wp

Andrzej Stankiewicz: Wszystkie odjazdy Antoniego Macierewicza

Lata lecą, a jedno pozostaje bez zmian - upodobanie Antoniego Macierewicza do kobiet i spisków. O tym pierwszym w PiS dyskretnie się milczy, ale to drugie budzi coraz większe obawy - pisze Andrzej Stankiewicz dla WP.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Antoni Macierewicz
Antoni Macierewicz (PAP, Fot: Wojciech Pacewicz)

"Jeżeli chodzi o Macierewicza, pamiętaj o jednej rzeczy, że jest to człowiek niewątpliwie zręczny, wykształcony, sprawny intelektualnie, inteligentny i generalnie rzecz biorąc wyrobiony politycznie, u którego w pewnym momencie kariery życiowej coś się zacięło, nastąpił jakiś odjazd" - tak Jarosław Kaczyński mówił Teresie Torańskiej w książce "My", poświęconej politykom z obozu dawnej "Solidarności".

Były lata 90. i Macierewicz przeżywał właśnie swój pierwszy poważny odjazd - na lustrację. Potem zacinał się jeszcze dwa razy. W 2006 r. - na punkcie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, specsłużb które uznał za wcielenie wszelakiego zła III RP. A w 2010 r. - na Smoleńsku. To zacięcie trwa do dziś i może mieć poważne konsekwencje dla rządów PiS.

wp

Smoleński kalendarz ministra

Jest czwartek, 4 lutego. Macierewicz powołuje nową komisję smoleńską. Zaczyna od poważnych oskarżeń wobec poprzedników: - Zostały ukryte podstawowe fakty i informacje, które w sposób zasadniczy zmieniają ogląd wydarzeń. Trzeba wskazać na meldunki instytucji państwowych, pokazujące przygotowanie przez służby operacji mającej uniemożliwić dojście do prawdy - mówi. Większość ekspertów powołanych przez Macierewicza wierzy, że prezydent zginął w zamachu.

Jest piątek, 5 lutego. Macierewicz zapowiada, że zgłosi do prokuratury sprawę zniszczenia wszystkich meldunków dotyczących sprawy smoleńskiej, które napływały do Sztabu Generalnego w dniu 10 kwietnia 2010.

Jest sobota, 12 marca. Macierewicz wygłasza wykład dla studentów na uczelni ojca Tadeusza Rydzyka. W swym sprawdzonym stylu przedstawia Polskę jako Mesjasza narodów, co zawsze w Toruniu jest mile widziane. - Po Smoleńsku możemy powiedzieć, że byliśmy pierwszą wielką ofiarą terroryzmu we współczesnym konflikcie, jaki się na naszych oczach rozgrywa - mówi.

wp

Dosłownie znaczy to po prostu, że w Smoleńsku był zamach. Ponieważ Macierewicz mówi studentom Rydzyka dużo złego o Rosji, to wniosek sam się narzuca - to Ruscy zamordowali prezydenta.

Jest środa, 16 marca. Na posiedzeniu sejmowej komisji obrony Macierewicz mówi, że jeden z podzespołów tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku, mógł mieć fabryczną wadę. A film z otwarcia czarnej skrzynki jest nieprawdziwy. - Nie ma wątpliwości: 18 metrów nad ziemią zaniknęło całe zasilanie elektryczne samolotu. Możecie to ukrywać, macie w tej sprawie duże doświadczenie - rzuca do posłów opozycji.

Macierewicz demaskuje "Bolka"

Ten smoleński kalendarz Macierewicza jest coraz bardziej zapełniony, co zaczyna budzić obawy bardziej umiarkowanych polityków PiS. W jednym mają oni rację: we wszystkich swoich odjazdach Macierewicz zawsze pozostawał radykałem do końca, nawet za cenę politycznej katastrofy.

wp

Po raz pierwszy widać to było w 1992 r. Macierewicz był ministrem w rządzie Jana Olszewskiego, tworzonym przez Porozumienie Centrum, ówczesna partię Jarosława Kaczyńskiego. Jako szef MSW przygotował pierwszą w historii III RP listę agentów SB wśród najwyższej rangi urzędników, posłów i senatorów. Na jej czele umieścił prezydenta Lecha Wałęsę.

Scena z mitycznego dla prawicy filmu "Nocna zmiana": przed upublicznieniem listy Macierewicz rozmawia z Wałęsą. Prezydent, który wiedział, że znajdzie się na liście agentów, mówi: - Proszę o wielkie zastanowienie. Pan wie, co w latach 70. było robione, jakie podrzutki jeszcze do dzisiaj krążą. Minister powoli nabija fajkę: - Tak jest, pan ma rację - zwraca się do Wałęsy. - Dlatego pracowaliśmy przez cztery miesiące, aby wyeliminować wszelkie uchybienia. Wszystko, co zostanie ujawnione, będzie absolutnie zgodne z prawdą.

Operacja Macierewicza walnie się przyczyniła do upadku rządu. Dopiero kilka tygodni temu - po odnalezieniu teczki TW Bolka w domu szefa komunistycznej bezpieki gen. Czesława Kiszczaka - historia przyznała Macierewiczowi rację. Czekał na to niemal ćwierć wieku. - To koniec legendy Lecha Wałęsy. Odejdzie w przeszłość, tak jak na to zasłużył. Żal mi tego, że zmarnowano 24 lata. Utrzymywano polski naród i społeczeństwo w kłamstwie - stwierdził Macierewicz. - Dokumenty, które zgromadziliśmy w 1992 roku przesądzały o tym, że pan Lech Wałęsa był w przeszłości tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Bolek". To ze względów politycznych obalono rząd, aby nie dopuścić do ujawnienia tego faktu.

Operacja lustracyjna wywołała głębokie podziały na prawicy i doprowadziła do marginalizacji Macierewicza na długie lata. To dlatego, że na liście kapusiów minister umieścił nie tylko Wałęsę, ale także kilku kolegów z rządu i innych ważnych polityków, w tym marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, lidera swej ówczesnej partii - Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Prywatnie był taki sam. Zawsze prędzej czy później w gronie znajomych dostrzegał postacie podejrzane lub wręcz agentów. Po latach przyjaźni za agenta uznał choćby reżysera Pawła Piterę, męża europosłanki PO Julii Pitery. Zerwał z nim wszelkie kontakty.

wp

Ojciec wypił cyjanek

W tej swojej nieufności i wierze w spiski Macierewicz jest autentyczny. Gdy miał zaledwie rok, w niejasnych okolicznościach zmarł jego ojciec, chemik na Uniwersytecie Warszawskim. Macierewicz sugeruje, że zamordowali go esbecy. Ówcześni współpracownicy jego ojca twierdzą jednak, że Zdzisław Macierewicz sam wypił roztwór cyjanku potasu, choć rzeczywiście po wizycie esbeków. - Tragedia jego ojca, który był ofiarą stalinizmu - być może stąd się bierze jego zawziętość i przekonanie o własnej misji, że on ma w swój gen wpisane odkupienie tej prawdziwej, realnej Polski - mówił po latach Adam Michnik. W odpowiedzi Macierewicz zaatakował jego ojca i brata: - W mojej rodzinie wszyscy byli patriotami, którzy ginęli za Polskę i ojczyznę. Nie było wśród nich ludzi, którzy mordowali polskich patriotów, ani takich, którzy zdradzali ojczyznę na rzecz Sowietów.

Matka Maria Macierewicz wysłała Antoniego i jego starszego brata do zakładu wychowawczego Salezjanów w Rumii. Był tam półtora roku. O matce wypowiada się jednak w samych superlatywach: - Twarda, żywotna, zdecydowana. Gdy przestała pracować jako bakteriolog, zajęła się z pasją uprawą pracowniczej działki. Natomiast gdy skończyła 85 lat, przeprowadziła się do proboszcza w mojej parafii i gotowała mu posiłki - opowiadał w "Rzeczpospolitej".

Do radykalnego antykomunizmu Macierewicz szedł długą drogą. W latach 70. był zafascynowany latynoskimi ruchami rewolucyjnymi i miał mocno lewicujące poglądy. Atakował wówczas niezbyt przecież religijnego Michnika za "zbytnie klejenie się do Kościoła". Sam uchodził za czołowego playboya opozycji antykomunistycznej, a jego słabość do kobiet była powszechnym tematem żartów.

wp

Dopiero w latach 90. zaczął się wyraźnie obnosić z religią, zbliżył się do Radia Maryja, a z czasem stał się jednym z ulubionych polityków ojca dyrektora. Słabość jednak pozostała - uwielbia zaczepiać sejmowe dziennikarki, prawiąc im czasem mało katolickie komplementy.

Przeciw Lechowi Kaczyńskiemu

W połowie lat 90. Macierewicz nie był uważany za poważnego gracza. Po operacji przeciw Chrzanowskiemu ZChN się go pozbyło, założył więc własną partyjkę Akcja Polska.

Chleba z tego nie było, bo Macierewicz znalazł się poza Sejmem. Przez lata utrzymywała go żona Hanna, która jest krytykiem literackim i pracuje w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. W tym samym instytucie pracowała matka braci Kaczyńskich.

Do Sejmu wrócił, gdy przygarnął go dawny szef Jan Olszewski. W 1997 r. Macierewicz został posłem z listy jego Ruchu Odbudowy Polski, podobnie zresztą jak Jarosław Kaczyński. Ale to jeszcze nie wtedy między obu panami pojawiła się narodowo-katolicka chemia. Na reakcję chemiczną zabrakło czasu - Macierewicz w swoim stylu rychło poróżnił się z Olszewskim i założył własną partię: Ruch Katolicko-Narodowy. W wyborach 2001 r. startował już z list Ligi Polskich Rodzin, wspieranej przez media Rydzyka. Oczywiście, wkrótce po wyborach Macierewicz pokłócił się z liderem LPR Romanem Giertychem i odszedł.

Z Kaczyńskimi też wciąż był na dystans. W 2002 r. wystartował nawet przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu w wyborach na prezydenta stolicy. Skompromitował się - dostał 5849 głosów, czyli zawojował serca 1 proc. warszawiaków.

Kamikaze do likwidacji WSI

Sytuacja zmieniła się, gdy Kaczyńscy wygrali podwójne wybory w 2005 r. Lider PiS potrzebował kamikaze do likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, które uważał za przybudówkę rosyjskiego złowrogiego GRU. Pamiętając determinację Macierewicza w tropieniu agentów SB, wyciągnął go z niebytu i powołał na likwidatora WSI.

Jednak raport Macierewicza z likwidacji WSI nie był sukcesem. Nie udowodnił wszechwładzy wojskowych służb w polityce, biznesie i mediach - na co liczył prezes PiS. Ludzie Macierewicza przygotowali więc aneks do raportu, jednak prezydent Lech Kaczyński odmówił jego publikacji. - Aneks miejscami jest bardzo interesujący, ale zbyt wiele jest tam fragmentów, w których fakty zastąpiono interpretacjami. Wnioski są wyciągane także tam, gdzie nie ma do tego wystarczających podstaw - stwierdził w sierpniu 2008 r.

Notowania Macierewicza u prezydenta wyraźnie spadły. To wyglądało na koniec kariery - Macierewicz znalazł się na marginesie PiS.

Będzie zamach

Paradoksalnie, polityczną szansę na zmartwychwstanie zwęszył 10 kwietnia, gdy Lech Kaczyński zginął. Choć Macierewicz był w Katyniu, gdzie czekano na prezydenta, to nie pojechał na miejsce katastrofy, tylko w popłochu wrócił do kraju.

Mimo to już w dniu katastrofy wydzwaniał do Jarosława Kaczyńskiego z instrukcjami, jak się należy zachowywać wobec Rosjan. A potem sam się obsadził w fotelu szefa zespołu PiS do spraw katastrofy smoleńskiej.

Smoleńsk dał mu stanowisko wiceszefa PiS i ministra obrony. Dzięki Smoleńskowi zdobył mir w twardym prawicowym elektoracie, co nie udało mu się wcześniej przez ćwierćwiecze, mimo odjazdów w kierunku lustracji i WSI. Smoleńskiem wreszcie uzależnił od siebie Kaczyńskiego - dziś jest jedynym politykiem PiS, który ma w partii pozycję niezależną od prezesa.

Dla nikogo w PiS nie ma wątpliwości, że nowa komisja smoleńska Macierewicza skończy prace konkluzją, że w Smoleńsku mogło dojść lub wręcz doszło do zamachu. No i co dalej? Optymiści twierdzą, że to zamknie sprawę. Prezes partii dostanie to, co chce - bohaterską śmierć brata - a jednocześnie Macierewicz wprost nie wskaże mocodawców zamachu, więc nie będzie żadnych międzynarodowych reperkusji jego teorii. Ale są też pesymiści, którzy sądzą, że Macierewicz oskarży o zamach Putina i zażąda pomocy NATO. Żadna pomoc nie przyjdzie - bo taki sygnał już wysłali do PiS zachodni dyplomaci. Ale może właśnie to będzie najlepszy dowód na spisek?

Andrzej Stankiewicz dla Wirtualnej Polski

Polub WP Opinie
Trwa ładowanie
.
.
.
Głosuj
Głosuj
0
Trafne
0
Smutne
0
Ciekawe
0
Irytujące
Podziel się na Facebooku
wp
wp
wp