WP

Koziński: Dużo dymu, mało ognia. Przez kolejne pięć lat Unia będzie się zajmować głównie sobą [OPINIA]

Przy obsadzie stanowisk w Unii Europejskiej widać było prymat taktyki nad strategią. Już wiadomo, że większość czasu nowi przywódcy UE będą poświęcać na gaszenie wewnętrznych sporów, a nie na rozwijaniu samej Unii.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ursula von der Leyen, przyszła prawdopodobna szefowa KE
Ursula von der Leyen, przyszła prawdopodobna szefowa KE (PAP/DPA, Fot: SWEN PFÖRTNER)
WP

Trzydniowy, najdłuższy w historii szczyt UE, poświęcony wyborowi najważniejszych przywódców unijnych na kolejną kadencję, zakończył się klasycznym europejskim rezultatem: wszyscy biorący w nim udział ogłosili swój sukces. Pod tym względem ten szczyt okazał się dla Unii typowy.

Ale także typowe dla Unii jest to, że po ogłoszeniu sukcesu przez wszystkich, zaczyna się liczenie małych punktów – bo to one przesądzają o tym, kto wygrał naprawdę. Jak to wygląda tym razem? Póki co wygląda na to, że nowa polityczna układanka sprawi, iż zarządzanie Unią w kolejnych pięciu latach będzie jeszcze trudniejsze niż w ostatnich. Dlaczego?

Znów nie ma "Mr. Europa"

WP

Decyzje o tym, kto obsadzi najważniejsze stanowiska w UE, wcale jeszcze nie zapadły. Układankę zaproponowaną przez Radę Europejską musi jeszcze zatwierdzić Parlament Europejski. A w nim się gotuje.

Gotuje się z dwóch powodów. Po pierwsze, Rada odrzuciła tzw. kandydatów wiodących (Spitzenkandidaten) których wskazywały kolejne rodziny partyjne. Żaden z polityków wskazanych przed wyborami nie został wybrany – co PE odebrało jako formę marginalizacji jego znaczenia. Stąd tak złe przyjęcie nowej układanki.

Po drugie, kandydatka na szefa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma, delikatnie mówiąc, deficyty cech przywódczych. Urodziła się w Brukseli jako córka niemieckiego urzędnika w Komisji Europejskiej – i do dziś typowych dla urzędnika cech się nie pozbyła.
Na pewno nie okaże się charyzmatycznym przywódcą, twarzą Europy, liderem, który wyrwie UE z marazmu i kryzysów ku lepszej przyszłości. Może się okazać sprawnym politycznym menadżerem – ale nic więcej.

A na to więcej parlament liczył, stąd m.in. tak wiele wiary pokładano w silnej osobowości Fransa Timmermansa. Już go widziano w roli "Mr. Europa" - bo o takiej osobie w Brukseli się marzy już od ponad dekady. Holender wprawdzie był blisko, już witał się z gąską, ale w końcu obszedł się smakiem.

WP

Jak bardzo "zagotowany" jest europarlament? Przekonamy się niedługo. Jeśli europosłowie odrzucą przedstawiony zestaw nazwisk, będzie to oznaczało, że odrzucają całą układankę ze szczytu. Wtedy cały proces zacznie się od początku – ale przestrzeń do kompromisu znacząco się zwęzi. Dopiero wtedy zrobi się gorąco.

Taktyka bez strategii

Zakładając, że von der Leyen zostanie szefową Komisji na pięć lat, czego się po niej spodziewać? Na pewno sprawnego zarządzania, administrowania Unią – bo to po prostu umie. Większego otwarcia na kwestie gospodarcze, rozwijanie polityki przemysłowej, poprawę konkurencyjności UE. To wszystko dziś w Europie szwankuje, ona powinna próbować to poprawić.

Natomiast kluczowe pytanie brzmi: czy będzie ona umiała zarządzać procesami politycznymi w UE. Bo dziś coraz bardziej wydają się one być trudne do kontrolowania – a ostatni szczyt jeszcze to potwierdził.

WP

Wszystko dlatego, że politycy unijni zdają się nie zwracać uwagi na zmiany zachodzące w Unii. Sygnał, który wypłynął z ostatnich eurowyborów był jasny – Europa skręca (lekko) w prawo, a przede wszystkim szuka sposobu na to, żeby przemodelować główny polityczny nurt.

Reakcja polityków głównego nurtu? Jeszcze więcej tego samego, co wcześniej – czego potwierdzeniem był ustalony w Osace przez unijnych przywódców pakiet nazwisk z Timmermansem na czele. Jakby chcieli powiedzieć Europejczykom: skoro wam się nie podoba to, co jest teraz, to dostaniecie tego jeszcze więcej.

Tyle, że dziś w Unii to już tak nie działa. Pokazała to Grupa Wyszehradzka. Czechy, Polska, Słowacja i Węgry wielokrotnie wcześniej deklarowały, że będą grać do jednej bramki – ale zwykle na deklaracjach się kończyło, jedność w toku negocjacji pękała. Teraz się utrzymała do końca. Ważna to zmiana.

Ale też ustawianie narracji pod hasłem: "to Wyszehrad zatrzymał Timmermansa" byłoby nadużyciem. Wyszehrad zrobił swoje, ale przesądziło coś innego. Osobiste ambicje. Każdy w tych negocjacjach chciał ugrać coś dla siebie. A ponieważ brakuje silnego lidera (Merkel jest najsłabsza w swojej historii), to każdy harcuje jak chce.

WP

Żeby chociaż w tych harcach była jakaś strategiczna myśl. Nic z tego. W rozgrywce personalnej górę wzięły ambicje poszczególnych graczy. Czysta taktyka, zero strategii.

Dużo zgiełku

Jeszcze w wyborze Timmermansa jakiś pomysł strategiczny można było dostrzec. Jego wybór byłby formą konsolidacji UE w kontrze do Grupy Wyszehradzkiej. Owszem, oznaczałoby to pozostawienie za burtą sporej części Unii – ale wiadomo, że nic lepiej nie jednoczy niż wspólny wróg. Timmermans w ten sposób chciał skonsolidować starą Europę.

Już wiemy, że ten pomysł nie wypalił. Choć wiadomo, że kraje Wyszehradu oraz Włochy to było za mało, żeby zablokować Timmermansa, a mimo to nie zebrał on wystarczającej większości. Dlaczego?

WP

Nie do końca jest to jasne. Czy górę wzięła lojalność wobec (przynajmniej formalnie) pełnoprawnych członków Unii z Europy Środkowej? Być może. Ale bardziej prawdopodobny wydaje się drugi scenariusz.

Przywódcy krajów UE po prostu pokłócili się między sobą. Dotyczy to przede wszystkich tych, którzy wywodzą się z frakcji ludowej (należą do niej m.in. CDU/CSU oraz Platforma). Część z nich czuła się rozżalona, że nie wiedziała wcześniej o uzgodnionym w Osace pakiecie nazwisk. Inni uważali, że nie należy oddawać stanowiska szefa KE socjalistom. Jeszcze inni grali po prostu na siebie, swoich kandydatów.

W efekcie wszystko się rozjechało – a kompromisem godzącym wszystkich okazała się mało wyrazista von der Leyen.

"Strategia bez taktyki jest najwolniejszą drogą do zwycięstwa. Taktyka pozbawiona strategii jest zgiełkiem poprzedzającym klęskę" – pisał Sun Tzu w "Sztuce wojny". W rozgrywce wokół obsady stanowisk UE zdecydowanie widać było nadmiar taktyki wobec niedostatków strategii. Nienajlepiej to rokuje na przyszłość.

Natomiast z perspektywy Polski dużym pozytywem było zachowanie jedności Grupy Wyszehradzkiej. W tym przypadku, właściwie jako jedynym w czasie negocjacji, widać było długofalową myśl strategiczną. Problem w tym, że reszta Europy cały czas woli udawać, że jej nie ma. To także jeden z powodów pata, w którym dziś UE się znajduje.

Gdyby nowe kierownictwo Unii, przede wszystkim von der Leyen, zdecydowało się na nowe otwarcie w relacjach z Grupą Wyszehradzką, być może byłby to sposób na wyjście z obecnej patowej sytuacji.

Ale na razie równie prawdopodobne jest, że ona swoją politykę oprze na pomyśle Timmermansa - konsolidacji reszty w kontrze do Wyszehradu. To tylko sposób na pogłębienie podziałów, które - jak pokazał szczyt - już teraz niemal rozsadzają Unię od środka. Być może zatem von der Leyen jest mało wyrazista, jednak od jej decyzji zależy ogromnie dużo.

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP