ycipk-1bhwkg

Łukasz Warzecha: Polska i Ameryka, czyli polityka zagraniczna to brutalna gra

W relacjach Polska-USA mnożą się niepokojące lub przynajmniej niejasne sygnały. W kontekście mocno idealizowanych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, trzeba pamiętać, że ten, kto nie ma alternatywy – bo o nią nie zadbał – będzie przez protektora wykorzystywany.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sierpień 2017 r. Prezydent Andrzej Duda odznacza dowódcę wojsk lądowych Europy generała Fredericka "Bena" Hodges`a Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP.
Sierpień 2017 r. Prezydent Andrzej Duda odznacza dowódcę wojsk lądowych Europy generała Fredericka "Bena" Hodges`a Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP. (PAP, Fot: Radek Pietruszka)
ycipk-1bhwkg

Najnowsze niepokojące sygnały, to m.in. słowa, które podczas swojego przesłuchania w Kongresie wygłosiła kandydatka na ambasadora w naszym kraju, Georgette Mosbacher oraz artykuł generała Bena Hodgesa w europejskiej edycji serwisu Politico, opatrzony jednoznacznym tytułem "Nie umieszczajcie baz w Polsce". Do tego trzeba dodać dwie niedawne decyzje administracji Trumpa, które postawiły Polskę w trudnym położeniu: wycofanie się z układu z Iranem oraz nałożenie cel na stal i aluminium.

Amerykańskie bazy? Na razie możemy o nich pomarzyć

W Polsce natychmiast pojawiły się głosy, że Ben Hodges, były dowódca sił USA w Europie, to człowiek bliski administracji Obamy i dlatego jego głos można uznać za przejaw zwykłej politycznej walki. Ale to fałszywe przykładanie polskich miar do amerykańskiej debaty.

ycipk-1bhwkg

Hodges był dowódcą sił USA na Starym Kontynencie również już po wyborze Trumpa. Był też zawsze przychylny Polsce, a przez prezydenta Andrzeja Dudę został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP w dniu Święta Wojska Polskiego w ubiegłym roku. Zarazem – jak mówi mi osoba dobrze znająca waszyngtońskie stosunki – jego pogląd na stałe bazy w Polsce to odbicie opinii powszechnej w dowództwie amerykańskiej armii. A jeśli tak, to mamy problem.

Hodges podnosi bowiem argument, z którym Polska zmagała się wielokrotnie i który – jak się zdawało – nie powinien już odgrywać żadnej roli, gdy mówimy o działaniach obronnych. Pisze mianowicie, że stałe bazy w Polsce mogą być uznane za pogwałcenie Aktu Rosja-NATO z 1997 roku.

Zaraz dodaje, że sam ma inne zdanie, ale stwierdza, że nie należy Moskwie podsuwać pretekstu do alarmowania, że mamy do czynienia z agresywnym, ekspansywnym posunięciem. Tak jakby nie dostrzegał, że Rosja powtarza te słowa jako mantrę przy każdej próbie wzmocnienia zdolności obronnych na wschodniej flance. Powtarzała to również, gdy w grze była kwestia dziś już oczywistej rotacyjnej obecności amerykańskich sił w Polsce. Mówili to wówczas, jak na ironię, również niemieccy Russland-Versteher, czyli "znawcy Rosji" – osoby zwykle broniące w niemieckiej debacie rosyjskiego spojrzenia.

Pozostałe argumenty Hodgesa wydają się zasadniejsze, ale na jeszcze jeden warto zwrócić uwagę w kontekście relacji polsko-amerykańskich. Generał pisze mianowicie, że ustanowienie stałych baz w Polsce wymagałoby przeniesienia do nich części oddziałów z ich amerykańskich baz, a to oznacza utratę lokalnych miejsc pracy, przeciwko czemu z pewnością opowiedzą się kongresmeni, mający tam swoje okręgi wyborcze.

ycipk-1bhwkg

Dodać można, że nawet gdyby Polska wyłożyła swoje pieniądze na wzmocnienie amerykańskiej obecności w kraju (zresztą wykłada je już na obecność rotacyjną, bo tak zakładają odpowiednie umowy i nie ma w tym nic niezwykłego), to i tak dodatkowe finansowanie musiałby zatwierdzić Kongres. I tu zaczynają się schody.

Ustawa o IPN - do zmian potrzebny jest zdrowy Kaczyński

Wciąż bowiem, pomiędzy Polska a USA, wisi kwestia ustawy o IPN. Mimo początkowych zapowiedzi, że Trybunał Konstytucyjny zajmie się nią do końca marca, nie słychać, kiedy to może rzeczywiście nastąpić. W tej sprawie decyzja TK na pewno nie będzie samodzielna, możliwe więc, że opóźnienie spowodowała choroba Jarosława Kaczyńskiego. Tak czy owak, problemu się nie pozbyliśmy, a dla wielu członków Izby Reprezentantów i senatorów to punkt zapalny we wzajemnych relacjach. I nawet jeśli ta sprawa nie determinuje całkowicie relacji Warszawy z Waszyngtonem, to jednak jest dziś jednym z jej istotnych składników.

Oczywiście opinia Hodgesa to tylko artykuł na poczytnym portalu. Ale poniekąd potwierdza ją oświadczenie amerykańskiej ambasador przy NATO Kay Bailey Hutchison, która oznajmiła w środę, że sprawa stałych baz w Polsce "nie jest na razie na stole".

ycipk-1bhwkg

Podobnie wstrzemięźliwie wypowiadał się sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg. To oczywiście nie znaczy, że decyzja nie zostanie w którymś momencie podjęta. Nawet gdyby taki wariant w jakichś planach się przewijał (a studium na temat umieszczenia na stałe amerykańskiej brygady w Polsce zleciła niedawno senacka komisja obrony Departamentowi Obrony), nie powiedziano by tego na tym etapie na konferencji prasowej. Możliwe też jednak, że zaprzeczenia to skutek sytuacji, gdy ewidentnie w wyniku wewnętrznej gry politycznej polska propozycja, dotycząca stałych baz, wyciekła do mediów. To nie wygląda poważnie.

Dla USA jesteśmy tylko pionkiem

Jednak na tym nasze problemy z relacjami transatlantyckimi się nie kończą. Decyzja Komisji Europejskiej o odwetowych cłach na amerykańskie produkty rozpoczyna faktyczną wojnę celną, w której Polska nie ma wiele do powiedzenia. Nasze interesy tu akurat nie powinny zbytnio ucierpieć bezpośrednio, co nie zmienia faktu, że ten konflikt może się z czasem zaostrzyć, a dla nas jest politycznym kłopotem.

Jeszcze większym i całkiem wymiernym jest zerwanie przez Waszyngton porozumienia z Iranem, gdzie ropę kupowały Orlen i Lotos, a wiele innych polskich firm zaczynało rozkręcać biznesy. Teraz mogą stanąć przed wyborem: albo Iran, albo możliwość prowadzenia handlu z USA.

ycipk-1bhwkg

Czy jednak to wszystko powód do zdziwienia albo poczucia zawodu? Bynajmniej. Możemy mieć tendencję – zwłaszcza po ważnym wystąpieniu prezydenta Trumpa w lipcu ubiegłego roku w Warszawie – do idealizowania relacji z USA.

Ale nie łudźmy się: Polska jest na mapie Europy Środkowej punktem względnie istotnym, lecz nic ponadto. Dla Waszyngtonu jesteśmy jednym z wielu pionków, a Trump będzie twardo realizował interesy swojego kraju. Tam, gdzie to zgodne z tym, co dla nas korzystne – jak w przypadku projektu Trójmorza czy oporu wobec Nordstream 2 – możemy korzystać z partnerstwa. Lecz w wielu przypadkach jest inaczej, by wspomnieć ustawę 447 czy właśnie kwestię Iranu. Miejmy tego świadomość i podchodźmy do stosunków z USA realistycznie, a nie emocjonalnie.

Dlatego polska polityka zagraniczna, powinna wykorzystać moment głębokiego kryzysu UE, w trakcie którego Niemcy wydają się coraz bardziej osamotnione. Berlin nie ma dziś wielu partnerów do wyboru. To najlepszy czas, by relacje z naszym zachodnim sąsiadem wprowadzić na nowy, partnerski poziom.

Pamiętajmy bowiem w kontekście mocno w Polsce idealizowanych stosunków z USA, że ten, kto nie ma alternatywy – bo o nią nie zadbał – będzie przez swojego protektora zawsze wykorzystywany. Polityka zagraniczna to brutalna gra.

ycipk-1bhwkg
Polub WP Opinie
ycipk-1bhwkg
ycipk-1bhwkg
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1bhwkg