WP

Grzegorz Wysocki: Wszyscy księża powinni mieć zakaz występów w mediach. Przypadek Bonieckiego to dopiero początek zmian

Trudno dzisiaj dopilnować, by żadna z wypowiedzi kapłanów, zakonnic, biskupów czy nawet samego papieża nie została przemielona przez media i użyta do swoich celów, wyrwana z kontekstu i przerobiona w niebezpieczne "fakty medialne". Dlatego apeluję, by zakazem występów medialnych objąć wszystkich polskich duchownych - pisze w felietonie Grzegorz Wysocki (WP Opinie).
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ks. Adam Boniecki, pogrzeb Andrzeja Łapickiego, 2012 r.
Ks. Adam Boniecki, pogrzeb Andrzeja Łapickiego, 2012 r. (East News)
WP

Kolejny wielki sukces polskiej prawicy i Kościoła "zamkniętego", a może raczej "zamykającego usta" – ponownie uciszono księdza Adama Bonieckiego. Choć nie bardzo podobały mi się niektóre z ostatnich publicznych wypowiedzi duchownego i nie do końca rozumiałem włączenie się przezeń w mętny nurt plemiennej polsko-polskiej wojenki, decyzję zakonu trudno określić inaczej niż jako absurdalną i szkodliwą, bo jeszcze bardziej poróżniającą Polaków (wiernych i nie) oraz umacniającą podziały.

W komunikacie przełożonego prowincji wobec ks. Adama Bonieckiego czytamy, że decyzję podjęto ze względu na "dobro duchowe wiernych" oraz "w poczucie odpowiedzialności za wypowiadane słowa, które w określonych kontekstach tworzonych faktów medialnych wywoływały wśród licznych wiernych dezorientację". Chodzi – jak podkreślono – "między innymi" o "moralną ocenę samobójstwa" (sprawa samospalenia Piotra Szczęsnego pod Pałacem) oraz o budzące "poważne zamieszanie a nawet zgorszenie" poparcie przez ks. Bonieckiego "organizacji tzw. mniejszości seksualnych" (wpis na profilu facebookowym Forum LGBT).

Dobra wiernych naruszone

Zakładając – z trudem, bo z trudem, ale jednak – jak najlepsze intencje Zgromadzenia Księży Marianów, miło byłoby się dowiedzieć, jak konkretnie rozumieją przełożeni ks. Bonieckiego wspomniane "dobro duchowe wiernych" i o których wiernych dokładnie chodzi.

WP

Założyć wolno, że w ostatnich miesiącach, a więc w czasie głośnego medialnego tournée ks. Bonieckiego po polskich mediach, szczególnie trudne zagwozdki intelektualne mieli do rozwiązania ci wierni, którym z duchownym akurat nigdy nie było po drodze i którzy newralgicznie reagowali (i reagują) na każdy, najmniejszy nawet i najbardziej niewinny, przejaw jego publicznej aktywności. Rzecz dotyczy również – jakżeby inaczej – innych duchownych, prawicowych oraz katolickich publicystów czy niecierpiących księdza konserwatywnych polityków z obozu rządowego i jego okolic.

Rozwiązanie może być tylko jedno

Nie mniej interesujący jest fragment komunikatu mówiący o odpowiedzialności za wypowiadane słowa. Na szczęście pominięto w nim odpowiedzialność za słowa niewypowiadane, a zaledwie przez niereformowalnego i niesfornego ks. Bonieckiego pomyślane. Przynajmniej na razie, bo może doczekamy się kolejnych, bardziej radykalnych ogłoszeń w sprawie – nie możemy być pewni, sprawa jest w toku, odpowiednie kroki "odnośnie karności i dyscypliny" zostały podjęte i wiele się jeszcze może wydarzyć.

Zobacz także: „Dziwne reguły”. Ks. Boniecki powinien odejść z zakonu marianów?

WP

A już zupełnie serio – jeżeli jednym z głównych powodów ponownego nałożenia na ks. Bonieckiego zakazu wypowiadania się w mediach innych niż "Tygodnik Powszechny" jest owa dbałość o odpowiedzialność za słowo oraz o zdezorientowanych "faktami medialnymi" odbiorców, to zakazem takim należałoby objąć całość polskiego duchowieństwa.

Trudno bowiem – w czasach, w których rzeczywistość medialna tak bardzo się zmieniła i podążyła w stronę postępującej tabloidyzacji, polaryzacji i tyranii fake newsów – dopilnować każdorazowo, by wypowiedzi kapłanów, zakonnic i zakonników, biskupów czy nawet samego papieża nie zostały przez media odpowiednio przemielone i wykorzystane do swoich celów, wyrwane z kontekstu i przerobione w niebezpieczne "fakty medialne". Dlatego też apeluję niniejszym, by zakazem występów medialnych objąć wszystkich rodzimych duchownych.

Zakaz dla wszystkich!

Chciałbym, by polski Kościół dawał jak najlepszy przykład kościołom z całego świata i mam nadzieję, że kolejne kraje podążą za nami i wkrótce zamkną usta także swoim duchownym. Tym pokornym i nie, wykształconym gorzej i lepiej, otwartym i zamkniętym, "katolewackim" i "katoprawackim", międzynarodowym odpowiednikom Kościoła "łagiewnickiego" i "toruńskiego". Wszystkim. Cieszy, że to akurat Zgromadzenie Księży Marianów, którego ks. Boniecki jest jednym z najbardziej znanych i cenionych reprezentantów, jest tak postępowe i odważnie decyduje się na rozpoczęcie globalnej rewolucji z pogranicza metafizyki i mediów.

Musimy bowiem uczciwie przyznać - jeżeli odpowiedzialność za słowo, walka z karygodnymi praktykami medialnymi, manipulacjami i półprawdami, nie jest jednym z najważniejszych dzisiaj wyzwań naszego Kościoła, to doprawdy, co mogłoby nim być? Antykoncepcja awaryjna i długość sukienek kobiet uczęszczających na niedzielne msze?

WP

Kto naprawdę manipuluje?

Skoro już o manipulacjach i "faktach medialnych" tak obszernie mowa – zacząć należałoby chyba od samego komunikatu zgromadzenia, do którego należy ks. Boniecki. Tak przynajmniej wynika z oświadczenia redakcji "Tygodnika Powszechnego", w którym czytamy, że jeden z dwóch konkretnych zarzutów przeciwko księdzu jest "zwyczajnie nieprawdziwy". Ksiądz Boniecki "żadnego wpisu ani innego aktu wsparcia nie dokonywał; stał się natomiast ofiarą manipulacji, co sam wkrótce wyjaśni w oświadczeniu na stronie zgromadzenia. Wykorzystano tu jego życzliwość i fakt, że jest przeciwnikiem dyskryminowania osób homoseksualnych, traktowania ich z pogardą oraz poniżania, co jest literalnie zgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego (por. KKK 2358: „Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”). Przykro nam, że przełożeni, znając uprzednio jego wyjaśnienie, użyli dla uzasadnienia swojej decyzji nieprawdziwego zarzutu".

Rozumiem, że każdy z przypadków przymusowego "zamilknięcia" duchownego jest rozpatrywany indywidualnie i że nie ma większego sensu podawanie innych ("dużo gorszych") przykładów duchownych (w rodzaju: "a ojciec Rydzyk wciąż nadaje"), ale też trudno uciec od tego rodzaju myślenia. Bo decyzję prowincjonała naprawdę trudno uznać za sprawiedliwą i cokolwiek naprawiającą.

Absurdalne cofnięcie "przywileju"

Można się z księdzem Bonieckim zgadzać lub nie, można się z nim ostro spierać i polemizować, można mieć zdecydowanie inne stanowisko w kwestii jego wypowiedzi politycznych/publicystycznych (np. tych dotyczących samospalenia i faktycznego czynienia z Piotra Szczęsnego męczennika), ale – raz jeszcze powołując się na analizowany tutaj treściwy komunikat – "wycofanie zainteresowanemu przywileju swobodnego wypowiadania się w mediach" jest jakimś przykrym i jątrzącym absurdem.

Powtórzę raz jeszcze. Byłaby to decyzja w pełni zrozumiała, gdyby zakaz objął wszystkich polskich duchownych.

WP

Grzegorz Wysocki, WP Opinie

*Grzegorz Wysocki *- szef WP Opinie. Wcześniej m.in. wydawca strony głównej portalu oraz redaktor działu WP Książki. Dziennikarz, krytyk literacki, były felietonista "Dwutygodnika". Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Dużym Formacie", "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Książkach". Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Polub WP Opinie
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.
WP