Trwa ładowanie...
d2qd40q

Marcin Makowski: Start Majchrowskiego w Krakowie to wielki kłopot dla PiS

Rozmowy toczyły się ponoć do ostatnich godzin. Tradycji - jak przystało na Kraków - stało się jednak zadość. Jacek Majchrowski, wspierany przez PO i PSL, po raz piąty ruszy w wyścigu o fotel prezydenta. Jeśli on i Rafał Trzaskowski odniosą zwycięstwo, przyprawią PiS o ból głowy. W Krakowie, po raz pierwszy od dawna, jest jednak szansa na prawdziwą kampanię.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Jak stwierdził prezydent, cytując badania opinii, które zlecił, wygrać może tylko jeden zawodnik. Majchrowski właśnie"
"Jak stwierdził prezydent, cytując badania opinii, które zlecił, wygrać może tylko jeden zawodnik. Majchrowski właśnie" (Agencja Gazeta, Fot: Jakub Włodek)
d2qd40q

Kolejki interesariuszy ciągnące do gabinetu Jacka Majchrowskiego przed ogłoszeniem startu w wyborach prezydenckich, to już taka lokalna tradycja. Scenariusz jest zawsze podobny. Profesor ma już w końcu swoje lata, kilka kadencji porządził, sporo również oszczędził (wg. oświadczeń majątkowych jest najbogatszym prezydentem w Polsce), więc teoretycznie nic go już w ratuszu nie trzyma.

Żona prosi, żeby odszedł na emeryturę i pożył, napisał książkę, pospacerował z wnukami. Prawdziwe imperium wzajemnych powiązań polityczno-biznesowych dwoi się jednak i troi, aby narysować inny, równe kuszący obraz „prezydenta dwóch dekad”. Mądrego profesora Jacka, który kiedyś zasłuży w mieście na pomnik, jak inni wielcy wizjonerzy Wielkiego Krakowa.

Księstwo krakowskie

Niech sobie państwo tylko wyobrażą, ile takich osób przez 16 lat sprawowania władzy w drugim największym mieście w kraju mogło się nagromadzić? Jak potężne księstewka wyemancypować? Jak nieprzebrane są rzesze zawdzięczających karierę, awans, albo samo stanowisko dobremu prezydentowi Majchrowskiemu. I jaka potężna wytworzyła się wokół tego stanu rzeczy próżnia samorządowo-politycznego nihilizmu?

d2qd40q

W końcu po co trwonić pieniądze i siły, startując do boju przeciw kandydatowi, co do którego wiadomo, że i tak wygra? Było kilku śmiałych i młodych, był (niegdyś w PO i Ruchu Palikota) Łukasz Gibała, który chciał zrobić kampanię jak w zachodnich ruchach miejskich. Sadził drzewka, anty smogowe kwiatki, jeździ elektryczną Teslą. I znowu powalczy, ale czy już wie, że kolejny raz przegra?

Dobry prezydent Jacek

Bo przecież w Krakowie, jak stwierdził prezydent, cytując badania opinii, które zlecił, wygrać może tylko jeden zawodnik. Majchrowski właśnie. Przecież wszyscy go znają, jest stateczny, z aparycji i temperamentu idealnie pasuje do wizerunku „krakowskiego profesora”. Takiego, z którym na Plantach po zajęciach można podyskutować o stronnictwach politycznych XX-lecia międzywojennego. Niczym nietaktownym nie zaskoczy, stadiony i centra kongresowe wybuduje, z nikim się nie sprzecza. A jak trzeba, to i dewelopera zrozumie, korzystne dla niego zgody wyda. Ludzki pan w typie Z Bożej Łaski cesarza Franciszka Józefa, skądinąd nad Wisłą szalenie lubianego.

Mam dziwne wrażenie, że tym razem było już naprawdę blisko, aby w Krakowie doszło do rewolucji kopernikańskiej, i wreszcie ktoś nowy wziął odpowiedzialność za losy miasta. Niestety, jak głoszą plotki, do startu nie udało się namówić pochodzącego z Krakowa szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. W takim przypadku, wobec braku kandydata ludowców i braku wyrazistej postaci z PO, wygrała opcja: „Jacku, musisz!”. Majchrowski najwidoczniej uległ perswazji liderów opozycji, wiedząc, że jeśli odda władzę, ta najprawdopodobniej przejdzie w ręce PiS-u, który wystawił Małgorzatę Wassermann. Kandydatkę silną i zdolną do odbicia grodu Kraka.

d2qd40q

Książkowa kampania

- W tej chwili samorząd staje się jakby mniej samorządem. Wszystkie decyzje zapadające centralnie zmierzają w kierunku ograniczania samorządu, który staje się ramieniem rządu. Nie jestem zwolennikiem tego. Zawsze byłem samorządowcem. Mieszkańcy danej miejscowości lepiej wiedzą, czego potrzebują niż centrala - stwierdził Majchrowski na czwartkowej konferencji prasowej, niejako słowo w słowo powtarzając program „Polska Samorządna” PO i „Rzeczpospolita Samorządowa” PSL, gdzie władzę lokalną, przeciwstawia się centralizmowi Prawa i Sprawiedliwości. Myślę, że właśnie ta wizja - oddania miasta na pastwę zdalnego sterowania z Warszawy - zadecydowała o decyzji profesora. I mocno pokrzyżowała plany Zjednoczonej Prawicy.

Ta bowiem wystawiła dwoje młodych i rozpoznawalnych z komisji śledczych kandydatów, grając o pełną stawkę, czyli przejęcie samorządowego dubletu Kraków-Warszawa. Z perspektywy wyborcy, cieszę się, że tak się stało. Wreszcie będziemy mieć w obu tych miastach szansę na realną, krwistą i wyrównaną kampanię. Póki co, w roli faworytów występują jednak kandydaci opozycji. Jeśli zatem Jakiemu i Wassermann, pomimo wystawienia najmocniejszych kart, nie uda się wygrać z rządzącym od stu lat Majchrowskim i Rafałem Trzaskowskim, który niegdyś wspierał Hannę Gronkiewicz-Waltz, a w mediach społecznościowych potyka się o własne tweety, wymówek nie będzie. W końcu suweren zadecyduje, a vox populi, vox dei. Z wypiekami czekam zatem na kampanię w Krakowie. Będzie co oglądać.

Marcin Makowski dla WP Opinie

d2qd40q

Podziel się opinią

Share
d2qd40q
d2qd40q