wp

Papież Franciszek przeprosił za postawę Kościoła podczas ludobójstwa w Rwandzie. Abpa Hosera nie stać na taki gest

Papież Franciszek przeprosił za postawę Kościoła i jego przedstawicieli podczas ludobójstwa w Rwandzie. Jednym z nich był abp Henryk Hoser, dzisiaj arcybiskup warszawsko-praski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Abp Henryk Hoser
Abp Henryk Hoser (Forum, Fot: Grażyna Myślińska)

Papież Franciszek "ponowił błaganie o Boże przebaczenie za grzechy i uchybienia Kościoła i jego członków, w tym księży, zakonników i zakonnic, którzy ulegli nienawiści i przemocy, zdradzając swoją ewangeliczną misję". To fragment komunikatu Stolicy Apostolskiej po spotkaniu głowy Kościoła z prezydentem Rwandy Paulem Kagame.

wp

W 1994 roku przez sto tragicznych dni w Rwandzie sąsiedzi zabijali sąsiadów, koledzy z pracy kolegów z pracy. Ludobójstwo dokonane przez Hutu na członkach plemienia Tutsi pochłonęło około miliona ofiar. Świat przyglądał się temu bez jakiejkolwiek reakcji: zarówno przebywający w Rwandzie żołnierze ONZ, jak i duchowni.

W Rwandzie działali wówczas także polscy misjonarze. Do dzisiaj cieniem kładzie się na nich sprawa masakry w parafii w Gikondo, dzielnicy stołecznej Kigali. Bojówki Hutu w ciągu dwóch godzin zabiły maczetami ok. 100 osób, które schroniły się w misji pallotyńskiej. Nie udało im się uchronić swoich wiernych.

Te wydarzenia to jeden z wątków reportażu "Dzisiaj narysujemy śmierć" autorstwa Wojciecha Tochmana. Jak opisywał, polscy duchowni biernie przyglądali się tragedii. Mieli bardziej skupiać się na ochronie Najświętszego Sakramentu. Sprawę masakry w Gikondo bada Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy. Tak opisuje to Tochman.

Rozmawiano o tym, co dzieje się w mieście. I o tym, że nie należy się wtrącać. To nie nasza sprawa, nie nasz biznes. Ale Najświętszy Sakrament tak. Jest w kościele. Zagrożony. (...) Cokolwiek się tam stanie, nie wolno dopuścić do profanacji. Najświętszy Sakrament trzeba ocalić! Ale co zrobić, by ocalić ludzi - o tym, według Jerzego Mączki, przy śniadaniu księża nie rozmawiali wcale. Dlaczego? Czy dlatego, że ofiarami byli Tutsi, a mordercami Hutu? Księża podjęli decyzję: idziemy ocalić Chrystusa, który za nas cierpiał rany.

wp

Także o tę sprawę reportażysta pytał abpa Henryka Hosera, dzisiaj arcybiskupa warszawsko-praskiego i jednego z najpotężniejszych ludzi w polskim Kościele. Hoser przez dwie dekady był misjonarzem w Afryce, a od 1994 do 1996 roku zastępował Nuncjusza Apostolskiego, czyli przedstawiciela papieża, w Rwandzie. Hoser nie pozwolił zacytować ani jednej odpowiedzi z 20-minutowej rozmowy, więc Tochman zacytował tylko pytania, jakie zadał biskupowi.

  1. Czy i dlaczego Kościół w Rwandzie faworyzuje Hutu?
  2. Czy postawa rwandyjskiego Kościoła mogła sprzyjać ludobójstwu
  3. Co w kwietniu 1994 roku stało się na Gikondo, które ksiądz świetnie zna?
  4. Czy mieszkający tam Pallotyni mogli zachować się inaczej?
  5. Czy mogli zachować się inaczej, gdy wrócili z ucieczki?
  6. Czy katoliccy księża brali udział w ludobójstwie w 1994 roku?
  7. Czy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku w Rwandzie było jedno, czy dwa ludobójstwa?
  8. Czy Kościół neguje ludobójstwo 1994?
  9. Co księdzu wiadomo o ukrywaniu przez Watykan duchownych ludobójców?
  10. Czy ksiądz arcybiskup pomagał w ich ewakuacji z Rwandy?
  11. Dlaczego ksiądz do Rwandy już nie jeździ?

Znacznie więcej mówił ksiądz Jean Ndorimana. W opublikowanym kilka lat temu wywiadzie dla serwisu naTemat stawia poważne oskarżenia wobec Henryka Hosera: - Podczas gdy ludobójstwo toczyło się w najlepsze, ksiądz Hoser wielokrotnie podróżował z Burundi do Rwandy i z powrotem. Był w dobrych stosunkach z osobami dokonującymi ludobójstwa, gdyż w czasie, gdy trwała rzeź ludności Tutsi, bez trudu przekraczał granicę i przemieszczał się między rozmaitymi punktami kontrolnymi w samej Rwandzie.

Według rwandyjskiego duchownego także po ludobójstwie postawa Hosera pozostawia wiele do życzenia. - Zachowywał się nieodpowiednio, wielokrotnie dając wyraz swojemu negacjonizmowi - mówił. Dodawał, że Hoser wielokrotnie miał wzywać do pomagania biskupom wywodzącym się z Hutu, czyli plemienia sprawców ludobójstwa.

wp

Po słowach papieża Franciszka, spytaliśmy rzecznika abpa Hosera, jak jego przełożony odebrał gest przywódcy Kościoła. A przede wszystkim, czy sam abp Hoser ma sobie coś do zarzucenia w sprawie jego działalności w Rwandzie. Mateusz Dzieduszycki w odpowiedzi przesłał nam krótki wykład na temat tego co stało się w Rwandzie i dlaczego. Samego arcybiskupa dotyczą bezpośrednio tylko dwa zdania:

Misja abp Hosera polegała właśnie na ograniczaniu napięć społecznych i ograniczaniu wzajemnej wrogości. Współpracował z nowym rządem Rwandy w perspektywie powrotu uciekinierów i emigrantów, pomocy społecznej i zabezpieczenia porzuconego mienia, odbudowy służby zdrowia i uruchomienia szkół.

Poza tym rzecznik abpa Hosera przekonuje, że Kościół w Rwandzie dążył do zakończenia wojny domowej, do uspokojenia napięć między Tutsi a Hutu, a już po ludobójstwie do zabliźnienia ran oraz wielokrotnie przepraszał za udział członków Kościoła w zbrodni. Papież uznał jednak, że te przeprosiny nie wystarczą. Bo już w 2000 roku przepraszał Jan Paweł II. Franciszek, ponawiając ten gest, wyraźnie pokazał, że jego zdaniem Kościół wciaż nie rozliczył się z tragedii.

Nie rozliczył się także abp Hoser, który wkrótce odejdzie na emeryturę - w listopadzie skończy 75 lat. Gest papieża Franciszka mógłby być dla polskiego duchownego impulsem do odpowiedzenia na te najtrudniejsze z pytań. Wygląda jednak na to, że tak się nie stanie.

Polub WP Opinie
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.