Żonkil - piękny kwiatek, który stał się symbolem pamięci
Żonkil - piękny kwiatek, który stał się symbolem pamięci (PAP, Fot: Geoff Swaine)
news

Gostkiewicz: My, Polacy, jesteśmy szczególnie odpowiedzialni za pamięć o Żydach [OPINIA]

Dziś przypnę żółtego żonkila do koszuli. Jeśli jesteś warszawiakiem, Polakiem, patriotą – powinieneś zrobić to samo. Na wieczną pamiątkę kilkuset tysięcy odprowadzonych na Umschlagplatz. I na przekór polskim antysemitom.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

- Mów o kwiatach. Zresztą wszystko jedno, o czym. Ale może być o kwiatach. Że je dostajesz w każdą rocznicę powstania, nie wiadomo od kogo. Trzydzieści dwa bukiety do tej pory.

- Trzydzieści jeden. W sześćdziesiątym ósmym roku nie dostałem kwiatów. Było mi przykro, ale już w następnym dostałem znowu i dostaję do dzisiaj. Raz były to kaczeńce, w zeszłym roku róże, w tym żonkile – bo to zawsze są żółte kwiaty. Przynosi je bez słowa goniec z kwiaciarni.

(cyt. za: H. Krall: "Zdążyć przed Panem Bogiem", [w]: "Fantom Bólu", Wyd. Literackie).

Przez kilka dekad, rok w rok, Marek Edelman, jeden z przywódców powstania w warszawskim getcie, dostawał pocztą od nieznajomej osoby bukiecik żółtych kwiatów. On sam również składał żółty bukiet przed pomnikiem Bohaterów Getta. Piękny, skromny żółty kwiatek stał się symbolem.

Dziś – dzięki Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN – przypnę go do koszuli. Czuję się zobowiązany pokazać, nawet tak prostym gestem, że pamiętam. Wraz bowiem z odchodzeniem ostatnich świadków tragicznych wydarzeń z 1943 roku to właśnie my, Polacy, jesteśmy i będziemy szczególnie zobowiązani do kultywowania pamięci. Ponieważ - czy tego chcemy, czy nie - to na naszej ziemi rękami niemieckich nazistowskich oprawców rozegrała się tragedia Żydów. I ponieważ zbyt wiele dzieje się w Polsce dzisiaj zła, którego sprawcy mają najwyraźniej historyczną amnezję.

Zobacz: Powstanie w getcie warszawskim. Prof. Paweł Śpiewak odpowiada Patrykowi Jakiemu

Powiecie: przecież są badania, i to unijne, świeże, z listopada 2018 roku, w których stoi jak wół, że liczba antysemickich incydentów w Polsce spada. W 2017 roku było 73 takich przypadków, w 2016 r. 101, a w 2015 r. aż 167!

I jest to prawda. I bardzo dobrze. Gdyby liczba antysemickich incydentów w Polsce - w Polsce! - rosła, to już by ludzkie pojęcie przechodziło.

Ale statystyka to nie wszystko. Nieraz pojawiały się porównania, z tego samego raportu: "a u Niemców jest o wiele, wiele więcej takich incydentów". Grubo ponad tysiąc rocznie. To też prawda. Przy czym autorzy raportu podkreślają, że nie można - co niestety robili polscy politycy - porównywać danych między krajami, bo wszędzie zostały zebrane według innej metodologii i w inny sposób. Najczęściej przez policję w oparciu o różnorodne definicje prawne napaści na tle rasowym czy narodowościowym. I mowa oczywiście tylko o tych atakach, które zostały zgłoszone. Ile było niezgłoszonych - nie wiemy.

Suche liczby zatem, choć cieszą, to nie wszystko.

Powiecie: przecież gdy tylko zdarzy się jakiś incydent, to media trąbią o nim na prawo i lewo.

Zgadza się. Trąbią, bo powinny trąbić. Powinny trąbić, kiedy Piotr Rybak palił na demonstracji kukłę Żyda. Powinny, kiedy pewien były ksiądz, związany z ruchem narodowym, wypisywał i wykrzykiwał antysemickie hasła. Powinny, gdy prezydent RP pisze – słusznie – o judeochrześcijańskich korzeniach Europy, a w odpowiedzi dostaje mnóstwo komentarzy odsądzających go od czci i wiary, z pretensjami, że jakie znowu "judeo". No jasne, nie będą nam tu przecież Żydzi europejskiej kultury budować, tak? Nieważne, że współtworzyli ją przez setki lat. Najwyraźniej dla niektórych jedynym akcentem żydowskim w religii katolickiej może być sam Jezus.

Powiecie: odosobnione przypadki, nie wolno mówić o Polakach, o całym naszym narodzie, jako o antysemitach, bo to krzywdząca nieprawda, bo drzewek w Jad Waszem polskich najwięcej, bo w całej Europie powstały siły lojalistyczne wobec Hitlera, tylko w Polsce nie. I dobrze, że PiS ustawę o IPN zmienił, nie będzie nikt śmiał nas, Polaków, ofiary wojny, oskarżać, że my antysemici. I jak ten Izrael w ogóle śmie protestować przeciw tej ustawie. Amerykanie też na nas naciskają, że przegięliśmy? To bez łaski, obejdzie się. A tak w ogóle, to kiedy ekshumacja w Jedwabnem będzie? Niech robią, sprawdzimy, czy to rzeczywiście tak było, że to niby Polacy mordowali tych Żydów, jak ten Żyd Gross w swojej polakożerczej książce napisał. Sprawdzimy.

Dziś macie milczeć.

Najlepiej, jakbyście milczeli cały rok, ale dziś - 19 kwietnia - w szczególności, ponieważ to 76. rocznica powstania w warszawskim getcie.

Nikt o zdrowych zmysłach nie ma prawa nazywać Polaków narodem antysemitów. Nikt nie ma prawa oskarżać polskiego narodu jako całości o współpracę z hitlerowskimi Niemcami przy Zagładzie. Ale nikt o zdrowych zmysłach nie może powiedzieć, że wśród Polaków nie ma antysemitów.

Bo kiedy znów zaczniemy krzyczeć, że jesteśmy święci i niewinni, ja przypomnę – sobie i innym - trzy sprawy.

Po pierwsze - drugi raport. Ten, w którym zapytano samych zainteresowanych - Żydów. W całej Europie w tym badaniu uczestniczyło ponad 16 tysięcy osób. Spytano m.in., czy dostawały obraźliwe lub zawierające groźby maile lub smsy lub telefony, czy ktoś je obrażał, pokazywał obraźliwe gesty na ulicy – lub obrażał w internecie.

Wynik? 32 proc. badanych w Polsce oceniło, że w poprzedzających 12 miesiącach były ofiarami nękania z powodu swojej żydowskiej tożsamości. To odsetek wyższy od unijnej średniej. Znacząco wyższy niż w innych krajach jest odsetek osób nękanych w internecie, najwyraźniej polscy antysemici są mocni przede wszystkim w gębie.

A kim jest polski antysemita? Jest nieco inny niż ten z krajów Zachodu – tam to często muzułmański ekstremista lub skrajny (czyli antyizraelski) lewicowiec. Co ciekawe – zdarzały się przypadki łączenia tych charakterystyk. W Polsce tymczasem ofiary ataków wskazywały na skrajną prawicę i "ekstremistów chrześcijańskich". Czyżby polski antysemityzm miał twarz narodowo-katolicką? Tak przynajmniej niestety wynika z raportu. Komuś tu przydałby się porządny rachunek sumienia.

Po drugie – przypomnę rozmowę, która parę lat temu mną wstrząsnęła. "Chciałby pan być Żydem w tym kraju?" - zapytał mnie wprost Mikołaj Grynberg, pisarz, fotograf, z drugiego pokolenia Ocalonych z Holokaustu. I przyznał – nie, to nie wymysł, to prawda - że nieraz usłyszał "wypier....j do Izraela". Odpowiedziałem mu wtedy, że jedyne, co mogę zrobić, to zaprosić go serdecznie z powrotem do Polski, bo mi wstyd.

Nie trzeba zresztą być znaną osobą, żeby oberwać obelgą za swoją żydowskość. Cytowałem już raport z danymi i liczbami. Teraz czas na dowód anegdotyczny. Dowód składa się ze strachu, jaki czuła i czuje w Polsce moja przyjaciółka, polska Żydówka. Ma piękne żydowskie imię i przepiękną żydowską urodę. I ma ten swój strach, poparty doświadczeniami dziecka na podwórku, strach o to, że kiedyś nie skończy się na wyzwiskach. Bo na podwórku w standardowym zestawie wyzwisk "żyd", obok "cwela" czy "pedała", trzyma się mocno.

Tak, w Polsce jest antysemityzm. A ten żółty kwiatek z nim walczy.

Dlatego - na przekór polskim antysemitom, na przekór nacjonalistycznym księżom, na przekór skrajnym prawicowcom, którzy udają, że ich koszule wcale nie są brunatne, na przekór różnym mieczykom Chrobrego i tym podobnym symbolom, na przekór podpalaczom kukieł Żydów, ale przede wszystkim dla mojej przyjaciółki – i dla tych Ocalonych, ich dzieci i wnuków, i dla tych wszystkich, których obecność można czasem podobno poczuć na zbudowanym na gruzach getta Muranowie – przypnę dziś żółtego żonkila do koszuli.

Polub WP Opinie
Trwa ładowanie
.
.
.
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące