Marcin Makowski: Polskie elity nie pomagały Żydom? Historii nie da się opowiadać bez kontekstu

"Polskie elity nie pomagały Żydom a Polacy byli nieczuli na ich cierpienie i masowo oraz dobrowolnie polowali na ich życie". Takie tezy wygłasza prof. Jan Grabowski, który twierdzi, że jedynie "odkrywa karty mniej udokumentowanej części polskiej historii". Szkoda, że robi to bez opisu kontekstu epoki, w sposób publicystyczny i wybitnie wybiórczy. Niestety podobne tematy zawsze znajdą poklask na Zachodzie i w części mediów. Tych samych, które przekonane o winie Polaków dziwią się, że większość nazwisk załogi KL Auschwitz jest niemiecka.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marcin Makowski: Polskie elity nie pomagały Żydom? Historii nie da się opowiadać bez kontekstu
(Domena publiczna)

„Nie, polskie elity nie ratowały Żydów” - pisze na łamach izraelskiego portalu „Haaretz” prof. Jan Grabowski. Jest to jego polemika z dr. Grzegorzem Berendtem z IPN-u, krytykującym monografię „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945”, w której Grabowski przekonuje, że polscy cywile i mundurowi dobrowolnie i masowo przykładali ręce do Zagłady. Dlaczego wspominam o jednej z wielu debat historycznych, które toczą się obecnie na odcinku Holokaustu w społecznym kontekście II wojny światowej? Sądzę, że warto pochylić się nad argumentacją prof. Grabowskiego, która spotkała się z zainteresowaniem środowisk lewicowo-liberalnych w Polsce, a on sam zaczął występować jako autorytet od „trudnych relacji polsko-żydowskich” w licznych mediach.

Otóż pracujący na co dzień w kanadzie historyk jest jednym z tych badaczy - obok Tomasza Grossa - który pisząc po angielsku i prezentując „bolesną prawdę”, skupia się w swojej pracy na dowodzeniu tezy o morderczych instynktach znacznej części Polaków, który w skali przekraczającej setki tysięcy ofiar, mordowali i polowali na żydowskich sąsiadów. Oczywiście przy biernej postawie reszty obywateli oraz elit. Jak argumentuje Grabowski, w swoich pracach „nie skupia się na cierpieniu Polaków (czyli zjawisku dobrze udokumentowanym), ale na „dużo gorzej zbadanych zbrodniach Polaków przeciwko ich bezsilnym współobywatelom”. Jego zdaniem „rzadkie publiczne deklaracje wsparcia ze strony polskiego rządu na uchodźstwie spotykały się z nieskrywaną wrogością polskiego ruchu oporu i miejscowej ludności” a na poparcie swojej tezy przytacza opinię Jana Karskiego, który w słynnych raportach faktycznie zaznaczał, że negatywny stosunek Niemców do Żydów jest czymś, co może stanowić „jedyny pomost pomiędzy okupantem a większością społeczeństwa polskiego”. Jak przekonuje Grabowski, choć polski rząd na uchodźstwie zwracał uwagę na niemieckie zbrodnie i apelował do świata o działanie: „z punktu widzenia umierających Żydów rzadkie wyrazy wsparcia z Londynu nie miały żadnej wagi; liczyła się postawa przywódców miejscowego ruchu oporu, jak również wysokich funkcjonariuszy polskiego Kościoła katolickiego. Obie te strony dotkliwie zawiodły Żydów”.

Słuchali radia, hodowali świnie, ale Żydom nie pomagali. Doprawdy?

Niemałą popularność - również w mediach społecznościowych - zdobyła jednak teza historyka, który zakwestionował powszechność zjawiska tzw. „pomocnej dłoni” i polskiego wsparcia dla prześladowanych Żydów. Jego zdaniem kara śmierci za ich ukrywanie - jedyna w całej okupowanej Europie - nie tłumaczy polskiej ostrożności. „Wprowadzenie przez Niemców kary śmierci za szereg innych przestępstw i naruszeń niemieckiego porządku nie odniosło podobnego skutku. Dlaczego tak wielu ludzi było skłonnych ryzykować życie, łamiąc różne inne przepisy niemieckie, ale Żydzi z takim trudem znajdowali schronienie? Przecież nie brakowało ludzi trzymających niezarejestrowany żywy inwentarz, słuchających radia, opowiadających ‚polityczne’ dowcipy czy czytających prasę podziemną – nie mówiąc już po prostu o działalności w ruchu oporu. Każde z tych wykroczeń niosło ze sobą namacalne zagrożenie wyrokiem śmierci” - uważa Grabowski, motywując podobny stan rzeczy brakiem społecznego przyzwolenia dla ukrywania Żydów w Polsce. Swoje tezy wygłasza otwarcie właściwie we wszystkich zagranicznych mediach, które chętnie pochylają się nad kontrowersyjnym tematem, który hiszpański dziennik „El Pais” podsumował pytaniem: „czy można być jednocześnie katem i ofiarą?”. W rozmowie z iberyjskim medium Grabowski nie ma wątpliwości, że można, a nawet że byliśmy - po prostu - katami. „Polacy mieli bardzo mało współczucia dla masowo mordowanych Żydów” – przekonuje.

Ilekroć spotykam się z takim postawieniem tematu, jaki proponuje Jan Grabowski, nie mogę nie odnieść wrażenia, że towarzyszy mu rodzaj modnego samobiczowania moralnego za cudze grzechy. Zazwyczaj towarzyszy mu przekonanie o konieczności „prostowania historii”, której część o zbrodniach na Żydach Polacy rzekomo wypierają, zasłaniając się własną martyrologią. Jednocześnie Grabowski zwalnia się z obowiązku przedstawiania wydarzeń w pełnym kontekście dziejów tłumacząc, że są one dobrze udokumentowane. Niestety problem polega na tym, że nie są, a za dowód niech posłuży choćby cytat z tego samego tekstu w „El Pais”, który odnosząc się do niedawnej publikacji nazwisk strażników KL Auschwitz przez krakowski IPN, zauważał, że: „dla wielu obserwatorów publikacja listy strażników Auschwitz jest kontrowersyjna, ponieważ przytłaczająca większość pojawiających się na niej nazwisk to Niemcy”. W sytuacji, w której ponad 70 lat po odbiciu Auschwitz nadal musimy tłumaczyć, że nie był to polski obóz i nawet przejęcie go przez komunistów nie czyni go polskim, lobbowanie tezy o polskiej bierności i współudziale w Shoah zakrawa na uprawianie publicystyki za pomocą historii.

Polska nie milczała. Milczał Zachód

Taka jest właśnie koronna teza profesora, próbującego zrównać słuchanie nielegalnej stacji radiowej czy trzymanie na wsi świni, z ukrywaniem całych rodzin żydowskich. Skoro kara śmierci obowiązuje za wszystkie te czynności, dlaczego Polacy wzdrygali się od pomocy sąsiadom? Nie wiem nawet jak poważny historyk może z pełna świadomością zestawiać uruchomienie radioodbiornika i chęć zapewnienia sobie wyżywienia, z trudnościami logistycznymi wiążącymi się z ukrywaniem przez lata często kilku, kilkunastu osób. Mimo tego i tak tysiące Polaków zdobywało się na ten heroiczny czyn i było wśród nich wielu intelektualistów czy przedstawicieli elit, jak choćby pisarka Zofia Kossak-Szczucka. „Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje, i – milczy" – pisała w apelu do społeczeństw Zachodu, podczas zagłady Żydów z warszawskiego getta w sierpniu 1942 roku. „Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego złowrogiego milczenia... Tego milczenia dłużej tolerować nie można... Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – przyzwala”. Sama uratowała setki osób i co istotne, to nie bierność Polaków, ale właśnie Aliantów była ówcześnie prawdziwym skandalem, o którym mówiło się na salonach. Poza tym w tezach Grabowskiego nie ma mowy o zestawieniu skali polskich zbrodni wobec Żydów i porównania ich z sytuacją izraelitów np. w okupowanej Francji, Belgii, na Ukrainie, w Rosji. Nie można opisywać wydarzeń i ferować tak mocnych tez bez ujęcia ich w kontekście przeszłości, a nie teraźniejszości. Nie chodzi bowiem o to, aby usprawiedliwiać zbrodnie albo odwracać od nich głowę, ale by zrozumieć w jakich warunkach żyli ówcześni Polacy, co działo się na tle reszty Europy i jak w takim porównaniu wypadami. Jako norma, jej przekroczenie, a może jeszcze inaczej? Czy niechęć do Żydów była cechą wybitnie polską, a może sam fakt, że było ich w naszym kraju przed wojną najwięcej, zdaje się podważać takie złożenie? Czy z sympatią do nich podchodziły inne narody? Z czego wywodził się podobny stan rzeczy? Na to pytanie Grabowski już nie odpowiada.

Kiedy myślę o tym, jaka przepaść dzieliła np. okupację francuską od polskiej, o ile trudniej było w Polsce na dokonanie jakiegokolwiek aktu heroizmu, na który i tak ogrom ludzi się zdobywało, przychodzi mi na myśl fragment wspomnień Erwina Bartmana, jednego z żołnierzy elitarnej 1. Dywizji Pancernej SS. Tak opisuje on pobyt we Francji, gdzie aby skrócić drogę do sztabu na chwilę pożyczył czyjś rower. „Po wykonaniu zadania w sztabie batalionu powróciłem jak najszybciej pod gospodę, zastanawiając się czy właściciel zdążył już zgłosić kradzież roweru. W takim wypadku nie mogłem wykluczyć z spotkania z żandarmerią wojskową. Szczęśliwie dla mnie, chwilowa nieobecność roweru nie została niezauważona. (…) Czując pragnienie po przeżytych emocjach, postanowiłem wstąpić do gospody na jedno piwo. Przy barze napotkałem jednego z naszych flamandzkich przyjaciół od kieliszka. Postawiłem mu kolejkę i opowiedziałem moją historię z rowerem. - Acha, to chyba mówisz o moim rowerze - zachichotał. Poklepał mnie po ramieniu. - Niepotrzebnie się martwiłeś, w moim obecnym stanie raczej nie dałbym radu ujechać nawet kawałka drogi”. Czy ktoś może sobie nawet wyobrazić podobną sytuację w Polsce?

Selektywna odwaga

Ciekawe czy prof. Grabowski zdobyłby się również na podobną odwagę poruszania "niewygodnych tematów" i napisał artykuły w stylu: "Nie, amerykańskie elity które wiedziały o Holokauście bo opowiedział im o nim Jan Karski nie ratowały Żydów. Ale później po wojnie wybudowały pomnik Karskiego na ławeczce, a to prawie tak samo, jakby pomogły", albo "Nie, francuskie elity nie ratowały Żydów. Zamiast tego założyły kolaboracyjne państwo i wysyłały swoich obywateli do obozów koncentracyjnych w wagonach sypialnych, podczas gry burdele Paryża przeżywały drugą belle epoque", albo "Nie, belgijskie, holenderskie, norweskie, węgierskie, estońskie, duńskie, włoskie, etc. elity nie ratowały Żydów. Zamiast tego wstępowały do Waffen-SS podczas gdy Polska nigdy nie wystawiła kolaboracyjnej jednostki zbrojnej”, czy też „Nie, żydowskie elity finansowe w USA wiedząc o Holokauście zachowały bierność, a często w jego realizacji pomagali inni Żydzi, dający upust swojej brutalności jako obozowi Kapo”.

Bardzo chciałbym przeczytać podobne prace spod pióra pracującego na Zachodzie historyka. Wydaje mi się, że jeżeli jakieś wątki II wojny światowej stanowią po dziś dzień jej białe plamy, to właśnie przejawy hipokryzji tych, którzy dzisiaj starają się zrobić z Polaków „naród ofiar i katów”. Pomiędzy tymi dwoma postawami nigdy w polskim społeczeństwie nie było równowagi. Ofiar i bohaterów mieliśmy miliony. Katów tysiące i stanowili oni margines, a nie reprezentatywną część społeczeństwa. Tej równowagi z tezach prof. Grabowskiego nie widzę.

Marcin Makowski - dziennikarz i publicysta tygodnika "Do Rzeczy" oraz Wirtualnej Polski. Współpracuje z Radiem Kraków. Z wykształcenia historyk i filozof. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Szczecińskim oraz Polskiej Akademii Nauk. Laureat nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Adolfa Bocheńskiego. Twitter: @makowski_m

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.