Trwa ładowanie...
Ewa Koszowska
30-12-2016 19:37

Niespokojna Europa. Marek Orzechowski: chroni nas fakt, że islamiści nie mają u nas zaplecza

Chciałbym, abyśmy byli bezpieczni - przynajmniej u siebie, w domu, w Polsce. Chroni nas fakt, że islamiści nie mają u nas zaplecza, chociaż oczywiście nie da się wykluczyć, że terroryści zaatakują właśnie dlatego - niemieckie reakcje na ten dramat - mówi Marek Orzechowski, polski dziennikarz, od lat mieszkający w Belgii, autor książki "Mój sąsiad islamista", w rozmowie z Ewą Koszowską (WP Opinie).

Niespokojna Europa. Marek Orzechowski: chroni nas fakt, że islamiści nie mają u nas zapleczaŹródło: East News, fot: WILLIAM ABENHAIM/SIPA
d4c8ns6

Atak w Berlinie był zaskoczeniem?

Każdy atak jest zaskoczeniem, w przeciwnym wypadku dałoby mu się zapobiec. Zupełnie inną kwestią jest jego rodzaj i miejsce. Niemiecka kultura otwartości "wykluczała" bowiem podniesienie ręki przez migrantów na dobroczyńców. Francja, Belgia, owszem, tam jest inna kultura - ale nie my, Niemcy - takie panowało przekonanie. My jesteśmy przecież lepsi, przyjęliśmy was, bądźcie więc wdzięczni. Z kolei porwanie polskiej ciężarówki i zabójstwo kierowcy świadczy, że islamiści potrafią znaleźć każdą lukę, aby uczynić nam krzywdę.

Przeciwnicy Merkel z pewnością wykorzystają ten atak podczas wyborów. Era "żelaznej damy" się kończy?

Tu nie chodzi już o zwolenników czy przeciwników pani kanclerz, ale o bardzo smutny fakt, że politykę wewnętrzną tego wielkiego i ważnego w Europie kraju dyktują przybysze i islamiści. Chociaż oficjalnie nie wprowadzono stanu wyjątkowego, niemieckie ulice, pełne policji, wyglądają, jakby wróg czaił się za każdym rogiem. I tak jest z istocie - wróg czai się wszędzie. Ten wróg został wpuszczony dobrowolnie, zapalono mu zielone światło wczesną jesienią zeszłego roku.

Ilu niebezpiecznych islamistów mogło się znaleźć w Europie dzięki polityce "otwartych drzwi"?

Nawet gdybym znał takie liczby, nie podzieliłbym się tą straszną wiedzą. Oficjalnie nikt ich nie podaje, i myślę, że słusznie. Bylibyśmy sparaliżowani. A przy tym w podejmowanych w niemieckich mediach próbach "uspokojenia" sytuacji mówi się, że młodzi migranci radykalizują się właśnie w Niemczech, w meczetech i już istniejących muzułmańskich środowiskach. Przybyli bowiem jako normalni, spokojni uchodźcy, a w szpony terroru wpadli właśnie w Niemczech, w kraju, który otworzył im granice. To bardzo karkołomne wyjaśnienie źródeł dramatycznych zdarzeń każe nam spojrzeć na Niemcy jako na kraj hodujący i będący matecznikiem terrorystów... Do tego zatem prowadzi zaślepienie polityczną poprawnością.

d4c8ns6

Za chwilę największa impreza roku. Po zeszłorocznej plenerowej imprezie sylwestrowej w Kolonii na policję zgłosiły się 662 kobiety, które padły ofiarą napaści seksualnych. Powtórzą się ataki na kobiety?

Dziesiątki tysięcy policjantów strzec mają teraz strzelania korków od szampana i pokazów sztucznych ogni. W miastach wprowadzono specjalne strefy bezpieczeństwa, wszyscy mają być kontrolowani. W pogotowiu czekają brygady interwencyjne. Brawo, brawo, o takiego Sylwestra w Europie nam chodziło, marzyliśmy o tym całymi latami. Jednak, no cóż, policja jest od pilnowania porządku, ale charakteru, obyczaju i mentalnej bezkarności przybyszów nie jest w stanie zmienić. Jeżeli gdzieś powtórzą się zeszłoroczne ataki, kanclerz Merkel ostatecznie padnie ofiarą swojego dobrego serca. Obalą ją nie Niemcy, a uchodźcy, których wpuściła do kraju bez refleksji, co potem.

Jaki będzie następny cel islamistów? Kiedy rozmawialiśmy po ataku w Nicei, powiedział pan, że nam ataki raczej nie grożą, bo w Polsce "islamistę zidentyfikuje każda kioskarka, nie mówiąc już o służbach". Ale cele dżihadystów znajdują się coraz bliżej granic Polski. A w ataku w Berlinie zginął Polak. Czy dalej możemy czuć się bezpieczni?

Chciałbym, abyśmy byli bezpieczni - przynajmniej u siebie, w domu, w Polsce. Chroni nas fakt, że islamiści nie mają u nas zaplecza, chociaż oczywiście nie da się wykluczyć, że terroryści zaatakują właśnie dlatego. Polski kierowca był najpewniej przypadkową ofiarą, nie przypuszczam, aby terrorysta wybrał specjalnie polską ciężarówkę. Co innego - niemieckie reakcje na ten dramat. Przecież pierwsze, i nie tylko pierwsze doniesienia niemieckich mediów mówiły o wypadku polskiej ciężarówki. Może kierowca był pijany? To przecież typowy stereotyp. Te spekulacje dały terroryście sporo czasu, aby uciec do Włoch. Według ślepoty niemieckich kolegów dziennikarzy, którzy boją się wypowiedzieć słowa: terror, islamista i uchodźca, był to tylko wypadek, który po policyjnych ustaleniach okazał się terrorystycznym zamachem. Upłynęło sporo czasu, zanim się do tego przyznali, i to z ciężkim sercem.

Ostatnie ataki to przede wszystkim robota "samotnych wilków". Właśnie tak teraz będą atakować zamachowcy?

Nie wierzę w samotne wilki. Wśród islamskich terrorystów nie ma samotnych wilków. To nam się tak wydaje. Owi rzekomi samotni terroryści zostawiają zawsze swoje dokumenty na miejscu terrorystycznego ataku, aby nie było wątpliwości, że to oni, a nie ktoś inny stał się męczennikiem, i że to oni poświęcili swoje życie dla łaski Allaha. I zaraz potem okazuje się, że korzystali ze wsparcia podobnych do siebie. Tak było wszędzie. I tak było w Berlinie.

Kim są ci samotni zabójcy?

Pani ma na myśli kogoś, kto w pojedynkę dokonał zamachu. Otóż raz jeszcze - oni nie są samotni. Nawet jeżeli brakuje wokół nich podobnych do nich ludzi, co nie jest prawdą, nie opuszcza ich Allah.

d4c8ns6

Zamachowiec z Berlina uciekł do Włoch przez Francję. A wcześniej był pod obserwacją służb specjalnych. Policja i służby zawiodły?

Do samych tylko Niemiec dostało się w zeszłym roku milion uchodźców, wśród których większość to migranci, młodzi mężczyźni wykorzystujący ogólną sytuację. W tym roku ponad trzysta tysięcy. Setki tysięcy do Włoch i innych krajów. Wśród nich nieznana liczba terrorystów. Stawia to przed służbami herkulesowe wyzwania. Zawsze po katastrofie media potrafią dociec, gdzie był słaby punkt. Ale służby nie działają w próżni. Jeżeli tak zwana publikowana opinia publiczna buduje narrację, w której jakiekolwiek, nie daj Boże, terrorystyczne podejrzenie wobec migranta, równe jest przestępstwu - taki mamy skutek.

Od samego początku tego dramatycznego problemu - i mówiłem to wielokrotnie - najważniejszą kwestią dla naszego bezpieczeństwa był i jest brak woli rozróżnienia między uchodźcami, którzy potrzebują ochrony, i tysiącami chuliganerii, która przedostała się do Europy tylko dlatego, ponieważ taką stworzono jej okazję.

Ostatnio w Berlinie siedmiu takich rzekomych uchodźców próbowało spalić bezdomnego. Sześciu jest z Syrii i jeden z Libii. Mają po kilkanaście lat, o wojnie w Syrii słyszeli od innych. Ogarnia mnie olbrzymi smutek i bezradność, kiedy pomyślę, że tacy właśnie „uchodźcy” obalą w końcu rząd kanclerz Merkel, zniszczą fundamenty Europy. Że budowany przez lata wysiłkiem milionów Europejczyków projekt wspólnej Europy padnie ich ofiarą.

d4c8ns6

Premier Beata Szydło po zamachu w Berlinie powiedziała, że "Europa musi jednoczyć się w walce z terroryzmem". Ale jakoś średnio nam to wychodzi.

Oczywiście, że walka musi być wspólna, bowiem zagrożenie jest wspólne. I trzeba być przy tym naprawdę realistą - to wie już, jak myślę, także i pani kanclerz Merkel - wśród tych, którzy skorzystali z otwartych granic, są również terroryści. I że mogą liczyć, czego Niemcy długo nie chciały przyjąć za rzeczywistość, na poparcie wśród istniejącej już w Europie społeczności, do której nie mamy dostępu, która nie jest nasza, jest ich.

Polska nie chce przyjmować uchodźców, ale oni też nie chcą mieszkać w Polsce. Dlaczego?

Polska nie chce przyjmować uchodźców nie dlatego, że nie rozumie potrzeby chwili. Polska nie zgadza się z linią politycznej poprawności, która jest ślepa na realność związanych z tym problemów. I Polska nie jest bynajmniej w tej kwestii osamotniona. Migracja jest solą cywilizacji. Aby przyniosła owoce musi odbywać się w ramach, które pomogą migrantom i nie zaszkodzą miejscowym.

Najlepszym dowodem, jak to funkcjonuje, jest jeden z filarów Unii - wolny przepływ osób. To przecież nic innego jak prawo do migracji, do swobodnego przemieszczania i osiedlania się. Ale w ramach opisanych prawem. Są oczywiście i sytuacje nadzwyczajne - jak wojny i kataklizmy, kiedy potrzeby są większe i ludzka reakcja musi być inna. Ale w przypadku ostatniej fali mamy do czynienia również z innym zjawiskiem - otóż nigdy przedtem nie pojawiła się okazja otwartych drzwi dla wszystkich ludzi z odległych nam kultur, którzy po prostu z niej skorzystali. I ten napływ też nie byłby żadnym wielkim problemem, gdyby nasi nowi wspómieszkańcy uznali nasze zasady i reguły.

Wielu z nich tak czyni, ale to przecież żaden powód do chwały. Niestety, nie większość. Niech pani pojedzie na przykład do Bonn, do byłej stolicy Republiki Federalnej, do Bad Godesberg - przekona się na miejscu, czy to jeszcze Europa czy już obcy i niebezpieczny dla nas, ten spoza wakacyjnych, przyjemnych zdjęć, Orient. Czy będzie pani tam w znanym sobie domu, u siebie i bezpieczna, czy już w obcym, nieprzyjaznym pani kraju. Czy będzie pani miała pretensję do starych mieszkańców Bonn, że likwidują mieszkania i przenoszą się do innych - nie chcę użyć tego słowa - zone? A kwestia - dlaczego uchodźcy do Polski nie chcą przyjść? No cóż, będą chcieli, jak będziemy już dla nich Zachodem. Nie wcześniej.

d4c8ns6

Nad politycznym rozwiązaniem konfliktu w Syrii debatowały Rosja, Iran i Turcja. To co najmniej zaskakujące, że to właśnie te trzy kraje, a nie Stany Zjednoczone i Unia Europejska, będą pracują nad porozumieniem pokojowym dla Syrii.

I miejmy nadzieję, że zakończą ten krwawy konflikt, który mimo wielu wysiłków nie wpisał się w linię Arabskiej Wiosny Ludów, a przecież miał być jej ukoronowaniem. Jak zwykle, za konflikt interesów sąsiadów i mocarstw, jak każdy inny, płacą i zapłacili ci, którzy albo uwierzyli, albo nie uwierzyli w lepszy świat, gdzie wszyscy ludzie są równi, a jedynym systemem zdolnym im to zapewnić jest parlamentarna, zachodnia demokracja. No i nie zapomniajmy o globalnych interesach najsilniejszych na tym świecie, którzy zabiegają dalekowzrocznie o gwarancję dostaw kurczących się surowców. No i o pokusach hegemonii na tej naszej małej, skromnej planecie.

Z Berlina do Aleppo właśnie ruszył marsz pokojowy. Ma przejść trasę, którą pokonują uchodźcy z Syrii. Uczestnicy wierzą, że dzięki tej inicjatywie zmuszą świat do działania. Tak będzie?

To piękny gest bez większego znaczenia. Gdyby jego uczestnicy chcieli kogokolwiek rzeczywiście zmusić już nie tyle do działania, bo to przecież bez sensu i szans, ale przynajmniej do jakiejś refleksji nad naszym losem, powinni pomaszerować gdzie indziej - do Rijadu, Teheranu, Waszyngtonu, Jerozolimy, Ankary i do Moskwy, a może nawet i do Pekinu. No, ale to marzenia, także bez sensu. Proszę wybaczyć, ale podzielę się osobistą refleksją.

Byłem, niestety dwukrotnie, na wojnie na Bałkanach, jako tak zwany korespondent wojenny. I potem, dla mnie osobiście dramatycznym doświadczeniu, wiedziałem, że nigdy więcej nie pojadę na żadną wojnę. I wcale nie chodziło o moje osobiste bezpieczeństwo. Moje serce biło zawsze po stronie tych, u których na froncie akurat byłem, ponieważ widziałem nie depesze kolegów z wojny, a realną krew tych, którzy na moich oczach ginęli. Nie byłem wówczas zdolny, na miejscu, do żadnej obiektywnej, neutralnej oceny zdarzeń. Nie miałem też pojęcia o tym, co dzieje się gdzieś indziej, kilka kilometrów ode mnie. Globalny charakter wojny, jakieś jej szczytne cele, w ogóle mnie nie interesowały, widziałem przede wszystkim umierającego obok mnie człowieka i byłem po jego stronie. Utożsamiałem się ze stroną, u której byłem, ponieważ przy mnie ginęli właśnie ci, a nie inni ludzie. Na wojnie nie ma dobrych lub złych śmierci. Widok ginącego człowieka na wojnie burzy nasz ludzki porządek. Podziwiam kolegów, zwłaszcza zachodnich, którzy relacjonując z wojen wiedzą dokładnie, że zabity obok niego zasłużył na tę śmierć, bo stał na przekór globalnej polityce. Ja nie przykładam do tego pióra.

Z jak dużym zagrożeniem mamy w tej chwili do czynienia w Europie?

Ciągle z tym samym, tylko teraz, z każdym rokiem to zagrożenie jest większe, ponieważ nasi potencjalni zabójcy coraz lepiej radzą sobie z naszą rzeczywistością, w której się już zadomowili i potrafią się do niej dostosować, a także, niestety, wyciągnąć wnioski.

d4c8ns6

Donald Trump to bicz na islamistów? Chce całkowicie zakazać muzułmanom wjazdu do USA.

Bez aktywnej roli Stanów Zjednoczonych, które - nie ma co ukrywać - odpowiadają za sporą część chaosu na świecie, nie da się powrócić do w miarę normalnego życia. Nie jestem tu jednak wielkim optymistą. Narracja Donalda Trumpa podczas kampanii wyborczej to jedna rzecz - inną jest realna polityka. Nowy prezydent USA nie musi być - jak pani powiedziała - biczem na islamistów. Natomiast prawdą jest, że islamiści, z których wielu jest i chce być terrorystami, nie pochodzą z żadnego innego wyznania, tylko z islamu. Nie mniej mało realny jest ogólny zakaz wjazdu do USA muzułmanów. W konsekwencji, Stany Zjednoczone wykluczyłyby się ze światowego obiegu. Ale służby amerykańskie będą jeszcze bardziej skrupulatnie przyglądały się wszystkim aplikantom. Mają ku temu nieograniczone możliwości, chociażby poprzez kontrolę tak zwanych społecznych mediów, nie mówiąc o tradycyjnych metodach, nadal wciąż skutecznych.

Co jest większym zagrożeniem dla Europy: ideologia islamistów, a może radykalizacja nastrojów prawicowych?

Radykalizacja nastrojów prawicowych jest skutkiem radykalizacji islamistów, którzy nam zagrażają - dostarczają ku temu wciąż nowych dowodów. Z nią - wiemy to już doskonale, jesteśmy przecież ofiarami - tradycyjna demokracja sobie nie radzi. Życie i historia uczą, że żadna radykalizacja nie służy bezproblemowemu społecznemu rozwojowi, zatem najważniejszym wyzwaniem dla demokratów jest nazywanie rzeczy po imieniu i podjęcie wysiłku rozwiązania problemów w duchu demokratycznych nawyków, aby ograniczyć pole działania radykałów. To demokraci, zwłaszcza biurkowi humaniści, bez znajomości realnego świata, a także ich naiwność i chowanie głowy w piasek odpowiadają za wzrost radykalnych nastrojów, bowiem samą ich piękną narracją nie da się zagadać politycznej i społecznej realności, a przede wszystkim strasznego, terrorystycznego zagrożenia.

Jaki będzie 2017 rok?

Spróbuję być jasnowidzem. Będzie bardzo napięty. To będzie rok politycznych, społecznych i narodowych rozliczeń w Europie i na świecie. Wybory we Francji i przede wszystkim w Niemczech. Pierwszy rok Donalda Trumpa. Po latach katastrofalnych rządów prezydenta Hollande, Francja spróbuje odzyskać oddech. To wielki, smutny dziś kraj, tracący z roku na rok na znaczeniu. Jego następca Fillon spróbuje wlać w serca Francuzów trochę nowej nadziei. Donald Trump uspokoi co nieco chaotyczną politykę USA. Bardzo prędko przekona się jednak, że nie może rządzić wbrew establishmentowi - jego krytyką zdobył władzę i to był majestersztyk, natomast jako prezydent sam do niego będzie należał. Trump nie jest rewolucjonistą, nie zamieni USA w Kubę. Natomiast jak Gorbaczow podliczy rachunki i wyjdzie mu, że Stany za dużo wydają na projekty, które nic nie przynoszą. Realna forma izolacjonizmu będzie tego skutkiem - generalnie, z zyskiem dla świata. Wystarczy, że prześle pod adresem prezydenta Putina sygnał, że Rosja nadal się liczy, i wiele rzeczy na świecie przybierze inny wygląd.

Co będzie miało dla nas największe znaczenie?

Wybory w Niemczech. Na dziesięć miesięcy przed nimi deklaruję taką prognozę: partia Alternatywa dla Niemiec AfD, czyli ta najbardziej dziś prawicowa w Niemczech, przekroczy dwadzieścia procent, socjaldemokraci znajdą się poniżej tej granicy, CDU poniesie straty, ale zwycięży. Zatem, w efekcie - pozostanie wielka koalicja, czyli CDU i SPD. Jeżeli jednak wynik socjaldemokratów będzie katastrofalny, CDU utworzy rząd z Liberałami i Zielonymi. Najważniejsze będzie, i mówię to bez Schadenfreunde, aby w Niemczech zachowana została pewna stabilna, demokratyczna formuła, nawet, a może i także, z udziałem Zielonych, którzy są w wielu kwestiach dziś bardziej konserwatyni od samej CDU. Tak, świat się zmienia. Niemcy są tego najlepszym przykładem.

d4c8ns6

Rozmawiała Ewa Koszowska, WP Opinie

Marek Orzechowski - wieloletni korespondent telewizji w Brukseli i Bonn, pisarz, publicysta, autor książek o Belgii, Holandii, Niemczech i islamie.

Marek Orzechowski (fot. Archiwum prywatne)
Źródło: Marek Orzechowski (fot. Archiwum prywatne)
(fot. wyd. Muza)
Źródło: (fot. wyd. Muza)

Książka "Mój sąsiad islamista" jest alarmującym zapisem groźnych zjawisk, które autor na co dzień obserwuje w Europie. Niedawno ukazało się drugie, zaktualizowane wydanie książki. "Moja książka miała ostrzegać przed tym niebezpieczeństwem, a tymczasem stała się dramatycznym zapisem wydarzeń, w których się ono urzeczywistnia. Tunis, Port el Kantaoui, dwukrotnie Paryż, Bruksela… Terror mojego sąsiada zabójcy wciąż zapisuje w niej kolejne strony. To tragiczne uzupełnienie i przygnębiająca metamorfoza. Przed rokiem miałem nadzieję, że w najbliższej przyszłości ten dramat nie dotknie Polski. Dzisiaj i my dołączyliśmy do ofiar. W Tunezji i w Brukseli zginęli Polacy, wielu zostało rannych" - pisze Orzechowski.

d4c8ns6
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4c8ns6