Trwa ładowanie...
d27yqat
studioopinii.pl
unia europejska

Adam Szejnfeld: My pieszo, a oni... metrem

Ostatnio słyszymy, zwłaszcza z TVP i z innych źródeł związanych z rządzącym obozem, że "kłopoty" Polski z Unią Europejską spowodowane są obawą krajów Zachodu przed rosnącą potęgą Polski. Boją się nas już Holendrzy, Francuzi, Włosi, Brytyjczycy, nawet Niemcy. Ba, chyba wszyscy! - pisze Adam Szejnfeld, europoseł PO.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Długo nie będziemy tam, gdzie jest teraz Wielka Brytania, Francja czy Niemcy
Długo nie będziemy tam, gdzie jest teraz Wielka Brytania, Francja czy Niemcy (Shutterstock.com)
d27yqat

Historię rozwoju państw na świecie można porównać do kroniki rywalizacji firm na rynku. W obu przypadkach stawką jest budowanie i utrzymywanie przewag konkurencyjnych nad rywalami.

W firmach pieniądze, które nie są jedynym kapitałem, i owszem zdobywa się, kumuluje, ale przede wszystkim reinwestuje. Nie trwoni. Wespół z innymi instrumentami z czasem tworzą kapitał będący fundamentem długookresowych sukcesów. Im się jest bowiem bogatszym, tym w większą liczbę nowych przedsięwzięć można się angażować przy niezaniedbywaniu i rozwijaniu dotychczasowych.

Nie bez kozery mówi się więc, że "pieniądz tworzy pieniądz". Z czasem dokonuje się także podbojów, ekspansji, kupuje się inne firmy i ciągle wzmacnia swoją siłę. Tak powstawały firmowe potęgi świata, ale i podobnie tworzyły się gospodarcze supermocarstwa wśród państw.

d27yqat

Polskie supermocarstwo

Ostatnio natomiast słyszymy, zwłaszcza z TVP i z innych źródeł związanych z rządzącym obozem PiS, że "kłopoty" Polski z Unią Europejską spowodowane są obawą krajów Zachodu przed rosnącą potęgą Polski. Boją się nas już Holendrzy, Francuzi, Włosi, Brytyjczycy, nawet Niemcy. Ba, chyba już wszyscy!

Dlatego "przyczepiono" się fikcyjnego łamania w Polsce zasad demokracji oraz praworządności, z niezależnością polskich sądów i niezawisłością polskich sędziów na czele, by uderzyć w budzące się polskie supermocarstwo!

Jeśli jednak ktoś dzisiaj wierzy, że w krótkim czasie małe, nawet dobrze rozwijające się państwo, może przeskoczyć w znaczeniu supermocarstwo, to jest w wielkim błędzie. Podobnie jak nie może tego dokonać mała firma, rywalizując z transgranicznym kolosem. Takie przypadki zna tylko "nauka radziecka!" i... propaganda.

d27yqat

Zobacz też: Tusk tłumaczy się ze swojego tweeta. Chciał ostrzec

Cóż, w Polsce doskonale wiemy, że nasi rywale na mapie Europy nie zawsze kierowali się wobec nas zasadami fair play. Ba! W pewnym momencie w ogóle zostaliśmy wyeliminowani przez nich z europejskiej rywalizacji. Polska na 123 lata zniknęła przecież z mapy świata. Z tych między innymi powodów, pod względem szeroko rozumianego rozwoju gospodarczego i społecznego, wiek XIX był dla nas stuleciem straconym. Gdy Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Belgia, Holandia w błyskawicznym tempie bogaciły się, także dzięki zamorskim imperiom, to na polskich ziemiach, pod zaborami, nastąpił gospodarczy i cywilizacyjny marazm.

Z tych i wielu innych powodów, rewolucja przemysłowa przyszła do nas ze znacznym opóźnieniem. Wystarczy wspomnieć o poziomie produkcji żelaza. Pułap 25 kg na głowę mieszkańca Wielka Brytania osiągnęła już w 1820 roku, Belgia w 1840 roku, USA w 1850 roku. A Polska? Nasz kraj dopiero w latach 50., ale... następnego, XX wieku. Niemalże 100 lat później!

d27yqat

Podobnie wyglądała sytuacja, jeśli chodzi o przewagę ludności miejskiej nad wiejską. W Wielkiej Brytanii ta zmiana nastąpiła już w latach 20. XIX wieku, u nas zaś dopiero po II wojnie światowej, a więc ponad 120 lat później…

Te liczby przekładały się oczywiście także na życie przeciętnego zjadacza chleba. Wystarczy wziąć przykład metra w stolicy. Warszawiacy czekali na jego uruchomienie prawie do 1995 roku. W Londynie natomiast zostało ono oddane do użytku już w styczniu 1863 roku, w tym samym czasie, gdy w Warszawie kończyły się przygotowania do... Powstania Styczniowego. My pieszo i na koniach ruszaliśmy bić Moskali, a w Londynie ludzie wsiadali do szybkiej kolejki, by pojechać z przyjaciółmi na kawę!

Na ścieżkę państwowej rywalizacji wyraźnie poturbowana Polska wróciła dopiero w 1918 roku. Łatwo nie było. Nasze ziemie przeorane były przechodzącymi przez nie kolejnymi frontami Wielkiej Wojny i wycieńczone przedłużającymi się walkami o granice. A do tego trzeba było jeszcze scalać trzy różne terytoria, systemy administracyjne oraz mentalności w jeden państwowy i społeczny organizm.

Oczywiście: II Rzeczpospolita miała na swoim koncie spektakularne sukcesy, z budową portu w Gdyni na czele, ale z pewnością nie udało się zasypać przepaści cywilizacyjnej, dzielącej nasz kraj od bardziej rozwiniętych państw Europy. Wystarczy wspomnieć, że pod koniec lat 30. zaledwie 7 procent polskich dróg krajowych miało nawierzchnię odpowiednią dla ruchu samochodowego. Tymczasem w Czechosłowacji połowa dróg pokryta była już asfaltem, w Niemczech – 70 procent, we Francji - 90 proc., a w Danii - 100 proc. A to nie jedyna skala różnic w naszym i ich rozwoju!

d27yqat

Z pewnością w Polsce te i inne wskaźniki udałoby się w miarę szybko poprawić, gdyby nie kolejny, wyjątkowo dotkliwy cios, jakim była II wojna światowa. Żaden inny kraj nie został aż tak bardzo zrujnowany w latach 1939-1945. Powojennej odbudowy nie ułatwiał brak "kroplówki" w postaci amerykańskiego Planu Marshalla, który krajom Europy Zachodniej pomógł stanąć na nogi i stopniowo otoczyć obywateli opieką w ramach państwa dobrobytu. Polska znów "zniknęła", tym razem za żelazną kurtyną. Na możliwości ponownego rozwoju czekała aż do 1989 roku.

Polska w Unii Europejskiej

Prawdziwym jednak i rozstrzygającym impulsem do wszechstronnej i głębokiej modernizacji stało się dopiero przystąpienie do Unii Europejskiej. To rok więc 2004, a nie poprzednie lata, stał się wreszcie przełomowym. Niemalże 200 lat po przełomach w krajach Zachodu.

Oczywiście - w tym wszystkim nie chodzi o to, by się samobiczować lub lamentować i utyskiwać na niesprawiedliwość dziejową. Nie jesteśmy w stanie cofnąć historii. Możemy jednak obiektywnie spojrzeć na naszą sytuację, aby zrozumieć przyczyny, dla których pod względem rozwoju społeczno-gospodarczego nie jesteśmy, i długo nie będziemy tam, gdzie jest teraz Wielka Brytania, Francja czy Niemcy.

d27yqat

Niepotrzebne są więc nam nowe wojenki podejmowane przez rządzący PiS. Z przeszłości trzeba bowiem wyciągać wnioski na przyszłość. Konflikty i wojny tworzyły naszą biedę i budowały cmentarze. Współpraca natomiast w Zjednoczeniowej Europie daje nam spokój i stabilny rozwój. Tworzy podstawę dla przyszłego dobrobytu Polek i Polaków. Powinniśmy więc "chuchać i dmuchać" na ten dobry stan rzeczy, a nie go burzyć!

Adam Szejnfeld, Studio Opinii

d27yqat

Podziel się opinią

Share

d27yqat

d27yqat