwa - pisze Gordon Brown, były premier Wielkiej Brytanii. Artykuł w języku polskim ukazuje się wyłącznie w WP Opiniach, w ramach współpracy z Project Syndicate.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Gordon Brown
Gordon Brown (PAP, Fot: Facundo Arrizabalaga)

13 lipca mianowana została nowa premier Wielkiej Brytanii. Jednak przyszłość kraju poza Unią Europejską wciąż pozostaje niepewna. Z pewnością można się spodziewać poważnych opóźnień we wprowadzaniu w życie decyzji wyborców, żeby wyjść z UE.

Pierwsza niepewność to data rozpoczęcia negocjacji nad Brexitem. Proces wychodzenia powinien zakończyć się w ciągu dwóch lat od powołania się na artykuł 50 traktatu lizbońskiego (który reguluje funkcjonowanie UE - przyp. red.). Jednak nowa premier Theresa May oświadczyła już, że nie chciałaby rozpoczynać negocjacji przed końcem roku.

Druga niepewność to czy negocjacje wyjaśnią nie tylko zasady wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, ale również przyszłe umowy handlowe z jednolitym rynkiem Europy. Wielka Brytania będzie z pewnością powoływać się na zapis w artykule 50, który stanowi, że negocjatorzy powinni "uwzględniać kształt przyszłych relacji". Jednak unijny negocjator handlowy nalega, żeby przyszłe uzgodnienia mogły być tematem dyskusji dopiero po Brexicie.

Trzecia niepewność to cele negocjacyjne Wielkiej Brytanii. Czy będzie starała się o pełen dostęp do jednolitego rynku (opcja norweska), czy częściowy (opcja szwajcarska)? Może też pójdzie w kierunku kanadyjskiej opcji niskich taryf celnych albo będzie handlować z Europą po prostu na tych samych zasadach co pozostali członkowie Światowej Organizacji Handlu (WTO)?

Czwarta niepewność bierze się z niepokoju wyborców wobec imigracji, a także ze stopnia, w jakim jakakolwiek nowa umowa handlowa z UE uzależniona jest od ograniczenia wolnego przepływu pracowników. Nowa premier powiedziała, że nie zaakceptuje zaangażowania w jednolity rynek bez umowy zarządzającej migracją.

W teorii, opcja norweska, czyli członkostwo w Europejskim Obrzasze Gospodarczym (EOG), może zostać rozbudowana o protokół, który obowiązuje w relacjach z Liechtensteinem. Protokół ten wprowadza ograniczenia w możliwości stałego pobytu. W innym razie można także użyć klauzuli bezpieczeństwa EOG, która pozwala na ograniczenie migracji, jeżeli napływ przyrasta zbyt gwałtownie. Jednak w obawie przed wzrostem oczekiwań pozostałych członków, UE nie będzie szczególnie zainteresowana taką zmianą.

Piąta niepewność to postawa negocjacyjna samej Unii, zaczynając od tego, kto poprowadzi negocjacje: Komisja Europejska czy Rada Unii Europejskiej. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zdążyła już jasno oświadczyć, że nie da Komisji pełnej swobody negocjacyjnej w imieniu Niemiec. Za tą kwestią kryje się kolejna: czy Europa uzgodni ostateczną strategię negocjacyjną przed wyborami prezydenckimi we Francji na wiosnę przyszłego roku i niemieckimi wyborami powszechnymi następnej jesieni.

Szósta niepewność to okoliczności gospodarcze, w których odbywać się będą negocjacje. W miarę jak firmy zawieszają swoje plany inwestycyjne, Wielka Brytania zdaje się osuwać w recesję. Kręgi biznesowe ponaglać będą więc brytyjski rząd, żeby działać szybko, bo dłuższa zwłoka oznacza dalszy spadek zaufania, który z kolei osłabiać będzie brytyjską pozycję negocjacyjną.

Siódma niepewność dotyczy tego, czy Zjednoczone Królestwo jest w stanie w ogóle przetrwać. Lord North pamiętany jest jako ten, który w XVIII wieku utracił brytyjską unię z Ameryką. Dwa stulecia później, premier David Cameron może zostać zapamiętany jako ten, który zaprzepaścił dwie unie - z Europą i ze Szkocją. Pomimo że konserwatyści chcą, żeby Szkocja pozostała częścią Wielkiej Brytanii poza Europą, to szkoccy nacjonaliści wolą Szkocję w Europie poza Wielką Brytanią. Jeżeli dodamy do tego republikanów z Północnej Irlandii prowadzonych przez partię Sinn Fein, którzy żądają głosowania nad ponownym zjednoczeniem z resztą Irlandii, to pod znakiem zapytania stoi samo istnienie Zjednoczonego Królestwa.

Jest jeden sposób, żeby ograniczyć niepewność i ryzyko. Rząd powinien czym prędzej ogłosić, że będzie negocjował z UE według opcji norweskiego członkostwa w EOG. Powinien również jasno potwierdzić, że obywatele unijni mogą spokojnie pozostać na terytorium Wielkiej Brytanii.

Ta droga zapewniłaby brytyjskiemu biznesowi oczekiwany dostęp do jednolitego rynku. Chociaż Wielka Brytania musiałaby wciąż dokładać się do budżetu UE, mogłaby odzyskać odpowiedzialność za politykę rolną i rybołówstwo oraz negocjować własne umowy handlowe (na przykład z Chinami czy Indiami). Przyłączenie się do EOG zapewniłoby również dodatkową korzyść: dałoby Szkocji to, czego tak pragnie, czyli równe szanse w relacjach handlowych z 27 członkami UE.

Wyjątkowo ważne jest rozwikłanie irytującej kwestii migracji. Każde prawdziwe rozwiązanie tego problemu powinno mieć w planach fundusz wspierający społeczności, których szpitale, szkoły i inne usługi publiczne są przeciążone przez nadmierny przyrost ludności. Potrzeba również skuteczniej egzekwować zachowywanie płacy minimalnej i innego ustawodawstwa chroniącego pracowników. Dzięki temu można będzie oddalić poczucie niestabilności, które spełnia się w strachu przed migrantami jakoby zaniżającymi warunki pracy. Wreszcie negocjacje nad EOG powinny rozpocząć się przy założeniu, że nasze członkostwo zawierałoby protokół o migracji oraz zapewniałoby klauzulę zabezpieczającą w razie nadmiernego napływu ludności.

Poniekąd ósma i jeszcze większa niepewność związana jest z przyszłą rolą Wielkiej Brytanii na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim ważne jest w jaki sposób kraj odpowie na nieuchronne ciążenie światowego centrum ekonomicznego ku Azji oraz na innowacje technologiczne, które rewolucjonizują przemysł i poszczególne zawody. Ten obrót spraw wzmacnia niepokój wyborców odnośnie perspektyw zawodowych i bezpieczeństwa źródeł utrzymania.

Wynik referendum ujawnił wysoką koncentrację sentymentów probrexitowych w miastach dotychczas centralnych dla brytyjskiej rewolucji przemysłowej, a teraz wypełnionych nieczynnymi fabrykami i warsztatami, wypchniętymi z rynku przez azjatycką konkurencję. Te okręgi zbuntowały się wobec rad elit biznesowych i politycznych, żeby głosować za pozostaniem, i zażądały ochrony przed gwałtownością globalnych przemian. Same slogany kampanii na rzecz wyjścia z UE - koncentrujące się na przywróceniu kontroli w domu - harmonizowały z populistycznymi ruchami protekcjonistycznymi, które aktualnie rozbijają stare podziały polityczne na całym Zachodzie.

Rezultat referendum ujawnił w łonie Partii Pracy podział. Z jednej strony są liderzy, dla których sprzeciw wobec globalizacji jest ważniejszy od uzyskania władzy. Z drugiej strony jest grupa parlamentarna, która wie, że musi wyjaśniać wyborcom, w jaki sposób można zarządzać globalizacją w interesie publicznym.

Ale konserwatyści u władzy sami pozostają podzieleni w poszukiwaniach odpowiedzi na globalizację. Część z nich wierzy w globalną wolną amerykankę. Inni sądzą, że Wielka Brytania powinna być wolna od zewnętrznych zależności. Jeszcze inni chcą, podobnie do laburzystów, pozostać częścią Unii, bo nie biorą jej za problem, tylko za narzędzie służące do skutecznego zarządzania globalizacją. Jednak z powodu tych podziałów, żaden z kandydatów do fotela premiera nie przedstawił propozycji, które oferowałyby sensowne rozwiązania dla odrzuconej części brytyjskiego społeczeństwa.

Wielka Brytania po referendum nad Brexitem potrzebuje raczej wyczerpującej debaty nad tym, w jaki sposób będzie sobie radzić z wyzwaniami globalnych przemian i jak będzie współpracować w tym celu ze światową społecznością. Wykonalny program zarządzania globalizacją uznawałby, że każdy kraj musi znaleźć równowagę między upragnioną niepodległością a potrzebną współpracą. To oznaczałoby także: skoordynowanie polityki monetarnej i fiskalnej wśród wszystkich krajów grupy G20; odnowienie starań ku poszerzaniu światowego handlu; nowe narodowe plany zwalczania nierówności i wspierania mobilności społecznej; wreszcie stuprocentową koncentrację na nauce, technologiach i innowacjach jako kluczowych dla przyszłego rozwoju.

Tak długo, jak globalizacji nikt nie przewodzi, jej przeciwnicy tłumić będą reformy, powoli zamykać gospodarki narodowe czy przekrzykiwać proponowane umowy handlowe takie, jak Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) albo Partnerstwo Transpacyficzne. W momencie kiedy Wielka Brytania mierzy się z życiem poza UE, nie może ignorować ani unikać tych globalnych problemów. Wielka Brytania musi teraz zdecydować czy przeciwstawi się protekcjonistycznym ciągotom, które doprowadziły do Brexitu, i jaką rolę może odegrać w sprawianiu, żeby globalizacja przynosiła korzyści dla wszystkich.

Gordon Brown - były premier i kanclerz skarbu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, aktualnie specjalny wysłannik ONZ do spraw globalnej edukacji oraz przewodniczący Międzynarodowej Komisji Finansowania Globalnych Możliwości Edukacyjnych.

Tłumaczenie: Mikołaj Golubiewski

Copyright: Project Syndicate, 2016

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.