Trwa ładowanie...
d165ttg

Sandra Hajduk: W obronie "Warsaw Shore"

Oprócz tego, że miewają problemy z wysławianiem się i - mówiąc delikatnie - dbanie o kulturę języka jest im obce, gwiazdy "Warsaw Shore" niczym nie różnią się od ubranych w blichtr i pozorną elegancję innych celebrytów. Oczywiście poza jednym: są… prawdziwsi.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bohaterowie pierwszej edycji "Warsaw Shore" Paweł i Eliza Trybała
Bohaterowie pierwszej edycji "Warsaw Shore" Paweł i Eliza Trybała (Facebook.com)
d165ttg

Mam dwadzieścia osiem lat, w show biznesie pracuję od ponad czterech. Choć brzmi to dosyć próżnie, widziałam już chyba wszystkie formy walki o Sławę - obok Pieniędzy i Wiecznej Młodości jednego z bożków współczesnego świata. W środowisku dziennikarzy "od celebrytów" nikogo już nie dziwi, że by zostać sławnym, nie trzeba umieć w zasadzie nic. Sami celebryci zaś już dawno przestali silić się na wymyślanie godnych pochwały dokonań i bez cienia żenady "po prostu są".

Ale wśród nich, jak w każdej społeczności, prędzej czy później musiało dojść do zgrzytów. Ten tekst będzie o hipokryzji i o tym, jak na czerwonym dywanie stają równi i równiejsi. I dlaczego - nie po raz pierwszy - jestem w tej sprawie adwokatem diabła.

Elektryzuje nas słowo gwiazda. Nawet jeśli niewiele się za nim kryje. Stawanie na ściankach, pozowanie z butem i odwiedzanie śniadaniówek dawno wyparło realne osiągnięcia w dziedzinie kultury, sztuki, mediów czy polityki. Jesteś, bo pozujesz. Jesteś, bo uśmiechasz się do fotoreporterów. To wystarczy, żeby naród okrzyknął cię gwiazdą i dał ci palmę pierwszeństwa w wyrażaniu opiniotwórczych tez. Tylko w show biznesie nie ma kontroli. Nie ma kogoś, kto rozdaje przepustki, a już na pewno nie ma cenzora, mecenasa tego, co dobre i naprawdę zasługuje na uwagę. To wolna amerykanka, w której wygrywa skuteczniejszy.

Shutterstock.com
Podziel się

Skąd się wzięły Kardashianki?

Nie mam w zwyczaju wypowiadać się na tematy, o których nic nie wiem - "Warsaw Shore" obejrzałam od pierwszego sezonu. Tak, znam Trybsonów, Stiflera i Ewel0nę, nie, nie mam poczucia żenady w związku z tym. Dlaczego?

d165ttg

Bawi mnie, jak często zapominamy, skąd wzięły się Kardashianki. A konia z rzędem temu, kto publicznie powie, że o nich nie słyszał. A nawet jeśli taki się zdarzy, to trochę tak jak z Pudelkiem - nikt nie czyta, ale wszyscy wiedzą. Zwłaszcza, że Pudelek jest macierzą takich postaci, ale o tym nieco później.

Otóż rzeczony ród Kardashianów to, spieszę z przypomnieniem tym, którzy zapomnieli, nic innego jak kariera zrobiona na, skądinąd przeciętnej, "aktorce" porno i jej nagraniu. Oczywiście mamy tu do czynienia z marketingowym majstersztykiem w wykonaniu przedsiębiorczej matki (Kris Jenner), która sprzeda wam zużyty ręcznik bejsbolisty, jeśli tylko najdzie ją na to ochota. Ale nadal jest to kariera, ba, kreowanie światowych "ikon" w oparciu o - tylko i wyłącznie - sprawny marketing.

Dlaczego więc tak bardzo żenuje nas swojskie "Warsaw Shore"? Tak, to młodzież, która zyskuje popularność dzięki piciu i uprawianiu seksu przed kamerami. Tak, to obraz życia wielu młodych ludzi w tym kraju. Tak, to mało edukacyjne i na pewno niegodne naśladowania. Ale od kiedy świat show biznesu jest godny naśladowania? Tłumów fotoreporterów nie znajdziemy ani na performensie aspirującej artystki, ani na premierze niszowego filmu w kinie Muranów. Nie ma ich tam, gdzie dokonują się ważne odkrycia naukowe - ba, nawet w "Faktach" TVN widziałam ostatnio obszerny materiał promujący do nieprzyzwoitości reklamowany "Podatek od miłości", zaś materiał o - zdawać by się mogło przełomowym - sklonowaniu małpy potraktowano dość marginalnie. Takie mamy czasy.

Zobacz też: Eliza i Trybson: Nie pasujemy już do "Warsaw Shore", nie tęsknimy

Macie wybór

Wspomniałam wyżej o Pudelku, któremu zarzuca się promowanie złych wzorców. To nie Pudelek płaci tym osobom za kontrakty reklamowe, to nie Pudelek zaprasza je na czerwone dywany. Ten największy serwis show biznesowy w kraju pokazuje, kto aspiruje do bycia takimi właśnie polskimi Kardashianami i to czytelnikom zostawia ocenę. I wybór.

d165ttg

Lubię porównywać show biznes do cyrku, bo trudno chyba o lepszą metaforę. Ta arena cyrkowa bardzo nam się ostatnio rozciągnęła i mieści już nie tylko wykwalifikowanych akrobatów. Pytanie, które trzeba sobie zadać samemu, brzmi więc: Czy kupując bilet do tego świata, kiedykolwiek chcieliśmy tak naprawdę oglądać tylko profesjonalistów? Czy może idę do CYRKU, bo chcę oglądać niewyszukaną, ale zabawną ROZRYWKĘ? I czy w rubaszny sposób nie bawią nas przypadkiem ci, którzy przypominają na przykład naszych żenujących sąsiadów podglądanych przez okno?

Czym więc różnią się bohaterowie "Warsaw Shore" od ubranych w blichtr i pozorną elegancję celebrytów? Już wam tłumaczę.

Alan z Warsaw Shore i Mariusz Pudzianowski Facebook.com
Podziel się

Prawda w oczy kole

Oprócz tego, że miewają problemy z wysławianiem się i - mówiąc delikatnie - dbanie o kulturę języka jest im obce, a ich ubrania na ściankach to (jeszcze) nie pożyczki od Vitkaca, doprawdy, dostrzegam niewiele różnic. Oczywiście poza tym, że są… prawdziwsi.

d165ttg

Oni nie mają problemu, by zapytać, kto się najlepiej "klika" i usłyszeć, że to może wcale nie oni. Zaufajcie mi, to nie przeszłoby przez gardło wielu polskim celebrytom. "Ale jak to? To ludzi nie interesuje premiera mojego filmu? Wolą wiedzieć, co słychać u Trybsonów?". Dodam, że bardzo często oburza to tych, którzy aktualnie promują film oparty na kilku soczystych wulgaryzmach w scenariuszu, niewyszukanych scenach zwierzęcej wręcz kopulacji i zupełnie nieśmiesznych żartach. Ale nadal uważają, że to oni bardziej powinni interesować Polaków niż "Warsaw Shore". Doprawdy?

To nie jest, dla jasności, pochwała reality shows w typie powyższego. To mój głos potępienia dla hipokryzji, która wychodzi mi bokiem za każdym razem, kiedy słyszę, że ładnie ubrana celebrytka, której zawód trudno nawet jasno określić, jest w show biznesie kimś lepszym, kto gardzi ludźmi z WS, ale po "evencie" biegnie kupić najnowszą szminkę od Kylie Jenner. Come on.

Ludzie z "Warsaw Shore" pełnią w show biznesie rolę uczniów. Może i siedzą w oślej ławce, może nawet należy im się resocjalizacja, ale i tak wolę ich od złośliwych "prymusów".

Sandra Hajduk, dziennikarka showbiznesowa, dla WP Opinie

d165ttg

Podziel się opinią

Share

d165ttg

d165ttg