Rok TVP. Jakub Majmurek: Karuzela śmiechu Jacka Kurskiego

Biorąc pod uwagę twarde dane, dowodzony przez Jacka Kurskiego okręt TVP tonie. Ubywa widzów, przybywa finansowych problemów. Tylko czołowy program informacyjny TVP, "Wiadomości", między październikiem tego a zeszłego roku stracić miał ponad milion widzów. W samym ubiegłym roku spółka przyniosła 180 milionów złotych straty. Za rok 2017 nie mamy danych. Wiemy jednak, że TVP musiała zostać zasilona pożyczką 800 milionów złotych ze skarbu państwa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jacek Kurski powinien zostać odwołany?
Jacek Kurski powinien zostać odwołany? (East News)

Wszystko to wystarczyłoby, by w normalnych warunkach odwołać Jacka Kurskiego. W Polsce nie mamy jednak normalnych warunków. Kurski odpowiada bowiem tak naprawdę przed tylko jednym widzem – Jarosławem Kaczyńskim. Ten jak na razie wydaje się być zadowolony. Przekaz TVP niemal idealnie pokrywa się z przekazem jego partii. Rząd jest wychwalany codziennymi litaniami pochlebstw, opozycja przedstawiana jako banda zdrajców i idiotów. Z taką telewizją – wydaje się wierzyć Prezes – PiS musi wygrać kolejną kadencję.

Na miejscu Prezesa nie byłbym jednak zachwycony. Nie tylko dlatego, że ubywa widzów, którzy widząc na ekranie Danutę Holecką, nie sięgaliby automatycznie po pilota. Prawdziwy problem polega na tym, że coraz więcej widzów w "Wiadomościach" nie szuka informacji, a perwersyjnej rozrywki. Programy informacyjne TVP ogląda się dziś trochę tak jak kultowe filmy najgorsze: "Plan 9 z kosmosu", "Klątwę doliny węży" czy "The Room". "Bulterier Kaczyńskich" okazał się Edem Woodem telewizji.

Jakie były największe "hity" kierowanej przez niego stacji w roku 2017?

To był pucz!

Już sam początek roku TVP uczciła mocną treścią. W styczniu stacja wyemitowała "dokument" zatytułowany "Pucz". Jak można się spodziewać, próbował on udowodnić, że wydarzenia z przełomu 2016 i 2017 roku – próba ograniczenia obecności mediów w Sejmie, wykluczenie z obrad posła Szczerby, okupacja sali plenarnej przez opozycję, wątpliwe regulaminowo głosowanie nad budżetem w sali kolumnowej – były tak naprawdę próbą puczu, przeprowadzaną przez "totalną opozycję", niezdolną przeboleć swojej klęski z 2015 roku.

Czytaj także: Grzegorz Wysocki: „Pucz”. Poruszający film przyrodniczy o dzikich zwierzętach

Jakie dowody na pucz przedstawił film? Żadne. Nie podał nawet wiarygodnych poszlak. Insynuacyjna narracja opierała się na argumentach zupełnie kuriozalnych (posłowie PO przynieśli przed okupacją Sejmu kanapki na salę obrad) i dawno zweryfikowanych przez media fake newsach. Choć zdementowano rewelacje mówiące, że na przełomie grudnia i stycznia nie było żadnego zakłócania sygnału TVP, "Pucz" podawał je jako fakt – wyjaśniając, że opozycja zakłócała sygnał obiektywnych publicznych mediów, by TVN mogło siać wrogą propagandę i podburzać Polaków do warszawskiego majdanu.

Pucz" do telewizyjnego dokumentu czy reportażu miał się mniej więcej tak, jak robione na puszkach piwa i parówkach symulacje "ekspertów" Macierewicza do naukowych metod ustalania przyczyn katastrof lotniczych. Nawet w PRL propaganda o opozycji plującej na Ludową Ojczyznę za pieniądze CIA przynajmniej usiłowała bardziej trzymać się rzeczywistości niż dzikie spekulacje autorów "Puczu".

Totalna opozycja totalnie atakuje najlepszy z rządów

Klasę samą dla siebie stanowią paski "Wiadomości". Cała brutalność i toporność propagandy telewizji publicznej wyraża się w krótkiej, jedno- lub dwuzdaniowej, poetyckiej w swej lakoniczności formie. Paski "Wiadomości" to paździerzowe haiku dzisiejszej władzy.

Zobacz także: Robert Górski wymyśla paski dla TVP Info

Wystarczy rzut oka na pasek w "Wiadomościach", by mieć jasność, że nie mamy do czynienia z żadnym programem informacyjnym, a raczej z czymś w rodzaju audiowizualnego seansu psychologicznego, budującego kult władzy i szczującego na opozycję. Paski TVP oraz TVP Info tworzą bowiem narrację, w której dzięki wysiłkom rządu Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej, co nie podoba się opozycji, knującej przeciw rządom dobrej zmiany, jak złowieszczy Don Pedro z Krainy Deszczowców przeciw państwu dobrego Króla Kraka w książkach o przygodach Baltazara Gąbki.

"Rosną dochody polskich rodzin", "Grubsze portfele Polaków", "Morze źródłem potęgi polskiej gospodarki" – podnoszą widzów na duchu "Wiadomości". "M. Gersdorf podważa mandat demokratycznie wybranej władzy", "PO niezadowolona ze wzrostu znaczenia Polski w świecie", "Szokujące zapowiedzi opozycyjnych bojówkarzy" – straszą z drugiej.

Seanse te więcej mają wspólnego z logiką sekty niż działalności politycznej. Dla każdego, kto nie jest w PiS-owskiej sekcie, są też mimowolnie zabawne. Trudno się nie roześmiać, gdy na pasku zapowiadającym materiał o nowym premierze, Mateuszu Morawieckim, czytamy: "Romantyzm celów, pozytywizm środków". Gdy widzimy pasek "Ewa Kopacz chwali te kobiety, które zamiast przygotowywać święta stoją pod Sejmem i sądami" długo zastanawiamy się, czy to nie "Asz Dziennik: lub inny portal satyryczny wyrafinowanie trollujący propagandę TVP. Okazuje się jednak, że rzeczywistość TVP jest zawsze śmieszniejsza od jej najbardziej odważnej parodii.

Bananowi lekarze

W szczuciu na przeciwników władzy na niewyobrażalny poziom dna TVP spadło przy okazji relacji z protestów lekarzy rezydentów. Dziennikarzom stacji rok 2017 pomylił się z ’68, a informacja z propagandową nagonką na "bananową młodzież" z czasów Gomułki.

Mogliśmy się dowiedzieć, że lekarze protestują podburzeni przez partię Razem i resztę "totalnej opozycji". Do protestów nie ma bowiem powodów. Młodzi lekarze żyją jak pączki w maśle. Zajadają się kanapkami z kawiorem i rozbijają po egzotycznych miejscach globu.

Portal TVP Info zaatakował jedną z uczestniczek protestu, Katarzyną Pikulską, publikując zdjęcia, mające pochodzić z jej rzekomo egzotycznych wakacji. Jak się okazało, zdjęcia zostały zrobione w trakcie misji medycznych, w których Pikulska brała udział, niosąc pomoc mieszkańcom takich miejsc, jak Kurdystan.

Nawet dla TVP było to o jedną manipulację za dużo. Autor materiału, Ziemowit Piotr Kossakowski został zawieszony w obowiązkach. Jak jednak niedawno zapowiedział Jacek Kurski, ma wrócić do pracy od nowego roku.

Bulteriery i pochlebcy

Kossakowski jest nie jest bowiem wypadkiem przy pracy TVP. Idealnie wpisuje się w nowy typ dziennikarza, modelowego dla polityki informacyjnej stacji pod Kurskim. Zaangażowanego po jednej stronie, nieudającego obiektywizmu, silnie tożsamościowego, agresywnie spinującego przekaz dnia rządzącej partii. Bulteriera wobec przeciwników rządu, pochlebcy wobec rządzących.

Można wymienić wiele przykładów takiego dziennikarstwa: Michała Rachonia, Danutę Holecką, Ewę Bugałę, Łukasza Sitka.

Ten ostatni zasłynął ulicznymi sondami, które znów budzą oczywiste skojarzenia z telewizją PRL. Tak jak w produkcji z tamtej słusznie minionej epoki, mamy w nich obraz prostego ludu, który murem stoi za rządem i nie daje się nabrać na machinacje opozycji. "Nie znam żadnego biednego lekarza, lekarzom chodzi tylko o kasę" – powtarzają pytani przez Sitka przechodnie w trakcie protestów rezydentów. "Tusk to złodziej" – zgodnie mówią mieszkańcy stolicy, pytani o ocenę jego pracy w Europie. "Wystarczyło nie kraść: – konstatują kolejni w sondzie zastanawiającej się, czemu PO nie udało się polepszyć ściągalności VAT.

Trudno w materiałach Sitka znaleźć choć jedną wypowiedź nie dobraną pod tezę, jego sondy nie mają żadnej informacyjnej wartości. Robione są po to, by wysłać komunikat: "naród z władzą".

Sitek jest w swojej produkcji telewizyjnej głównie paździerzowy. Michał Rachoń, choć ma podobnie agresywny styl, lepiej czuje medium, jego monologi pomyślane są jako sieciowe wirale i, jak pełne nie byłyby bzdur, działają. Najwięcej bzdur pojawiło się w jego monologu z lata, gdy przedstawił wizję, w której współczesne sądy w Polsce wprost poczęły się z paktu Ribbentrop-Mołotow. Słuchając jego wystąpienia można by odnieść wrażenie, że obecnie sędziowie Sądu Najwyższego wjechali do Polski na radzieckich tankach, a od czasu manifestu PKWN do dziś nic się w kraju nie zmieniło i to dopiero PiS wyzwala Polskę z radzieckiego jarzma – trwającego jak widać ciągle ćwierć wieku po rozpadzie ZSRR.

Holecka z kolei opanowała do perfekcji sztukę rozmowy z władzą prowadzoną na kolanach. Jej jesienny wywiad z Jarosławem Kaczyńskim to zupełny kosmos pochlebstwa i lizusostwa. Każde pytanie Holeckiej dałoby się zastąpić formułą: "Panie prezesie, dlaczego jest pan tak genialny?".

Pozostaje nam wierzyć w geniusz naczelnika

We wspomnianym PRL władza pozwalała na wentyl bezpieczeństwa, choćby w postaci atakującego ją kabaretu. W TVP nie ma na nic takiego miejsca. Czołowy satyryczny program stacji, "W tyle wizji", jest chyba jedynym na świecie, który atakuje opozycję, a wychwala rząd.

Najbardziej groteskowe formy przybiera to w wierszykach Marcina Wolskiego. Na początku roku atakował opozycję, że w trakcie wigilii w Sejmie miast opłatka spożywała… macę.

Antysemickie aluzje pod adresem przeciwników politycznych mieszają się u Wolskiego z pochlebstwami ze szkoły Holeckiej. Gdy z funkcją szefowej rządu odchodziła Beata Szydło, satyryk wygłosił na ekranie telewizji wierszyk:

Klasyk Bolek powiedział, zacytuję, sorki,
że są konie do biegu i konie do orki.
Czasem rumak potrzebny, kiedy indziej szkapa
i na tym zasadza się dziś mądrość etapa.
A że się pogubiła w tym wszystkim publika,
pozostaje nam wierzyć w geniusz Naczelnika.

Zabawić się do mdłości

Na miejscu "Naczelnika" wiele osób poczułoby się zażenowanym. I poczucie żenady prędzej czy później zwycięża w kontaktach z informacyjno-publicystyczną ofertą TVP. Przejażdżka na karuzeli śmiechu Kurskiego prowadzi nieuchronnie do mdłości.

Ed Wood czy Tony Wiseau robili swoje rakowate filmy za prywatne pieniądze. Nieudolność łączyła się u nich ze wzruszającą miłością do kina. Kurski swoją pokraczną telewizję robi za publiczne środki. I nie widać w niej żadnej miłości do telewizji czy nawet pełnego pasji oddania jakiejś politycznej idei – zostaje wyłącznie pałkarstwo.

Jakub Majmurek dla WP Opinie

Polub WP Opinie
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.