Trwa ładowanie...
d2itnql

Japońskie egzekucje jeńców podczas II wojny światowej

• Podczas II wojny światowej Japończycy mordowali jeńców wojennych nie licząc się z przyjętymi na świecie konwencjami
• Jedną z najbardziej znanych ofiar jest Leonard Siffleet
• Zdjęcie z jego egzekucji stało się jedną z najbardziej znanych fotografii z czasów II wojny światowej
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Japońskie egzekucje jeńców podczas II wojny światowej
(Wikimedia Commons)
d2itnql

• Podczas II wojny światowej Japończycy mordowali jeńców wojennych, nie licząc się z przyjętymi na świecie konwencjami
• Jedną z najbardziej znanych ofiar jest Leonard Siffleet
• Zdjęcie z jego egzekucji stało się jedną z najbardziej znanych fotografii z czasów II wojny światowej

Fotografia jest dosyć niewyraźna, ale można wyczytać z niej wiele. Na pierwszym planie widzimy mężczyznę w brudnym mundurze australijskich sił specjalnych. Dziś wiemy, że nazywał się Leonard Siffleet i był radiooperatorem, którego pojmano w czasie tajnej misji na terenie Nowej Gwinei. Gruby sznur krępuje mu ręce, a czarno-biała opaska zasłania oczy. Ziemia wokół wydaje się mocno rozkopana. Być może szarpał się ze strażnikami, nim złamali w nim wolę i zmusili do klęknięcia. Być może to ślady po wcześniejszych egzekucjach - razem z Australijczykiem złapano dwóch jego kompanów.

Tuż obok Siffleeta stoi szczupły Japończyk w okularach. Wysokie skórzane buty i charakterystyczna czapka sugerują oficerską rangę. Ma zaciśnięte usta, a nad głową unosi oburącz tradycyjny samurajski miecz. Wszystkiemu przygląda się kilkudziesięciu mężczyzn. Część to japońscy żołnierze, inni wyglądają na papuańskich cywilów. Jedni są skupieni, kolejni - raczej znużeni. Wojskowy w samym środku kadru obserwuje rozgrywającą się scenę z szerokim uśmiechem. Wie, że wszyscy wiedzą, co się za moment stanie.

d2itnql

Zdjęcie uwieczniające ostatnie chwile sierżanta Siffleeta odkryli pół roku później, w kwietniu 1944 r., amerykańscy marines. Znaleźli je przy ciele japońskiego majora, który zginął w trakcie walk w Zachodniej Gwinei. Powojenne dochodzenie ujawniło, że oficerem dzierżącym katanę był porucznik Yasuno Chikao, a rozkaz stracenia jeńca wydał wiceadmirał Michiaki Kamada. Choć pierwszy z nich miał zginąć jeszcze w trakcie konfliktu, drugi ostatecznie odpowiedział za tę i wiele innych zbrodni. W 1947 r. aliancki trybunał skazał go na karę śmierci.

Historia Leonarda Siffleeta ilustruje jednak coś znacznie więcej niż winę dwóch okrutnych oficerów - jest symbolem tragicznego losu, który spotkał tysiące jeńców znajdujących się w japońskiej niewoli.

Egzekucja Leonarda Siffleeta, 1943 r.
Egzekucja Leonarda Siffleeta, 1943 r.

Egzekucja Leonarda Siffleeta, 1943 r. fot. Wikimedia Commons

d2itnql

Jeniecka rzeź
O wojennych zbrodniach Japończyków napisano wiele. Masakry, gwałty, stosowanie broni chemicznej, eksperymenty medyczne - żołnierze cesarza Hirohito dopuszczali się niemal każdej możliwej potworności. Według słynnych badań prof. Rudolpha Rummela, tylko w Chinach Armia Imperialna doprowadziła w latach 1937-1945 do śmierci ponad 10 mln ludzi. Ofiar z pozostałych części Azji oraz Pacyfiku nie sposób nawet oszacować.

Japończycy nie oszczędzali nikogo - wliczając w to jeńców wojennych. Chociaż w 1929 r. światowi przywódcy uzgodnili w Genewie zasady humanitarnego traktowania brańców, Tokio nie ratyfikowało spisanej wtedy konwencji. Dekadę później w japońskiej niewoli umierał co czwarty jeniec z Zachodu, siedmiokrotnie częściej niż w obozach niemieckich czy włoskich. Jeszcze gorzej wyglądało to w przypadku więźniów z Państwa Środka - w 1937 r. Hirohito ogłosił, że chińskim kombatantom nie przysługuje nawet podstawowa ochrona gwarantowana przez konwencje haskie.

Skutki były opłakane: o ile po zakończeniu wojny ocalonych z japońskich obozów jenieckich Brytyjczyków, Holendrów i Amerykanów liczono w dziesiątkach tysięcy, Chińczyków przetrwało tam zaledwie 56. Choć najobfitsze żniwo zbierały choroby, głód i roboty przymusowe, to jeńców systematycznie rozstrzeliwano, katowano lub topiono (od 1943 r. wraży personel złapany na morzu miał ginąć na miejscu). Inną popularną - i wyjątkowo wstrząsająca, zwłaszcza w oczach zachodniej publiki - metodą egzekucji była dekapitacja. Wizja ścięcia samurajskim mieczem prześladowała tysiące alianckich żołnierzy walczących na dalekowschodnich frontach. Tak brutalne podejście do pojmanego wroga było dla Japończyków jednak stosunkowo nowe.

###Gwałtowna zmiana
Pod koniec XIX w. rządzona przez cesarza Mutsuhito Japonia zaczęła wyrastać na globalną potęgę. Po dekadach stagnacji kraj przechodził bardzo intensywną modernizację, a jego armia stawała się prężną i nowoczesną siłą szkoloną w dużej mierze przez pruskich oficerów. Instruktorzy ze Starego Kontynentu przekazywali japońskim wojskowym bardzo pragmatyczne podejście do jeńców. W Europie, gdzie konflikty toczyły się z reguły między sąsiadami, żołnierze masowo trafiali do niewoli. Traktowanie pojmanych ludzi wroga w sposób humanitarny dawało nadzieję, że odpłaci się on tym samym. Nauki, jak się wydawało, trafiały na podatny grunt.

d2itnql

W trakcie pierwszej wojny z Chinami (1894-1895) Japończycy często wypuszczali przeciwników jeszcze przed zawieszeniem broni, a po starciach z Rosją dekadę później - oraz w czasie I wojny światowej - wypłacali jeńcom wynagrodzenie za pracę przymusową. Nawet jeśli warunki w podlegających Tokio obozach internowania były ciężkie, to Japonia nie odbiegała pod tym względem od nich państw tamtej epoki. Ale w końcu uległo to zmianie.

Po 1918 r. Krajem Kwitnącej Wiśni zawładnęły znacznie agresywniejsze instynkty. Rosnąca potęga rozbudziła imperialne ambicje, a generałowie zaczęli szykować naród do podbojów.

###Rykoszet
Militarystyczna propaganda, będąca mieszanką nacjonalizmu i odpowiednio zmanipulowanych mitów o kodeksie samurajów, nie przewidywała litości dla słabszych. Wcielana do armii młodzież bez ustanku słyszała, że walczyć należy do upadłego, a złożenie broni przynosi hańbę.

Opinia publiczna pragnęła krwi. Gdy w 1937 roku oddziały Hirohito przypuściły zmasowaną inwazję na Chiny, największe japońskie dzienniki regularnie donosiły o rywalizacji dwóch poruczników, którzy próbowali ściąć mieczem po 100 żołnierzy wroga. Kiedy każdy z nich rzekomo przekroczył tę granicę, oficerowie postawili sobie - o czym z uznaniem donosiły media - nowy cel: 150 głów. Po wojnie jeden z nich przyznał, że zdecydowanej większości morderstw dokonali na rozbrojonym przeciwniku. Chociaż historycy kwestionują dziś liczby przytaczane przez ówczesne relacje, sam fakt entuzjastycznego przyjęcia takich artykułów bardzo wymownie obrazował nastroje panujące w japońskim społeczeństwie.

d2itnql

Pogarda dla kapitulacji prowadziła do wielu okrucieństw, lecz miała także i inny efekt: Japończycy rzadko zostawali jeńcami. W trakcie ośmiu lat intensywnych walk na Dalekim Wschodzie i Pacyfiku do niewoli trafiło prawdopodobnie mniej niż 50 tys. żołnierzy cesarza. Śmierć w walce lub w wyniku samobójstw - nierzadko grupowych - poniosły tymczasem ponad 2 mln ich rodaków. Z 30 tys. Japończyków bijących się o wyspę Saipan, zaledwie 921 pozostało przy życiu, a z 20 tysięcy obrońców słynnej Iwo Jimy do obozów jenieckich trafiło jedynie 5 proc.

Nie można tu wszakże zapomnieć, że w późniejszych etapach wojny alianci również często dopuszczali się rozmaitych zbrodni na japońskich brańcach. Fotografie takie jak ta z ostatnimi chwilami sierżanta Siffleeta tylko pogarszały ich sytuację. Nie pierwszy raz historia udowodniła, że niektóre miecze mają dwa ostrza.

###Michał Staniul dla Wirtualnej Polski

d2itnql

Podziel się opinią

Share
d2itnql
d2itnql