Trwa ładowanie...

Bitwa pod Kodziowcami - ''walka pięści z pancerzem''

• Z 21 na 22 września 1939 r. w bitwie pod Kodziowcami polscy ułani zmierzyli się z sowieckim oddziałem pancernym
• Polacy nie mieli broni przeciwpancernej i musieli walczyć używając ''koktajli Mołotowa'' i karabinów
• Ułani odnieśli częściowy sukces: wyeliminowali 22 spośród 40 radzieckich pojazdów
• Polacy ponieśli jednak ogromne straty sięgające nawet 50 proc. stanów wyjściowych

Share
Bitwa pod Kodziowcami - ''walka pięści z pancerzem''Źródło: Wikimedia Commons
d2u6yml

''Kpr. Choroszucha, nie mając już butelki z benzyną, by unieszkodliwić czołg, wskoczył na niego i kolbą własnego karabinu zgiął lufę ckm. nieprzyjaciela, znajdującego się na czołgu […] Ułan Połoczanin zrobił to samo, tylko że nie mógł kolbą swojego kbk. [karabinu-MS] zgiąć lufy działka'' - napisał w swojej relacji rotmistrz Narcyz Łopianowski, dowódca 2 szwadronu 101 pułku ułanów, naoczny świadek tych wydarzeń [pisownia oryginalna - red.]. Wyczyny swoich podwładnych zaliczał już nie do aktów bohaterstwa, ale wręcz szaleństwa. Bo jak inaczej nazwać walkę z czołgami przy pomocy siły własnych rąk?

''Poradzimy sobie!''

W nocy z 21 na 22 września 1939 r. we wsi Kodziowce ciężko było zobaczyć człowieka z odległości kilku metrów. W wiosce liczącej 20 gospodarstw panowały egipskie ciemności, a w dodatku lało jak z cebra. Polscy ułani suszyli się w zabudowaniach, natomiast ich najwierniejszych przyjaciół umieszczono w okolicznych stajniach. 101. Pułk Ułanów pod dowództwem mjr. Stanisława Żukowskiego rozłożył się tej nocy w Kodziowcach.

Jeszcze dzień wcześniej ułani bronili Grodna przed Sowietami. Udało im się wyrwać z potrzasku, gdyż agresorzy nie zamknęli szczelnie pierścienia wokół miasta. Przedarli się w kierunku północno-zachodnim, przeprawili przez Niemen, przemierzając tego dnia ok. 20 km od Grodna. Na spoczynek tej nocy wybrali wieś Kodziowce pod Sopoćkiniami. W pobliskich miejscowościach rozłożyły się pozostałe pułki Brygady Kawalerii Rezerwowej ''Wołkowysk''. Ułani wystawili ubezpieczenia i rozmieścili talerzowe miny przeciwczołgowe. Przemoknięci do suchej nitki i bardzo zmęczeni żołnierze marzyli już tylko o tym, żeby coś zjeść i położyć się spać. Czy przeczuwali, że tej nocy nastąpi szaleńczy atak sowieckich czołgów?

d2u6yml

Nie mogli wiedzieć tego, że 21 września o godz. 11:00 w Sokółce (ok. 40 km na południowy zachód od Grodna) wydzielono z sowieckiej 2. Brygady Pancernej oddział zbiorczy, którego celem było zniszczenie polskich oddziałów grupujących się w lasach augustowskich. W pełni zmotoryzowana jednostka składała się m.in. z batalionu czołgów i batalionu zmechanizowanego. Liczyła 470 żołnierzy (w tym 53 oficerów) i miała na wyposażeniu m.in. 6 armat ppanc. 45 mm, 74 karabiny maszynowe i 23 radiostacje. ''Szpicą'' oddziału były 34 czołgi BT oraz 6 samochodów pancernych BA-10. Całością dowodził mjr. Czuwakin.

O godz. 15:00 czołgiści odpalili silniki swoich maszyn i wyruszyli do akcji. Tej nocy trasa ich marszu miała się przeciąć ze stanowiskami, które zajęli ułani 101. Pułku Ułanów. Ruchy zbliżającej się na światłach kolumny czołgów nie umknęły uwadze Polaków. Wkrótce doniesiono o tym dowódcy pułku. Ten miał z całkowitym spokojem odpowiedzieć: ''Poradzimy sobie!''.

12 falowych ataków

''Około godziny drugiej w nocy obudził mnie okrzyk: 'czołgi sowieckie we wsi'. I po chwili kilkanaście mniejszych i większych wozów pancernych nieprzyjaciela przejechało z zapalonymi reflektorami wzdłuż drogi przez wieś, strzelając na oślep z działek i cekaemów […]. Po chwili wszystko ucichło, ułani posiodłali w rekordowym czasie konie'' - wspominał uczestnik tych wydarzeń, por. Michał Siemieradzki. Sowieci wjechali do wioski ''z marszu'', nie dysponując żadnymi informacjami o nieprzyjacielu. Liczyli na swoją przygniatającą przewagę w sprzęcie bojowym.

Sowiecki czołg BT-5 podczas tzw. wojny zimowej w Finlandii. Takie maszyny wzięły udział w bitwie pod Kodziowcami
Sowiecki czołg BT-5 podczas tzw. wojny zimowej w Finlandii. Takie maszyny wzięły udział w bitwie pod Kodziowcami

Sowiecki czołg BT-5 podczas tzw. wojny zimowej w Finlandii. Takie maszyny wzięły udział w bitwie pod Kodziowcami fot. Wikimedia Commons

d2u6yml

Później nastała cisza. Cisza przed burzą. Dowódca pułku zarządził obronę okrężną. Wkrótce ze wszystkich stron ruszyła nawała Sowietów. Ich celem było całkowite rozbicie polskiego oddziału. ''W wiosce rozpętało się piekło'' - pisał Czesław Grzelak, autor książki ''Kresy w Czerwieni 1939''. - Huk strzałów armatnich, ciągły jazgot broni maszynowej i gęsta palba karabinowa mieszały się z wybuchami granatów ręcznych, jękami rannych, kwikiem i rżeniem koni, kłusujących niejednokrotnie bez jeźdźców między zabudowaniami wioski i na jej przedpolu''. Między zabudowaniami jeździły sowieckie czołgi, prowadzące ogień z karabinów maszynowych i działek. Spieszeni ułani, ulokowani między zabudowaniami, bronili się bronią, którą mieli pod ręką: ''Ułani odpowiedzieli ogniem kbk […], starając się mierzyć w szczeliny czołgów, jednak bez wydatnych wyników, mimo iż strzelało się z odległości kilku kroków'' - wspominał por. Siemiradzki. Wkrótce w ruch poszły butelki z benzyną, nazwane kilka miesięcy później przez żołnierzy
fińskich ''koktajlami Mołotowa''.

Broni tej było tak mało, że ustawiały się po nią kolejki. Kiedy jej zabrakło, w ruch poszły nawet lampy naftowe: ''Ułani znaleźli sobie dogodne miejsce przy drodze głównej, którędy najczęściej przejeżdżały czołgi, i tam kolejno czatowali. Wkrótce zabrakło benzyny. Zamiast butelek z benzyną zaczęto rzucać lampy naftowe zarekwirowane po chatach. Okazały się mniej skuteczne, głównie z powodu małej pojemności zbiornika'' - wspominał por. Siemiradzki. Walka była tak zaciekła, a obrońcy tak zdesperowani, że wskakiwali na czołgi i próbowali unieszkodliwić karabiny maszynowe, niszcząc je uderzeniami własnych karabinów, które trzymali w ręku. Nie brano żadnych jeńców: ''W trakcie walk obserwowałem zanik wszelkich uczuć ludzkich wśród ułanów. Przejawiło się to w dobijaniu rannych i strzelaniu do jeńców, pomimo przeciwdziałania. W postępowaniu tym było widać tę straszną nienawiść przeciwko bolszewikom wbijającym nam nóż w plecy'' - wspominał rtm Łopianowski. Nie robiono wyjątków nawet dla obezwładnionych załóg
rozbitych czołgów: ''Była wielka radość, jak udało nam się jakiś zapalić - twierdził Olgierd Kozłowski, jeden z żołnierzy. - Taki czołg jechał jeszcze jakiś czas, ale później musiał stanąć i otworzyć klapy. Zaś dalej były nasze oddziały i wykańczali tych czołgistów''. Łącznie przez całą noc naliczono 12 falowych ataków czołgów wspartych piechotą. Każdy z nich został odparty. Tak było przez całą noc. Ostatni atak zakończył się o godz. 8:00 nad ranem.

''Walka pięści z pancerzem''

Polacy mieli dużo szczęścia. Jakość sowieckiego dowodzenia pozostawiała wiele do życzenia. Czerwonoarmistom nie udało się również podpalić zabudowań, gdyż te były bardzo mokre od sążniście padającego deszczu. Polscy żołnierze odnieśli częściowy sukces, gdyż pokrzyżowali plany przeciwnika i nie dali się mu pokonać - mimo przytłaczającej przewagi. Opóźnili radziecki marsz, ratując tym samym pozostałe pododdziały brygady. Nad ranem pułk i cała brygada otrzymała rozkaz przebicia się na północ do granicy litewskiej.

Oddział podczas nocnej przeprawy poniósł ogromne straty. 2 spośród 5 szwadronów pułku odnotowały straty sięgające 50 proc. stanów w zabitych i rannych, a w koniach niemal 70 proc., ale suma summarum pułk nie został rozbity. Zginęło wielu oficerów. Nad ranem ciężko ranny został dowódca pułku - zmarł tego samego dnia, już po przedarciu się na stronę litewską. Sowieci również odnotowali dotkliwe straty. W ciągu zaledwie jednej nocy stracili 22 pojazdy bojowe (17 z nich unieszkodliwili ułani z 101. pułku).

Polscy ułani z ciężkim karabinem maszynowym Maxim podczas ćwiczeń, 1933 r.
Polscy ułani z ciężkim karabinem maszynowym Maxim podczas ćwiczeń, 1933 r.

Polscy ułani z ciężkim karabinem maszynowym Maxim podczas ćwiczeń, 1933 r. fot. NAC

d2u6yml

Nocna bitwa pod Kodziowcami była jedną z większych, jakie stoczyli polscy ułani z oddziałem Armii Czerwonej w 1939 r. Charakter starcia ułanów z czołgami słusznie ocenił wspominany wcześniej rtm Łopianowski: ''była to walka pięści z pancerzem, walka środkami prymitywnymi, przeciwko nowoczesnej technice. Ułani dokładnie zdawali sobie sprawę, że jeśli walczymy, to walczymy o nasz honor żołnierski''. Dowódca pułku miał rację - jego ułani poradzili sobie znakomicie.

Mateusz Staroń dla Wirtualnej Polski

d2u6yml
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2u6yml
d2u6yml