Trwa ładowanie...
d1tgu2n

Maciej Konieczny z Partii Razem: Nie będziemy kolejnym lemingiem. Nie rzucimy się w przepaść, bo PiS

Roczna kolejka do lekarza-specjalisty, 6,40 zł na godzinę na śmieciówce, ostatnia poczta w okolicy znikająca w wyniku cięć - to są realne ograniczenia praw, które dotykają zwykłych ludzi. Liberalna opozycja z ogromną determinacją walczy dzisiaj o to, żeby PiS nie stłukł zastawy, nie zauważając tego, że sam posiłek jest bardzo podłej jakości. W Polsce nikt nie potrafi skutecznie reprezentować większości Polek i Polaków - pisze Maciej Konieczny, członek Zarządu Krajowego Razem, w polemice z felietonem Sławomira Sierakowskiego dla WP Opinie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Maciej Konieczny z Partii Razem: Nie będziemy kolejnym lemingiem. Nie rzucimy się w przepaść, bo PiS
(East News, Fot: Aleksandra Szmigiel-Wisniewska / REPORTER)
d1tgu2n

Czytaj także: Sławomir Sierakowski - Polska bez opozycji

Sławomir Sierakowski słusznie krytykuje beznadzieję polskiej parlamentarnej opozycji. Niestety, nie wychodzi poza perspektywę polityki jako partyjnej nawalanki. Powtarzanie błędów liberalnej opozycji to kiepski pomysł. Sierakowski zżyma się na słowa Marceliny Zawiszy, że do zwycięstwa nie wystarczy być dzisiaj anty-PiS-em. Patrząc na zastępy liberalnej opozycji padające w kolejnych, nieumiejętnych próbach pokonania Jarosława Kaczyńskiego, Sierakowski nawołuje, aby Razem natychmiast, jako kolejne, ruszyło do równie bezsensownego ataku. Bo jak pisze - na lewo od PiS rozciąga się krater, a zegar tyka. Czas ucieka - to prawda, ale nie oznacza to jeszcze, że skok w przepaść jest dobrą polityczną strategią. Nie chcemy być kolejnym lemingiem.

Autorytarne tendencje Prawa i Sprawiedliwości, flirt partii rządzącej ze skrajną prawicą oraz niszczenie demokratycznych instytucji - to wszystko bardzo poważne problemy. Może być też prawdą, że czas, który mamy na uratowanie demokratycznego państwa prawa jest ograniczony. Tyle tylko, że taktyka „anty-PiS” nie działa. Rok bezprecedensowych protestów antyrządowych oraz radykalizacja retoryki parlamentarnej opozycji nie zaszkodziły zauważalnie partii rządzącej. Rząd Prawa i Sprawiedliwości wydaje się raczej karmić energią swoich politycznych przeciwników niż lizać rany po ich ciosach.

d1tgu2n

Obserwując kompromitujących się ostatecznie Mateusza Kijowskiego czy Ryszarda Petru, widząc jak na obrońców demokracji wyrastają Roman Giertych czy płk. Mazguła, trudno nie odnieść wrażenia, że najmocniejszą bronią obozu rządzącego są dziś jego najzacieklejsi przeciwnicy. Nie bez powodu - jeżeli jedyne, co się liczy, to wspólny wróg, a wspólne cele, wartości i założenia schodzą na dalszy plan, to znak, że nadchodzi czas Kijowskich, Mazgułów i Piotrowiczów tego świata. Niepłacone alimenty, pokątnie rozliczane dziwne faktury, haniebna przeszłość czy też stałość poglądów chorągiewki na dachu przestają mieć znaczenie. Liczy się jedynie karne stanie w szeregu i walenie ze wszystkich sił w przeciwnika. Tyle że to nie działa.

Prawo i Sprawiedliwość nie spadło nam z nieba, nie wyszło z zapomnianej puszczy, ani nie teleportowało się z alternatywnej rzeczywistości. Ludzie mieli dość liberalnego establishmentu. Tego, który w umiarkowanym poważaniu miał konstytucję, kiedy dochodziło do łamania praw pracowników, lokatorów czy pacjentów, a który nagle obudził się, kiedy odkrył, że jego prawa również mogą zostać złamane. Trudno się dziwić, że porzuceni przez neoliberalne państwo ludzie nie rwą się do jego obrony. Roczna kolejka do lekarza-specjalisty, sześć czterdzieści na godzinę na śmieciówce, ostatnia poczta w okolicy znikająca w wyniku cięć, to są realne ograniczenia praw, które dotykają zwykłych ludzi.

Polityka prowadzona w interesie deweloperów, a nie lokatorów, biznesu, a nie pracowników, spekulantów, a nie emerytów, korporacji, a nie społeczeństwa - to prawdziwy zamach na demokrację. Funkcjonujące instytucje demokratyczne są narzędziem niezbędnym, ale wciąż jedynie narzędziem. Istotą demokracji jest skuteczna reprezentacja społeczeństwa. Liberalna opozycja z ogromną determinacją walczy dzisiaj o to, żeby PiS nie stłukł zastawy, nie zauważając tego, że sam posiłek jest bardzo podłej jakości. Błąd Sławomira Sierakowskiego polega więc przede wszystkim na tym, że pisząc "nikt skutecznie nie potrafi reprezentować Polaków sprzeciwiających się autorytarnej polityce Jarosława Kaczyńskiego”, zapędza się za daleko. W Polsce nikt nie potrafi skutecznie reprezentować większości Polek i Polaków. Kropka.

Sytuacja jest tym trudniejsza, że rząd Prawa i Sprawiedliwości równolegle do demontowania demokratycznych instytucji i bezprecedensowego zawłaszczania państwa oferuje Polkom i Polakom 500+ czy też minimalną płacę godzinową, a to sporo więcej niż oferowali poprzednicy. Z jednej strony mamy więc obronę abstrakcyjnych instytucji w rodzaju Trybunału Konstytucyjnego, a z drugiej możliwość wysłania dzieci po raz pierwszy na wakacje czy też ucieczkę z głodowej pensji. Wynik tego starcia naprawdę nietrudno przewidzieć i też znając warunki, w jakich żyje większość z nas, trudno się temu dziwić. Pomysł Sławomira Sierakowskiego, że Razem mogłoby się skutecznie przeciwstawić zamordystyczno-socjalnej władzy, organizując kongres pod hasłem „bo PiS jest zły” i stając ramię w ramię z Józefem Piniorem i Krystyną Jandą, organizacjami pozarządowymi i kto by się akurat napatoczył, wydaje się w tym kontekście - delikatnie mówiąc - chybiony.

d1tgu2n

Pozostaje pytanie, co robić. Przede wszystkim: nie wybierać dróg na skróty, o których wiemy, że prowadzą w przepaść. Nawet wtedy, kiedy nie mamy pewności, że obraną drogą zdążymy na czas. Powtarzam: anty-PiS nie wystarczy. Obrona samych instytucji nie zmobilizuje większości. Musimy reprezentować Polki i Polaków tam, gdzie naprawdę codziennie decyduje się ich życie - w miejscu pracy, w szkole, w sprawie mieszkań, służby zdrowia, lichwiarskich pożyczek. Nieprzypadkowo jedynym protestem, przed którym PiS się ugiął, był zainicjowany przez Razem Czarny Protest przeciwko zaostrzeniu już wcześniej restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej. Nie chodziło o jakieś odległe instytucje, ale o życie i bezpieczeństwo milionów kobiet w całej Polsce, bez względu na ich wykształcenie czy miejsce zamieszkania.

Z tych samych powodów Razem z uporem maniaka pojawia się na wszystkich protestach pracowniczych. Jesteśmy z oszukiwanymi przez instytucje ochroniarzami, pracownikami Inpostu czy też Almy wykiwanymi przez szemranych właścicieli. Wiemy, że nasze zaangażowanie niekoniecznie przełoży się tu i teraz na wzrost sondażowych słupków i nie sprawi, że w magiczny sposób Jarosław Kaczyński przestanie istnieć, ale nic innego też tego nie sprawi. Za to budowanie wiarygodnej, demokratycznej reprezentacji większości społeczeństwa przynajmniej nas do rozwiązania problemu przybliża.

Pisząc o proteście sejmowym, Sławomir Sierakowski ma za złe opozycji, że zbyt szybko zeszła z barykady. Pisze, skądinąd słusznie, że skuteczny strajk musi być uciążliwy, w związku z czym Nowoczesna oraz Platforma powinny kontynuować blokadę i nie przejmować się spadkiem poparcia. Jednej rzeczy publicysta Krytyki Politycznej nie zauważa. Strajk prowadzony przez elity jest śmieszny i wkurzający. Rotacyjna blokada Sejmu to farsa. Dla większości widzów jest jasne, że cenę za konflikt tak czy siak zapłacą zwykli ludzie, a nie wymykający się na Maderę Ryszard Petru czy ćwicząca występy wokalne posłanka Mucha.

Prawo i Sprawiedliwość może powalić na kolana strajk, ale nie będzie to na pewno strajk posłów. Demokratyczna polityka to nie to samo co rozgrywki sejmowe. Powierzenie polskiej gospodarki bankierowi Morawieckiemu, kapitulacja partii rządzącej wobec biznesowego lobby w kwestii CETA czy jednolitej daniny - to wszystko wskazuje, że czas socjalnej polityki Prawa i Sprawiedliwości dobiega końca. Otwiera się więc przestrzeń dla prawdziwie demokratycznej i socjalnej alternatywy.

d1tgu2n

Przed nami strajk nauczycieli w związku ze skandaliczną, nieodpowiedzialną i nieprzygotowaną deformą edukacji, która doprowadzi do zamknięcia tysięcy szkół, wprowadzi chaos i niepewność w życie uczniów i rodziców, doprowadzi do zwolnienia dziesiątek tysięcy nauczycieli i zamknięcia na głucho znacznej części placówek edukacyjnych z dala od dużych ośrodków. To szybciej tam, a nie podczas sejmowych awantur czy kolejnych partyjnych kongresów, rozegra się główna bitwa o polską demokrację.

Maciej Konieczny, członek Zarządu Krajowego Razem, dla WP Opinie

d1tgu2n

Podziel się opinią

Share
d1tgu2n
d1tgu2n