ycipk-1m79oj

Całkowity zakaz aborcji. Wiesław Dębski: co PiS chce na tym zyskać?

Kaczyński być może liczy na to, że wywołanie wojny aborcyjnej trochę odciąży front konstytucyjny czy medialny. Najbardziej otwarta i aktywna część KOD i partii opozycyjnych zaangażuje się w walkę o prawa kobiet, przede wszystkim prawo do decydowania o macierzyństwie. A wtedy PiS dokończy dzieła - dorżnie Trybunał, dorżnie media, dorżnie sądy i prokuratury oraz służbę cywilną - pisze Wiesław Dębski dla Wirtualnej Polski. Publicysta zwraca też uwagę na to, że "obecna pierwsza dama, w tej tak ważnej dla kobiet sprawie, głosu nie zabrała". - Gdzie się pani podziała? - pyta.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Całkowity zakaz aborcji. Wiesław Dębski: co PiS chce na tym zyskać?
(Eastnews, Fot: Waldemar Wylegalski/POLSKA PRESS)
ycipk-1m79oj

"Dzieci powinny się rodzić z miłości, a nie z przymusu!", "całkowity zakaz aborcji to gwałt na kobietach", "budujecie piekło kobiet", "moja wagina, nie twoja broszka, "nikt mnie nie przekona, że cipka to ambona" - to tylko niektóre hasła z niedzielnej demonstracji zorganizowanej pod Sejmem (i w 17 innych miastach) przez partię Razem.

Hasła te pokazują wzburzenie kobiet (ale i wielu mężczyzn) niedawnym komunikatem Prezydium Episkopatu Polski, z apelem o całkowity zakaz aborcji. I poparciem, jakiego biskupom udzieliła Beata Szydło, Jarosław Kaczyński i ich partia. A każdy facet wie, że jeśli kobiety są wzburzone i zdesperowane, to lepiej nie wchodzić im w drogę. Szczególnie, jeśli mają rację.

Jako pierwsi odezwali się oczywiście "panowie" z Episkopatu Polski. Można ich zapytać: Czyli co? Czyli jak? Czyli Kościół przez kilkanaście lat łamał katolickie sumienia? Episkopat poparł bowiem "kompromis aborcyjny" z 1993 r. Nie tylko przeciwko niemu nie występował, ale nie podjął się nawet przekonania chodzących do świątyń kobiet, by zechciały postępować zgodnie z nauką Kościoła. Woleli biskupi chadzać po rządowych korytarzach i szantażem wymuszać oczekiwane przez siebie zmiany w prawie (nie tylko w sprawie aborcji, ale także konwencji antyprzemocowej, in vitro czy związków partnerskich). I rządy - wszystkie, bez wyjątków - haniebnie chodziły na pasku facetów, którzy o rodzinie, rodzeniu czy miłości nic nie wiedzą. Nie mają tutaj przecież żadnego życiowego doświadczenia (chociaż niektórzy takie doświadczenia miewają, o czym zresztą wielokrotnie było głośno).

ycipk-1m79oj

Dopiero teraz księża się uaktywnili, gdy pojawiły się warunki, by wykorzystać kwestię aborcji do własnych celów. Te cele to skupienie wokół biskupów kościelnego "twardego elektoratu": słuchaczy Radia Maryja, widzów TV Trwam, działaczek i działaczy ruchów katolickich oraz ruchów obrony życia poczętego (pro-life). Kobiety, a szczególnie młode kobiety, nie są tą grupą, o którą Episkopat mógłby specjalnie powalczyć. Było to widać w niedzielę przed Sejmem, gdzie dominowały właśnie dwudziesto-, trzydziestolatki.

Politycy PiS próbują przekonywać, że zaostrzenie aborcji to nie ich pomysł, że to jest projekt społeczny ruchów pro-life, poparty przez Kościół.

Ale prawda jest taka, że projekt ustawy został przygotowany (jak podaje Ewa Siedlecka z "Gazety Wyborczej") przez Stowarzyszenie Ordo Iuris, prawniczy think-tank powiązany z PiS. W dodatku, to posłowie tej partii w poprzedniej kadencji Sejmu wsparli podobny projekt. A teraz apel Episkopatu poparł prezes, do którego ochoczo dołączyła pani premier.

Zasadne jest więc pytanie, co PiS chce na tym zyskać? Oczywiście w czekających partię rządzącą walkach - w kraju i zagranicą - o całkowitą neutralizację Trybunału Konstytucyjnego, narzucenie Polakom swoich norm prawnych i społecznych, każdy sojusznik jest bezcenny. Episkopat tym bardziej, że oba elektoraty (PiS i Kościoła) w sporym stopniu się pokrywają.

ycipk-1m79oj

Kaczyński być może liczy też na to, że wywołanie wojny aborcyjnej trochę odciąży front konstytucyjny czy medialny. Najbardziej otwarta i aktywna część KOD i partii opozycyjnych zaangażuje się w walkę o prawa kobiet, przede wszystkim prawo do decydowania o macierzyństwie. A wtedy PiS dokończy dzieła - dorżnie Trybunał, dorżnie media, dorżnie sądy i prokuratury oraz służbę cywilną.

Prezes zdaje się myśleć tak: niech się tłuką na obcym dla nas polu, byleby odczepili się od kwestii dla nas najważniejszych - funkcjonowania państwa i demokracji w tym państwie. Inaczej mówiąc: konstytucja i Trybunały nasze, aborcja i prawa kobiet - wasze.

Jest oczywiste, że Kaczyński będzie próbował spór aborcyjny przeciągać. Raz będzie popuszczał smyczy, by za chwilę znów ją zaciągnąć. W ten sposób może uspokajać tę cześć swego elektoratu, która uważa całkowity zakaz aborcji za ruch zbyt radykalny. A nawet nieludzki, prowadzący na przykład do zmuszania kobiet, by donosiły płód, który nie ma szans na życie czy zakazujący ratowania życia matki kosztem nienarodzonego dziecka.

W tym czasie może się uda znaleźć rozwiązanie pośrednie - uzgodnienie nowego kompromisu - na przykład wykluczenie aborcji ze względu na ciężkie uszkodzenie płodu, zostawiając pozostałe dwa warunki (gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, czy gdy zagraża życiu matki).

ycipk-1m79oj

Przestrzegam jednak opozycję przed aprobatą takiego "kompromisu". Jeśli zgodzi się na okrojenie dotychczasowych wyjątków, to okrojenie kolejnych będzie już tylko kwestią czasu. A gdy uda się z aborcją, to doczekamy się - jak przestrzegała w czasie niedzielnej demonstracji Maria Świetlik z Inicjatywy Pracowniczej - kolejnych zamachów na nasze prawa, np. na prawa osób LGBT.

Nie ma się więc co godzić na niby-kompromisy, tym bardziej, że tak naprawdę prawdziwego kompromisu w sprawie aborcji nigdy po 1989 roku nie było. Nawet obecna ustawa bowiem - z początku lat dziewięćdziesiątych - jest wyjątkowo na tle europejskim restrykcyjna. Nowa ma być jeszcze bardziej okrutna, choć trudno to sobie wyobrazić w Europie, w XXI wieku.

Miała więc rację Marcelina Zawisza z zarządu partii Razem, gdy przed Sejmem mówiła: "Nie ma naszej zgody, by kobiety były torturowane, psychicznie czy fizycznie".

Wiesław Dębski dla Wirtualnej Polski

ycipk-1m79oj

PS. W 2007 r. część PiS, pod wodzą marszałka Marka Jurka, chciała ochronę życia poczętego wpisać do Konstytucji RP. Wtedy pani Maria Kaczyńska (żona ówczesnego prezydenta) podpisała list wzywający do rezygnacji z propozycji Jurka.

Obecna pierwsza dama, w tej tak ważnej dla kobiet sprawie, głosu nie zabrała. A uczestniczki niedzielnej demonstracji wołały: "Gdzie jest teraz pierwsza dama". Właśnie, pani prezydentowo, gdzie się pani podziała?

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1m79oj

ycipk-1m79oj
ycipk-1m79oj