wp

Jakub Majmurek: Czy z TVP Kurskiego będzie co zbierać?

Nawet w PRL-u kierownictwo TVP dbało o apolityczną rozrywkę, pozwalającą w śmiechu rozładować napięcie i gniew na władzę. Telewizja Kurskiego natomiast zachowuje się, jakby planowała wyłącznie "dobrozmianowe" odpowiedniki zielonogórskiego Festiwalu Piosenki Radzieckiej i czasem tylko występ Zenka Martyniuka. To się nie może udać.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jakub Majmurek: Czy z TVP Kurskiego będzie co zbierać?
(East News)

Telewizja Jacka Kurskiego przypomina dziś idący na dno okręt. W pierwszym kwartale 2017 roku ciągle spadały wyniki oglądalności flagowych programów stacji, na czele z "Wiadomościami" i "Telekspresem" (choć ten pozostaje ciągle liderem w swoim segmencie rynku). Stacja ma nieustanne problemy finansowe. Jak informuje Money.pl, zeszły rok zamknęła ze stratą w wysokości 180 milionów złotych. Spadają wpływy z reklam. Mimo dobrego dostępu do ucha prezesa Kaczyńskiego, Kurskiemu nie udało się przewalczyć wprowadzenia ustawy o powszechnej opłacie audiowizualnej. Luka abonamentowa tymczasem rośnie – ludzie nie chcą płacić za kolejne emisje "Historii Roja" i benefisy Jana Pietrzaka. Telewizji nie pomagają też kolejne zaciągane przez spółkę kredyty – choć ratują jej codzienną, finansową płynność.

Czym zajmuje się prezes?

wp

Wydawałoby się więc, że prezes powinien być zajęty ratowaniem spółki. Sądząc po jego publicznej aktywności, ma jednak chyba całe mnóstwo czasu wolnego. W lutym zablokował na przykład emisję spektaklu teatru telewizji z udziałem aktorki Julii Wyszyńskiej. Powodem było to, iż aktorka występuje w głośnej "Klątwie" Olivera Frjlića, gdzie wykonała na scenie fellatio na figurze papieża Jana Pawła II.

Swoją decyzję Kurski uzasadniał kilka dni temu przed sejmową komisją kultury i środków wyrazu: "Aktorka tuż przed emisją sztuki z jej udziałem w telewizji publicznej dopuściła się [w teatrze] aktu, który obrażał uczucia religijne olbrzymiej większości Polaków i w oczywisty sposób łamała Ustawę o radiofonii i telewizji. Gdyby telewizja publiczna zdecydowała się na emisję sztuki, w której ta aktorka gra główną rolę, w oczywisty sposób opowiedziałaby się za tym systemem wartości sprzecznym, do którego przestrzegania zobowiązuje nas ustawa”.

Kurski wypowiada się tu jak trzylatek, nieodróżniający teatralnej fikcji od rzeczywistości, zdziwiony, że odtwarzający w filmie Supermana aktor nie potrafi naprawdę latać. Nikt rozsądny nie może jednak wątpić w inteligencję "bulteriera Kaczyńskich". Kurski mówi w sposób, w jaki mówi, bo jak trzylatków traktuje najtwardszy elektorat PiS, który akcją z Wyszyńską jeszcze bardziej stara się utwardzać.

Powrót cenzury

wp

Sprawa z Wyszyńską nie jest jedynym przypadkiem cenzorskiej aktywności Kurskiego. Wcześniej osobiście zdjął z anteny odcinek "Pegaza", poświęcony rozmowie wokół sztuki Przemysława Wojcieszka "Hymn polski" – wyszydzającej Antoniego Macierewicza i jego fanatycznych zwolenników, przekonanych o "zamachu w Smoleńsku".

O cenzurze na Woronicza mówili wielokrotnie anonimowo zwalniani pracownicy stacji. Pracownicy TVP Info donosili o komentatorach, jakich w żadnym wypadku nie można zapraszać do studia. Gdy związany z liberalnym pismem "Liberté" Marcin Celiński zaprosił do swojego programu w TVP pisarza Tomasza Piątka – prowadzącego wtedy głośne dziennikarskie śledztwo w sprawie tajemniczych tropów w karierze Antoniego Macierewicza – natychmiast podziękowano mu za współpracę. Redaktorzy TVP Kultura mówili w prasie o telefonach z biura programowego TVP, domagających się wstrzymania emisji takich obrazów jak "Ida" czy "W imię" Małgorzaty Szumowskiej.

Cenzura czasem paradoksalnie sprzyja kulturze. Zmusza twórców do poszukiwania ezopowego języka, do prowadzenia wyrafinowanej gry z cenzorem i czytelnikiem. Gorzej jednak, gdy cenzor do żadnej wyrafinowanej gry nie jest z natury zdolny. To wydaje się obecnie mieć miejsce przy Woronicza.

PiS-owska cenzura w TVP tnie bowiem na ślepo po wszystkim co z punktu widzenia "dobrej zmiany" może wywoływać jakiekolwiek polityczne kontrowersje. W TVP Kurskiego kontrowersyjne nie muszą być nawet treści. Podejrzane są po prostu niektóre osoby – grająca w "Klątwie" Wyszyńska wystarczy do zatrzymania teatru telewizji z jej udziałem, sympatyzująca z KOD Kayah do próby cenzury składu opolskiego festiwalu. Taki model cenzury to przepis na telewizję pogrążoną w artystycznym i myślowym stuporze, mordującą widownie nudą i konformizmem.

wp

Propaganda nie może nudzić

W warunkach ciągle istniejącego nad Wisłą pluralizmu medialnego taki model prowadzenia TVP uderza jednak przede wszystkim w samą stację. W przeciwieństwie do głębokiego PRL, Telewizja Polska nie jest dziś jedynym miejscem, gdzie można pokazać film, serial, koncert czy telewizyjne show. Popularni artyści mają w razie czego dokąd pójść. Jak pokazuje fenomenalny sukces "Ucha prezesa", do widzów można dotrzeć przez Internet, w ogóle omijając jakąkolwiek tradycyjną telewizję.

Taki stan rzeczy – zwłaszcza w sytuacji, gdy rządząca dziś na Woronicza partia powszechnie uważana jest w opiniotwórczych środowiskach za "trędowatą" - czyni TVP silnie podatną na środowiskowe bojkoty twórców z różnych dziedzin. Kurskiemu boleśnie i dobitnie uświadomić powinna to sprawa Opola.

Dlaczego taka sytuacja jest dla TVP niebezpieczna? Propaganda, jaką stacja uprawia na rzecz rządu, by działać, musi być opakowana w złotko atrakcyjnej telewizyjnej rozrywki, osładzana lubianymi przez widownię twarzami gwiazd. Propaganda w nudnym opakowaniu odstrasza widownię – zwłaszcza taką, która ma pod ręką telewizyjnego pilota.

wp

Przejęta przez PiS telewizja już wcześniej lekką ręką pozbyła się swoich gwiazd – od Tomasza Lisa, przez Beatę Tadlę, po Roberta Makłowicza. Nowych jak dotąd nie udało się wykreować. Flagowe programy dobrej zmiany nie radzą sobie najlepiej – zarówno jeśli chodzi o opinie ekspertów, jak i uwagę widzów. "Late show" Ziemkiewicza i Goćka okazał się spektakularną klęską, jeśli chodzi o wyniki oglądalności. Ścigające się ze "Szkłem kontaktowym" "W tyle wizji" nie może przegonić konkurenta.

W PRL władze wiedziały, że TVP nie może ciągle nadawać przemówień z plenum, reportaży o zbiorach buraka pastewnego, filmów o wielkiej wojnie ojczyźnianej czy transmisji z Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Kierownictwo telewizji dbało o apolityczną rozrywkę, a nawet o wentyle bezpieczeństwa, pozwalające w śmiechu rozładować napięcie i gniew na władzę. Telewizja Kurskiego zachowuje się czasem, jakby jej kierownictwo planowało antenę, gdzie obecne są wyłącznie "dobrozmianowe" odpowiedniki Zielonej Góry i na rozrywkę od czasu do czasu Zenek Martyniuk. To się nie może udać.

TVPiS to droga donikąd

Z kolei w publicystyce TVP poszło tak silnie w tożsamościowy model, że odebrało sobie możliwość politycznego manewru. Nikt nie oczekiwał, że Kurski zrobi pluralistyczną telewizję, ale skala podporządkowania stacji pisowskim przekazom dnia jest zdumiewająca.

wp

Taka linia stacji robi z niej użyteczne do utwardzania najtwardszego elektoratu Nowogrodzkiej, ale uniemożliwia jej przy tym sensowną komunikację z centrum sceny politycznej, z niezdecydowanymi wyborcami, których partia rządząca mogłaby przekonać do swoich racji. Niezakochany w dobrej zmianie widz nie wytrzyma pasma publicystycznego, w którym dyskusje prowadzone przez Michała Karnowskiego lub Michała Rachonia, prezentują spektrum opinii od tygodnika Lisickiego, przez "wSieci", po "Gazetę Polską" i inne media Sakiewicza. Męczenie widzów zupełnie niezrozumiałą dla ludzi urodzonych po roku ‘89 "Nocną zmianą" czy filmami Grzegorza Brauna o eugenice także nie pomoże przekonać nieprzekonanych.

Na taką telewizję większość Polaków, która w 2015 roku nie poparła PiS, za nic nie będzie chciała płacić abonamentu. Najbardziej szczelne systemy ściągania opłaty audiowizualnej nie pomogą.

Nowy abonament coraz bliżej. Zobacz, dlaczego nikt nie uniknie płacenia:

Kolejnego Kurskiego TVP nie wytrzyma

Jakie nie byłyby jednak problemy w TVP, Jacek Kurski może czuć się bezpieczny dopóki, dopóty z robionej przez niego telewizji zadowolony jest jeden widz – Jarosław Kaczyński. A ten będzie zadowolony tak długo, jak długo zgadzać się będą słupki poparcia w sondażach dla partii. Te są na razie w porządku, na żadne zmiany w TVP się więc nie zanosi. Problem w tym, że tego stopnia upartyjnienia telewizja może po prostu nie przetrwać, finansujący ją widzowie powiedzą w końcu dość i zażądają od następnego rządu sprzedaży spółki.

Zwłaszcza, że politycy opozycji, dziś słusznie oburzający się na to, co robi Kurski, nie mają jasnej propozycji, co zrobić, by tego typu sytuacja się nie powtórzyła w przyszłości. Jeszcze przed wyborami środowiska zbliżone do Obywateli Kultury przedstawiły zarys nowego paktu dla mediów publicznych. Proponował on szereg ciekawych rozwiązań dotyczących zarówno wyłaniania władz publicznych mediów i kontroli nad nimi, jak i zasad finansowania wartościowych treści medialnych z publicznych środków.

O różnych szczegółowych propozycjach tego paktu można dyskutować, warto jednak, by opozycja, korzystając z degrengolady TVP pod wodzą Kurskiego, odnosząc się do tych propozycji, przedstawiła wyborcom jasny pomysł na to, jak media publiczne mogłyby wyglądać naprawdę inaczej. Bo Kurski i Rachoń jako twarze publicystyki nie wzięli się znikąd, jak w soczewce skupiają wszystko to, co w III RP w kształcie mediów publicznych – i ich relacji z polityką – było najgorsze.

Wyborcy mają dobre powody, by obawiać się, że po odsunięciu PiS od władzy jak zawsze na Woronicza wkroczą miotły nowej ekipy, które wyczyszczą Kurskiego, Rachonia, Ziemkiewicza, ale tylko po to, by wprowadzić swoich odpowiedników tych postaci. Jeśli nie wyrwiemy telewizji z tego zaklętego kręgu, z mediów publicznych nie będzie co zbierać. Tego Kurskiego jeszcze być może telewizja jakoś przetrwa. Następnego politycznego bulteriera na Woronicza – niezależnie, czy będzie z Razem, Nowoczesnej, PO czy PSL – już niekoniecznie.

Jakub Majmurek dla WP Opinie

Polub WP Opinie
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Trwa ładowanie
.
.
.