WP Opinie
znachor
11-10-2017 (07:22)

Zuzanna Ziemska: "Mądrości" z Facebooka i forów medycznych. Lekarze przerażeni

Premier Beata Szydło wywołała burzę, mówiąc, że chce pogodzić stanowiska rodziców, którzy nie chcą szczepić dzieci i tych, którzy nie mają nic przeciw szczepieniom. Trzeba jednak przyznać, że to zaledwie jedna z gigantycznego frontu burzowego, który przetacza się nad polską medycyną. Oby nie cofnął jej do czasów upuszczania krwi i okadzania chorych ziołami.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rodzice z jakiegoś powodu przestali ufać lekarzom
Rodzice z jakiegoś powodu przestali ufać lekarzom (iStock.com)

Rodzice porwali swoje dziecko ze szpitala. O tym przypadku głośno jest już od tygodnia i kiedy piszę ten felieton, sprawa ani na chwilę nie przycichła. A sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Bomba wybuchła w momencie, kiedy młodzi rodzice nie zgodzili się na ogrzanie wcześniaka pod promiennikiem, odmówili także szczepień, podania witaminy K i wytarcia z mazi płodowej. Szpital zareagował i decyzją sądu ograniczono prawa rodzicielskie pary, by kilka dni później – znów sądownie – prawa te przywrócić. W międzyczasie rodzice zabrali noworodka ze szpitala i natychmiast obie strony zaczęły głośno oskarżać się o działanie na szkodę niemowlęcia. W obronie jednych i drugich (lekarzy i rodziców) stawali eksperci – ci z fachową wiedzą i ci, którzy są ekspertami w byciu ekspertami. Obrońcy rodziców wskazywali na rzekomo przestarzałe procedury białogardzkich medyków, obrońcy szpitala wyjaśniali konieczność i skuteczność stosowania takich a nie innych rozwiązań, w takim a nie innym przypadku.

Szczepienia to zło?

Nie zamierzam tu dociekać niczyjej winy. Ba! Gdyby ten przypadek miał być odosobniony, w ogóle nie poruszałabym tematu. Opisywały go niemal wszystkie krajowe media i powiedziano niemal wszystko. Podobnie było z wypowiedzią pani premier. Problem polega na tym, że to kolejna burza ze wspomnianego już frontu. I zapewne czeka nas ich dużo więcej. Wystarczy zajrzeć do sieci.
Już pobieżny przegląd popularnych fanpejdży, forów i komentarzy pod artykułami pokazuje, że dla wielu rodziców szczepienia to zło, homeopatia i medycyna naturalna – dobro, a zalecenia lekarza to jedynie sugestie. Czy oni także porwaliby dziecko ze szpitala? Ciężko orzec. Pewne jest jednak, że z jakiegoś powodu przestali ufać lekarzom. Lub znacznie to zaufanie ograniczyli.

Demony sieci

Gdy rozum śpi, budzą się demony – ten cytat z akwaforty Francisca Goi powinien stać się mottem internetu. Tu demony grasują w najlepsze. W efekcie bywa, że medium, które miało przynieść ludzkości oświecenie, przypomina nieszczelne szambo, z którego tu i ówdzie wylewają się jakieś nieciekawe treści. Całkiem pokaźny ich zbiór można znaleźć chociażby na fanpage’u Mądrości Denialistów Rozumu.

Fanpage’u, który jednocześnie śmieszy i przeraża. Liczba zaprezentowanych tam osób, które śmiało kroczą ścieżką zabobonu, odrzucając świadomie zdobycze nauki jest zaskakująco duża, a ich dokonania imponujące. Niestety – wśród nich pojawiają się nagminnie rodzice, którzy to internautów pytają o zabiegi dotyczące dzieci.

I bardzo szybko otrzymują odpowiedzi:

WP.PL
Podziel się

Dociekliwy internauta szybko dowie się, że witaminy, warzywka i obowiązkowe odstawienie glutenu to przepis na panaceum. Dotrze także do takich rewelacji, jak chociażby ta przedstawiona niedawno: otóż białaczka to właściwie nie choroba, a proces leczenia.

iStock.com
Podziel się

Lekarze punktują błędy

Guru takich internetowych medyków pozostaje od lat kontrowersyjny autor Ukrytych Terapii, Jerzy Zięba. Najbardziej słynie z potępiania szczepionek i polecania witaminy C, która ma jakoby zwalczać raka. Niedawne pojawienie się Zięby na Kongresie Kobiet zostało ocenione jako wyjątkowo szkodliwe dla reputacji tego ostatniego. Lekarze nieustannie punktują błędy w jego wypowiedziach, ale cóż z tego? Fanów przybywa.

Nic dziwnego. Dla zdesperowanych rodziców albo osoby cierpiącej na raka, porady z Ukrytych Terapii mogą wyglądać jak prawda objawiona i ostatnia deska ratunku. Chory, który nie ma pewności, co mu pomoże, a co zaszkodzi, błyskawicznie trafi także na wypowiedzi anonimowych internautów na forach pełnych porad i przykładów "z życia wziętych", polecanych "między nami mamami" rozwiązań, które każdego lekarza mogłyby wprawić w osłupienie, pouczenia, a nawet strofowanie osób, które podążają za radą medyka. Jeśli dodamy do tego jeszcze celebrytów, którzy dzielą się w wywiadach i książkach swoimi przemyśleniami, sprzedawanymi jako wiedza z pewnego źródła, to mamy piękny obraz całości. Albo inaczej – obraz nędzy i rozpaczy.

Efekty? Najłatwiej pokazać je na przykładzie ruchu antyszczepionkowego. W samej tylko Polsce między 2012 a 2016 liczba oficjalnie odnotowanych odmów szczepień wzrosła niemal pięciokrotnie.

W Europie odnotowuje się coraz więcej zachorowań na ospę, błonicę i krztusiec. W Polsce atakuje odra. Czy wrócą choroby zwalczone regularnymi szczepieniami? Coraz częściej się o tym wspomina.

Przychodzi Polak do lekarza

Nie znaczy to jednak, że jak jeden mąż rzuciliśmy się pytać o zdrowie Dr. Google. Problem leży gdzie indziej. I w dużej mierze tworzą go sami lekarze.

Na portalu znanylekarz.pl, pacjenci po wizytach oceniają medyków, przyznają gwiazdki i spisują wrażenia. Tam, gdzie gwiazdek jest niewiele, jak refren przewijają się sformułowania takie jak "pani doktor nic mi nie wyjaśniła", "czułem, że jestem w gabinecie intruzem", "nie słucha, nie odpowiada na pytania", "o wszystko musiałam dopytywać, jakbym przeszkadzała".

Efekty takiego stosunku do pacjenta mogą być niebezpieczne. Chociażby w przypadku osób zmagających się z nowotworami. Jedna z nich opisywała jakiś czas temu sytuację, w której musiała dopraszać się o skierowanie na badania.

Żenujący moment, w którym to pacjentka nalega na leczenie, pyta, dowiaduje się i prosi, a lekarz pokazuje całkowitą bierność.

Takie smutne obrazy korespondują z wynikami badań, w świetle których Polacy czują się przez wielu lekarzy traktowani jak przedmioty.

Jedynie 34 proc. badanych, uznało wtedy, że pacjenci w Polsce są dobrze traktowani. I można stawiać tezę, że te 34 proc. to ludzie, którzy nie muszą uciekać się do internetowych pseudomedycznych rewelacji. Ale co z pozostałymi?

iStock.com
Podziel się

Wiedza, która leczy

Oczywiście jest spory odsetek osób, które mimo wszystko nie zaufają szarlatanom i będą z uporem wypytywać o detale lekarza. Nie tego, to innego. Problem polega jednak na tym, że w ogóle muszą tę wiedzę z nich na siłę wyciągać. Nie wiem, jak wyglądała rozmowa z rodzicami w białogardzkim szpitalu – mogła to być równie dobrze sytuacja, w której to rodzice są impregnowani na wiedzę, choć lekarze cierpliwie tłumaczą. W wielu jednak przypadkach w objęcia zabobonu wpycha ludzi sam medyk, nie udzielając pełnych informacji.

Oczywiście, wynika to z braku czasu na kolejne wizyty. Lekarz nie ma godziny, by cierpliwie objaśniać zawiłości zabiegu. Powinien mieć, ale na to nie pozwala liczba pacjentów, nie bądźmy naiwni. Jednak nawet w ciągu kwadransa można w przystępny sposób "sprzedać" nieco wiedzy. Trzeba tylko chcieć. Po co? Chociażby po to, by pacjent czuł się spokojniej, by nie musiał szukać odpowiedzi w innych, mniej pewnych źródłach i wreszcie, by nauczył się ufać bardziej człowiekowi w kitlu niż internaucie na forum.

Ocalić przed głupią decyzją

Na takie dictum lekarze często podnoszą dwa argumenty – czasu, ale też braku przygotowania psychologicznego już na studiach. A jednak mimo wszystko "da się". Przykładem są chociażby lekarze obecni w gabinetach, ale też popularyzujący wiedzę poza nimi, w wywiadach, na blogach. Tam, gdzie trafia zabobon, można - jak się okazuje - trafić też z merytorycznym przekazem. I być może ocalić kogoś przed głupią decyzją. Znakomitym przykładem jest chociażby endokrynolożka Magdalena Jagiełło, prowadząca bloga doktormagda.pl i fanpejdża o tej samej nazwie.

Im więcej tego typu treści, tym większą mamy szansę na odwrócenie procesu, w którym rolę lekarzy przejmują domorośli mędrkowie. Jak to się może skończyć, wiemy chociażby z lektury szkolnej "Antek" i straszliwego końca jego siostrzyczki. Albo zaufamy medycynie, albo wrócą czasy znachorek rekomendujących terapię zamykaniem w piecu. Że to niemożliwe w dzisiejszych czasach? Że mamy społeczeństwo wykształcone i światłe? Odpowiedzi na to pytanie proponuję poszukać w sieci.

Po incydencie w Białogardzie, Nina Harbuz z WP.pl pytała o opinie lekarzy. Okazuje się, że z podobnymi sytuacjami polscy medycy mierzą się nie pierwszy raz (choć nie kończy się to porwaniem dziecka).

Profesor Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przyznała wówczas: "Kiedy długo rozmawia się z rodzicami, to często udaje się dojść do consensusu i zgadzają się na procedury, wobec których w pierwszej chwili byli sceptycznie nastawieni". Ostatecznie potwierdziła też, że to właśnie edukacja ma w takich momentach kluczowe znaczenie. W takim razie szkoda tę edukację oddawać w ręce laików. Ale jeśli lekarze nic z tym nie zrobią, to tak właśnie coraz częściej będzie się kończyć. Ze szkodą dla nas wszystkich.

Zuzanna Ziemska dla WP Opinie

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.