wp

Dariusz Kaliński: Dlaczego nie pamiętamy o stu obozach, które stalinowskie władze założyły w Polsce?

"Trzymano nas krótko, żywność gorzej niż źle. Spaliśmy jeden na drugim, na barłogu, pod którym leżał nawóz koński. Zupę gotowano na wodzie z sadzawki" – relacjonował Polak, w wolnym kraju, już po przegnaniu niemieckiego okupanta. Takich jak on były dziesiątki tysięcy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dariusz Kaliński: Dlaczego nie pamiętamy o stu obozach, które stalinowskie władze założyły w Polsce?
(Domena publiczna)

Pierwsze obozy NKWD powstały tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej na wschodnie ziemie Rzeczypospolitej. Na terenie "Polski lubelskiej" utworzono kolejne. Przetrzymywano w nich głównie polskich działaczy politycznych, członków niepodległościowego ruchu oporu, bądź osoby z volkslisty, np. Kaszubów i Górnoślązaków. Trafiali się również żołnierze przedwojennego Wojska Polskiego, a nawet… byli więźniowie obozów niemieckich.

Specłagry NKWD

wp

Sowieci chętnie wykorzystywali infrastrukturę byłych niemieckich obozów koncentracyjnych, w tym tych najbardziej znanych jak Auschwitz i Majdanek. Niemiecki obóz śmierci na Majdanku, w którym hitlerowcy zamordowali około 80 tys. ludzi, został zajęty przez żołnierzy Armii Czerwonej 23 lipca 1944 r. i szybko przeszedł we władanie NKWD. Dwa tygodnie później osadzono tam nowych więźniów – prawdopodobnie już 8 sierpnia do obozu trafili oficerowie 3 Dywizji Piechoty AK. Potem dochodzili kolejni.

Było to m.in. dowództwo rozbrojonej przez Sowietów 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK oraz idącej na odsiecz walczącej Warszawie 30 Poleskiej Dywizji Piechoty AK. Na Majdanku znaleźli się też oficerowie Komendy Okręgów AK Lublin i Lwów, a także współpracujący z AK polscy policjanci i przedstawiciele Tymczasowej Administracji Zastępczej.

Sowieci potrzebowali zaledwie dwóch tygodni, aby Majdanek znów zaczął funkcjonować. Tylko tym razem strażnicy na wieżyczkach nosili mundury NKWD. Na zdjęciu czerwonoarmiści w wyzwolonym obozie (fot. Deutsche Fotothek/CC BY-SA 3.0 de)
Podziel się

Wśród więźniów Majdanka był m.in. major pilot Janusz Mościcki "Jacek", bratanek prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Podczas kampanii 1939 r. był on dowódcą lotniczego plutonu łącznikowego Nr 6 Armii "Poznań". W konspiracji zajmował stanowisko szefa referatu Oddziału III Komendy Okręgu AK Lublin i był organizatorem i dowódcą operacji "Most I".

wp

Osadzonych trzymano w dwóch, pozbawionych okien, zarobaczonych barakach. Do spania służyły im drewniane prycze, a jako pościeli używali niemieckich płaszczów wojskowych. Żołnierze mogli wychodzić z budynków, przez co budzili zrozumiałe zainteresowanie osób odwiedzjących były niemiecki obóz. Sowieccy strażnicy na pytania kim są, odpowiadali niezmiennie że to kolaboranci współpracujący z III Rzeszą.

Nocą 23 sierpnia 1944 roku 250 polskich więźniów sowieckiego Majdanka przewieziono na stację kolejową w Lublinie. Tam zostali załadowani do wagonów i wywiezieni do łagru w Riazaniu. Obóz na Majdanku jako placówka NKWD funkcjonował prawdopodobnie do końca 1944 roku.

Innym, nie mniej "sławnym" miejscem była warszawska Gęsiówka, która w czasie okupacji służyła Niemcom jako centralny areszt getta, a później obóz koncentracyjny. Podejrzewa się, że z rąk sowieckiej bezpieki mogło tam stracić życie około 1,5 tys. Polaków.

NKWD do swoich celów adaptowało również kościoły, szpitale, hale fabryczne, a nawet prywatne budynki. Czasem miejsca odosobnienia powstawały w szczerym polu. Więźniów przetrzymywano wtedy w nakrytych belkami i darnią dołach. Jesienią panowały tam okropne warunki. Podczas opadów deszczu zatrzymani wręcz tonęli w wodzie. Obozy starano się umieszczać jak najbliżej linii kolejowych, aby można było w bezproblemowy sposób przerzucić więźniów na wschód, gdzie mieli trafić do przymusowej, niewolniczej pracy.

wp
Jeden z obozów NKWD mieścił się na terenie osławionej Gęsiówki. Na zdjęciu teren obozu po jego wyzwoleniu przez żołnierzy batalionu „Zośka” w czasie Powstania Warszawskiego (fot. Domena publiczna)
Podziel się

Zupa ze ślimaków i herbata z szyszek

Wielu więźniów sowieckich obozów w Polsce twierdziło, że warunki bytowe były tam znacznie gorsze od tych panujących w analogicznych placówkach niemieckich. Jeden z więźniów obozu NKWD w Sokołowie Podlaskim wspominał:

Trzymano nas krótko (…) żywność gorzej niż źle. Spaliśmy jeden na drugim (…) na barłogu (w dawnych stajniach), pod którymi leżał nawóz koński. Zupę gotowano na wodzie z sadzawki. Prócz kawałków kartofli czy brukwi, pływały w niej skorupki ślimaków i rzęsa wodna.

Jeszcze gorzej było w tych "polowych" miejscach odosobnienia, gdzie brakowało podstawowej infrastruktury gospodarczej. W obozie w Trzebusce np. na śniadanie podawano wywar z ziół, szyszek i gałązek. Drugi posiłek w ciągu dnia stanowiła obiadokolacja w postaci cienkiej zupki z kawałkami ziemniaków czy odrobiną makaronu.

wp
Pomnik ofiar NKWD w Rembertowie (fot.Pasiaczek/CC BY 3.0)
Podziel się

Higiena

Dużo do życzenia pozostawiała też osobista toaleta więźniów, brakowało środków czystości. W obozie w Rembertowie osadzeni byli brudni i zawszeni. Nawet załatwienie potrzeb fizjologicznych było utrudnione. Wspomina to jeden z tam zatrzymanych:

Udręki rembertowskie były na każdym kroku. Choćby taki drobiazg jak ubikacja. Obliczono ją na kilkanaście osób, a w obozie kilka, a może i więcej tysięcy ludzi, z których duży procent choruje na czerwonkę. Tworzą się zatory. Ludzie kucają dokoła tego trudnodostępnego budyneczku, a sowieccy wartownicy od czasu do czasu robią sobie zabawę i strzelają do nich (w dzień i w nocy). I znów są ofiary. Są nawet zabici.

wp

W przypadku obozów "polowych" za latrynę zazwyczaj służył zwykły dół, z umocowaną nad nim drewnianą żerdzią. W takich miejscach wyjście "za potrzebą" odbywało się tylko w ściśle określonych godzinach, pod kontrolą strażników. W obozie w Bakończycach, gdzie ludzi przetrzymywano w zamkniętych barakach, rolę ubikacji pełniły opróżniane raz dziennie wiadra. Smród musiał tam być straszliwy.

Gwałty i kradzieże

Więźniowie byli często szykanowani przez strażników. Mężczyzn okradano, czego doświadczył Bogusław Koziorowski, polski chłop z okolic Sierpca, przetrzymywany przez Sowietów w byłym niemieckim obozie w Działdowie:

Jeden z żołnierzy sowieckich przyszedł do mnie nocą, poświecił latarką, obudził i kazał iść ze sobą. Zaprowadził mnie do piwnicy i przystawiając pistolet do głowy, kazał zdjąć buty i oddać jemu.

Kobiety z kolei narażone były na gwałt. Wspominała o tym Kaszubka Anna Kos, aresztowana przez NKWD pod zarzutem tego, iż jest… żoną niemieckiego oficera. W rzeczywistości nie była nawet mężatką. Czekiści wysłali ją do obozu w Grudziądzu, gdzie:

Odliczono nas i wprowadzono do więziennych cel. Było 40 kobiet. (…) W nocy przychodzili żołnierze i wybierali sobie dziewczyny. Po mnie też przyszedł. Rozkazał mi iść. Moja odmowa rozzłościła go i zaczął mnie bezlitośnie kopać. Długo to odczuwałam. Następnej nocy tez przyszedł. Dziewczyny zaczęły krzyczeć. Krzyk był tak potężny, że usłyszał go oficer, który natychmiast przyszedł do celi i kazał żołnierzowi wyjść.

Przetrzymywane w obozach NKWD Polski często padały ofiarą gwałtów. Ilustracja z książki „Czerwona zaraza Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski” (fot. CiekawostkiHistoryczne.pl)
Podziel się

Warszawa walczy, NKWD morduje…

Śmiertelność w obozach była wynikiem zarówno złych warunków socjalnych, jak i brutalności sowieckich strażników. W niektórych przypadkach Polacy byli gorzej traktowani od przebywających z nimi jeńców niemieckich. Pewien więzień Rembertowa, więziony tam około trzech miesięcy, wspominał że z baraku szpitalnego wynoszono codziennie około 20 ciał. Zmarłych grzebano poza terenem obozu.

W obozie w Trzebusce, zlokalizowanym przy sowieckim trybunale wojennym, więźniowie – głównie Akowcy – mordowani byli przez enkawudzistów na podstawie wyroków owego trybunału. Wywożono ich nocami do lasu w pobliskiej Turzy. Tam stawali przed plutonem egzekucyjnym.

Czasem, dla oszczędności nabojów, skazańcom podcinano gardła. Zdarzały się również przypadki mordów metodą "katyńską" – strzałem w tył głowy. Liczbę ofiar obozu w Trzebusce żołnierze AK określili na nawet 500. Egzekucje odbywały się między trzecią dekadą sierpnia, a początkiem listopada 1944 r.

Szczególnie obfite żniwo zbierała śmierć w obozie NKWD w Toszku niedaleko Gliwic. Przetrzymywano tam mieszkańców Śląska i Prus Wschodnich, wśród nich również osoby pochodzenia polskiego. W Toszku ludzie byli wyniszczani ciężką, niewolniczą pracą, wykonywaną w polu gołymi rękami, bez żadnych narzędzi.

Do tego dochodziło bestialstwo strażników. Zdarzały się przypadki zmuszania więźniów do połknięcia żywych gryzoni lub żab, co prowadziło do zadławienia, a w rezultacie śmierci. W Toszku zginęło około 3,3 tys. ludzi. Liczby wszystkich ofiar sowieckich obozów w Polsce do dziś dokładnie nie ustalono.

Jeżeli zainteresował Cię artykuł na stronie TwojaHistoria.pl przeczytasz również o polskim narodowcu, który po otwarciu Auschwitz wzywał do pobycia się Żydów. Dzisiaj nazywa się go żołnierzem wyklętym.

Dariusz Kaliński - specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda. Autor książki "Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski".

Wydawnictwo Znak
Podziel się

Wstrząsająca prawda o sowieckim „wyzwoleniu” Polski w książce Dariusza Kalińskiego „Czerwona zaraza” (CiekawostkiHistoryczne.pl 2017)

Polub WP Opinie
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.